Kto prowokował 11 listopada?

Cóż, przyjrzyjmy się bliżej domniemanym dowodom na rzecz prawdziwości tych sugestii. Materiał jest wszak dość bogaty, gdyż w Internecie krąży sporo filmików i zdjęć mających dokumentować taki, a nie inny przebieg niedzielnych rozrób. Co zatem widzimy na tych materiałach?

  1. Bardzo akcentowanym przez zwolenników teorii o „prowokacji policji” jest fakt przebywania w okolicy manifestacji grupy policjantów „w cywilu” i zasłoniętymi twarzami. Ta okoliczność została utrwalona na licznych filmikach i fotografiach. Tyle, że spokojniejsza analiza skłania raczej do wniosków przeciwnych omawianej tezie. Otóż, wspomniana grupa funkcjonariuszy Policji stoi w zwartej grupie, a część z nich ma na swym ubraniu wyraźne dla oczu napisy „Policja”. Na żadnym z obejrzanych przeze mnie filmików i zdjęć z MN (a zapoznałem się z co najmniej kilkunastoma z nich) nie widać, by ludzie z owej grupy rzucali czymkolwiek w swych kolegów z pracy czy wznosili hasła zachęcające do agresji względem policjantów. Pomysł zresztą, by osoby spośród których część (choć nie wszyscy) miała na odzieży napisy „Policja” atakowały innych funkcjonariuszy służb porządkowych z pewnością nie mógłby zrodzić się w głowach przełożonych policjantów, gdyż oznaczałoby to dla nich samobójcze szaleństwo. Proszę nie brać Policji za skończonych idiotów i głupców.

    Sam zaś fakt, iż niektórzy z policjantów przebierają się w cywilne ubrania i zasłaniają swe twarzy nie jest niczym dziwnym, ale wynika z specyfiki niektórych działań operacyjnych owych służb. Nie każdy policjant może pozwolić sobie na pokazywanie w sytuacji de facto publicznej, a więc takiej, gdy każda inna osoba może mu zrobić zdjęcie i upublicznić je w mediach różnego rodzaju. Potrzeba sprawnego pacyfikowania agresywnych grup wymaga też obecności nie tylko umundurowanych policjantów, ale również funkcjonariuszy, którzy sposobem swego ubrania nie od razu oznajmiają innym, gdzie pracują. W ten sposób łatwiej jest wyłapywać osoby najbardziej agresywne z nieprzyjaźnie nastawionych grup. To jest oczywistość i trzeba naprawdę być mocno uprzedzonym, by wspomnianą wyżej okoliczność interpretować jako chęć prowokacji demonstrantów do używania przemocy. Tym bardziej, że – powtórzmy – zwolennicy tezy o „prowokacji policji” nie pokazali ani jednego filmiku czy zdjęcia na którym funkcjonariusze owej służby rzucali w swych kolegów czymkolwiek, wznosili przeciw nim agresywne hasła czy też w inny sposób zachęcali ludzi obecnych na MN do stosowania siły fizycznej.

  2. Niektórzy z apologetów omawianej tezy wskazują na filmik, w którym widać jak jeden z umundurowanych policjantów „odrzuca” racę rzuconą w stronę oddziału policji. Komentarz do tej sceny jest oczywiście następujący: „Policjant rzuca w tłum zapaloną racę! To kolejny dowód na prowokację!„. I znów mamy tu klasyczne „odwracanie kota ogonem„. Przecież ta raca została rzucona wcześniej w policjantów ze strony atakujących nań osób. Policjant po prostu odrzucił ów przedmiot w kierunku z którego został on rzucony. To był akt obrony siebie i swych kolegów, a nie napaść czy prowokacja.

  3. Na filmikach i zdjęciach z niedzielnych zamieszek widać grupę od kilkudziesięciu do kilkuset młodych ludzi atakujących policjantów. Osoby te nie przypominają raczej wspomnianych wyżej policjantów „po cywilu”. Często za to swym wyglądem odpowiadają wizerunkowi „pseudokibica” – dresy, klubowe szaliki, kominiarki w charakterystycznych barwach klubów piłkarskich. Gdy wspomni się fakt, iż kibice na ogół nie lubią (delikatnie mówiąc) policji, na swych forach w Internecie chwalili udziałem w rozróbach z zeszłorocznego MN, a przed tegoroczną manifestacją niektórym grupom kibiców odebrano różne niebezpieczne narzędzia, to obraz ten układa się w jedną i logiczną całość. To część kibiców powinna być więc wielce podejrzana o celowe prowokowanie zadym, a nie policjanci. To właśnie, przynajmniej niektórzy z nich, przyjechali na MN po to by bić się ze znienawidzoną przez siebie policją, przy okazji dając się we znaki pogardzanemu przez siebie rządowi Tuska.

Oczywiście, agresywnych uczestników MN była zdecydowana mniejszość, by nie powiedzieć garstka. Stanowili oni może 0, 5 procenta, góra 1 procent wszystkich ludzi, którzy przyszli w tym dniu manifestować z narodowcami. Słowa uznania należą się też organizatorom MN, którzy w sposób zdecydowany i stanowczy nawoływali zbyt krewkich młodzieńców do zachowania spokoju i nieatakowania policjantów. Znalazło to swój wyraz też w praktycznych działaniach służb porządkowych MN, które próbowały powstrzymywać agresywnie zachowujące się osoby od rzucania w Policję kostkami brukowymi i racami (co widać na filmikach). Skoro już jednak doszło do rozruchów, to nie ma co sięgać po skrajne nadinterpretacje pewnych zdarzeń utrwalonych na filmach i zdjęciach. Żaden sąd na ich podstawie nie przyznałby bowiem racji teorii o „prowokacji policji”. Nie ma co zatem uciekać się do – w najlepszych wypadku – lekkomyślnych posądzeń. Jest prawdą, że policjanci czasami drastycznie nadużywają swych uprawnień, ale w tym wypadku, przesłanki by do tego faktycznie doszło, są więcej niż mizerne. Zdecydowanie uczciwej byłoby przyznać: „Zaprosiliśmy kibiców po których można spodziewać się inicjowania agresji wobec policji. Zrobiliśmy tak, gdyż mimo wszystkich swych dużych wad, środowiska te wydają mieć sobie spory potencjał szacunku dla patriotycznych i konserwatywnych wartości. Nie chcieliśmy by doszło do rozrób, myśleliśmy, że zdołamy zapanować nad emocjami i agresją tych ludzi, ale cóż i tym razem nie udało się to nam„.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Kto prowokował 11 listopada?”

  1. Sugeruje Sz.Panu nastepny tekst napisac np.o antysemityzmie Krzyzowcow I Krucjaty lub o zbrodniach przeciw ludzkosci jaka bylo ze strony Wandejczykow eliminowanie z walki dzielnych zolnierzy rewolucyjnych. Moze Sz.Pan rowniez poswiecic wiele uwagi zbrodniom Frankistow w jakims innym tekscie:) Demokracja parlamentarna idealem katolickim?

  2. Nie mogę kategorycznie powiedzieć czy to była prowokacja policji. Mogę tylko zwrócić uwagę na coś o czym wiadomo – demokracjom nie jest na rękę taka sytuacja niekontrolowanego odruchu społecznego. Przykład zza zachodniej granicy, nieco odmienny a jednak znaczący. O ile pamiętam kiedyś w Niemczech sąd omówił delegalizacji NPD w konkretnym przypadku gdzie 7 na 10 członków najwyższego organu tej partii okazało się być policjantami. I to właśnie ci zakonspirowani policjanci działali w tym organie najmocniej, najradykalniej, najjaskrawiej. Mieli decydujący wpływ na tą organizację. Sąd podszedł uczciwie do sprawy i uznał, że nie może zakazać działalności partii w której organem decyzyjnym czy też najwyższymi strukturami sterowali prawie sami policjanci. Sprawę tą podał nam kiedyś prowadzący ćwiczenia na studiach (dwa lata temu, więc pewne szczegóły mogłem ewentualnie przekręcić,lecz sytuacja autentyczna), o sympatyzowanie z NPD absolutnie bym go nie posądzał – ot pokazanie jak wygląda rzeczywistość.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.