Kto tam znów rusza prawą? Lewa, lewa, lewa!

Co jakiś czas na łamach tego organu i na portalu nizalezna.pl przywołuje się do porządku tych publicystów na prawicy, którzy mają jakieś wątpliwości co do przyczyn katastrofy, pardon, zamachu smoleńskiego. Obecnie na celowniku jest redaktor dziennika „Rzeczpospolita” Piotr Skwieciński.

Nie dość, że nie wierzy w zamach, to w dodatku wyśmiewa się z „eksperta” zza Oceanu, prof. Biniendy, który „odkrył”, że były „dwa wybuchy” na pokładzie i że na pewno skrzydło nie mogło ulec destrukcji w wyniku zderzenia z 40-centymetrową brzozą. Bienienda, wezwany przez prokuraturę na konfrontację – zwyczajnie wsiadł do samolotu i odfrunął do Ameryki.

On odleciał a pilnujący czujności rewolucyjnej rzucili się na Skwiecińskiego. Anita Gargas w felietonie pod finezyjnym tytułem „Cep Skwiecińskiego” ujawnia:

„Nie ustają ataki na zagranicznych naukowców, którzy ośmielili się krytycznie spojrzeć na dokonania MAK i komisji Millera w sprawie katastrofy smoleńskiej. W „Rzeczpospolitej” odezwał się Piotr Skwieciński, człowiek, który na wydarzenia polityczne od dawna patrzy z pozycji Rosji”.

W pierwszym zdaniu mamy już odpowiedź na pytanie – dlaczego ten Skwieciński śmie pisać inaczej niż ustalił wydział ideologiczny partii smoleńskiej! To proste – od dawna patrzy na to z pozycji Rosji. To tak jakby w latach 50. napisać: „Dziennikarz ten patrzy na kwestie budownictwa socjalistycznego z pozycji imperialistycznych i wrogich władzy ludowej”.

Dowodów jest aż nadto. Po pierwsze, przebywa cały czas w Moskwie jako korespondent „Rzeczypospolitej”. Z kim tam się spotyka, na jakie zebrania chodzi, komu ulega? Po drugie, popatrzmy co pisze:

„W 2011 roku jako moskiewski korespondent „Rz” dzielnie sekundował teoriom Kremla. Mówił o błędnej decyzji pilotów, którzy próbowali lądować mimo złej pogody. Przekonywał, że hipoteza o zamachu jest nieracjonalna”.

Zaiste, skandal nad skandale. A teraz wyśmiewa genialnego uczonego z Ameryki. Dodam od siebie, że Skwieciński napisał też obszerny artykuł na temat lewicy rosyjskiej, że jest w gruncie rzeczy konserwatywna i nie lubi zachodnich bzdetów o mniejszościach seksualnych, a w dodatku popiera Cerkiew! I Skwiecińskiemu to się podobało! Cóż więc robić? Za Stalina wezwano by delikwenta do Kraju, np. „na konsultacje”, i już by niczego nie napisał.

A dzisiaj? Dzisiaj można go zdezawuować jako zdrajcę, potencjalnego, a może już nie tylko potencjalnego – agenta (wpływu czy realnego, nie ma znaczenia). Taki „mały” nacisk na redakcję „Rzeczpospolitej”, a nuż wyrzuci go z łamów. A jeśli nie, to faceta obrzuci się błockiem, że aż miło. No bo przecież nie można dopuścić, żeby ktoś miał wrogie poglądy i w dodatku je głosił, żeby ruszał prawą, boć przecież musi być jedynie lewa, lewa, lewa!
Autor:

Jan Engelgard

www.engelgard.pl

aw

Click to rate this post!
[Total: 1 Average: 5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.