Luma: Sekularyzacja śmierci

Odczarowanie świata, które dokonało się w ostatnich stuleciach, nadal przynosi fatalne skutki dla życia człowieka. Trudno znaleźć ludziom jakikolwiek cel, który jest związany z transcendencją, z wiecznością. Liczy się tylko to, co jest związane z teraźniejszością, z konsumpcją, z używaniem tego świata. Czysty hedonizm. Oczywiście dodam dla ścisłości, że chodzi o tzw. Zachód, który tak dumnie się nazywa cywilizacją europejską, a który już dawno zatracił swoje wartościowe korzenie, wyrosłe z Grecji, Rzymu i chrześcijaństwa. W życiu nie ma pustki. Na tereny cywilizacji zdegenerowanej natychmiast ,,wlewa” się fala ludów innej, prężnej cywilizacji. Nie ma to znaczenia, że często owe cywilizacje są  na niskim stopniu rozwoju ale mają pewien gen życia, witalności, który pomaga prowadzić skuteczną ekspansję. I najgorsze jest w tym wszystkim to, że tzw. cywilizacja europejska nie ma nic wspólnego ze stłamszoną, zepchniętą do defensywy, cywilizacją łacińską, tak pięknie ,,wyizolowaną” i opisaną przez nieocenionego Feliksa Konecznego. Ta cywilizacja europejska to taki nowotwór, który narastał przez wieki w Europie, a który wyrósł z dawnych herezji średniowiecza, z protestantyzmu, oświecenia, socjalizmu, i ,,żywił się” liberalizmem w różnych postaciach. I to wszystko piewcy obecnej Unii Europejskiej nazywają wartościami europejskimi, które są raczej antywartościami, a które mają nam zastąpić etykę katolicką. Tak więc nowotwór przejmuje kontrolę nad ciałem.

Życie jest związanie ze śmiercią. To taka oczywista oczywistość – jak mawiał PJK. Stosunek do śmierci zawsze był uwarunkowany religijnie. Pisząc ,,zawsze” mam na myśli czasy, kiedy jeszcze religia była wszechobecna w życiu ludzi. Kościół uczył, a wierni to rozumieli, że nasze życie na Ziemi jest tylko wędrówką, chwilowym bytowaniem, w drodze do Wieczności. Śmierć była przykrym zdarzeniem, bo jako ludzie do końca tego nie rozumieliśmy i nie rozumiemy i trudno nam się rozstać z bliskimi, ale zdawano sobie sprawę, że tak musi być i musimy przede wszystkim zasłużyć na lepsze życie po śmierci. Tymczasem obecnie śmierć ma wyraźnie wymiar świecki. Nie ma już pierwiastka religijnego i uznajemy ją za kres naszego istnienia. Ta sekularyzacja śmierci dotknęła także po części hierarchię kościelną, bo czymże jest przesadna dbałość w czasie tzw. pandemii o zdrowie wiernych, jeśli nie przerażeniem chorobą i śmiercią? Niestety kapłani pełnią często rolę pracowników Ministerstwa Zdrowia czy sanepidu, w ogłoszeniach ostrzegając wiernych przed groźnym wirusem i zalecając taką nową trójcę – dystans, dezynfekcja i maseczka. W niektórych kościołach jeszcze w tamtym roku księża gorliwie zachęcali wiernych do nieprzychodzenia na Msze św. Czymże jest takie zachowanie jak nie uleganiem panice przed chorobą i śmiercią czyli trendowi dominującemu w demoliberalnym  świecie? Nie piszę oczywiście tego, żeby bezmyślnie krytykować zachowanie niektórych księży, ale by wskazać, że ta sekularyzacja śmierci dotyka także Kościoła. Pewna doza roztropności jest niezbędna, szczególnie osobom-autorytetom, którzy mają wpływ na innych ludzi. Dobra orientacja w polityce, nie uleganie panice, radzenie sobie w tzw. gąszczu informacyjnym poprzez selekcję informacji czyli oddzielenie prawdy od kłamstwa, to umiejętności dzisiaj szczególnie cenne. Przypominam, że wojna informacyjna trwa, masoneria istnieje, walka o hegemonię światową w toku, koncerny się bogacą, a nam pokazuje się taki teatr lalek, w którym pacynki-politycy w mediach sieją strach przed śmiercią i powoli nas przyzwyczajają do roli niewolnika.

Tzw. pandemia (łapię się na tym, że coraz częściej używam ,,tzw”. Czyżby dzisiaj wiele rzeczy i zjawisk nie było tym, za co się je podaje?) doskonale ujawniła problem świeckiego postrzegania śmierci. Strach jest wszechobecny, nieustannie wzmacniany przez media. A może sekularyzacja śmierci ma na celu uzyskanie od nas dobrowolnej zgody na życie w tzw. nowym ładzie, proponowanym przez emisariuszy NWO? Wystraszony człowiek będzie miał alternatywę: albo wolność, a z nią choroby, śmierć, wojny albo brak wolności, kontrola, redukcja populacji i dostatnie życie, jak w ,,Nowym wspaniałym świecie” Huxleya.

I już na koniec pewna refleksja. Jest taki pogląd, że największym zwycięstwem szatana jest fakt, że ludzie przestali w niego wierzyć. Tym samym piekło stało się puste, a etyka i godne życie straciło na znaczeniu. Ale drugim sukcesem szatana jest nakłonienie ludzi tzw. Zachodu do wiary, że śmierć to sprawa świecka, że poza nią nic nie ma. Śmierć została zsekularyzowana i zostaliśmy sami ze strachem przed nicością, która nas czeka. Stąd pewnie taki ,,sukces” piewców tzw. pandemii we współczesnym świecie.

A dlaczego katolicy się nie buntują i pokornie znoszą wszechobecną medialną propagandę i ograniczanie wolności? Ktoś chyba dobrze pomyślał, pozwalając na przejęcie władzy przez PIS. Wyobraźmy sobie co by było, gdyby rządziła PO z lewicą. Bunt z powodu zamykania kościołów, działalności gospodarczych, powszechnego ,,terroru” sanitarnego byłby pewnie dość duży. Rządy PIS-u zamortyzowały niezadowolenie społeczne, bo to podobno patrioci, katolicy i prawica. Działają przecież dla dobra Polski, skoro katoliccy hierarchowie popierają ich działania. Taki rodzaj zderzaka, podobnie jak Trump w USA. Ale to tylko taka moja wiosenna teoria, zaczerpnięta z poglądów pewnego mądrego człowieka. Errare humanum est.

 

Jarosław Luma

Facebook

2 thoughts on “Luma: Sekularyzacja śmierci”

  1. “Strach jest wszechobecny, nieustannie wzmacniany przez media”.

    Prawda była. Ludzie mają to gdzieś – zwłaszcza bezbożnicy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *