Lewicki: Skąd się w Polsce wzięli batonikowi naziści?

 

W mainstreamowych mediach wiele jest informacji o jakoby szalejących w Polsce nazistach. Miały ich być tysiące na pochodzie w Warszawie. To wszystko tylko propaganda, która ma pomóc w podporzadkowaniu i sformatowaniu polskiej polityki według układanych gdzie indziej planów.

Jedna z wiodących stacji telewizyjnych wreszcie znalazła i wykonała nawet dokumentujące nagranie, gdzie zaprezentowano kilku tych nazistów, którzy gdzieś w krzakach świętowali urodziny Adolfa Hitlera i sporządzili na tę okoliczność tort ozdobiony swastyką z batoników. Dużo się przy tym nie napracowali, bo ułożyć na torcie kilka batoników wielkiego zachodu nie wymaga. Oczywiście kilku idiotów zawsze się znajdzie i zbytnio nie trzeba szukać usprawiedliwienia, czy  przesłanek lub okoliczności które spowodowały ich pojawienie się w tych krzakach w asystencji ekipy dokumentującej ich działania.

Jednak w tym przypadku warto to poczynić, gdyż Polska została tak mocno doświadczona przez nazizm, że pojawienie się nawet pojedynczych przypadków sympatii wobec nazizmu i Hitlera musi budzić zdumienie. Zatem skąd to się bierze? Jakie to czynniki mogły spowodować, że znalazły się takie osoby?

Oczywiście trzeba skupić się na propagandzie w mediach i rozprowadzanych wydawnictwach, gdyż tradycji współpracy z nazistami w Polsce nie ma. Nie było także żadnych polskich  formacji zbrojnych, które by razem z niemieckimi nazistami realizowali zbrojnie jakieś wspólne cele.

A zatem, po pierwsze, literatura. Już pobieżna kwerenda dostępnych na rynku wydawnictw doprowadzi nas do konkluzji, że literatury gloryfikującej nazistów wydano ostatnio w Polsce całe masy. I nie mówię tu nawet o wydawnictwach, które mogą mieć jakąś wartość poznawczą, jak np. pamiętniki Goebbelsa czy listy Himmlera, ale wprost propagandę nazistowską jak książki Leona Degrelle’a, czy „dzieło” SS-Obergruppenführera Felixa Steinera – „Ochotnicy Waffen-SS – Idea i poświęcenie”.

Kilka słów na temat przekazu tej ostatniej książki, wydanej w Polsce w roku 2010, czyli za rządów partii, która mocno deklarowała walkę z faszyzmem. Jakiś jej minister to nawet do Białegostoku się wybierał walczyć z tymi faszystami, ale jakoś nie doszedł.

Oryginalnie Steiner publikował swoje książki w Niemczech w wydawnictwie związanym z neonazistowską Niemiecką Partią Rzeszy. Kilka przykładowych cytatów z tej książki zaprezentuje jakiego typu propagandę zawiera ta publikacja. Zbrodniarzy z SS Steiner kreuje na wielkich bohaterów, którzy złożyli ofiarę w obronie Europy przed bolszewickim zalewem. Ale nie tylko o Waffen SS pisze on pochlebnie. Pochwały i wytłumaczenia dotyczą nazizmu jako całości: „Wobec ogólnego duchowego kryzysu zachodniego świata, polityczny przełom w narodzie niemieckim roku 1933 musiał zostać odebrany jako cud”.[i] O zamachu na Hitlera pisał tak: „zamach bombowy  na głównodowodzącego miał miejsce w chwili, gdy cały front chwiał się w posadach (…) Żaden z ochotników nie był w stanie znaleźć uzasadnienia dla tego czynu”.[ii]

Steiner pisze także bardzo ciepło o hitlerowskich kolaborantach i to tych odpowiedzialnych za ludobójstwo. Tak przedstawia Szuchewycza, dowódcę zbrodniczej UPA: „Ukraińcom przewodził dawny dowódca utworzonego w Niemczech legionu ochotniczego „Nachtigall”, który w 1941 roku razem z Niemcami ruszył na wschód (…) Taras Czuprynka był prawdziwym dowódcą ochotników. Ponad wszystko kochał swój  naród i wiedział w jaki sposób nakłonić ukraińskich bojowników do walki …”.[iii]  Sławił też zmagania Waffen SS na Pomorzu, w tym ich walki z wojskami polskimi, a ich koniec w Berlinie, w jego mniemaniu, jest wyjątkowym heroizmem: „Ich ostatnia walka w Berlinie urasta do rangi bohaterskiego symbolu – aktu heroizmu porównywalnego do bitwy o Termopile”.[iv]

A przecież książka Steinera to tylko jeden drobny przykład całej masy wydawnictw tego rodzaju zalewających rynek wydawniczy w Polsce. Chciałoby się zadać pytanie: Kto tym kieruje i jaki ma w tym interes? Odpowiedź nie jest zbyt trudna. Chodzić może o sprowokowanie nazistowskich sympatii w Polsce by tym łatwiej oskarżyć o nie Polaków jako naród. Z jednej strony Polaków walczących w Pierwszej Armii WP nazywa się z pogardą „berlingowcami” lub „janczarami Berlinga”, a z drugiej strony za bohaterów robią zbrodniarze z SS.

Pod wpływem zalewu takiej masy nazistowskiego chłamu nie można się dziwić, że jacyś młodzi ludzie ulegają zaczadzeniu nazizmem i wyrażają sympatię do Adolfa Hitlera. Ta przypadłość nie omija nawet ludzi zaliczanych do inteligencji. Pewien profesor napisał kiedyś, że „szklaneczką calvadosu czy lampką armagnac’a wzniosę bezgłośny toast ku czci żołnierzy z francuskiego Legionu Charlemagne”.

A ów Legion to przecież 33 Dywizja Grenadierów SS (1 francuska) Charlemagne, która pozostała wierna Hitlerowi do samego końca broniąc Kancelarii Rzeszy.
Ręce opadają i widać, że w kwestii eliminacji wpływu nazistowskiej propagandy trzeba w Polsce zacząć pracę od podstaw.

Stanisław Lewicki

[i] Felix Steiner – „Ochotnicy Waffen SS – Idea i poświecenie” – ISBN 978-83-89929-16-7 – FINNA Gdańsk 2010 – s 36

[ii] Tamże s. 199

[iii] Tamże s. 153

[iv] Tamże s. 243

[Głosów:24    Średnia:3.3/5]
Facebook

1 thought on “Lewicki: Skąd się w Polsce wzięli batonikowi naziści?”

  1. Ogólnie z tekstem trudno się nie zgodzić jeśli chodzi o opis sytuacji w ruchach neonazistowskich na przestrzeni ostatnich 10-15 lat, ale autor w ogóle nie zwrócił uwagi na fakt, że te ruchy w Polsce są o wiele starsze i sięgają jeszcze lat PRL. W latach 80-tych i 90-tych umocniły się niektóre subkultury, w tym skinheadzi, którzy albo byli NRowcami czyli narodowymi radykałami, albo (i tu raczej mowa o większej części “skinów”) NSami, czyli narodowymi socjalistami z całym bagażem otoczki neo-pogańskiej. Trzeba mieć świadomość, że w dużej mierze te ruchy ukształtowała muzyka – RAC, czyli Rock Against Comunism, która w latach 90-tych w Polsce miała bardzo silną reprezentację i kilka “ikon” w postaci liderów zespołów. Chyba nie wymaga większego wysiłku znalezienie informacji o Honorze i liderze zespołu – Szczerskim, Konkwiście88 czy innych tego typu grupach muzycznych reprezentujących nurt NS. Dodatkowo należy mieć świadomość, że ówcześni neo-naziści nie mieli *i specjalnie nie dążyli do tego aby mieć), dostępu do literatury na ten temat. Kwestia podbudowy ideologicznej była zupełnie drugo- czy nawet trzecio-planowa, bowiem nie oszukujmy się – osoby popierające podówczas ruchy NS nie należały i nie należą do szeroko rozumianego zbioru “intelektualiści”. Ci nieco bardziej oczytani, choć i tak z mizerną wiedzą zakładali jakieś stowarzyszenia czy partie (należy pamiętać o NOP, w którym była masa tzw. NSów czy o stowarzyszeniu Niklot) aby powiększać nieco swoje szeregi i nadać lekką nadbudowę tym niezbyt rozgarniętym jegomościom sympatyzującym z narodowym socjalizmem. Jednakże praca u podstaw w postaci książek, wykładów etc. to zaledwie niewielka część tego, jaki efekt dawała właśnie muzyka RAC w popularyzowaniu ruchów NS w Polsce. W świetle powyższego należy sobie zadać pytanie – czy już wtedy takie ruchy były w jakiś sposób sterowane i jeśli tak, to przez kogo i po co, czy jednak była to stosunkowo niewielka grupka zagubionych lub niezbyt bystrych ludzi stworzona oddolnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *