Leszek Sosnowski: Kiedyś czołgi za 1 euro, dziś za miliardy złotych

Pod koniec listopada przebiegła przez media niczym błyskawica – tyleż głośna, co krótkotrwała – wieść: Polska wzbogaci się o 119 superczołgów marki Leopard. Należało z tego wnosić, że pod obecnymi rządami rośnie potęga naszej armii. Słynne maszyny bojowe zakupiono w Niemczech. To była wielka okazja – stwierdził minister obrony Tomasz Siemoniak. Na pewno była to bardzo wielka okazja. Dla Niemców. Przypuszczalnie dla pana Siemoniaka i jego partyjnych kolegów także – skoro minister sam to potwierdził. Znaleźli się nieliczni komentatorzy, którym ów zakup wydawał się mało korzystny, jednak żadne media, ani z prawa, ani z lewa, nie zgłębiały, na czym polega owa „okazyjność”. A właśnie to jest kluczem do zrozumienia decyzji ministra.

Cała dotychczasowa droga zawodowa tego człowieka potwierdza jego szczególne uzdolnienia strategiczne, choć niekoniecznie wojskowe. Najpierw, na początku lat 90., studencka działalność zaprowadziła Siemoniaka w szeregi Kongresu Liberalno-Demokratycznego, a zaraz potem Unii Wolności. Partia ta szybko poznała się na nim i skierowała go w 1994 r. do pracy w TVP, gdzie dostał bardzo ważną funkcję dyrektora Programu I. Zaliczył też funkcje m.in. wiceprzewodniczącego rady nadzorczej Polskiej Agencji Prasowej, radnego gminnego w Warszawie, członka zarządu Polskiego Radia, wicemarszałka województwa mazowieckiego (kilka miesięcy), sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji. Tak przygotowany i wyćwiczony w realizacji zadań partyjnych (już platformianych), nasuwał się w sposób oczywisty jako kandydat na – ministra obrony. Skoro jego poprzednikiem był psychiatra, to dlaczego Siemoniak nie mógłby odpowiadać za bezpieczeństwo kraju?

Cofnijmy się w czasie. Jest zima roku 2002, 29 stycznia, Berlin. Ministrowie obrony Niemiec i Polski, Rudolf Scharping i Jerzy Szmajdziński, zawierają porozumienie o przejęciu od Bundeswehry 128 czołgów marki Leopard o symbolu 2A4. Strona niemiecka usilnie zabiegała o to przejęcie już od 1999 r. Podkreślam: przejęcie. Nie było mowy o zakupie. Ostatecznie ze względów czysto formalnych dokonano zakupu owych 128 Leopardów – za 1 euro (słownie: jedno), czyli po ówczesnym kursie za 3,5 zł. Teraz, w 2013 r., za wspomniane na wstępie 119 następnych niemieckich czołgów Polska zapłaci nie mniej niż 180 mln euro! Czyli po obecnym kursie i uwzględnieniu innych kosztów umowy około miliard złotych… Jak widać, pojęcie „wielkiej okazji” zmieniło się w ciągu 11 lat diametralnie.

Być może tamte pierwsze Leopardy były tylko złomem, a te kupowane obecnie są technologicznym rarytasem? Partia Leopardów przekazana Polsce w 2002 r. pochodziła z produkcji z lat 1985 (6 czołgów), 1986 (96) i 1987 (26). Nie był to więc sprzęt nowy, ale zdaniem fachowców jego zużycie wynosiło średnio 20–25%, a przebiegi nie przekraczały 2 tys. km. Większość maszyn znajdowała się w magazynach długotrwałego przechowywania. Brzmi to więc nie najgorzej, ale trzeba wiedzieć, że w obecnej dobie o jakości sprzętu bojowego decyduje nie przebieg czy sposób magazynowania, lecz nowoczesna technologia. W tym elektronika na najwyższym poziomie, a ta, jak wiadomo, rozwija się w kosmicznym tempie. Czołgi dla Polski liczyły po 15–17 lat, co w tym przypadku stanowi całą epokę. Niemcy pozbywali się sprzętu archaicznego, bowiem mieli już na swym wyposażeniu kolejną generację Leopardów.

Otrzymaliśmy wówczas maszyny niezbyt wysłużone, ale z poprzedniej epoki technologicznej. Byłoby to jeszcze do zaakceptowania, gdyby przystąpiono do niezwłocznej ich modernizacji. Nie zrobiono tego do dziś. Taka modernizacja to dużo, dużo więcej niż remont i kosztuje olbrzymie pieniądze. Również to byłoby do przyjęcia, gdyby unowocześnienia sprzętu bojowego odbywały się w Polsce albo przynajmniej z dużym udziałem Polski…

 

Jest to tylko część artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić np. tutaj: http://e-wpis.pl/pl/prenumerata

Leszek Sosnowski

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *