Lewicki: Przegląd tygodników politycznych za tydzień 47/2017

 

„Gazeta Warszawska” nr 46

„Ujawniamy tajny raport Bundeswehry o przyszłości Unii Europejskiej. Prawdopodobny rozpad lub podział UE!” – pod takim tytułem Łukasz Pawelski opisuje tajny do tej pory raport Perspektywy strategiczne 2040 (Strategische Vorausschau 2040) stworzony przez analityków Bundeswehry.
„Raport zakłada sześć czarnych scenariuszy rozwoju sytuacji w Europie na najbliższe lata. Jednym z nich jest wystąpienie części krajów z UE i stworzenie konkurencyjnego bloku (…) Wszelkie skojarzenia z lansowaną przez PiS koncepcja Międzymorza same cisną się na myśl (…) Twierdzenia niemieckich analityków, że ów blok będzie pod wpływem Rosji, są raczej natury propagandowej”
W kontekście tego raportu, który obecne zmiany w Polsce oznacza jako duże zagrożenie dla niemieckich interesów, należy widzieć działania proniemiecko nastawionych polityków i niemieckich mediów czynnych na polskiej scenie. Te próby nazywania działań PiS jako będącymi w interesie Rosji mogą być efektem uruchomienia przez służby niemieckie działań mających zneutralizować zagrożenie dla niemieckich interesów w Polsce.
Tak należy widzieć sprawę ostatniej kontrowersyjnej wypowiedzi przewodniczącego Tuska czy też szefowej niemieckiego MON – Ursuli von der Leyden.

Zobaczcie państwo jak to się wszystko pięknie komponuje w niemieckiej polityce, tam nie ma miejsca na przypadek i improwizację jak u nas.

Tam jest  zamówienie, jest kompozycja, jest partytura rozpisana na głosy i instrumenty i jest wykonanie.

 

„Plus Minus” nr 46

„Uprzejmie proszę o śmierć” – Jędrzej Bielecki pisze o eutanazji w Belgii.
„W Belgii eutanazja jest dopuszczalna bez żadnego ograniczenia wieku, a więc także na prośbę dzieci. (…) Philippe Mahoux, lider socjalistów w Senacie Parlamentu Federalnego Belgii, był nie tylko inicjatorem ustawy znoszącej minimalny wiek przy przeprowadzaniu eutanazji, ale  w ogóle całego procesu dopuszczającego uśmiercania pacjentów (…) To prawo, które nazwałbym ostatnim aktem solidarności, jaką człowiek może okazać drugiemu człowiekowi – tłumaczy „Plusowi Minusowi” senator Mahoux”

Takie właśnie ma dziś na Zachodzie znaczenie słowo „Solidarność”  zaś w przypadku eutanazji rolę odgrywa jeszcze  była przynależność danego kraju do katolicyzmu.

„-Niemcy nie mogły zalegalizować eutanazji ze względu na jej praktykowanie przez reżim nazistowski, we Włoszech i Hiszpanii zbyt duży jest wciąż wpływ Kościoła katolickiego.”
Powiedzmy sobie szczerze, przynależność danego kraju do protestantyzmu przyspieszyła zasadniczo wprowadzanie i zalegalizowanie takich spraw jak aborcja czy eutanazja.

„Mahoux, Englert i Harremans, trzy kluczowe postacie w procesie legalizacji eutanazji w Belgii, na moje pytanie o wiarę w Boga, odpowiedzieli jasno: nie wierzę w jego istnienie, są wolnomyślicielami (…) W rozwiniętych krajach zachodnich od 40 do 50 proc. zgonów następuje w wyniku decyzji lekarza. (…) Ustawa o eutanazji uczyniła z belgijskich lekarzy panów życia i śmierci swoich pacjentów. To oni w ostateczności decydują, czy i kiedy pacjent może zakończyć swoje dni. Teraz staną się też panami życia. Bóg jest im niepotrzebny”
I tak oto wyglądają dziś „wartości Zachodu”. Warto o tym wiedzieć gdy słucha się tych co to nawołują do obrony tych „wartości” przed jakimiś zagrożeniami.

 

„W Sieci” nr 47

„Przegląd tygodnia Mazurka & Zalewskiego” – „Imprezka u amerykańskiego dyplomaty. Do jednego ze współpracowników Morawieckiego podchodzi maksymalnie zdenerwowany Tomasz Sakiewicz (…) „Słuchaj, ten facet w okularach to doradca Morawieckiego. Podszedł do mnie i zaczął mnie przekonywać, że Polska to zakała Europy, powinniśmy przeprosić świat za antysemityzm, a Kościół to banda pedofilów. Jeszcze chwila a bym mu w mordę dał”
Niepotrzebnie się tak Sakiewicz zdenerwował, bo jakby miał blade pojęcie o tym co naprawdę myślą o Polsce nasi „przyjaciele” z Zachodu to by się wcale nie dziwił. Jedna zajawka uczyniona przez Trumpa w Warszawie dla celów propagandy politycznej przecież tego nie zmieniła w najmniejszym stopniu.

 

„W Sieci” nr 47

„Kontrolowana katastrofa” – dywagacje Piotra Skwiecińskiego na temat stosunków polsko-ukraińskich. Jak zwykle niejednoznaczne. Ciekawe za toprzedstawienie stanowiska wpływowego ukraińskiego publicysty Witalija Portnikowa. Ówże, bliski ukraińskiemu MSZ, w tekście „Dorośli i dzieci” całkowicie lekceważy Polskę, która to, według niego, jest słaba, zależna i nie ma możliwości manewru.

„Portnikow stawia niemal znak równości między obecną Polską a obecną Rosją i między rolą odegraną w historii Ukrainy przez Polskę i Rosje – obie to po prostu kolonialne metropolie, od wpływu których jego kraj dopiero się uwalnia. (…) [Polska] należy do Unii i NATO, a wśród tworzących te wspólnoty państw jest państwem słabym, „którego gospodarka zależy od europejskiej pomocy” (dokładnie tak), bezpieczeństwo zaś – od gotowości NATO do jej obrony. „I właśnie dlatego – podkreśla Portnikow – nie należy się odnosić poważnie do polskich oświadczeń, niezależnie od tego, jak surowym tonem byłyby wygłaszane”. Tym bardziej że Polska nie ma możliwości zmiany przymierzy i oparcia się o Rosje, bo „Kaczyńskiemu, tworzącemu we współczesnej Polsce średniowiecze, drogę na Kreml blokuje samolot jego brata” (…) Z łezką oku wspominany jest nad Dnieprem natomiast rząd Platformy (…) tam kojarzący się z polityką bezwarunkowo przyjazną Kijowowi”

No to wiemy chociaż jedno: dlaczego na Ukrainie tak jednoznacznie popiera się teorię zamachu w Smoleńsku. Otóż chodzi o to by blokować próbę porozumienia władz Polski i Rosji co byłoby groźne dla Kijowa.
Wiemy też, że Kijów lekceważy polską siłę militarną. Czy zatem trzeba się zacząć obawiać, że spróbuje siłą zdobyć tzw. Zakerzonie? Na pewno lepiej być jednak gotowym na taką ewentualność.

 

„Newsweek” nr 48

„Uprzejmie donoszę” – Tomasz Lis w ramach moralnego wsparcia dla donoszących na Polskę do Brukseli osobników, tłumaczy, a wręcz pochwala ich działania. Bo, jak pisze, z jednej strony, „donoszenie na własny kraj jest oczywiście czymś strasznym. Specyfika epoki PiS polega na tym, że za donosicieli uznawani są obrońcy demokracji”
To właśnie, według Lisa, na „obrońców demokracji” „nałożyło pośrednio obowiązek współpracy z każdym, kto może pomóc ją ocalić. Niezależnie od jego obywatelstwa – szczególnie gdy mowa jest o obywatelach wciąż NASZEJ Unii. Ta współpraca to nie donos, ale akt patriotyczny.”

Rzec by można, taki „patriotyzm inaczej” i Lis tu Ameryki nie odkrył. Przed nim takim „patriotyzmem” tłumaczyli swe działania założyciele i uczestnicy przeróżnych, inspirowanych z zewnątrz, projektów politycznych, w tym tej niesławnej konfederacji.

„Newsweek” nr 48

„Ten dobry Göring” – wygląda na to, że niemieckie koncerny prasowe w Polsce zajmują się także ocieplaniem wizerunku rodzin znanych nazistów. Tutaj Newsweek przedstawia brata niesławnego Hermana Göringa – Alberta.  Miał on ponoć ratować Żydów.
Jego życie, podczas wojny, nie było jednak pełne niebezpieczeństw. Jako brat Hermana korzystał z wielu przywilejów. „Także po wybuchu wojny Albertowi powodziło się znakomicie. Bywał w nocnych klubach zarezerwowanych dla prominentnych nazistów, gdzie szampan lał się strumieniami, tancerki odsłaniały nogi i podawano prawdziwą kawę. Po mieście jeździł eleganckim autem Steyer-Daimler-Puchem (…) A gdy pod panowaniem Hermanna Göringa znalazła się także czeska fabryka Škody, został jednym z jej dyrektorów”
No po prostu żywot dzielnego bojownika z nazizmem. Oto  podsuwa się Polakom przykłady. Co będzie dalej? Może jakiś pociotek samego Adolfa?

 

 

„Newsweek” nr 48

„W Europie pękają narody” – wywiad Macieja Nowickiego z Ulrike Guérot –  niemiecką politolog i szefową think tanku „European Democracy Lab”. Przedstawia ona sposób myślenia proeuropejskich elit. Oto kilka jej opinii.
„Populiści przejęli władzę tylko w kilku krajach – np. w Polsce czy na Węgrzech – ale nawet tam gdzie nie rządzą mają tak ogromny wpływ na system polityczny, że całkowicie go zmieniają. (…) Mamy do czynienia z nieustannym przesuwaniem się całego systemu na prawo. (…) Jeziora się duszą, gdy tracą więcej niż 30 proc. tlenu. Nie da się ich uratować. I tak samo dziś dusi się Europa, bo w wielu krajach populiści doszli do 30 proc. poparcia”

No to klops i tęczowo-różowe multi-kulti jest bliskie upadku. A dlaczego tak się stało? Ta Ulrike (nie mylić z Ulrike Meinhof) daje nad wyraz trzeźwą odpowiedź: „Wspólny rynek przyniósł oczywiste korzyści, ale ma też pewną istotną wadę – zwiększa nierówności (…) UE nie ma żadnych narządzi, żeby z tym walczyć. Nie chce i nie potrafi niczego zrobić. (…) W dodatku odpuściliśmy sobie kwestie społeczne, a ludzie  wpotrzebie musza mieć poczucie, że Europa się o nich troszczy. Jest takie bardzo istotne pytanie, które zadała sobie kiedyś Marine Le Pen: „Jeśli państwa narodowe znikną, to kto zajmie się biednymi?”
Otóż to! A biednych nigdzie nie brakuje zaś brukselskie elity chcą wcisnąć afrykańskich imigrantów nawet do niezamożnych krajów Europy środkowej wiedząc przecież, że to spowodowałoby jeszcze pogorszenie sytuacji licznych miejscowych biednych gdyż  wymusiłoby przekierowanie środków przeznaczonych na pomoc społeczną na inne cele, na przykład, na fundowanie mieszkań dla licznych muzułmańskich rodzin.
Skoro te elity chcą naprawdę wspólnej Europy, to niech Niemcy zadeklarują, że chętnie podzielą się bogactwem z biednymi krajami i są gotowe do całkowitej unifikacji wszystkich standardów społecznych na obszarze całej Unii tak aby, zarówno Niemiec jak i Rumun, Polak, czy Bułgar zarabiał i dostawał świadczenia dokładnie takie same.
Jeśli nie, a jestem pewien że ogromna większość Niemców się sprzeciwi,  to proszę nie zawracać głowy i darować sobie te głodne kawałki dla idiotów o „wspólnej Europie”.

„Do Rzeczy” nr 47
„dwaj panowie g” – „Cztery. Sponsorem tego wydania jest cyfra cztery. Wedle najnowszych doniesień z Nowogrodzkiej tylu właśnie ministrów pożegna się z rządem premier Bełaty w ramach rekonstrukcji. Samą rekonstrukcję przesunięto jednak na początek grudnia”
Niektórzy mówią, że aż na po świętach. Są trudności bo wygląda na to, że przeznaczeni do odstrzału ministrowie biegają szybciej od tych co chcą ich złowić.
I jeszcze o jednym z tych ministrów, zwanym Srebrnym Lisem Dyplomacji: „Nie martwmy się o jego przyszłość. Człowiek, który opowiada, że szkolili go Amerykanie w Szwajcarii, na pewno znajdzie bez trudu nową robotę. Może w Ameryce, a może w Szwajcarii”
Właśnie! Bo najważniejsze jest to, kto kogo szkolił i do jakich zadań. A poza tym to jesteśmy niepodlegli, wstajemy z kolan i inne takie tam opowiastki dla ciemnego ludu.

 

„Do Rzeczy” nr 47

„Z Banderowcami walczyli czekiści” – rozmowa Macieja Pieczyńskiego z Wołodymyrem Wiatrowyczem na temat polsko-ukraińskich kontrowersji.
W sprawie Birczy Wiatrowycz mówi tak: „Wśród wymienionych na tablicach miejsc walk są Bircza, gdzie oprócz polskich żołnierzy z Ukraińcami walczyło także NKWD (…)  To nie oznacza, że Polaków bronili wyłącznie NKWD-ziści, ale nie można twierdzić, iż ich wśród obrońców w ogóle nie było”

Ciekawe! Nawet Wiatrowycz mówi, że tam NKWD broniło Polaków. A czy to źle, że jacyś NKWD-ziści bronili Polaków? Jestem pewny, że ci, których życie zostało obronione, nie robią takiego rozróżnienia i bardzo wątpię by woleli oni być zarżnięci przez upowskich rezunów niż obronieni przez NKWD.

Przypomniała mi się tu taka stara opowiastka: jak to mamusia zwraca się do osoby, która uratowała jej dziecko przed utonięciem – „a berecik gdzie?”

Tym razem warszawski IPN, ci co zdjęli tablicę z nazwą Birczaoraz Cenckiewicz, który także dał głos w tej sprawie, przebili zdecydowanie tę mamusię z opowieści, bo oni  zdają się sugerować, że obrońcy Birczy byli po złej stronie i byłoby chyba lepiej gdyby ich i całąludność cywilną wymordowali upowcy.

Napisano kiedyś „Dzieje głupoty w Polsce”. Teraz należałoby napisać „Dzieje głupoty i podłości w Polsce”.

 

„Gazeta Warszawska” nr 47

„Banderowiec trafiony!” –  takim tytułem opatrzył Paweł Sonisz swoje uwagi o zakazie wjazdu do Polski ukraińskiego urzędnika w randze ministra – Światosława Szeremety. „Wielokrotnie przyjeżdżał do naszego kraju, utrzymując kontakty z organizacjami ukraińskiej mniejszości. Według niektórych obserwatorów był nawet swoistym łącznikiem pomiędzy polskimi Ukraińcami a Służbą Bezpieczeństwa Ukrainy, przekazującym i współtworzącym „listy proskrypcyjne” Polaków, których potem dotykał zakaz wjazdu na teren Ukrainy.”

Wreszcie jakaś reakcja. Trafiony – to dobrze. Lepiej by było gdyby jego stan określało słowo– zatopiony.

„Gazeta Polska” nr 47

Na jedynce duży wizerunek Prezesa sugerujący, że  w środku jest z nim jakiś wywiad. A tu zonk, bo to są tylko wynurzenia Lisiewicza. A one są takie jak i trunki, które Lisiewicz pije. Czyli byle jakie.
Za to jest prawdziwy hard core, czyli wywiad z Macierewiczem, który odkrył w armii „Bunt generałów złotego funduszu”.  Bunt to poważna sprawa, ale o co konkretnie chodzi z tym „złotym funduszem”?

„To byli młodzi ludzie, wyselekcjonowani na początku lat 80, z całej kadry oficerskiej, jako ci, którzy będą w przyszłości dowodzili polska armią”
No i co w tym dziwnego? W każdej armii coś takiego funkcjonowało i w każdej poważnej instytucji tworzono i tworzy się tzw. „rezerwę kadrową” złożoną z młodych, obiecujących ludzi, przewidzianych do przyspieszonego awansu.

Ale oczywiście pan Antoni sprawę zmistyfikował i widzi bunt generałów.

Ja uważam, że problem jest innego rodzaju i jego źródłem jest sam Macierewicz. On nadaje się wyłącznie na likwidatora i ma do tego szczególnie i wrodzone kompetencje. Efektem tego jest to, że po dwóch latach jego rządów w armii sytuacja w niej jest coraz bardziej napięta a on sam mówi o buncie. No nic tylko taką armię zlikwidować by wypadało i Macierewicz pewnie nie spocznie nim tego nie dokona.
Ale „bunt generałów” to nie jest jedyne nieszczęście. Antoni twierdzi: „Warto też pamiętać, że ciągle żyjemy w sytuacji narastającego zagrożenia ze Wschodu, bo przecież mamy do czynienia z otwarciem drugiego konfliktu: dalekowschodniego. Rosjanie rozgrywają te sprawy równolegle. Napięcia na wschodzie i na zachodzie są częścią tej samej gry prowadzonej przez Rosjan przeciwko Polsce, przeciwko NATO i przeciwko Stanom Zjednoczonym”.

No, nie jest dobrze, proszę Państwa. Nie tylko „bunt generałów” ale jeszcze ci Rosjanie atakują Polskę na  Dalekim Wschodzie. Chyba Mandżurię będą chcieli nam zabrać?
Tu trzeba naprawdę tęgiego specjalisty żeby to ogarnąć.


„Przegląd”  nr 47

„Busola naszych czasów” – pod takim pompatycznym tytułem Robert Walenciak pisze o Karolu Modzelewskim. Okazuje się, że jego ojczymowi Zygmuntowi zabierają teraz ulicę w Warszawie, przez to i Karolowi jest smutno.  Ale mniejsza o to. Okazuje się, że Karol, który urodził się „kilkaset metrów od Kremla. I jeszcze w rodzinie mienszewików” miał szczególny wpływ na powstanie Solidarności.

„Gdy Mazowiecki zobaczył go w stoczni, przeraził się. Geremek zbladł i powiedział: „Karolu, za duże nazwisko”. Taki był początek”.

Co prawda Zygmunt Modzelewski za Bieruta ministrem był i pewnie nie raz ze Stalinem rozmawiał, ale żeby się tak bać, i to nie samego Zygmunta ale jego pasierba, to już przesada chyba?

To taki był początek. A jaki koniec? „Modzelewski był tą osobą, która parła, by został zarejestrowany jako, po pierwsze, związek ogólnopolski, a po drugie, pod nazwą Solidarność. To on ją wymyślił”.

Znaczy, obok wielu wersji o tym, kto to wymyślił Solidarność, mamy jeszcze jedną: była to zemsta mienszewików na bolszewikach dokonana po latach.
Jeśli tak, to już wolę ludową bajkę o tym jak to „Lechu samotrzeć komunę obalił”.  I żeby była jasność: to nie ten Lechu co jemu teraz pomniki stawiają.

Stanisław Lewicki

[Głosów:7    Średnia:4/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *