Lewicki: Przegląd prasy patriotycznej, tydzień 45, 2016 rok

 

 

 „Do Rzeczy” nr.45

„dwaj panowie g” – piszą o wizycie Prezydenta Senegalu Macky Sall w Polsce. „Mr. Macky udał się także z wizyta na Pomorze, gdzie uroczystym obiadem podjął go wojewoda Dariusz Drelich. Tam szło dobrze tylko do pewnego momentu. Dokładnie do chwili, kiedy na deser podano tradycyjne polskie ciasto: murzynka”. No i tu powraca odwieczna kwestia – jak żyć?  Jak żyć w tym kraju, gdzie jak nie rasizm, to antysemityzm, a już na pewno homofobia. J A z drugiej strony, to trzeba koniecznie sprawdzić, kto podsunął ten pomysł z murzynkiem, czy nie był to jakiś agent Putina? Oni są winni wszystkiemu. J

Wkrótce nuncjatura ma ogłosić, kto będzie następcą kardynała Dziwisza w Krakowie. Ci „dwaj panowie g” piszą, że „partia kaczystowska bardzo by chciała, aby do Krakowa powrócił kard. Kazimierz Nycz. Wtedy bowiem metropolitą warszawskim mógłby zostać ktoś bardziej przychylnie nastawiony do ….  Z zainteresowaniem czekamy na decyzję w sprawie następcy kard. Dziwisza. Jeśli się bowiem okaże, że to Nycz, to wyjdzie na to, że PiS jest jednak wszechmogący.”

 

Okazuje się, że Sylwia de Weydenthal nie stoi na czele FB w Polsce, a jest tylko „client partner” (cokolwiek by to miało znaczyć ) jak odpowiedziała centrala FB. No i nadal nie wiemy kto cenzuruje FB. Za czasów PRL było jednak lepiej i wszyscy wiedzieli, że cenzura mieści się na Mysiej, a w tym „wolnym świecie” nie wiadomo.

 

W tym numerze „Do Rzeczy” wywiad z Dorotą Kanią, współautorką serii książek o „resortowych dzieciach”, które pokazują genealogię części obecnych elit wywodzących się z dawnego reżimu. Nie jestem entuzjastą takiej literatury, choć przyznać trzeba, że jej funkcjonowanie ma w Polsce wielką tradycję, bo już w XVII wieku Walerian Nekanda Trepka napisał Liber generationis plebeanorum (zw. też Liber Chamorum czyli Księgę Chamów) gdzie ostro krytykował polskie rody szlacheckie i demaskował ich fałszywe pochodzenie. Kto zatem jest osobą publiczną musi się godzić na prześwietlanie swojej przeszłości i to nie zawsze w sposób uczciwy.

 

Wywiad z prof. Nikołajem Iwanowem – „Kłamstwo zbrodniarzy”. A tam ciekawe i mało znane fakty o działalności sowieckiego prokuratora Nikołaja Zorii, zwanego dziś często „sumieniem Rosji”, który w geście protestu przeciwko kłamstwu katyńskiemu popełnił samobójstwo. Iwanow, który jest Rosjaninem, mówi też o swoich wrażeniach po przyjeździe do Polski w roku 1984: „Gdy przyjechałem do Polski z ZSRR, byłem bardzo zdziwiony, widząc, że komunizm w Polsce był w ogóle trochę na niby ….Mąż przyjaciółki mojej żony był oficerem LWP. Raz byliśmy u nich świętować Nowy Rok. Na imprezie było jeszcze kilku innych oficerów LWP. Gdy ci majorzy, kapitanowie popili trochę wódki … Takiego antysowietyzmu nie widziałem nigdy wcześniej. Zaczęli mnie pytać, czy wiem, co to Katyń? Czy zdaję sobie sprawę z tego, co bolszewicy zrobili z polskimi oficerami?”.

A dalej także o tym, że film Wajdy „Katyń” był „dwukrotnie wyświetlony tuż po wiadomościach w pierwszym programie telewizji rosyjskiej”. Kiedy doczekamy się podobnej reakcji władz Ukrainy, ponoć „pozytywnie” nastawionych do Polaków, w stosunku do filmu „Wołyń”? Jak na razie to ukraiński MSZ wezwał na rozmowę polskiego konsula, który wyraził opinię, że Bandera był bandytą. Po prostu dla neobanderowskich władz na Ukrainie Bandera jest dziś traktowany tak, jak kiedyś Lenin. Oni tylko zamienili przedmiot kultu, poza tym wszystko zostało jak było, a nawet gorzej, bo kult Lenina był tam martwy, a ku czci Bandery ciągle odbywają się pochody z pochodniami, festiwale, wystawy, i inne tego typu „uroczystości. A władze w Warszawie udają, że wszystko jest w porządku. To poniżające i haniebne.

 

W bieżącym numerze „Do Rzeczy” tak jak i w poprzednim są teksty na temat kontrowersyjnego udziału papieża Franciszka w obchodach 500 rocznicy reformacji w Szwecji. Potr Kowalczuk z artykule „Róbcie co chcecie” pisze o meandrach Franciszka w kwestii podejścia do reformacji. „Nie dalej jak dwa lata temu ukazał się w Italii autoryzowany przez Franciszka przedruk jego książki przed lat pt. „Kim są Jezuici”. Tytuł jednego z rozdziałów brzmi: „Luter: zwariowana idea, która przekształciła się w herezję i schizmę”. Dalej można wyczytać, że „Kalwin był katem duchowym i można go w pewnym sensie porównać do Marksa”. Jest tez kilka słów o protestantyzmie: „Zabił mszę i pozbawił lud Boży pośrednictwa obecności Chrystusa”.

I takiego Franciszka to ja rozumiem i się z nim zgadzam. Bo w końcu co napisane, to przemyślane i ma większą wagę niż to co tam Franciszek mówi w tych wywiadach, w zapale odnosząc się do jakichś ulotnych bieżących spraw i sytuacji.

A jak wygląda ten szwedzki luteranizm to pisze Tomasz Terlikowski w tekście „Symbol współczesnego ekumenizmu”. Były „szwedzko-luterańskie zachęty skierowane do papieża jeszcze przed wizytą, by ten jak najszybciej zaakceptował święcenia kobiet i homoseksualistów, antykoncepcję, aborcję i oczywiście „pełne równouprawnienie” osób homoseksualnych. Szwedzcy luteranie zaproponowali więc katolikom, by ci zrezygnowali już nie tylko z własnej tożsamości, lecz także z nauczania Pisma Świętego”.

Myślę, że Franciszek nie wierzył, że sytuacja wśród szwedzkich luteran jest aż tak zła i pojechał sam osobiście się o tym przekonać. Choć chyba wielkich zmian tam nie ma, jeśli przypomnimy sobie, że już w latach 20. luterańscy teologowie usprawiedliwiali takie eugeniczne praktyki jak przymusowa sterylizacji kobiet. Wziąwszy zaś pod uwagę fakt, że obecnie w praktykach religijnych regularnie uczestniczy tylko 2 proc. Szwedów to trzeba się spieszyć z tym dialogiem z nimi, bo wkrótce nie będzie już z kim dialogować. J

 

W wielkie przerażenie wprowadziła mnie lektura tekstu Oliviera Baulta w ostatnim tygodniku „Do Rzeczy”, o sytuacji we Francji – ”Francuska beczka prochu”.  Stan psyche Francuzów pokazuje to jakie książki się tam ostatnio czyta. A jest to, na przykład, „Tout ce qu’il ne faut pas dire” („Wszystko czego nie wolno powiedzieć”) autorstwa generała francuskiej żandarmerii, który pisze: ” Przedmieścia naszych wielkich miast, gdzie za dużo młodych ludzi jest pozostawionych samym sobie i nie ma perspektywy na przyszłość, stanowią rezerwę rebeliantów …Żyjemy na beczce prochu”. Inna poczytna publikacja to „Guérilla, le jour où tout s’embrasa” („Guérilla, dzień w którym wszystko się rozpaliło”) gdzie autor rozważa następujący scenariusz: „ w obliczu ogromnej skali rozruchów, zabójstw, gwałtów i zamachów terrorystycznych policja i żandarmeria nie są w stanie zapanować nad sytuacją. Armia francuska nie interweniuje, ponieważ boi się … braku lojalności wojskowych pochodzących z imigracji ….Po niecałych trzech dniach całą Francja jest pogrążona w krwawym chaosie, a żadne instytucje nie działają. Każdy walczy o własne życie”.

Lub inny tytuł – „La guerre civile qui vient” („Wojna domowa, która nadchodzi”)

Wysokonakładowy tygodnik „Valeurs Actuelles” krzyczy na okładce „Wkrótce wojna domowa we Francji?”. To co się dzieje naprawdę już teraz we Francji wzbudza przerażenie. „W sobotę 8 października w Vitry-Châtillon …dwa wozy policyjne stały na skrzyżowaniu …Nagle podbiega do nich grupa kilkunastu zamaskowanych mężczyzn. Stłukli szyby radiowozów, wrzucili do środka koktajle Mołotowa i przytrzymali drzwi samochodów, by spalić policjantów żywcem”.

I taka to jest codzienność we Francji. A lepiej nie będzie gdyż „nieoficjalna statystyka pokazuje, że ogólna liczba dzieci urodzonych z rodziców etnicznie nieeuropejskich stanowi już ponad 35 proc. wszystkich rodzących się we Francji dzieci”. A jeszcze piętnaście lat temu było to „tylko” 20 proc. No wreszcie człowiek czuje satysfakcję, z tego ze mieszka w Polsce. Żeby tylko jakiś świr wojny z Rosją nie wywołał.

 

 

„w Sieci” nr. 45

„Przegląd tygodnia Mazurka i Zalewskiego” , a tam tajemnice partii rządzącej. Spotkania w terenie są organizowane w taki sposób: „centrala partii pokrywa koszt wynajmu sali na spotkanie oraz catering Prezesa. Ewentualny dodatkowy catering/serwis kawowy dla uczestników spotkania należy pokryć ze składek członkowskich”. I tak właśnie powinno być i jeszcze ewentualnie partia powinna zapłacić za opiekę na kotem Prezesa w tym czasie gdy on jeździ po kraju. J

Jak donoszą autorzy „znajomy intelektualista pisowski (tak wiemy, że brzmi to jak oksymoron, ale są tacy) dość zgrabnie podsumował ambicje Joachima Brudzińskiego. Według niego, chciałby on zostać „takim p.o. Walerego Sławka”. Oj chyba nie doczytał Brudziński całej biografii Sławka i nie wie, że ten skończył samobójstwem. J

Z plotek to ta, że „w Pałacu prezydenckim widziano … Magdalenę Ogórek”

 

Stanisław Janecki przedstawia stan wojny o TK – „Biała flaga Rzeplińskiego”. W jego mniemaniu Rzepliński wojnę przegrał i obecnie stara się już tylko o jakiś kompromis pozwalający wyjść mu z twarzą. W samym TK  ma go popierać tylko trzech sędziów, a cała reszta zatrudnionych w TK chce jak najszybszego zakończenia sporu, a to z powodu tego, że „sejmowa komisja sprawiedliwości … nie rozpatrywała projektu budżetu i zażądała jego konwalidacji, czyli przyjęcia przez pełny, 15-osobowy skład sędziowski”. Taki stan powoduje, że może zabraknąć pieniędzy na wypłatę pensji. Jak widać sprawdza się stara metoda; wystarczy buntownikom ująć wiktu a przyjdzie refleksja i gotowość na kompromis.

 

Piotr Skwieciński pisze o pogorszeniu stosunków polsko-ukraińskich – „Zły sezon”. Według niego angażowanie przez rząd ukraiński osób z opozycji ( Balcerowicz, Czech, a teraz Nowak) to jest przemyślane działanie mające na celu pokazanie Unii, że Ukraina przyłącza się do ataku na pisowski rząd. Pewnie to i prawda, bo w polityce o żadnej wdzięczności nie ma mowy i nawet te miliardy co to nowy rząd dał Kijowowi nic nie znaczą w obliczu jakichś nowych kalkulacji władz ukraińskich. Przy okazji Skwieciński podaje jaką to pomoc wojskową Polska przekazała Ukrainie w okresie styczeń 2014-lipiec 2016.. Jest to 5,5 mln. dolarów. Więcej dała tylko Kanada – 23 mln i oczywiście USA – 117 mln. Probanderowskie ukraińskie elity zabolał bardzo film „Wołyń” i niejaki Taras Wodniak nazwał Smarzewskiego „polską Leni Riefenstahl”.  Ten Wodniak jest szefem „Fundacji Współpracy Polsko-Ukraińskiej”. To pokazuje, co warta jest ta cała współpraca i na jak fałszywych fundamentach i  założeniach się opiera. Z tą odgórnie i urzędowo dekretowaną „przyjaźnią polsko-ukraińską” jest podobnie jak ongiś było  z przyjaźnią polsko- radziecką. Przez dziesięciolecia ją umacniano, cementowano, przedstawiano jako konieczność, i nagle, okazało się, że jej wcale nie ma.

 

„Gazeta Polska” nr. 45

Lekturę zaczynam ot wstępniaka Tomasza Sakiewicza – „Rok wolnej Polski”. Znaczy mamy dopiero rok wolnej Polski, a nie dwadzieścia sześć czy tym ileś. Zapamiętać barany J

A dalej jest wyjaśnienie, które naprowadziło mnie na absolutne odkrycie. Pan Tomasz pisze: „Trzeba było …. podziękować właśnie za wolność. Od smoleńskiej tragedii, co miesiąc o nią prosiliśmy. Wygrana w 2015 r. unieważniła polityczne skutki tamtej zbrodnii”. Przeczytałem raz, przeczytałem drugi, i się zastanawiam – to jak to jest: tragedia czy zbrodnia?  I nagle załapałem, eureka, i jedno i drugie!

Bo to jest tak: na poziomie ludzkim Smoleńsk to jest tragedia, a poziomie polityki PiS to jest zbrodnia, a nawet zamach, a na poziomie realnych faktów to jest katastrofa. Wszyscy tu mówią prawdę, ze swojego punktu widzenia. Właśnie tak! Polityk PiS, taki dajmy na to Macierewicz, widzi to jako zbrodnię czy zamach, bo on tak kocha władzę, że zdarzenie, które realnej władzy PiS pozbawiło, musi być dla niego zbrodnią, zamachem, zaprzaństwem, czymś najgorszym na świecie. Pamiętajmy, że to zdarzenie właśnie spowodowało przejęcie pełni władzy przez PO, i to aż na osiem lat. Przypominam sobie pierwszą refleksję, która nawet mnie naszła, gdy dowiedziałem się o rozbiciu samolotu pod Smoleńskiem – „teraz PO przejmie pełnię władzy”.

Ta koncepcja wielopoziomowości oceny katastrofy wyjaśnia też doskonale, dlaczego Kaczyński w trakcie prezydenckiej  kampanii wyborczej w 2010 roku wypowiadał się o zdarzeniu powściągliwie, a potem tak zaostrzył swój osąd. Bo dopóki było możliwe, że on zdobędzie władzę prezydenta, to znaczyło, że polityczne konsekwencje katastrofy, da się ograniczyć. Po przegranej w wyborach, całe zło tego zdarzenia, musiało objawić mu się w takiej potędze, że Kaczyński nie mógł już się powstrzymywać. J

I zobaczcie państwo, sprawa, nad którą zastanawiałem się całe lata, nagle stała się dla mnie jasna. Należy oceniać sprawę Smoleńska na różnych poziomach. A wszystko dzięki Tomaszowi Sakiewiczowi. Oby Allach dał mu powodzenie i jak najwięcej dzieci, ze wszystkimi żonami. J

A jest mu to potrzebne, gdyż znowu płacze, że za mało jest reklam, czyli za mało, jak pisał poprzednio, „wpada do kieszeni”. Sugeruje, że reklam powinno być pięć razy tyle. No to patrzę ile jest teraz. Mamy reklamy od firm: Lotos, Energa, Poczta Polska, PGE, Lotnisko Chopina, PGNiG i jeszcze artykuły sponsorowane. Ma rozmach! Tylko dlaczego w większości tych spółek jest przeważający udział skarbu państwa?  Czyżby Sakiewicz takie preferował ze względów patriotycznych. J

 

„Gazeta Polska”, jak przewidywałem tydzień temu, zamieściła trzeci odcinek serialu o raporcie ujawnionym przez Rotha. Tym razem Grzegorz Wierzchołowski usiłował zweryfikować prawdziwość chociaż jakiegoś elementu tego raportu. No i, jak można było oczekiwać, wyszło znowu śmiesznie. Uderzył on w tym celu o owego tajemniczego Zakonu św. Łazarza w Niemczech. I okazuje się, dr. Herbst, skarbnik zakonu, rzeczywiście wysłał maila do ambasady niemieckiej w Kijowie z prośbą o wystawienie wizy pewnej osobie. Lecz niestety, ta osoba, to nie ów mityczny generał Desinov i jego grupa, tylko jakiś pojedynczy Zapalskyj. I tak już na początku cała sprawa się wysypała i rzecz wygląda tak, że to zapewne jakiś urzędnik ambasady niemieckiej w Kijowie tworzył fantastyczne materiały do powieści, wplatając całkowitą fikcję do autentycznej korespondencji. Na dodatek jeszcze ów Herbst twierdzi, że ta zapraszana osoba wizy nie dostała i się u niego nie pojawiła.

Pewnie kłamie i kryje Desinova. Nie z nami te numery Herbst. Macie ostatnią szansę na przyznanie się.

Z jeszcze z treści „raportu” wynika, że ten Desinov sam nie zabrał się za zamach, ale zlecił jego wykonanie 15-osobowej grupie, którą kierował jakiś Dmytro Stelanowy. Widać, że tu wątki, nazwiska, kontakty się mieszają, krzyżują, i sprawa nabrzmiewa. Ja jednak oczekuję wielkiego bum w czwartym odcinku za tydzień. Dlaczego? Przecież ten Desinov i ta cała grupa to mieli być niby ludzie na etatach ukraińskiego SBU w Połtawie.  Czyli potwierdzić istnienie takich ludzi w strukturach SBU mogą obecne władze Ukrainy. A  kto ma tam dobre stosunki,  i otrzymał nawet jakiś medal? Bingo! Tomasz Sakiewicz! Zatem przewiduję, że pan Tomek uruchomi osobiste kontakty i za tydzień będziemy mieli teczki pracy Desinova, tego Stelastarego, tfu ..Stelanowego, i tych pozostałych piętnastu. I jeszcze, który montował bomby w samolocie, ile, gdzie i jakiej mocy? Który aktywował zapalniki, a który detonował? Dokładniuśko wszystko! Już za tydzień będzie! Założycie się? J

 

Stanisław Lewicki

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.