„MANE TEKEL FARES na nudnej świątyni Waszej” – palec nowocześności w odpowiedzi Redakcji i Pani Justynie Klusce

 Od Redakcji: Zgodnie z dobrymi obyczajami i prawem prasowym publikujemy polemikę p. Włodzimierza Kowalika. Na tym całą sprawę kończymy.

I

W sporze pomiędzy dwoma czytelnikami Szekspira, marny znawca, który nie przeczytał całego dorobku angielskiego dramaturga, może zarzucać pilnemu, że przecież wyrażenie „autor Hamleta” znaczy, co innego, niż „autor Cymbelina„. Owszem, znaczą, co innego, ale oznaczają tą samą osobę. Konotacja (intensja) jest różna, lecz denotacja (ekstensja) ta sama. O ile nie można mieć pretensji do św. Piusa X, że tego nie wiedział (i dlatego pisał, jak pisał), o tyle trudno usprawiedliwić ignorancję Pani Kluski et consortes w zakresie podstawowego kursu logiki. Oto broniąc św. Tomasza przede mną – a nie sądzę by Doktor takiej ochrony potrzebował – popadli w błąd, przed którym ten święty usilnie przestrzegał. Można powiedzieć, że cała sacra doctrina poszła w las a został tylko powód do kpin dla niewierzących. A mają, z czego kpić, skoro wiarę  sprowadza się do wybranych konotacji wykładni św. Piusa X i Pierwszego Soboru Watykańskiego. Po pierwsze mających dowodzić m.in., że filozofia Arystotelesa jest objęta depozytem Objawienia, czyli jest zawarta, co najmniej, implicite w Piśmie Świętym (tylko w takim przypadku może być objęta wykładnią wiary). Po drugie usprawiedliwiających każdą ignorancję, skoro swobodnie określających moc dowodów rozumowych.

Tymczasem tak być nie może. Magisterium nie może sprowadzać się do konotacji powstających choćby w najświętszych głowach, bo byśmy naukę wiary sprowadzili do uprawiania poezji. Depozyt wiary dzisiaj jest taki sam jak w XIX wieku, i taki sam jak XIII, XII, X, V czy I wieku po Chrystusie. Tymczasem jeszcze w XII  wieku Arystoteles po większej części był zakazany jako sprzeczny z wiarą. W X wieku nikt nie słyszał o arystotelesowskich dowodach na istnienie Boga. Św. Augustyn w ogóle nie potrzebował żadnych dowodów, bo uznawał tylko iluminację, a z Ojców Kościoła jednego Jana z Damaszku od biedy można by uznać za arystotelika. Św. Bernard niszcząc Abelarda zwalczał racjonalne ambicje scholastyki a św. Piotr Damiani miał, tak czczoną przez Piusa X „moc dowodową”, za narzędzie diabła (mawiał, że logika jest wynalazkiem diabelskim). Macie, zatem Państwo szalony problem: albo uznacie różnicę między estensją i intensją wyrażeń wiary albo masę świętych musicie wykluczyć z Kościoła.

W odróżnieniu od moich Adwersarzy znacznie głębiej identyfikuję się z tą oto myślą św. Piusa X o św. Tomaszu: „W samej rzeczy, bowiem zwalcza on doskonale we wszystkich dziedzinach błędne mniemania modernistów: w filozofii, broniąc mocy i zdolności inteligencji ludzkiej, dowodzi nader silnymi argumentami istnienia Boga; w dziedzinie dogmatu, rozróżniając porządek przyrodzony od nadprzyrodzonego, rzuca głębokie światło i na motywy, które do wiary pobudzają, i na same prawdy wiary, przy czym jasno pokazuje, że w ogóle w teologii wszystko, co jest przedmiotem wiary, nie opiera się na jakimś mniemaniu, ale na prawdzie i że w niczym zmienione być nie może ”. Święte słowa! Otóż zarzucam brak rozróżnień, o których pisze papież. Mieszanie „w dziedzinie dogmatu”, czego się da: porządku przyrodzonego z nadprzyrodzonym, dogmatu z dowodem, dowodu z mniemaniem, pobudki z prawdą wiary; do tego jeszcze samą „dziedzinę dogmatu” z innymi dziedzinami: logiką, matematyką i grochem z kapustą. W zasadzie woła to o pomstę do Nieba i nie ma NIC, ale to NIC WSPÓLNEGO z doktryną św. Tomasza z Akwinu.

 

Skoro mówimy o wierze w kontekście prawdy i dowodu, musimy uwzględnić, że prawda nie jest RZECZĄ; w szczególności nie jest tekstem, wypowiedzią ani słowem (nie mylić ze Słowem Przedwiecznym); nie jest również „niezmiennym bytem”, do którego mielibyśmy jakiś jednoznaczny dostęp[1]. Prawda jest RELACJĄ i to taką, której w ogóle nie da się zdefiniować, ani w języku potocznym, ani w tradycyjnym formalizmie logicznym[2]. Żeby zdefiniować prawdę należy, bowiem operować na trzech poziomach semantycznych jednocześnie: na poziomie języka przedmiotowego, na poziomie metajęzyka (o języku przedmiotowym) i meta-metajęzyka (odnoszącego się do obu poprzednich języków zarazem, czyli języka trzeciego stopnia). Prawda jest, zatem RELACJĄ TRÓJCZŁONOWĄ. Dla katolika jest to fakt o kolosalnym znaczeniu. Wierzymy, bowiem, że Prawdą jest niepodzielnie cała Trójca Święta a nie jedna Osoba Boska (prawda jako rzecz) czy też nawet dwie Osoby Boskie (prawda jako relacja dwuczłonowa). Teorię relacji trójczłonowej zawiera tylko logika matematyczna[3]. Na poziomie języka potocznego prawdy wypowiedzieć się nie da! Można ją pojmować intuicyjnie, jako zgodność rzeczy i myśli, czyli jako relację dwuczłonową, ale to rodzi sprzeczności, a ze sprzeczności wynika wszystko, jako i św. Piusowi X, bez jego winy zresztą, wynikło.

Nie miał on szans uwzględnić faktu, że sformułowania dogmatów wiary, mają nie tylko swoją denotację, czyli swój przedmiot: to, o czym mówią, a co św. Tomasz nazywa Bytem, Prawdą Dobrem, Pięknem, ale również swoją konotację. Dogmaty są, bowiem wyrażone w ludzkim języku potocznym, który posiada zarówno konotację (intensję) jak i denotację (ekstensję). Konotacja nie musi być jednak przedmiotem wiary na przykład paniczny lęk św. Piusa X przed wszystkim, co nowe i tyleż wybiórcza, co nabożna cześć dla wszystkiego, co stare (obie postawy sprzeczne zresztą z Pismem Świętym), nie są objęte depozytem wiary. Magisterium nie ma nic do tego. To konotacje wynikające z osobistych uwarunkowań świętego. Już tu św. Pius X musiał polec, gdyż traktował depozyt wiary jak rzecz (np. jak tekst, który trzeba przechowywać). 

A dogmaty nie kończą się bynajmniej na języku przedmiotowym, w którym są sformułowane. Magisterium (i teologia) formułuje zdania o dogmatach, czyli używa języka metaprzedmiotowego. Żeby to analizować, potrzeba, zatem języka trzeciego stopnia, o ustalonych relacjach (czyli o ustalonym formalizmie logicznym) do obydwu pozostałych języków: przedmiotowego, w którym sformułowany jest dogmat, i metajęzyka, który mówi o dogmacie.  O tym ani u Piusa X ani na I SW nie mogło być mowy. Wręcz wydaje się, że robiono wszystko, aby się potrzebnych narzędzi pozbawić się i co gorsza zrobiono to skutecznie[4]

Kto nie jest zdolny (powołany) do takich rzeczy, niech pozostanie przy poglądzie, że istnienie Boga można poznać w sposób pewny samym rozumem, ale niech nie określa metody, jaką to poznanie się faktycznie realizuje. W dziedzinie dogmatu, należy, bowiem rozróżniać porządek przyrodzony od nadprzyrodzonego. A tylko ten ostatni jest przedmiotem depozytu wiary.    

 

 

II

Teraz chciałbym odnieść się do wybranych fragmentów tekstów polemizujących ze mną. Wybrałem takie, żeby jednoznacznie określić swoje stanowisko a nie przeciągać tekstu ponad rozsądną miarę. Ponieważ Redakcja solidaryzuje się ze stanowiskiem p. Justyny Kluski, najpierw odniosę się do kilku zarzutów artykułu redakcyjnego a potem do wybranych zarzutów p. Kluski.

Głównym powodem jest negacja dogmatu o nieomylności papieskiej, czego do tej pory Pan Kowalik nie odwołał”

 

Nie pisałem na Konserwatyzm.pl. o nieomylności papieskiej. A nawet nie przypominam sobie, abym w ogóle o tym kiedykolwiek i gdziekolwiek pisał. Jeśli ktoś wywnioskował z moich tekstów negację tego dogmatu to powinien przedstawić swoje wnioskowanie. Trudno mi jest odnosić się do czegoś, czego nie znam.

 

„Pan Kowalik dopuszcza się ataków na filozofię tomistyczną, nie zważając zupełnie na napomnienia i zalecenia papieży, którzy zawsze gorliwie zachęcali do studiowania filozofii św. Tomasza, przeciwstawiając ją wszelkiemu nowinkarstwu”.

 

To nieprawda. Pomny zachęt papieży, długo i gorliwie studiowałem filozofię (a od kilku lat także teologię) św. Tomasza z Akwinu. Przypuszczam, że znam ją znacznie lepiej niż moi adwersarze, którzy wiedzą, co napisano o Tomaszu, a niekoniecznie, co napisał sam Tomasz. W istocie nikt z nich nie zadał sobie trudu zacytowania Doktora.

 Zarzut bierze się chyba z uznania każdej nowości na nowinkarstwo. Gdyby św. Tomasz myślał w ten sposób, nie było by tomizmu. Arystoteles był w jego czasach tylko pogańskim, zakazanym „nowinkarstwem”. Jednak nie każda nowość musi być nowinkarstwem. Postęp w filozofii nie jest określony przez depozyt wiary.

 

„Nie sposób zrozumieć dlaczego należałoby, jak chce Pan Kowalik, używać logiki matematycznej gdzie używa się logiki formalnej”.

 

Tylko za pomocą logiki matematycznej można zdefiniować pojęcie prawdy, jak to wskazałem wyżej, co powinno katolika obchodzić. Bez pojęcia prawdy, pojęcie dowodu wisi w próżni. Poza tym logika matematyczna jest logiką formalną i to doskonalszą niż inne jej postacie. Zawiera wszystkie twierdzenia tradycyjnej logiki formalnej, plus nieco nowych, nieznanych wcześniej (albo znanych niejasno), które z tamtych wydedukowano, dzięki większej precyzji rozumowania. Doskonałość zaś powinna katolika żywo interesować.

Ponieważ logika formalna jest tautologiczna, więc stawiający ten zarzut prawdopodobnie nie rozumie nawet, o czym mówi. 

 

„Taktyka ta jest z góry nakreślona, a wypływa z ich założenia, iż wiara i wiedza są sobie zupełnie obce.” /Pius X w encyklice Pascendi Dominici Gregis/

 

Jazda po konotacjach. Uważam wiara i wiedza są sobie bliskie. Co mają wyobrażenia św. Piusa X do mojej taktyki? To już jest, z przeproszeniem, dziennikarstwo.

 

„Na niejedno zdanie w ich dziełach mógłby się śmiało każdy katolik pisać, ale wystarczy odwrócić kartę, a będzie się zdawało, że się czyta racjonalistę” /Pius X w encyklice Pascendi Dominici Gregis/.

 

Przykład psychologicznych konotacji u św. Piusa X. Oczywiście uważam się za racjonalistę. Racjonalność jest dla mnie wielką wartością (ściśle związaną z wiarą). Wydaje mi się, że Pius X miał bogatą osobowość, skoro wiedza racjonalna, na zmianę, podobała mu się, to znów nie podobała.

 

„Wreszcie, wyznając zasadę, że wiara winna być podporządkowana nauce, otwarcie i przy każdej sposobności napadają na Kościół i oskarżają go o to, iż nie chce podporządkować swych dogmatów pod zdania filozofów i dopasować się w tym względzie do ich twierdzeń. To też usiłują odrzucić teologię dawniejszą a na jej miejsce chcą wprowadzić inną nowożytną, bardziej powolną mrzonkom filozofów” /Pius X w encyklice Pascendi Dominici Gregis/ .

 

Wiary nie da się dopasować do twierdzeń filozofów, nawet, jeśli by to byli tak wybitni filozofowie jak św. Tomasz z Akwinu. Jest to po prostu obiektywnie niewykonalne. Sam bym się zresztą nie podporządkował zdaniu filozofów, nie będąc przekonanym, tym bardziej nie przyszłoby mi do głowy oskarżać o to Kościół.

Natomiast, gdyby św. Tomasz kierował się podobnymi fobiami, jak św. Pius X, to ten ostatni nie miałby, na co się powoływać, bo nie byłoby tomizmu. Przecież tomaszowe dowody to są arystotelesowskie „nowinki”. Nie wątpiąc, że św. Pius X miał głębokie rozumienie tajemnic wiary, pozwalam sobie wątpić, aby pojmował rozróżnienie między wiarą a filozofią, jakiego wymagał św. Tomasz z Akwinu, na którego św. Pius X tak się powołuje.      

 

„W istocie jednak Pan Kowalik podkopuje podstawy Wiary, atakując jej dogmat”.

 

Czyja prawda lepsza? Katolicka czy prawda Kowalika? Mówiąc językiem analitycznym św. Pius X nie odróżnia intensji i ekstensji pojęć, czyli inaczej konotacji od denotacji (nie może odróżniać, bo skądinąd nienawidzi „nowinek” filozoficznych). 

Nie sądzę jednak, aby ten osobisty pogląd (błąd) św. Piusa X był podany do wierzenia jako dogmat wiary. Mam wrażenie (konotacja), że w poglądach św. Piusa X jest więcej strachu przed prawdą, czy też jej utratą, niż samej wiary w prawdę. Prawdę wiary zdaje się on utożsamiać z jakimiś treściami swego, przeciętnego zresztą, umysłu. Tymczasem rzeczywistość, nawet rzeczywistość w ruchu, w niczym nie szkodzi Jednej, Powszechnej Niezmiennej Prawdzie.

 

„Odmawiamy stanowczo błędowi praw równych Prawdzie. Oczywiście nie wykluczamy ewentualnego powrotu Pana Kowalika na nasz portal. Będzie to jednak możliwe tylko wtedy, gdy Włodzimierz Kowalik odwoła swoje poglądy, a jego teksty nie będą atakowały dogmatów Wiary czy siały sceptycyzmu.”

 

Zarzut po prostu nie uwzględnia pojęcia prawdy, sprowadzając ją do jakiejś (jednej z wielu) rzeczy. Uważam, że takie stawianie sprawy jest dla mnie krzywdzące. Zmusza się mnie do zamiany siekierki na kijek pod rygorem anatema sit. Czy portal ma asystenta kościelnego?

Jestem gotów podać się każdemu orzeczeniu Kongregacji Nauki Wiary, czy innych władz kościelnych np. swojemu biskupowi Jego Ekscelencji ks. Zbigniewowi Kiernikowskiemu, jeżeli tylko władze te uznają za stosowne takowe wydać.  

 

III

Teraz przechodzę do odpowiedzi Pani Justynie Klusce. Jej tekst jest „przegadany” a kultura logiczna „taka sobie”. Odniosę się tylko do węzłowych fragmentów.

 

„Gdyby ktoś mówił, że jednego i prawdziwego Boga, Stwórcę i Pana naszego, nie można poznać ze stworzeń w sposób pewny z pomocą naturalnego światła rozumu ludzkiego – niech będzie wyklęty.”

/z Konstytucji Dogmatycznej Dei Filius/

Zgadzam się z tym, że Boga można poznać ze stworzeń w sposób pewny z pomocą naturalnego światła rozumu ludzkiego. Przy czym, „pewność” jest kategorią subiektywną (bo jest stanem czyjegoś umysłu). Kościół wymaga pewności w wierze od swoich członków, co jest zrozumiałe. Natomiast, św. Tomasz twierdzi, że pewność naturalnego poznania Boga (dowód) osiągają tylko nieliczni, po wielu trudach i do tego zawsze z błędami. Ja się do owych nielicznych (jeszcze) nie zaliczam.  Na razie „tylko” wierzę. Chociaż mam podstawy mniemać, że moja czysto racjonalna pewność istnienia Boga i tak jest znacznie wyższa niż analogiczna pewność u p. Kluski, która prócz wiary nie ma nic.  

„Argumenty, którymi Tomasz DOWODZI, że Bóg istnieje i że On jeden jest Bytem sam przez się i dziś nie straciły swej mocy DOWODOWEJ, którą miały w średnich wiekach; są one głębokim potwierdzeniem DOGMATYCZNEGO STANOWISKA ZAJĘTEGO PRZEZ KOŚCIÓŁ W UROCZYSTYM ORZECZENIU Soboru Watykańskiego [I]”

 

Moc dowodowa narzędzi logicznych nie jest przedmiotem wiary, tak samo jak nie są nim całki czy różniczki. Nie jest to nawet „rzecz przyrodzona w dziedzinie dogmatu”. Jest to w ogóle poza dogmatem. Pani Kluska zdaje się uważać, że mocy dowodowej, dostępnej w wiekach średnich, nie da się zwiększyć, ponieważ raz na zawsze ustaliła ją wiara. I ma mi za złe, że się z tym nie zgadzam. Problem w tym, że moc dowodu zależy od użytych narzędzi, a nie od użytej wiary (choć wiara może przyczynić się do wydoskonalenia narzędzi, co często ma miejsce, jeśli w pobliżu nie ma św. Piusa X). Dzisiejsze narzędzia są bezdyskusyjnie lepsze niż  wczorajsze. Tak jak narzędzia Tomasza były lepsze niż Augustyna. Jest tak, dlatego, że ruch (w tym również ruch poznania) jest FAKTEM. Co więcej, ruch jest nawet przesłanką dowodów, za którymi p.Kluska tak bardzo obstaje. Ujęcie dogmatyczne, które nie radzi sobie z ruchem jest bezwartościowe (neguje jedną z osób Trójcy Świętej, zwykle Ducha Świętego[5]). Myślący ludzie patrzą na to i … idą sobie do Hegla, czy innego Buddy. Bóg jest Alfą i Omegą. Nie trzeba oddawać się anachronizmom, żeby Boga poznać.

 

„Można się zastanawiać,  czy słowo „dowód” zostało użyte przez Magisterium w dostatecznie ścisły sposób, czy niepotrzebna byłaby uprzednia formalizacja. Ustalmy najpierw, że kryje się w tym zarzut, że Magisterium nie stosuje pojęć precyzyjnie”.

 

Tu przechodzimy do nieco poważniejszej roboty. Magisterium nie definiuje ściśle pojęć i trudno z tego czynić zarzut. Nie uważam, za Akwinatą zresztą, aby istniał jakiś jeden, wyróżniony język, w którym należałoby mówić o Bogu. Magisterium użyło języka potocznego, a nie technicznego języka  tomizmu (co jest znamienne i oczywiście jest „wodą na mój młyn”). Język potoczny jest bardzo nieprecyzyjny. Wiadomo (osobom, które nie brzydzą się „nowinkami”), że pojęcia prawdy w ogóle nie można zdefiniować w języku naturalnym, gdyż ten jest zbyt ogólny[6] (gdyby św. Pius X wiedział o tym, nie byłoby połowy dyskusji z modernizmem). Również termin „dowód” ma tak rozliczne znaczenia potoczne, że doprawdy tylko przy bardzo „egzotycznych” poglądach można byłoby nie zgodzić się z Magisterium. Przecież w języku potocznym nawet rozumowanie indukcyjne uchodzi za „dowód”. Mówi się na przykład, że jakieś zdarzenie „dowodzi” przewidującej go tezy. W tym znaczeniu każde potwierdzenie jakiejś tezy jest jej dowodem. Uważam jednak, że nie o taką DENOTACJĘ pojęcia dowodu chodziło Magisterium (choć taką KONOTACJĘ mogli mieć na myśli sprawujący to Magisterium). Św. Tomasz doskonale rozumiał niebezpieczeństwo: „Należy wystrzegać się chęci prowadzenia innych ku wierze za pomocą dowodów. Z jednej strony przynosi to uszczerbek godności wiary, gdyż jej prawda przewyższa wszelki ludzki rozum, z drugiej strony, tego rodzaju argumenty są najczęściej słabe, dając niewierzącym okazję do kpin, gdyż myślą oni, że nasza wiara opiera się na tego rodzaju uzasadnieniach[7].    

CO ZATEM MAGISTERIUM MOGŁO POWIEDZIEĆ W JĘZYKU POTOCZNYM O DOWODACH? MOGŁO OTRZEC, ŻE TAKIE DOWODY SĄ MOŻLIWE, ALE NIE MOGŁO ORZEC, CO KONKRETNIE STANOWI DOWÓD, GDYŻ ORZECZENIE TAKIE BYŁO LOGICZNIE NIEWYKONALNE. Kropka.

Dodam, że intuicyjne rozumienie prawdy i dowodu przyjmuje się na przykład w tomizmie egzystencjalnym, który tutejsi autorzy w rodzaju p. Ratnika nie uważają za stanowisko ortodoksyjne. Dlatego też sugerowałbym Pani Justynie Klusce, by zastanowiła się nad swoim stanowiskiem. W języku potocznym można nader łatwo „dowieść”, dowolnej prawdy. Jeżeli się nie umie tego robić, lepiej nie dowodzić a wierzyć, że da się dowieść.

 

„Istota sprawy kryje się w tym, że – przykładowo – uznanie nieskończonego ciągu przyczyn prowadzi do absurdu zarówno z punktu widzenia logiki, jak i nauk empirycznych”.

 

To żadna istota sprawy, tylko „istota” fałszywego zarzutu p. Kluski.

Ciąg wyjaśnień to jedno, a ciąg rzeczywistych przyczyn to drugie.  Pochód uzasadniania nie może iść w nieskończoność, choćby ze względu na tautologiczność logiki. Nie zmienia to faktu, że analiza matematyczna rachuje wielkości nieskończone z pełnym powodzeniem (trzeba się nauczyć choćby rachunku różniczkowego i całkowego) a logice znane są zbiory nieskończone,  nieprzeliczalne itd. . Nieskończoność nie sprawia w logice kłopotów.

Natomiast czy świat jest nieskończony, czy skończony, jest inną parą kaloszy. Tylko w dowodzie ontologicznym (anzelmiańskim) myślenie (uzasadnianie) i rzeczywistość są tym samym, ale św. Tomasz akurat tego dowodu (zapewne na złość pani Klusce) nie uznaje, ze względu na scholastyczną zasadę: „nie ma przejścia od myślenia do istnienia”.

Wg św. Tomasza NIE DA SIĘ UDOWODNIĆ POCZĄTKU ŚWIATA. Świat może, zatem być nieskończony. „Fakt, iż świat ma początek, jest przedmiotem wiary; nie jest przedmiotem dowodzenia i nauki. Warto na to zwrócić uwagę, aby czasem ktoś – zakładając, że wiary można dowieść – nie wprowadzał argumentów niekoniecznych, które dostarczałyby materii do kpin niewierzących, uznających, że wierzymy z powodu należących do wiary argumentów”[8]   

Upada zatem „istota” rozumowania p. Kluski, która w następnych swoich wywodach, za wszelką cenę próbuje obalić św. Tomasza, wprowadzając do nauki „argumenty niekonieczne”, wywleczone z wiary. Pokazuje to, że p. Kluska et consortes nie pojmują relacji wiary i rozumu, mieszając jedno z drugim, zamiast pojmować wiarę i rozum na wzór unii hipostatycznej dwu natur w Chrystusie Panu: bez zmieszania. 

 

„Niech nam pan pokaże jakiekolwiek doświadczenie empiryczne wykazujące nieskończoność zaktualizowaną lub cokolwiek, co nie ma przyczyny. To byłoby przyrodnicze science fiction. Także logika formalna nas dyscyplinuje, bo każe zawsze unikać regresu w nieskończoność. Jeśli wiemy, że dowód musi mieć z konieczności matematycznej i praktycznej skończoną ilość kroków, to zdanie, że ciąg przyczyn jest nieskończony, należy uznać za nienaukowe, ponieważ nigdy nie może być dowiedzione. W swoim przywiązaniu do nauki empirycznej i jej metod powiedzmy: nieskończony ciąg przyczyn jest nie do stwierdzenia dla nauki, a w swoim przywiązaniu do logiki powiedzmy po prostu: to jest fałsz, a wiemy to stąd, że kryje się w tym generalny błąd logiczny regressus ad infinitum, coś z konieczności logicznej niemożliwego do ujęcia w procedurze dowodowej”.

Czy naprawdę NIGDY nie przyszło Pani do głowy, że rzeczywistość, choćby ta za oknem, może PRZEKRACZAĆ Pani ludzki umysł? Naprawdę sądzi Pani, że świat to system aksjomatyczny, a Pani zna wszystkie jego aksjomaty? Jeśli tak, to pisze Apostoł: „Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam” [Tym 2, 11].

Z dalszych, a nic niewnoszących do sprawy wywodów, wybieram filipikę przeciwko Maritainowi.

 

„Jednak personalizm to nurt, który nie posługuje się ortodoksyjnym pojęciem. Jacques Maritain, główny bohater wykładu lubelskiego, definiuje osobę tak, że orzeka między innymi jej zakres niezależności w stosunku do prawdy w przestrzeni państwowej, stąd państwo nie może być katolickie, musi akceptować jakieś dziwne „prawo do błędu” w sprawach najważniejszych. Maritain zaprzeczył choćby treści nieomylnego Syllabusa. Jest się więc o co bić z Maritainem, nazywanym przez papieża Pawła VI „mistrzem” w ramach jego prywatnej i destrukcyjnej opinii, nie wchodzącej w skład orzeczeń nieomylnych, które muszą być m. in. oficjalnie zadeklarowane. Należy też walczyć z teologicznym narybkiem Maritaina”.

 

Dla słuszności zarzutu o przyznawaniu „prawa do błędu”, trzeba wpierw uznać, że to prawo usprawiedliwia. Skoro prawo usprawiedliwia to przyznanie człowiekowi „prawa do błędu”, przekreśla to usprawiedliwienie. Ja jednak nie słyszałem, aby Kościół Katolicki głosił usprawiedliwienie z prawa. Zatem Maritain nie przekreśla chrześcijańskiego usprawiedliwienia, czyli chrześcijańskiej moralności a tym samym nie daje nikomu „prawa do błędu”. On jedynie daje człowiekowi wolność, w duchu nauczania Apostoła z Tarsu.

Maritain jest takim sobie filozofem (choć pewno lepszym od św. Piusa X). Wnikliwie pisał o sztuce. Był wybitnym mistykiem. Żył całkowicie wstrzemięźliwie w małżeństwie (Pius X nie potrafił wyzbyć się nałogu tytoniowego, co nie było zresztą najmniej sympatyczną jego cechą).  

 

„Znowu pytam: z kim Pan polemizuje? Z werbalnymi personalistami? Kto to? Przecież obrona orzeczenia o tym, ŻE istnienie Boga jest pewne, nie jest tożsama z twierdzeniem o PEŁNYM poznaniu istnienia tożsamego z istotą. Nikt tego drugiego poglądu zdaje się nie bronił”.

Proszę Szanownej Pani, czy wiara zawiera całą prawdę czy tylko kawałek prawdy? Bo jeśli całą, to Pani zarzut nie ma sensu. A jeśli tylko kawałek to Pani ma bardzo niskie mniemanie o wierze. Równie dobrze może być Pani zwykłą poganką albo nawet satanistką, z mylną konotacją swego przedmiotu wiary. Filozofowie różnie nazywali „to, co jest”: Arche, Bezkres, Chaos, Materia, Jednia, Byt, stawanie się, Nieruchomy Poruszyciel, Pierwsza Przyczyna, Absolut, konieczność historyczna itd. Dlaczego, na litość Boską Chaos, Byt, Pierwszy Poruszyciel, czy konieczność historyczna, mają być święte? Nie znam żadnej porządnej, filozoficznej analizy świętości ludzkiej a co dopiero niebieskiej. A co to za Bóg, który nie jest święty?

 

„Mój tekst miał być przeznaczony, dla tych, którzy są dopiero na wstępnym etapie uzgadniania wiary z rozumem i nie chcą poddawać ocenie wytworów wyobraźni z arbitralnie nadaną etykietką „katolicyzm”, ale pragną poznać katolicyzm rzeczywisty, udokumentowany. Pewien zakres tematów poruszyłam, ale to jest oczywiście zakres wąski i ujęty syntetycznie. To taka pierwsza pomoc na poziomie czysto publicystycznym. Portal Konserwatyzm.pl ma wielu bardzo młodych i chłonnych Czytelników. Do nich w szczególności kieruję niniejszy artykuł w nadziei, że Redaktorzy, nie zmuszą już nikogo do reakcji w tak fundamentalnych sprawach. Niech nazwa portalu odpowiada jego treści. Niech przynajmniej portal nie daje wolności słowa dla mylnego pojęcia o katolicyzmie i jego dokumentach. Justyna Kluska”

Eee tam. Psuje Pani młodzież i tyle.

 

Na tym kończę swoją odpowiedź na zarzut herezji. Nie mam zamiaru odwoływać ani słowa, zanim nie interweniuje powołana władza kościelna. Bardzo dziękuję, jeśli Redakcja pomimo zamknięcia mi łamów, zechce opublikować odpowiedź (tylko bez skrótów). Należałoby mi się, nie ze względu na siłę wytoczonych przeciwko mnie argumentów, lecz ze względu na argumenty siły o mojej rzekomej herezji[9]. Moim zdaniem bronicie wiary w sposób anachroniczny, dając tym powód do kpin, czego św. Tomasz nie czynił. Dlatego odpowiadam słowami Pisma Św. i wybitnego niekatolika Gombrowicza, nabijającego się z anachronicznej, nudnej poezji: „Drżyjcie, poeci! Albowiem nie, czego innego dowodzi ten dreszcz szczęścia i rozkoszy […] jak tylko, że zbliża się kres waszej przemocy, że tajemniczy palec nowoczesności kreśli MANE TEKEL FARES na nudnej świątyni Waszej”. Tak też tytułuję niniejsze, pożegnalne rozważania. Jakkolwiek nie wypadnie wyrok Świętej Inkwizycji Redakcyjnej, jest to ostatni mój tekst na tych łamach. Dziękuję za współpracę, szczególnie Panu Mellerowi za poniesione dla mnie ofiary a Czytelnikom za życzliwe i nieżyczliwe zainteresowanie.

Niech każdy zostanie z Bogiem

 

 

Włodzimierz Kowalik  


[1]    Tak sądzi, np. p. Adam Wielomski, mieszając kategorię rzeczy i relacji. Taka ontologia jest sprzeczna i może oznaczać wszystko. Mój „Byt” jest znacznie bardziej „nieruchomy”.

[2]    Jest na to ścisły dowód zwany teorią semantyczną prawdy. Jego autorem jest Polak Alfred Tarski. Gdyby dziś żył św. Tomasz, zapewne rzuciłby się na to, jak kiedyś na Arystotelesa.

[3]    Św. Tomaszowi w teorii Trójcy Świętej brakowało narzędzi. Stawał na głowie, żeby odróżnić pochodzenie Ducha Świętego od pochodzenia Syna. Syn pochodzi o Ojca, a Duch od Obydwu jednocześnie. My mamy  narzędzia: teorię relacji trójczłonowej, relacja pochodzenia Ducha jest przechodnia a Syna nieprzechodnia.

[4]    Jak się wydaje, dlatego II Sobór Watykański byk taką rewolucją. Był bowiem spóźniony o 50 lat.

[5]    Np Duch Święty nie miał nic wspólnego z II Soborem Watykańskim

[6]    Jako ciekawostkę dorzucę, że teologia tomistyczna powtarzała za logiką z Port Royal fałszywe twierdzenie o odwrotnie proporcjonalnym stosunku treści i zakresu pojęcia (im większy zakres, tym uboższa treść). Bez logiki matematycznej trudno zauważyć jego fałsz, z jej pomocą – jest oczywisty na pierwszy rzut oka. A ileż to „dowodów” teologicznych zbudowano na tym „metafizycznym” twierdzeniu. Całe systemy asów „tradycyjnie prawdziwego” tomizmu na nim stoją.

[7]                  Quaestiones quodlibetales 3,31.

[8]    ST 1 q.46 a.2, także De aeternitate mundi, bardzo bliski Tomaszowi motyw szyderstw ze strony niewiernych zob. SCG 1,9; ST 1 q.32 a.1.

[9]    Panu Ratnikowi zawdzięczam urocze pojęcie „miażdzącego argumentu”. To taki, w którym zamiast rozumu miażdży niezłomna wola.

Włodzimierz Kowalik

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “„MANE TEKEL FARES na nudnej świątyni Waszej” – palec nowocześności w odpowiedzi Redakcji i Pani Justynie Klusce”

  1. @Inquisitor Laurencius I zrobienia porzadku na kadedrach uniwersyteckich, szczegolnie w polnocnej Warszawie. Zasady neopozytywizmu prowadza wprost do ateizmu 🙂 ps.Natomiast jest prawda, ze p.Kowalik nie ma nic ale to nic wspolnego z prof.Gogaczem.

  2. Panie Kowalik, to byłby najlepszy Pana text na portalu, gdyby tylko obyło się bez przysrywek ad Pius X i paru bzdur. Ale za przypomnienie portalowi co to jest logika i dlaczego warto się z nią zaznajomić dziękuję.

  3. @Zar – nie wiem, czy Pana to ukoi, ale nie jest Pan sam. Ja nie rozumiem nie tylko tekstow p. Kowalika w niniejszej materii, ale rowniez p. Kluskowej, a zwlaszcza p. Ratnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.