Kuczyński: Czy Polska jest przygotowana na zmiany w polskim ruchu na Białorusi?

O tym, że ZPB, podobnie jak i Polska Macierz Szkolna, mają w swym statucie określoną działalność kulturalno-oświatową, a prawo białoruskie zabrania organizacjom społecznym prowadzenia działalności politycznej, w Polsce dobrze wiedziano. Wprost stwierdzano, że ZPB powinien być „apolitycznym” stowarzyszeniem, które nie będzie występowało przeciwko reżimowi Łukaszenki,. Jak wiadomo pomoc Polski w «demokratyzacji» Białorusi to jedno, a konflikt z wykorzystaniem Polaków jako narzędzie to drugie.

W marcu 2005 roku, na VI zjeździe Związku Polaków na Białorusi poprzez różne manipulacje pozaprawne (w tym także i kryminalne) jego prezesem została Andżelika Borys. Władze Białorusi dobrze wiedziały, jak doszło do kryzysu i tej zmiany (bowiem także ją popierały!), jakie były cele tej operacji (i jakie instytucje ze strony polskiej to realizowały) i co tak naprawdę ma za zadanie robić grupa Borys. Mińsk wiedział też doskonale, że 70-90 proc. Polaków głosuje na Łukaszenkę i grupa Borys nie ma żadnego realnego poparcia. Można jednak domniemywać, że dla niektórych ośrodków władzy w Mińsku działalność grupy Borys była na rękę, bo praktycznie osłabia znaczenie polskiej mniejszości i paraliżowała działalność ZPB (tego legalnego). Wskazywać na to może wyjątkowa tolerancja dla samej Borys, która nawet po występach w Strasburgu, gdzie jako obywatelka Białorusi oskarżała jej dyktatorskie władze o wszystko co najgorsze – swobodnie wróciła do kraju i nadal prowadziła swoją aktywność. A więc za polskie pieniądze, polskimi rękami niszczyło się polskość na Białorusi!

W rezultacie od 2005 roku istnieją na Białorusi dwa kierownictwa Związku Polaków: władze w Mińsku nie uznały zjazdu organizacji, na którym wybrano na prezesa Borys, a władze polskie władz ZPB – J. Lucznika. Z czasem Borys została zastąpiona przez Andżelikę Orechwo, a Łucznik – przez Siemaszkę. Historycy kiedyś odpowiedzą, ile w tym było antypolskich fobii urzędników, ile strachu przed falą «kolorowych rewolucji», a ile gry służb specjalnych.

Przypomnijmy chociażby epizod z Romanem Giertychem szefem Sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą. Akurat on był jednym z tych polityków, którzy twierdzili, że ZPB powinien być „apolitycznym” stowarzyszeniem, bowiem w przypadku prześladowań Polaków – czołgów do Grodna nie wprowadzimy. W „Gazecie Wyborczej” w 2005 roku próba mediacji posła Romana Giertycha w sprawie konfliktu w Związku tak przedstawiono: pisano -“Poseł Roman Giertych jest szefem Sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą. W piątek zapowiedział, że pojedzie na Białoruś, by spotkać się z Zarządem Związku Polaków wybranym na marcowym zjeździe tej organizacji, unieważnionym przez białoruskie władze. (…) Poparł go Jan Rokita (PO).” Tu dobitnie widać kto rozgrywał w Polsce scenariusz wydarzeń wokół ZPB. Jak wiadomo, Jan Rokita szykował się wówczas na nowego liberalnego premiera Polski. Dalej napisano, że: “Giertych jedzie łączyć stary i nowy zarząd. — Chce doprowadzić do kompromisu wewnątrz ZPB.” Ale „GW” nie chciała do tego dopuścić: “Na pomoc Kruczkowskiemu? Działacze polonijni podkreślają szczególnie dobre stosunki między Giertychem i Kruczkowskim. Na początku ub. roku lider LPR miał nawet telefonować do polskiej ambasady w Mińsku. Domagał się, by polscy dyplomaci nie kontaktowali się z Tadeuszem Gawinem — skonfliktowanym z Kruczkowskim.” Powstaje pytanie: dlaczego Roman Giertych, przewodniczący Sejmowej Komisji ds. Łączności z Polakami za Granicą i lider partii o kierunku narodowym, ostatecznie nie wykonał swego zamiaru i do Grodna nie przyjechał? Jakie groźby (nie tylko GW) zmieniły jego pierwotne zamiary?
Nieuporządkowany system dotowania przez Senat RP (poprzez Wspólnotę Polską) działalności statutowej ZPB także doprowadził do rozbicia ruchu polskiego na Białorusi. 22-24 października 2004 r. Zarząd ZPB zorganizował w Grodnie międzynarodową konferencję naukową „Problemy świadomości narodowej ludności polskiej na Białorusi” z udziałem naukowców z Grodna, Mińska, Warszawy, Wrocławia, Lublina i Białegostoku. Uczestniczyli w grodzieńskich obradach: Adam Hlebowicz, członek Zarządu Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, Marian Siemakowicz, I sekretarz ambasady RP na Białorusi, Andrzej Krętowski, konsul generalny RP w Grodnie. W tym samym terminie Józef Porzecki (objęty zakazem wjazdu do Polski jako osoba niebezpieczna dla Polski) i szefowa białostockiego oddziału Wspólnoty Polskiej mgr Maria Żeszko zorganizowali szkolenie «przewodników turystycznych» w Baranowiczach! Zdumiewającym był fakt, odbywania się równocześnie dwóch tak ważnych dla Polaków z Białorusi imprez! Okazało się potem, że «impreza» w Baranowiczach była swoistym przygotowaniem rozłamu w strukturze ZPB.

Obecny nielegalny status części ZPB ma swoje strony ujemne. Przypomnijmy że ekipa A. Borys, a obecnie A. Orechwo nie może legalnie wydawać pieniędzy na cele statutowe bowiem oficjalnie istnieje tylko jako firma komercyjna… Zresztą rząd polski już nie jeden raz spłacał długi tej firmy. Do tego oczywiście brak rozliczenia i zawsze można dopisać że reżym skonfiskował coś z tego, a coś z tamtego poszło na łapówki itd. Pozostaje nieznany i los Domów Polskich, które teraz niszczeją bądź stały się swoistym prywatnym biznesem kilku obrotnych osób (M. Lysy – Mińsk, J. Zurawowicz – Mogilow, W. Bogdan – Szczuczyn, A. Gałustowa – Witebsk i in.).

Jednak jest oczywiste, że obecna sytuacja rozbicia i nielegalności pewnej części największej polskiej organizacji w kraju nie może trwać w nieskończoność. Wcześniej czy później trzeba będzie pójść po rozum do głowy. Ostatnio zrobiony został nowy krok – ze stanowiska prezesa związku ustąpił Stanisław Siemaszko, który był prezesem oficjalnego ZPB, nie uznawanego przez Polskę. Został nim we wrześniu 2009 r. Wcześniej nie miał nic wspólnego ze Związkiem, nie był nawet członkiem organizacji. Mieczysławowi Łysemu powierzono funkcję p.o. prezesa. Będzie on pełnił funkcję do kolejnego zjazdu organizacji, planowanego na 2013 rok. Mówi się, że ma on być dla władz białoruskich przejściowym liderem do czasu wyłonienia nowej postaci kompromisowej, albo jak sprawdzi się i zostanie zaakceptowany przez stronę polską to i stałą.

Siemaszko napisał rezygnację jeszcze w środku grudnia 2011 roku, ale ogłoszone to zostało dopiero po 3 tygodniach. Rezygnację uzasadnił przyczynami rodzinnymi. Natomiast Jadwiga Łysa (prezes Rady Naczelnej) oświadczyła że Siemaszko chciałby zajmować się biznesem, a robienie dwóch rzeczy naraz jest niemożliwe. A to akurat Jadwiga Łysa była tą osobą, która na zjeździe w 2009 roku formalnie wysunęła kandydaturę Siemaszki, wbrew Statutowi organizacji. Z tą rezygnacja było zresztą trochę zamieszania. Oto na posiedzeniu Zarządu Głównego ZPB w styczniu 2012 roku zwróciła się ona do Siemaszki o sporządzenie nowej dymisji. Okazało się bowiem, że w międzyczasie Siemaszko przysłał telegram, w którym stwierdził, że wycofuje rezygnację i zostaje prezesem związku. Najwyraźniej wokół tego toczyła się jakaś zakulisowa rozgrywka.

Powstaje więc pytanie o rzeczywiste przyczyny odejścia Siemaszki. Znawcy tematu podnoszą szereg pytań w tej sprawie. Z jednej strony Siemaszko nie orientował się w materii polskiego ruchu na Białorusi, a także stosunków polsko-białoruskich. Wystarczy przypomnieć jego «Chren z toj Polszej!». Był popierany poprzez władze białoruskie i obecny «beton» w ZPB (J. Łysa, J. Łucznik, M. Łysy, D. Korol, J. Żyrowowicz i in,), którzy w 2005 roku pisali do ministerstwa sprawiedliwości Białorusi zażalenia z prośbą ponownego zwołania zjazdu ZPB. A z drugiej strony Siemaszko potrzebował od miejscowych urzędników (gubernator grodzieński Siemion Szapiro) finansowania organizacji, spłacenia jej długów, a także miejsca dla ZPB w białoruskim parlamencie. Oprócz tego przegłosował Siemaszko na RN ZPB w listopadzie 2011 roku wbrew stanowisku władz państwowych i betonu ZPB decyzję o domaganiu się spotkania z prezydentem Łukaszenko w celu omówieniu sytuacji wokół ZPB oraz starcie ZPB w wyborach do białoruskiego parlamentu. Były także rozmowy o podjęciu przez Siemaszko kontaktów z drugim ZPB… W kuluarach Związku mówiło się też ostatnio o konflikcie Siemaszki. z gubernatorem grodzieńskim Siemionom Szapiro, który według Siemaszki, oświadczył że dopóki on jest władzą żaden Polak z Grodzieńszczyzny nie dostanie się do parlamentu. Jak widzimy w sprawie dymisji mamy więcej pytań niż odpowiedzi.

W tej sytuacji rząd polski wprost, a także poprzez swoje placówki dyplomatyczne powinien zwrócić się do szeregowych członków obojga Związków o rozpoczęcie dialogu. Wiadomo, że niezadowoleni obecną sytuacją w obu organizacjach tworzą większość. Mają oni dość, że ich kosztem i ze szkodą dla polskości szereg «zawodowych Polaków» z obu stron pilnuje tylko swoich prywatnych korzyści. Powinna powstać niezależna komisja z Polski do zbadania prawdziwej, a nie medialnej sytuacji, z udziałem szeregowych członków obojga Związków bez obecnych prezesów , wiceprezesów i innych etatowych «zawodowych Polaków». W obecnej sytuacji gdy władze państwowe zrezygnowały z nieobliczalnego dla dwóch stron Siemaszki i zamieniły go całkowicie dyspozycyjnym M. Łysym to staje się wręcz palącą potrzebą . Niestety już nie jeden raz przedstawiciele Polski mając możliwości nie zdołali pójść za sytuacją żeby ją rozwiązać. Pierwszy raz okazja taka była gdy grupa polskich działaczy, która sprzeciwiła się polityzacji ZPB w 2005 roku, specjalnie wypromowała wbrew pierwotnej propozycji władz białoruskich zasłużonego kolegę T. Gawina – Józefa Łucznika, w nadziei że w Polsce zrozumieją sytuację (a więc odczytają właściwie ten krok i zresztą w tym kierunku pisały także niektóre polskie media) i uznają ZPB. Niestety albo nie zostało to zrozumiane, albo nie chciano z tego skorzystać, bo były inne priorytety i przyjęto strategię – Andżelika albo śmierć! Drugi raz to była propozycja ministra Sikorskiego doprowadzenia do ogólnego wspólnego zjazdu. Niestety została ona wówczas storpedowana u premiera Tuska przez A. Borys pod hasłem – trzeba bronić kobietę!
Czy tym razem się uda? Władze białoruskie wykonały gest. Wiele zależy od reakcji strony polskiej. Jeśli za najważniejsze uważają one interesy polskości na Białorusi, a nie jakąś doraźną grę polityczną to nie ulegną prowokacjom czynionym w imię partykularnych, a często wręcz prywatnych interesów i będą konsekwentnie dążyły do rozwiązania szkodliwego konfliktu wokół ZPB.

Antoni Kuczyński, Grodno

http://sol.myslpolska.pl/

aw

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *