Lewicki: Przegląd tygodników politycznych za tydzień 31/2017

 

„Sieci” nr 31

„Przegląd tygodnia Mazurka & Zalewskiego” –  „Zabawne, ale w PiS jest jedna osoba bardzo zadowolona z całej rozpierduchy. To premier Beata Szydło. Dopiero co była w strasznej niełasce u Naczelnika Państwa, a tu nagle czary-mary i stałą się jego faworytką. W niełaskę popadł Duda. Jak to jest  ładnie powiedziane w Piśmie Świętym: „Ostatni będą pierwszymi”. (…)

Najfajniejszą teorię ukuł niejaki Targalski. Według niej prezydent został rozkminiony przez SB i obecnie jest przez nią sterowany. Och tak, Polska to raj dla psychiatrów.”

Tak właśnie! A szczególnie w polityce i mediach jest bardzo dużo ludzi o mocno zaburzonej osobowości. Wszelkiego rodzaju frustratów, dewiantów, histeryków, paranoików. Ale ma to i dobre strony, gdyż zwykły człowiek, patrząc na to, myśli sobie – jak to dobrze, że ja taki nie jestem. I jego samopoczucie się poprawia, właśnie dzięki tym ludziom.

„Sieci” nr 31

„Prezydent musi wybrać: albo wielkość, albo groteska”
Już nastąpiło uspokojenie, gdy Prezes na antenie Telewizji Trwam wylał oliwę na wzburzone fale, gdy tymczasem mamy tu wywiad z ministrem Ziobro, w którym ten ostro napiera on na prezydenta stawiając go pod ścianą i mówiąc: „zasadnicze pytanie jest jeszcze bardziej dramatyczne: albo prezydent przejdzie do historii jako, wcale nie przesadzam, wielka postać, jako jeden z przywódców dobrej zmiany, jako człowiek, który przyczynił się do budowy silnego, uczciwego państwa, albo polegniemy. Pierwszy polegnie pan prezydent i co najwyżej będzie mógł w przyszłości cieszyć się rolą młodego komentatora z własną ochrona.”

Trudno to ocenić inaczej jak otwarcie nowej wojny na górze w obozie władzy.

Ciekawie też Ziobro opisał obecne zaplecze polityczne prezydenta: „w otoczeniu głowy państwa mogą pojawiać się ludzie , którzy roztaczają piękne wizje prezydentury, uzasadniają je racją stanu i dobrem państwa. To jednak ludzie, niczym larwy chcą się rozwijać w politycznym ciele prezydenckiego zaplecza. By później – o czym marzą- przeistoczyć się w motyle, stając się ważnymi postaciami na scenie politycznej. Najczęściej jednak tacy ludzie nie zostają nawet ćmami.”

Uff! Aż mi się niedobrze zrobiło gdy wyobraziłem sobie te „larwy w politycznym ciele”. Ohyda. Polityka to nie jest zajęcie dla subtelnych i wrażliwych.

 

„Przegląd” nr 31

„Na stos” – tekst Krzysztofa Wasilewskiego o Powstaniu Warszawskim a raczej o dzieciach, które tam zginęły, także jako żołnierze. „Szacuje się, że spośród ok. 180 tys. zabitych cywili aż 33 tys. to dzieci. Wielu zginęło, już w pierwszych dniach sierpnia 1944 r., kiedy Niemcy przystąpili do pacyfikacji Woli, mordując bez wyjątku mężczyzn, kobiety i dzieci.”

Były też dzieci wśród żołnierzy. Dr. Paweł Kosiński z IPN: „Przed wybuchem powstania warszawskiego zakładano, że młodzież do 18 roku życia nie będzie brać udziału w walce. Później było wiele przypadków zgłaszania się nieletnich do oddziałów bojowych, choć odpowiedzialni dowódcy starali się nie przyjmować tak młodych kandydatów na żołnierzy”.

„Szacuje się, że po kapitulacji powstania do niewoli niemieckiej dostało się ok. 2,5 tys. dziewcząt i 1,1 tys. chłopców w wieku 11-18 lat. W opublikowanych dziennikach i wspomnieniach przełożeni nie mogą się ich nachwalić, podkreślając szaloną odwagę i determinację dziecięcych powstańców. (…) Pomnik małego Powstańca jest znany wszystkim Polakom. (…) Rzeźba Jerzego Jarnuszkiewicza wzrusza kolejne pokolenia (…) Sam artysta przyznawał po latach: „Uległem sentymentalnej potrzebie spłacenia długu walczącym dzieciom, potem jednak zacząłem się wstydzić tej rzeczy – dokonałem manipulacji na najbardziej intymnych uczuciach, że zaniedbałem formę na rzecz treści, że zrobiłem knota.”

Myślę, że są tacy którzy bardziej się powinni wstydzić od tego artysty. To, przede wszystkim, ci  którzy te dzieci wysyłali do walki i ci którzy do dzisiaj na tym żerują.

 

„Newsweek” nr 32

Cezarego Michalskiego niewesołe refleksje o szansach na zmianę władzy w Polsce: „Bez głębszego społecznego zakorzenienia partii politycznych nasza obywatelska aktywność zacznie niebezpiecznie przypominać zachowanie dawnych sowietologów, którzy po każdym stłumionym proteście analizowali kolejność limuzyn przywożących na Kreml liderów partii komunistycznej. I na tej podstawie budowali nadzieje na dekompozycje obozu władzy i zwycięstwa liberałów nad twardogłowymi. My będziemy analizować kolejność limuzyn, którymi na Nowogrodzka, do siedziby PiS, będą przyjeżdżać Gowin, Morawiecki, Macierewicz, Duda, Szydło…. Jak zadowolimy się taką „apolitycznością” to najbardziej toksyczna prawica w koalicji z Kościołem Rydzyka będą rządzić Polską nie dwa lata, ale lat dwadzieścia”

Oby to ostatnie słowo Cezarego ciałem się stało. Amen!

„Wprost” nr 31

„Niedyskrecje parlamentarne Elizy Olczyk i Joanny Miziołek” – „Szerokim echem odbił się w mediach wywiad Jarosława Kaczyńskiego dla Telewizji Trwam. Mało kto jednak zwrócił uwagę, że gdy prezes wygłaszał krytyczne  uwagi o wecie prezydenta, ojciec Tadeusz Rydzyk stwierdził: „Trzeba współpracować, panie prezesie”.- Jarosław Kaczyński pojechał do Torunia po wsparcie, bo miesiącami potrafił się nie pojawiać w mediach ojca Rydzyka, a tymczasem usłyszał, że ma współpracować z prezydentem”

Dobrze, że chociaż ojciec Rydzyk zachowuje roztropne  i pragmatyczne podejście z całego tego towarzystwa, bo inaczej by się ono wnet pozagryzało.

 

„Do Rzeczy” nr 31

Maciej Pieczyński snuje sentymentalną opowieść o Zofii Romaszewskiej. To ta pani – dla przyjaciół Zosia – która ponoć przekonała prezydenta do dwukrotnego użycia weta. Prezydent relacjonował to tak: „Odbyłem wiele konsultacji z prawnikami, socjologami, filozofami, politykami, ale przede wszystkim rozmawiałem z panią Zofią Romaszewską. Powiedział mi tak: żyłam w państwie, w którym prokurator generalny miał silną pozycję i nie chcę do takiego państwa wracać”. A jej córka Agnieszka tak mówi o tej sprawie: „- Moja mama ma ogromne poczucie sprawiedliwości. Tłumaczyła mi: „Ja chcę po prostu ratować instytucję prezydenta, bo to ważna instytucja, nie może być marginalizowana (…) Dlatego kiedy widzi, że ustawa odbiera prezydentowi jego konstytucyjne prerogatywy, po prostu mówi głośno, że ta ustawa jest zła”

Oj, tak. Co my wszyscy byśmy zrobili bez Zosi Romaszewskiej? Toż to  prawdziwa ciocia naszej rewolucji, która sama wszystkiego dopilnuje, o wszytko zadba i nawet uratuje instytucję prezydenta. Zaprawdę powiadam wam,  nie doceniacie  skarbu jaki wam się trafił.

I jeszcze wspomnienie Jana Olszewskiego: „Zosia i Zbyszek, mimo że chodzili do tej samej szkoły, bliżej poznali się podczas zjazdu założycielskiego Związku Młodzieży Rewolucyjnej, który z ramienia „Po prostu” prowadziłem. W pewnym sensie byłem więc ich swatem”

O to, to! Oni tam w tym KOR to wszyscy z jakichś Związków Młodzieży Rewolucyjnej, albo podobnych marksistowskich i lewackich jaczejek pochodzili i nawet w pary się tam kojarzyli. Może by wreszcie dali nam wszystkim święty spokój i usunęli się łaskawie w cień.

„Gazeta Polska” nr 31

O fundacji „Otwarty Dialog” nadal cichosza. Co zrozumiałe, bo jest zasada, że w domu powieszonego nie mówi się o sznurze.  Nie da przecież ukryć, że wiele osób z tego tzw. obozu „patriotycznego”  z FOD blisko współpracowało. Takiemu Wojciechowi Musze, co to w kamizelce kuloodpornej udostępnianej przez FOD poruszał się po strefie konfliktu na Ukrainie, jakoś nie wypada teraz ich atakować, dobroczyńców swoich. Dlatego tak tylko półgębkiem sugeruje, że nie powinno się nawoływać do „Majdanu w Warszawie”, bo …. uwaga, ten Majdan w Kijowie też nic dobrego nie dał. Aby to udowodnić Mucha opisuje niewesołe życie jednego w aktywistów Majdanu: „Wiktora poznałem w czasie protestów w Kijowie. Działał w Samoobronie, pilnował bezpieczeństwa na placu. Potem wielokrotnie krążył z pomocą dla wojska i oddziałów ochotniczych (…) Dziś wojna trwa, zabierając kolejnych ukraińskich synów. Sam Wiktor zarabia 10 zł na godzinę, targając cegły na podwarszawskiej budowie. Czasem dzwoni, gdy chce napić się piwa  lub pożyczyć kilka stów, bo nie dostaje zaliczek. Nie ma umowy om pracę, nie ma także nadziei. Na kursach w tę i we wtę stracił zdrowie. Cóż, kto miał się dorobić na froncie, ten się dorobił. Jeden milionów, inni alkoholizmu. Ci, którzy mieli mniej szczęścia, wrócili w czarnym worku. Tych którzy dziś nawołują do „Majdanu w Warszawie” (…) mogę dziś skontaktować z Wiktorem. Może opowie im o tym, jak „Europa” i cyniczni oligarchowie zmontowali ukraiński bunt. Kto ile zarobił i ile wciąż zarabia na krwi swoich braci”

To ja czegoś tu nie rozumiem. Przez lata GP wciskała swoim czytelnikom, że Majdan na Ukrainie był taki wspaniały, a teraz się okazuje że to wcale nieprawda i jakiś Wiktor może temu dać świadectwo. To po co była cała ta głupa propaganda?  Po co jeździli tam popierać ten przewrót?

  Stanisław Lewicki

 

 

 

 

[Głosów:4    Średnia:4.5/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *