List otwarty Ruchu Autonomii Śląska do prezydenta Bronisława Komorowskiego

Szanowny Panie Prezydencie,

Dziewięćdziesiąta rocznica przyłączenia wschodniej części Górnego Śląska do II Rzeczypospolitej to dobra okazja do sporządzenia bilansu skomplikowanych relacji między Górnoślązakami a państwem polskim. Relacji, o których w sposób nieskrępowany dyskutować można od niedawna. I, choć dyskusje te nierzadko budzą skrajne nawet emocje, podjąć je trzeba. Zaniechanie nie spowoduje bowiem, że przemilczane problemy i urazy znikną. Wręcz przeciwnie. Sprawi, że rosły będą mury niezrozumienia.

Gdy przed 90 laty Polska obejmowała przyznaną jej część obszaru plebiscytowego, przez jednych Górnoślązaków przyjmowana była z nieufnością, przez innych natomiast z nadzieją. Wyrazicielem oczekiwań tych ostatnich był Wojciech Korfanty, który witał polskie wojska słowami: „Wierna swym tradycjom wolnościowym, Polsko, przyjmij wszystkich tej ziemi mieszkańców dobrej woli jako dzieci swoje, przyjmij ich bez względu na różnice języka i wiary i daj świadectwo wielkiej prawdzie, że w nowoczesnym państwie dla wszystkich wyznań i języków jest miejsce pokojowej i twórczej pracy dla dobra ludzkości”. Przyznana przez Sejm RP 15 lipca 1920 roku autonomia pozwalała żywić nadzieję, że górnośląskie pragnienie podmiotowości zostanie zaspokojone.

Jakże szybko entuzjazm zaczął ustępować zwątpieniu, nadzieja rozgoryczeniu. Rzeczpospolita nie okazała się sprawiedliwym i tolerancyjnym państwem prawa, o którym marzył Korfanty i jego towarzysze. Osobisty dramat przywódcy propolskich Górnoślązaków symbolizuje głęboki zawód, jakiego doznali oni w konfrontacji z Polską i polskością. Konstytucja z 1935 roku stała się początkiem ograniczania praw samorządowych województwa śląskiego. Dzieła tego dopełnili komuniści dekretem z 6 maja 1945. Przez kolejne dziesięciolecia mieszkańcy naszego regionu doświadczali rozdźwięku między oficjalnymi deklaracjami o odwiecznej polskości Śląska a polityczną praktyką, która wyznaczała im rolę obywateli drugiej kategorii – żywego dodatku do hut i kopalń.

Mijałoby się z celem sporządzanie dziś katalogu bolesnych doświadczeń czy obnoszenie się ze swymi faktycznymi i urojonymi krzywdami. Zostawmy je kronikarzom złego czasu. Spojrzenie w przyszłość Śląska w Polsce wymaga jednak odważnej diagnozy stanu obecnego. Nie ulega wątpliwości, że w oczach wielu Ślązaków państwo polskie utraciło wiarygodność – wyczerpał się udzielony przez naszych przodków kredyt zaufania. Krytycznego stosunku do Rzeczpospolitej nie można tłumaczyć rzekomym antypolonizmem. To byłoby wątpliwym alibi, zwykłą wymówką, usprawiedliwiającą brak dialogu, którego mieszkańcy Górnego Śląska domagają się od lat.

Bo Górnoślązacy gotowi są do dialogu – nie przekroczyli granicy, za którą zaczynają się bezrozumny upór i zacietrzewienie. Wciąż wierzą, że Polska może być państwem jasnych i uczciwych zasad, państwem zasługującym na ich szacunek. Nie dadzą się jednak zbyć frazesami, które przez ostatnie dziewięćdziesiąt lat zdążyły stracić swój powab. Ani też przywołać do porządku opowieściami o świadomości utraconej między Górnym Śląskiem a Oberschlesien. Nazwy te nie symbolizują dla wielu z nas odrębnych światów, lecz różne wymiary tej samej śląskości.

Rzeczpospolita może nas zignorować, przyjmując za dobrą monetę głosy uległych potakiwaczy czy zdezorientowanych strażników status quo, którym dynamiczna śląskość dawno umknęła. Warto jednak wsłuchać się w śląskość niepokorną, bo to ona prowokuje do myślenia. Nie zamyka się w swych pozornie bezpiecznych opłotkach. Dojrzała obywatelskością, pragnie dzielić się z Polską swym doświadczeniem, proponując model państwa silnego nowoczesną autonomią regionów. Krusząc monopol jednej historycznej narracji, otwiera pola twórczego sporu.

Władze Rzeczpospolitej Polskiej mogą dziś zdobyć się na gest tyle historyczny, co prosty. Powiedzieć: „Nie było tak jak miało być. Nie zmienimy przeszłości, ale dziś jesteśmy gotowi zaakceptować was takimi, jakimi jesteście, i porozmawiać o Śląsku i o Polsce”.

Czekamy, Panie Prezydencie.

Z wyrazami szacunku,

(–) Jerzy Gorzelik

Przewodniczący

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “List otwarty Ruchu Autonomii Śląska do prezydenta Bronisława Komorowskiego”

  1. Szanowny Panie Przewodniczący, z całym szacunkiem, ale wydaje mi się, iż popełnił Pan błąd adresata Swojego listu. Jako Monarchista gwarantuję Panu najszersze Prawa – ale nie w tym systemie. Pomóżcie obalić „system przywislański”, a problem zniknie, gdyż Monarchia konstytucyjna, posiadająca za podstawę Konstytucję 3 Maja, opiera się na Samorządach terytorialnych i respektuje Prawa Regionów. z należytym poważaniem Marek Stefan Szmidt vel StefanDetko

  2. znowu pisowcy znajdą jakiś problem w tej całkiem dobrze napisanej deklaracji. Od problemów nie uciekniemy. Model państwa centralnego się już wyczerpał i w naszej polskiej rzeczywistości nie funkcjonuje dobrze.

  3. @foxmann: Mam pytanie, czy tzw. regiony mają Pana zdaniem prawo decydować, do jakiego tzw. państwa centralnego chcą należeć, czy jednak obowiązuje je zasada lojalności? Nastepnie, zakładając (wersja dla prasy na teraz, 🙂 ), ze oczywiscie obowiazuje zasada lojalnosci, to jak zachowac sie wobec organizacji, które w pewnym momencie chciałyby te lojalnosć jednak wypowiedzieć albo np. skorzystać z obcej pomocy dla, powiedzmy zwiekszenia zakresu słusznie nam należnej autonomii? Sądzić? Eksterminowac? Wypedzać? Zamykac do obozów koncentracyjnych?

  4. @Piotr.Kozaczewski Jako ciekawostkę najpierw podam, że wszystkie landy RFN mają konstytucyjne prawo do niepodległości (sic!) ale żaden z niego nie skorzystał. Co do pytania regiony, mimo autonomii, ciągle będą integralną częścią Polski a projekt konstytucji autorstwa RAŚ (http://autonomia.pl/n/konstytucja) w art. 80 zawiera: „Obowiązkiem obywatela polskiego jest wierność Rzeczypospolitej Polskiej oraz troska o dobro wspólne.” Moim zdaniem organizacje separatystyczne będą stanowić mniejszość i raczej nie porwą za sobą ludu (vide Śląski Ruch Separatystyczny, którego największym sukcesem była rejestracja) a przywódcy raczej będą widzieć, że im się to po prostu w żaden sposób nie opłaci. Jednak, jeżeli cały lud się opowie za niepodległością, to powinno być to respektowane. Na koniec, autonomia jest niewątpliwie potrzebna, ponieważ nie wyglądałoby to tak – zbieramy pieniądze z podatków -> wysyłamy do Skarbu Państwa -> ponieważ wysłaliśmy, nie mamy pieniędzy na duże inwestycje -> następnie żebrzemy u ministrów, w Sejmie o pieniądze… Albo że w ważnych dla regionów sprawach posłowie głosują jak im Partia nakazuje. Sejmy regionalne zawsze łatwiej byłoby „śledzić”. Pozdrawiam.

  5. @przemub: „… jeśli cały lud opowie się …” – który „lud” : ten aktualnie zamieszkujący tereny Śląska, czy ten, któremu Komisja Plebiscytowa przyzna prawo głosu mimo zamieszkiwania gdzie indziej? To już przecież kiedyś było …

  6. @Piotr.Kozaczewski: Szanowny Panie, z praktyki politycznej nie da się stworzyć takiego prawa, które nam coś na wieku wieków gwarantuje. Np. nie da się wymyśleć Kodeksu Pracy, który zapewni powszechny dobrobyt i zawsze idealnie pogodzi interesy pracodawców i praciobiorców. To tylko mały przykład na to, że nawet najlepiej napisane prawo zderza się z realiami i szarą rzeczywistością. Autonomia, federacja to w naszym wydaniu w XXI w. przede wszystkim sprawiedliwsze wydawanie pieniędzy (z pominięciem centrali). Dlaczego jako Ślązak mam łożyć na szkoły w woj. lubelskim. Ludzi w tamtym województwie także nie należy okradać z pieniędzy na rzeczy źle zarządzanych hut i kopalni np. w Chorzowie. To chyba jasne. Regiony dlatego są regionami, a nie niepodległymi państwami, że przynależą do państwa centralnego. Skąd w ogóle taki chory pomysł, aby decydować gdzie się chce przynależeć. Nawet jednostka ma czasem ograniczone możliwości np. aby wyjechać do innego kraju i tam żyć, a co dopiero jakiś region. Autonomia nie zakłada np. tego, że absolutnie nic się nie daje na cele wspólne. Właśnie ona reguluje stosunki region-centrala tak, aby było to transparentne i sprawiedliwe, a nie jak obecnie niesprawiedliwe i polegające na tym, że wszyscy dają do jednego „gara”. Lojalność wobec centrali wtedy może zostać wzmocniona jeśli jest świadomość sprawiedliwego traktowania. Nie da się prawnie nawet w obecnym unitaryzmie „zagwarantować lojalności”, albo tego, że nigdy żadna organizacja separatystyczna w Polsce nie powstanie. Lojalność to cecha, która może się zmienić i aby się tak nie stało trzeba nieustannie dbać o to, aby dla tego kto ma być lojalny ta lojalność była dobrowolna i trwała. A jeśli chodzi o „obcą” pomoc to owszem w kapitalizmie kapitał nie ma ojczyzny i po tylko transformacjach ustrojowych każdy kapitał powinien być w Polsce mile widziany. Reforma administracyjna J. Buzka wychodziła całkiem sensownie naprzeciw tym oczekiwaniom tworząc 16 o wiele bardziej rozpoznawalnych województw niż 49 rozparcelowanych. Jeśli inwestor zagraniczny będzie chciał zainwestować to rozmawia z lokalnym rządem, a nie z Warszawą. I decyzja jakakolwiek nie będzie wymagała zgody Warszawy, która często w takich sytuacjach lobbuje i dyktuje politycznie z centrali, podczas gdy na szczeblu samorządowym jest zupełnie inny rozkład sił politycznych. Całkiem naturalanym krokiem wydaje się być obecnie autonomia fiskalna, prawna i jeszcze większa samorządność + korekty granic województw, tak by nie dochodziło do takich absurdów dla obydwu stron nieznośnych jak np. górnośląskie miasto – Częstochowa, albo twór korupcyjny widmo – woj. opolskie.

  7. @foxmann: „…A jeśli chodzi o „obcą” pomoc to owszem w kapitalizmie kapitał nie ma ojczyzny…” – to nie jest prawdą. Wiekszość miedzynarodowych korporacji ma bardzo konkretną ojczyznę, preferuje konkretną narodowość na stanowiskach „w centrali” oraz w działach strategicznych typu R&D. „…Jeśli inwestor zagraniczny będzie chciał zainwestować to rozmawia z lokalnym rządem, a nie z Warszawą. …” – to może stać w sprzecznosci np. z planami centrali oraz z lojalnościa regiony wobec centrali. „…Skąd w ogóle taki chory pomysł, aby decydować gdzie się chce przynależeć. …” – w porządku, to z pewnoscią chory i nierealistyczny, oszołomski pomysł. Wpiszmy wobec tego do Konstytucji i Kodeksu karnego taki martwy (oczywiscie!) przepis, że za promowanie, sponsorowanie i realizację takich pomysłów wysyła sie delikwenta wraz z rodzina do piachu. Zapis bedzie martwy i całkowicie niegroźny, bo przecież nikomu powaznemu nic takiego nie wpadnie do głowy, w czym problem? Rozumiem ze RAŚ noczywiście nie miałby nic przeciwko takiemu zapisowi, to tylko taka mała, czysta formalnosc, nic nieznacząca w praktyce …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.