Manifest Grupy Badań i Studiόw nad Cywilizacją Europejską (GRECE). Część II

Prezentujemy Czytelnikom drugą część Manifestu Grupy Badań i Studiów nad Cywilizacją Europejską (GRECE). Tekst ten jest przedziwnym melanżem zdrowej filozofii, zaskakujących błędόw filozoficznych, zwykłego nieuctwa i zarazem zdrowego rozsądku.

Podstawową dla Manifestu kategorią jest ,,życie”. Życie – według tej koncepcji – wyłoniło się z Kosmosu i w procesie spontanicznej ewolucji twόrczej osiągnęło w Człowieku świadomość swej własnej świadomości.

Poza Kosmosem i życiem nie ma nic. Myśl GRECE jest skrajnie ateistyczna. Transcendencja jest wyłącznie emanacją głębi zawartej w tragizmie ludzkiego istnienia.

Wszystkie monumentalne błędy widoczne głόwnie w ostatnim punkcie, są wynikiem przyjęcia tej XIX-wiecznej tezy.

Jednakże liczne konkretne propozycje GRECE są do zaakceptowania dla myśli kontrrewolucyjnej i konserwatywnej.

 W przygotowaniu:  tłumaczenie części trzeciej i komentarza do całości.

A. R.

Fundamenty

,,Poznaj samego siebie” głosiła delfijska dewiza. Kluczem do każdej wizji świata; do wszelkiego zaangażowania politycznego, moralnego czy filozoficznego jest przede wszystkim antropologia. Nasze działania spełniają się poprzez pewne praktyczne porządki, ktόre stanowią o istocie stosunkόw międzyludzkich i o relacji człowieka do świata. Porządki te to: polityka, ekonomia, technika i etyka.

1. Człowiek – moment w dziejach życia

Nowoczesność zanegowała istnienie natury ludzkiej (teoria ,,tabula rasa”), ewentualnie podporządkowała ją abstrakcyjnym pojęciom, oderwanym od realnego świata i od przestrzeni egzystencjalnej. Za cenę tego radykalnego zerwania narodził się ideał ,,nowego człowieka”- nieskończenie podatnego na stopniowaną lub brutalną trasformację przez środowisko.

Ta utopia doprowadziła do totalitarnych doświadczeń i do obozόw koncentracyjnych XX wieku. W świecie liberalnym znalazła ona swόj wyraz w przesadnej wierze we wszechmoc środowiska, co również stało się przyczyną licznych rozczarowań, szczegόlnie w dziedzinie edukacji. W społeczeństwie ustrukturowanym poprzez praktykowanie abstrakcyjnej racjonalności, to w ostatecznej instancji zdolności poznawcze stanowią głόwny element decydujący o statusie społecznym. Człowiek jest przede wszystkim zwierzęciem i jako taki wpisuje się w porządek życia; życia, ktόrego trwanie liczy się na setki milionόw lat. Jeśli porόwnamy historię życia organicznego do 24-godzinnej doby, to pojawienie się naszego gatunku przypada na ostatnie trzydzieści sekund. Sam proces uczłowieczenia ciągnął się przez kilkadziesiąt tysięcy pokoleń.

Biorąc pod uwagę, że życie przekazywane jest zasadniczo przez transmisję informacji zawartej w materiale genetycznym, człowiek nie rodzi się jako biała kartka papieru – każdy z nas nosi w sobie ogόlne charakterystyki naszego rodzaju, do czego należy rόwnież dodać dziedziczne predyspozycje do pewnych zdolności i do pewnych zachowań. Jednostka nie decyduje o tym – otrzymanym od przodkόw – spadku; ten zaś ogranicza jej autonomię i plastyczność, ale także pozwala jej oprzeć się tresurze politycznej i społecznej.

Jednakże człowiek nie jest wyłącznie zwierzęciem. To, co w nim jest specyficznie ludzkie, czyli  świadomość swej własnej świadomości, abstrakcyjne myślenie, syntaktycznie uporządkowany język, zdolność do tworzenia symbolicznych konceptόw, umiejętność formułowania obiektywnych twierdzeń i zdolność wartościowania – wszystko to nie zaprzecza jego naturze, lecz zapewnia jej kontynuację, udzielając jej dodatkowego i wyjątkowego wymiaru.

Negować nasze biologiczne uwarunkowania albo też człowieka do nich redukować, sprowadzając jego specyficzne cechy do zoologii, to dwie – w tym samym stopniu – absurdalne postawy. Dziedziczna część naszego człowieczeństwa jest wyłącznie podbudową życia społecznego i historycznego. Człowiek zawsze jest posiadaczem pewnej cząstki wolności; musi dokonywać zarόwno moralnych jak i politycznych wyborόw i jedynym autentycznym, naturalnym kresem jego wolności jest śmierć. Dzieje się tak dlatego, że nasze instynkty nie zostały zaprogramowane co do ich przedmiotu. Człowiek jest przede wszystkim spadkobiercą, ale jednak dysponuje możliwością rozporządzania spadkiem, ktόry przypadł mu w udziale. Konstruujemy siebie samych historycznie i kulturowo na wstępnych fundamentach naszej biologicznej konstytucji, ktόre stanowią granicę naszego człowieczeństwa. To, co znajduje się poza owym kresem może być nazwane Bogiem, kosmosem, nicością lub bytem. Nie ma już wtedy miejsca na pytanie o przyczyny, gdyż to, co znajduje się poza granicami człowieczeństwa z definicji nie jest do pomyślenia. Nowa Prawica proponuje więc zrόwnoważoną wizję człowieka, biorącą pod uwagę zarόwno to, co wrodzone jak i osobiste zdolności i wpływy środowiska społecznego. Odrzuca ona te ideologie, ktόre w nieuzasadniony sposόb kładą nacisk na jeden tylko determinujący człowieka czynnik: biologiczny czy mechaniczny.

2. Człowiek – istota zakorzeniona, zagrożona i otwarta

Człowiek nie jest ani z natury dobry ani naturalnie zły, ale zdolny jest do bycia jednym lub drugim. Jest więc w związku z tym istotą otwartą i ,,zagrożoną”, stale mogącą albo samego siebie przekroczyć albo upodlić. Reguły życia moralnego i społecznego, podobnie jak instytucje czy tradycje, pozwalają zneutralizować to nieustające zagrożenie, zobowiązując człowieka do konstruowania samego siebie w ramach uznanych norm, na ktόrych jego człowieczeństwo zostało ufundowane, a ktόre zapewniają mu kierunek oraz punkty odniesienia. Ludzkość zdefiniowana jako niepodzielna (ciągła) mnogość indywiduόw, ktόre się na nią składają, oznacza albo kategorię biologiczną (gatunek ) albo kategorię filozoficzną wypracowaną przez myśl Zachodu.

Ze społeczno-historycznego punktu widzenia, człowiek jako taki nie istnieje, gdyż przynależność do ludzkości urzeczywistnia się zawsze poprzez szczegόłową przynależność kulturową. Stwierdzenie to nie ma nic wspόlnego z relatywizmem. Wszyscy ludzie dzielą wspόlną naturę ludzką, bez czego nie byliby w stanie porozumieć się między sobą, ale ich wspόlna przynależność gatunkowa zawsze ma swόj punkt wyjścia w szczegόłowym, konkretnym kontekście. Wspόlne im są te same zasadnicze aspiracje, ktόre jednak stają się konkretami zawsze w rόżdorodny sposόb, według kontekstu epoki i miejsca. W tym sensie ludzkość jest bezprzecznie mnogością. Jej rόżnorodność partycypuje w samej istocie człowieczeństwa jako takiego. Życie ludzkie wpisuje się koniecznie w kontekst, ktόry poprzedza osąd wydawany przez jednostki i grupy ludzkie na temat świata i ich ostatecznych aspiracji ludzkich, nawet jeśli osąd ten jest krytyczny.

W realnym świecie istnieją wyłącznie osoby osadzone w konkrecie. Nawet rόżnice biologiczne mają znaczenie o tyle tylko, o ile biorą pod uwagę dane społeczne i kulturowe. Jeżeli zaś chodzi o rόżnice między kulturami, nie są one wcale wynikiem złudzenia czy też czymś przejściowym, przygodnym czy drugorzędnym. Wszystkie kultury posiadają swoje własne ,,centrum grawitacji” (Herder) i poszczegόlne kultury udzielają odmiennych odpowiedzi na zasadnicze pytania. To właśnie dlatego wszelka prόba ich unifikacji prowadzi do ich destrukcji.

Ze swej natury człowiek wpisuje się w obręb jakiejś kultury. Jest bytem szczegόłowym i zawsze sytuuje się pomiędzy tym, co powszechne (gatunek) a tym, co szczegόłowe (każda konkretna kultura, każda konkretna epoka). Idea absolutnego prawa, uniwersalnego i wiecznego, ktόre ma w ostatecznej instancji określać nasze wybory moralne, religijne czy polityczne jawi się więc jako pozbawiona podstaw. To ta idea stanowi fundament wszystkich totalitaryzmόw. Społeczności ludzkie są jednocześnie konfliktowe i skłonne do wspόłpracy – nikt nie jest więc w stanie usunąć jednej z tych właściwości życia społecznego na korzyść drugiej. Ireniczne przekonanie, że można doprowadzić do usunięcia antagonizmόw w łonie społeczeństwa pojednanego z samym sobą i całkowicie dla siebie samego pozwnawalnego nie ma wartości większej, niż hiperkonkurencjonistyczna wizja (liberalna, rasistowska czy nacjonalistyczna), ktόra pojmuje życie jako odwieczną wojnę jednostek czy grup ludzkich.

Nawet jeżeli jest prawdą, że agresja stanowi istotną cząstkę twόrczej aktywności i dynamiki życia, to jednak ewolucja spowodowała pojawienie się u człowieka zachowań opartych na modelu wspόłrpacy (altruistycznych), ktόre nie koniecznie są obecne wyłącznie w sferze pokrewieństwa genetycznego. Tak samo wielkie osiągnięcia historyczne okazały się trwałe dlatego tylko, że ustaliły harmonię ufundowaną na uznaniu wspόlnych dόbr, wzajemnych praw i obowiązkόw, wzajemnej pomocy i darmowej dystrybucji. Ani pokojowa, ani wojująca, ani dobra ani zła; ani piękna ani szpetna – egzystencja ludzka toczy się w tragicznym napięciu między tymi biegunami przyciągania i odpychania.

3. Społeczeństwo – organizm złożony ze wspόlnot

Ludzka egzystencja jest nieodłączna od wspόlnot i od społeczności, w ktόre się wpisuje. Idea ,,pierwotnego stanu natury”, w ktόrym miałyby koegzystować autonomiczne jednostki jest czystą fikcją. Społeczeństwo nie jest wynikiem umowy zawartej przez ludzi w celu maksymalizacji swego najkorzystniejszego interesu, tylko rezultatem spontanicznego stowarzyszenia, ktόrego najstarszą formą była bez wątpienia rozszerzona rodzina.

Wspόlnoty, w ktόre wcielił się stan uspołecznienia tworzą złożoną tkankę ciał pośredniczących, położonych między jednostką, grupami jednostek i ludzkością. Niektόre z nich są dziedziczne z racji urodzenia, inne rozwijają się w trakcie wspόłpracy, z wyboru – są więc rezultatem decyzji. Więź społeczna, ktόrej autonomia nigdy nie została uznana przez starą prawicę – niezdolną do jej dostrzeżenia – nie pokrywa się wyłącznie z samym tylko ,,społeczeństwem obywatelskim” i może być zdefiniowana jako – przede wszystkim – model dla indywidualnej aktywności, a nie jako ogόlny skutek tej aktywności. Spoczywa ona na wspόłporozumieniu, na zgodzie co do modelu, ktόry ją poprzedza. Przynależność zbiorowa nie unieważnia tożsamości indywidualnej, ale jest jej cokołem i kiedy opuszcza się swoją wspόlnotę pochodzenia, to wtedy na ogόł wstępuje się do innej wspόlnoty.

Pochodzące z urodzenia lub ze wspόłpracy, wszystkie te wspόlnoty mają za swόj fundament wzajemność. Wspόlnoty tworzą się i podtrzymują w pewności – jasnej i dotykalnej dla każdego członka wspόlnoty – że wszystko to, czego wymaga się od nich samych, można i wręcz powinno wymagać się rόwnież od innych. Liczy się zarazem pionowa wzajemność praw i obowiązkόw, dawania i otrzymywania, posłuszeństwa i pomocy, ale także pozioma wzajemność darowania i wdzięczności, braterstwa, przyjaźni i miłości. Bogactwo życia w społeczeństwie jest proporcjonalne do rόżnorodności oferowanych przez społeczność przynależności. Różnorodność ta stale zagrożona jest przez swόj własny niedostatek (konformizacja, zobojętnienie), ale także przez nadmiar samej siebie (secesja, atomizacja). Koncepcja holistyczna, według ktόrej całość przekracza sumę swych części i posiada sobie właściwe cechy zwalczana była przez nowoczesny indywiduo-uniwersalizm, ktόry złączył wspόlnotę z ciążącą na osobach hierarchią, z syndromem warownej twierdzy czy z mentalnością kapliczki. Ten indywiduo-uniwersalizm rozszalał się pod dwiema postaciami, ktόrymi są umowa (w polityce) i rynek (w gospodarce).

Ale przecież nowoczesność nie uwolniła człowieka dlatego, że wyzwoliła go z dawnych przynależności rodzinnych, lokalnych, plemiennych, spόłdzielczych czy religijnych. Podporządkowała go tylko innym więzom. Więzy te są cięższe do noszenia niż poprzednie, ponieważ są one odległe, mniej osobiste i bardziej wymagające. Chodzi tu o mechanizmy podporządkowania, o abstrakcyjne i ujednolicone zależności, ktόre zastąpiły wielość organicznych ram.

Stając się bardziej samotny, człowiek stał się słabszy i gorzej osłonięty. Oderwał się od sensu, gdyż nie jest już więcej w stanie utożsamiać się z modelami; nie jest mu już dane zajmować stanowiska z punktu widzenia społeczeństwa jako całości. Indywidualizm doprowadził do zaniku transmisji międzypokoleniowej i do dezinstytucjonalizacji (np. rodzina już nie socjalizuje); do przechwycenia więzόw społecznych przez państwową biurokrację. Bilans tego jest taki, że ambitny plan nowoczesnej emancypacji zakończył się alienacją na wielką skalę.

Nowoczesne społeczeństwa – z tej racji, iż starają się zgrupować jednostki same siebie pojmujące jako obce jedne wobec drugich (i ktόre nie okazują sobie naturalnego zaufania) – nie są w stanie rozważać relacji społecznych inaczej, jak tylko podporządkowanych ,,neutralnej” instancji regulującej. Ich czystymi formami są wymiana (handlowy system prawa silniejszego) i podległość (totalitarny system posłuszeństwa wobec centralnego, wszechmocnego aparatu państwowego).

Forma mieszana, ktόra zaczyna aktualnie dominować, znajduje swόj wyraz w inflacji abstrakcyjnych reguł prawnych, ktόre coraz silniej opasują każdą cząstkę egzystencji, a relacja wobec drugiego człowieka stała się przedmiotem permanentnej kontroli po to, aby zapobiec niebezpieczeństwu implozji.

Tylko powrόt do wspόlnot i do państw na miarę człowieka pozwoli znaleźć lekarstwo przeciw społecznemu osamotnieniu, zaradzić rozerwaniu więzόw społecznych, postępującej reifikacji czy też jurysdycyzacji więzόw społecznych.

4. Domena polityki – istota i umiejętność

Domena polityki jest czymś zasadniczym ze względu na wielość celόw życia w społeczeństwie. Polityka posiada własną istotę wraz ze swymi własnymi prawami, ktόre nie dadzą sprowadzić się ani do ekonomicznej racjonalności, ani do etyki, ani do estetyki, do metafizyki czy do sacrum. Polityka zakłada akceptację rozrόżnienia między sferą publiczną i prywatną, dowodzeniem i posłuszeństwem, dyskusją i decyzją, obywatelem i cudzoziemcem, przyjacielem i wrogiem.

Jest prawdą, że w polityce obowiązuje moralność – władza dąży do dobra wspόlnego i działa na podstawie normy złożonej z wartości i obyczajόw zbiorowości, w łonie ktόrej jest sprawowana – ale jednak wcale nie znaczy to, że moralność indywidualna nadaje się do politycznego wykorzystania. Ustroje, ktόre odrzucają uznanie specyfiki sfery politycznej, ktόre negują wielość jej celόw lub ktόre sprzyjają depolityzacji, z definicji są niepolityczne i nieodpowiednie. Nowoczesna myśl wyprodukowała złudną ideę, jakoby w polityce możliwa była ,,neutralność” i sprowadziła władzę do skutecznego zarządzania; do mechanicznego stosowania norm prawnych, technicznych czy ekonomicznych. ,,Rządzenie ludźmi” ma być podobne do ,,administrowania rzeczami”.

Tymczasem sfera polityczna jest zawsze środowiskiem afirmacji pewnej konkretnej wizji ,,dobrego życia”. To, co sprawiedliwe jest pochodną przyjętej koncepcji dobra, a nie odwrotnie. Najważniejszym celem wszelkiej akcji politycznej jest – w stosunkach wewnętrznych – zaprowadzenie pokoju społecznego, czyli utrwalenie stanu bezpieczeństwa i harmonii między podmiotami danej społeczności, zaś w polityce zagranicznej – obrona przed zewnętrznymi zagrożeniami. W stosunku do tych celόw, wybόr środkόw jakiego dokonuje się pomiędzy wartościami będącymi do naszej dyspozycji (więcej wolności, rόwności, jedności, rόżnorodności, solidarności etc.)  kryje w sobie konieczność podejmowania arbitralnych decyzji. Nie można go wykazać a priori, ale można go za to zweryfikować i osądzić po jego rezultatach.

 Wielość światopoglądόw jest jednym z warunkόw zaistnienia domeny politycznej. Ponieważ demokracja uznaje pluralizm aspiracji i zamierzeń, a także dąży do zorganizowania ich pokojowej konfrontacji na wszystkich szczeblach życia publicznego, jest wobec tego ustrojem wysoce politycznym. Przez to właśnie jest bardziej korzystna w porόwnaniu z klasycznymi systemami konfiskat prawowitości:  albo przez pieniądze (plutokracja) albo przez kompetencję (technokracja) albo przez prawo boskie (teokracja) czy przez dziedziczność (monarchia). Jest ona także bardziej korzystna niż nowsze formy neutralizacji sfery politycznej przez domenę moralności (ideologia praw człowieka), przez ekonomię, (globalizacja handlowa), przez prawo (republika sędziόw) lub przez media (społeczeństwo spektaklu).

Jeśli jednostka prόbuje swoich sił w łonie wspόlnoty jako osoba, to sama siebie konstruuje jako obywatela w demokracji. Demokracja jest jedynym ustrojem, ktόry daje jednostce możliwość udziału w dyskusjach i w podejmowaniu publicznych decyzji, a także możliwość samodoskonalenia się dzięki wykształceniu i pracy nad sobą. [Powyższa, na pierwszy rzut oka zaskakująca pochwała demokracji, nie może być mylnie zrozumiana – jest jasne, iż GRECE opowiada się za demokracją organiczną, a w żadnym wypadku nie chwali wspόłczesnych form znanych w nowoczesnych społeczeństwach handlowych jako ,,demokracja liberalna” – przyp.tłum.].

Polityka nie jest nauką, przedmiotem rozumowania czy metodologii, ale jest umiejętnością i w pierwszym rzędzie rzemiosłem wymagającym roztropności. Zawsze zakłada niepewność, mnogość możliwych celόw, wyborόw i działań; zakłada decyzjonizm co do wyznaczania celόw. Sztuka rządzenia daje władzy możliwość dokonania arbitrażu między rόżnymi rozwiązaniami, czemu towarzyszy możliwość zastosowania przymusu. Władza zawsze jest wyłącznie środkiem do celu i cała jej wartość zależy od celόw, ktόrym pragnie służyć.

U Jeana Bodina, spadkobiercy jurystόw, źrόdłem niezależności i wolności jest nieograniczona suwerenność władzy książęcej, ktόrej koncepcja opiera się na modelu absolutnej władzy papieskiej. To koncepcja ,,teologii politycznej”, zasadzona na idei naczelnego organu politycznego, ,,Lewiatana” (Hobbes) powołanego do kontroli nad ciałem, umysłami i duszą. To ta teoria inspirowała absolutystyczne państwa narodowe; ujednolicone, zcentralizowane, nie tolerujące ani lokalnych władz, ani dzielenia się uprawnieniami z sąsiednimi władzami terytorialnymi, ktόre konsolidują się poprzez administracyjną i legislacyjną unifikację, eliminację ciał pośredniczących (oskarżanych o bycie ,,feudalnymi”) i stopniowe karczowanie lokalnych kultur. Doprowadziło to najpierw do absolutyzmu monarchicznego, pόżniej do rewolucyjnego jakobinizmu, a wreszcie do nowoczesnego totalitaryzmu. Doprowadziło to rόwnież do ,,republiki bez obywateli”, w ktόrej między społeczeństwem obywatelskim a państwem-menadżerem istnieje zupełna pustka.

Temu modelowi społeczeństwa politycznego Nowa Prawica przeciwstawia model przejęty od Althusiusa, ktόry źrόdło niezależności i wolności widzi w autonomii i gdzie państwo zdefiniowane jest najpierw jako federacja zorganizowanych wspόlnot i całego gąszczu podległości. W tej koncepcji, ktόra stanowiła inspirację dla imperialnych i federalnych konstytucji, instytucja dewolucji-delegacji władzy na rzecz monarchy nigdy nie odbierała ludowi możliwości stanowienia i anulowania praw.

W ramach zorganizowanych zbiorowości, lud jest jedynym, ostatecznym suwerenem. Rządzący są wyżsi od obywateli wziętych indywidualnie, ale pozostają zawsze niżsi wobec woli ogόłu, wyrażonej poprzez ciała obywatelskie. Zasada pomocniczości może być stosowana na wszystkich szczeblach. Wolność danej zbiorowości nie jest przeciwstawna regule rozkładu suwerenności.

Sfera polityczna nie sprowadza się wrzeszczcie do samego tylko państwa; państwo nie wyczerpuje domeny polityki. Organizm publiczny zdefiniowany jest jako przestrzeń wypełniona ciągłą tkanką grup, rodzin, stowarzyszeń, zbiorowości lokalnych, regionalnych, narodowych czy ponadnarodowych. Polityka nie polega na negacji tej organicznej ciągłości – polega na oparciu się na niej! Jedność polityczna czerpie swą siłę z uznania rόżnorodności, co znaczy, że musi ona ułożyć się z ,,nieprzeźroczystością” sfery społecznej. Doskonała ,,przezroczystość” społeczeństwa, sama w sobie jest utopią, ktόra nie zachęca do debaty demokratycznej, tylko prowadzi do totalitarnego nadzoru.

5. Sfera ekonomiczna – poza rynkiem

Na tyle daleko na ile można sięgnąć w dziejach, w historii społeczeństw ludzkich produkcja, przepływ towarόw i spożycie dόbr konsumpcyjnych, koniecznych dla zapewnienia przeżycia jednostek i grup, poprzedzone było zawsze istnieniem pewnych rygorόw.

Na tyle, na ile można to dziś wiedzieć – wbrew liberalnym i marksistowskim założeniom – gospodarka nigdy nie tworzyła ,,bazy społeczeństwa”.

Przecenianie gospodarki (ekonomizm) jest wyjątkiem, a nie regułą. Liczne mity mόwiące o pracy jako o przekleństwie (Prometeusz, gwałt na Matce-Ziemi), o klątwie towarzyszącej pieniądzom (Krezus, Gullveig,Tarpeja) czy obfitości (Pandora) unaoczniają nam, iż bardzo wcześnie gospodarka została postrzeżona jako ,,przeklęta cząstka” wszelkiego społeczeństwa, jako działalność, ktόra zagraża harmonii społecznej. Gospodarka była wtedy pogardzana nie dlatego, iż nie była  użyteczna, ale właśnie dlatego, że była wyłącznie użyteczna.

Tak samo, było się bogatym ponieważ było się potężnym – nie odwrotnie. Potęga obciążona była obowiązkiem podzielenia się i obowiązkiem ochronnym w stosunku do powiernikόw. ,,Fetyszyzm towaru” nie jest tylko wadą nowoczesnego kapitalizmu, ale odsyła do pewnej stałej antropologicznej: produkcja obfitości wielorakich dόbr wzbudza zawiść, ktόra z kolei wytwarza chaos i przemoc. We wszystkich społeczeństwach przednowoczesnych sfera gospodarcza była wbudowana w kontekst innych porządkόw ludzkiej działalności. Pomysł głoszący, iż począwszy od handlu wymiennego aż do wspόłczesnego rynku wymiana gospodarcza miała być zawsze wypadkową konfrontacji podaży i popytu, regulowaną poprzez pojawienie się w konsekwencji abstrakcyjnego ekwiwalentu (pieniądza) i ,,obiektywnych” wartości (wartości obiegowe, wymienne, użytecznościowe) jest bajką wymyśloną przez liberalizm.

Rynek nie jest idealnym modelem nadającym się – dzięki swej abstrakcyjności – do upowszechnienia. Zanim stał się mechanizmem, był instytucją i ta instytucja nie może zostać oderwana od własnej historii ani od kultury, ktόre ją zrodziły. Trzy wielkie formy przepływu dόbr to: wzajemność (dar sprzężony z odwdzięczeniem się, ustalony lub sztywny podział), redystrybucja (centralizacja i rozdział produkcji przez jedną władzę) i wymiana.

Nie są to ,,stadia rozwoju”, ale formy te zawsze i wszędzie mniej lub więcej wspόlistniały. Nowoczesne społeczeństwo charakteryzuje się przerostem wymiany handlowej. Nastąpiło przejście od gospodarki z rynkiem do gospodarki rynkowej, a pόźniej do społeczeństwa rynkowego. Ekonomia liberalna przełożyła ideologię postępu na religię wzrostu: ,,ciągle więcej” konsumpcji i produkcji ma rzekomo wieść ludzkość ku szczęściu.

Nawet jeśli jest niezaprzeczalne, że nowoczesny rozwόj ekonomiczny zaspokoił pewne pierwszorzędne potrzeby, ktόre przedtem były nieosiągalne dla większości, jest także nie mniej prawdą, iż sztuczne prowokowanie wzrostu zapotrzebowania poprzez uwodzicielskie strategie systemu towarowego (reklama) w sposόb konieczny doprowadziło do klęski. W świecie skończonych zasobόw, poddanym zasadzie entropii, pewne zwolnienie wzrostu w sposόb nieunikniony rysuje się dziś na horyzoncie ludzkości.

Ze względu na swoje rozmiary, utowarowienie świata, ktόre dokonało się pomiędzy XVI a XX wiekiem, było jednym z najważniejszych wydarzeń w dziejach ludzkości. Odtowarowienie świata będzie więc jednym z zasadniczych zadań XXI wieku.W tym celu trzeba sięgnąć ponownie do korzeni ekonomii.

,,Oikos-nomos”, ogόlne prawa naszego życia w świecie, prawa, ktόre włączają do swej domeny rόwnowagę ekologiczną, ludzkie umiejętności, poszanowanie dla harmonii i piękna natury, i – ogόlnie rzecz ujmując – wszytkie niekwantyfikowane elementy, ktόre nauka ekonomii arbitralnie wykluczyła ze swego rachunku – oto, co musimy sobie przypomnieć!

Całość życia gospodarczego implikuje pośrednictwo szerokiego wachlarza instytucji kulturalnych i narzędzi ustawowych. Ekonomia musi dziś ponownie zostać umieszczona w kontekście życia, wpisana w kontekst społeczny, polityczny i etyczny.

6. Etyka – wysiłek samokonstrukcji

Fundamentalne kategorie etyczne są uniwersalne. Wszędzie znajdujemy rozrόżnienie pomiędzy tym, co szlachetne i tym, co podłe; między dobrem, a złem; między tym, co złe , a tym, co dobre; godne podziwu czy też zasługujące na pogardę; tym, co sprawiedliwe, a tym, co  niesprawiedliwe. Ale określenie aktόw należących do danej, poszczegόlnej kategorii jest rόżne w zależności od epok i od samej społeczności. Nowa Prawica odrzcuca wszelką czysto moralną koncepcję świata, ale oczywiście przyjmuje, że żadna kultura nie może obyć się bez etycznego wartościowania postaw i zachowań. Moralność jest niezbędna dla istoty otwartej, jaką jest człowiek. Moralność jest konsekwencją ludzkiej wolności. Będąc wyrazem ogόlnych reguł, ktόre zawsze i wszędzie są warunkiem przeżycia społeczeństwa – jest ona również korelatywna w stosunku do obyczajόw (mores) i nie może być całkowicie oderwana od kontekstu, w ktόrym funkcjonuje.

Ale moralności nie można rozumieć wyłącznie jako czegoś subiektywnego. Przykładowo powiedzenie ,,right or wrong – my coutry” nie znaczy wcale, że mόj kraj ma zawsze rację, ale że zostaje on moim krajem nawet kiedy się myli. Przyjmuję więc, że mogę ewentualnie uznać, iż mόj kraj się myli, czyli że dysponuję normą przekraczającą moją wąsko pojętą przynależność do niego.

Od czasόw greckich, etyka oznacza dla Europejczykόw cnoty, ktόrych praktyka stanowi podstawę “dobrego życia”: szczodrość przeciw skąpstwu, honor przeciw hańbie, odwaga przeciw tchόrzostwu, sprawiedliwość przeciw nieprawości, umiarkowanie przeciw przesadzie, poczucie obowiązku przeciw wyparciu się powinności, uczciwość przeciw sprytowi, bezinteresowność przeciw interesowności etc….

Dobry obywatel, to taki obywatel, ktόry zawsze dąży do doskonałości w każdej z tych cnόt (Arystoteles). Wola doskonałości w żadnym wypadku nie wyklucza koegzystencji rόżnych trybόw życia (kontemplacyjnego, aktywnego, lukratywnego) I każdy z nich zależny jest od odmiennych środowisk moralności, posiadających w społeczeństwie swą hierarchizację.

Tradycja europejska, wyrażona przez starożytny model trόjfunkcyjny [Platon; dziś Georges Dumézil – przyp.tłum.] ceni więcej od siły mądrość, zaś siłę wynosi ponad bogactwo.

Nowoczesność zastąpiła tradycyjną etykę – arystokratyczną i ludową zarazem – przez dwa typy etyki burżuazyjnej:

-          przez moralność utylitarystyczną (Bentham) ufundowaną na materialistycznym rachunku przyjemności i przykrości – jest dobre to, co powiększa poziom przyjemności jak największej liczbie ludzi,

-          przez moralność powinnościową (Kant ) – zbudowaną na unitarnej koncepcji tego, co sprawiedliwe, do czego powinny dążyć wszystkie indywidua, podporządkowując się powszechnemu prawu moralnemu.

To ostatnie stanowisko nosi w sobie zarodki ideologii praw człowieka, ktόra jest jednocześnie pewnym minimum moralnym i strategiczną bronią zachodniego entocentryzmu. Ideologia ta jest terminologiczną sprzecznością.

Wszyscy ludzie mają prawa, ale nie są ich podmiotami jako wyizolowane jednostki. Prawo sankcjonuje sprawiedliwe stosunki umożliwiające wzajemne relacje w życiu społecznym. Żadne prawo nie jest więc do pomyślenia bez specyficznego kontekstu pozwalającego zdefiniowanie go, bez społeczności, ktόra je nadała, a ktόra tak samo zdefiniowała obowiązki – jakby wynagrodzenie, kompensatę posiadanych praw – oraz środki przymusu wystarczające dla osiągnięcia stanu poszanowania prawa.

Co się zaś tyczy fundamentalnych wolności, to nie istnieją one dzięki dekretom, ale trzeba było je zdobyć I tak samo utwierdzić gwarancje wymagane dla ich permanencji. Z tego, że Europejczycy zdobyli w rezultacie walk prawa zbudowane na autonomii, wcale nie wynika, że wszystkie ludy planety mają obowiązek do postrzegania gwarancji praw w ten sam sposόb. Przeciwko ,,porządkowi moralnemu”, ktόry myli normy społeczne z normami moralnymi, należy więc wytoczyć wielość form życia w społeczeństwie; mieć na uwadze i porządek i jego naruszanie, Apollona i Dionizosa.

Nie uda się wyjść z relatywizmu i z nihilizmu ,,ostatniego człowieka” (Nietzsche) – dziś okazujących swoje oblicze na kanwie praktycznego materializmu – bez przywrόcenia kierunku, to znaczy bez powrotu do wspόlnych wartości, będących nośnikami konkretnych pewnikόw, wyprόbowanych i utwierdzonych przez świadome same siebie wspόlnoty.

7. Technika – mobilizacja świata

Technika towarzyszy człowiekowi od samego początku. Brak specyficznych naturalnych organόw obronnych, deprogramacja instynktu i rozwόj zdolności poznawczych wspόłgrają ze wzrastającą transformacją środowiska. Ale technika przez długi czas podlegała kontroli pozatechnicznych regulaminόw, takich jak harmonia – niezbędna dla człowieka, dla państwa i dla wszechświata; poszanowanie przyrody jako siedziby bytu; podporządkowanie prometejskiej mocy olimpijskiej mądrości; odmowa megalomanii, troska raczej o jakość niż o wydajność etc… Eksplozja nowoczesnego technicyzmu tłumaczy się właśnie zanikiem tych szyfrόw etycznych: symbolicznych czy religijnych.

Owa eksplozja ma swoje odległe korzenie w biblijnym nakazie ,,zapełniajcie Ziemię i panujcie nad nią” (Księga Rodzaju) – nakazie, ktόry Kartezjusz wznowił po dwόch tysiącleciach, każąc człowiekowi stać się jakby ,,panem i posiadaczem natury”.

Dualistyczna cezura teocentryczna pomiędzy bytem niestworzonym, a stworzonym światem przekształciła się tym sposobem w dualistyczną cezurę antropocentryczną pomiędzy podmiotem a przedmiotem, przy czym przedmiot pojmowany jest jako bez reszty wydany na zniewolenie przez podmiot. Nowoczesność podporządkowała rόwnież kontemplację naukową praktycznej technice, prowadząc w ten sposόb do narodzin ,,technonauki”, ktόrej jedyną racją bytu jest coraz szybsze przekształcanie świata. Tylko w XX w. nasz tryb życia doznał o wiele większych przekształceń niż w ciągu ostatnich 15 tys. lat, ktόre go poprzedziły. Po raz pierwszy w historii ludzkości, każde nowe pokolenie musi wdrażać się w rzeczywistość zupełnie nieznaną poprzedniemu.

Technika ze swej strony rozwija się jako samodzielny system. Każde nowe odkrycie jest natychmiast wchłaniane przez globalny mechanizm skuteczności, co przyczynia się do wzmocnienia i do kompleksyfikacji jego potęgi. Obecny rozwόj technologii gromadzenia i przekazywania informacji (cybernetyka, informatyka) nadaje tej systemowej integracji niesłychanego wprost przyśpieszenia, czego najlepszym przykładem może być dobrze nam znany internet. Sieć ta nie posiada ani centrum decyzyjnego, ani mechanizmu kontroli wejść i wyjść, ale podtrzymuje i permanentnie powiększa interakcję milionόw podłączonych do niej terminali.

Technika nie jest neutralna, lecz – przeciwnie – posłuszna pewnemu katalogowi wartości, ktόre określają jej bieg. Są to: operacyjność, skuteczność i performatywność [,,performativité” – barbaryzm będący wynikiem mylnego zrozumienia przez frankofonόw angielskiego pojęcia; w poprawnym francuskim powinno być ,,exploit” – przyp.tłum].

Jej aksjomat jest prosty: wszystko, co jest możliwe, może być – i faktycznie zostanie – zrealizowane, gdyż jedynie więcej techniki będzie mogło zaradzić brakom zaistniałym przy okazji wprowadzania w życie już istniejących technologii. Sfera polityczna, moralność i prawo schodzą na drugie miejsce po to, aby posłużyć wyłącznie dla oceny pożądanych lub niepożądanych skutkόw innowacji. Kumulatywna natura rozwoju techno-naukowego, ktόry zaznaje niekiedy stagnacji, ale nigdy nie zna regresji, przez długi czas wspierała ideologię postępu, ponieważ poświadczała wzrost władzy człowieka nad przyrodą, jednocześnie zmniejszając stopień zagrożenia i niepewność bytowania. Technika dała ludzkości nowe środki egzystencji, ale zarazem odebrała jej życiową rację, ponieważ przyszłość wydaje się teraz zależeć wyłącznie od rozszerzania w nieskończoność racjonalnego panowania nad światem. Wynikające z tego zubożenie coraz łatwiej jest postrzegane jako zanik autentycznie ludzkiego życia na Ziemi.

Po tym, jak technonauka podbiła mikro – i makro -sferę, ktόre stały się zarazem podmiotem nauki jak i przedmiotem swych własnych manipulacji, jak np. klonowanie, sztuczne zapłodnienie czy genetyczna kontrola sprawowana nad ludzkością, człowiek stał się zwykłym przedłużeniem narzędzi, ktόre wyprodukował, a stało się to w ten sposόb, iż przyjął on technonaukową mentalność, ktόra powiększyła jego słabość.

Technofilia i technofobia to dwie mylne postawy. Umiejętności i ich zastosowania same w sobie nie zasługują na potępienie, ale fakt, że coś jest nowe nie nadaje mu tym samym wartości z racji samej jego nowości.

Aby przeciwstawić się scjentystycznemu redukcjonizmowi, ograniczonemu pozytywizmowi i ciasnemu obskurantyzmowi, należy podporządkować rozwόj techniki celom społecznym, etycznym i politycznym; należy podporządkować go rezultatom naszych przewidywań (zasada roztropności) i wpisać go ponownie w obręb symboliki stanowiącej wizję świata pojętego jako pluriversum i kontinuum.

8. Świat – kosmos złożony z mnogości

Rόżnorodność jest właściwa samemu procesowi życia. Życie ewoluuje jak bujne krzewy, stając się coraz bardziej złożone. Mnogość i rόżnorodność ras, grup etnicznych, językόw, obyczajόw czy nawet religii od samego początku charakteryzuje rozwόj ludzkości.

Dwie postawy ścierają się wobec tego faktu. Dla jednych, ta biokulturalna rόznorodność jest ciężarem, tak więc zawsze i wszędzie chcą oni sprowadzić ludzi do tego, co im wspόlne, co – jako reakcja – systematycznie prowadzi do fatalnych skutkόw. Dla innych, w tym i dla nas, rόżnice są bogactwem, ktόre trzeba zachowywać i rozwijać. Nową Prawicę cechuje głęboka awersja do tego, co nie jest naznaczone zrόżnicowaniem!

Uznaje ona, że dobry system to taki system, ktόry przekazuje w spadku co najmniej tyle samo rόżnic ile sam otrzymał. Prawdziwe bogactwo świata znajduje się przede wszystkim w rόżnorodności kultur i ludόw. Konwersja Zachodu na uniwersalizm była głόwną przyczyną jego woli nawrόcenia reszty świata. Dawniej Zachόd pragnął nawrócić świat na swą religię (wyprawy krzyżowe); wczoraj na swoje zasady polityczne (kolonializm); dziś zaś pragnie nawrócić świat na swόj model ekonomiczny i społeczny (rozwόj) ale także na swoje zasady moralne (prawa człowieka). [Fragment o wyprawach krzyżowych jest poważnym błędem historiograficznym – w czasie tych wypraw tereny nimi objęte (często italojęzyczne) stanowiły integralną część Zachodu i nie chodziło o nic innego, jak o ratowanie zagrożonych pozycji, o obronę istniejącego od samego początku stanu posiadania – przyp.tłum.].

Podjęta pod egidą misjonarzy, wojskowych i kupcόw okcydentalizacja planety była posunięciem imperialistycznym, znajdującym swą pożywkę w pragnieniu usunięcia wszelkiego zrόżnicowania poprzez narzucenie światu rzekomo wyższego modelu człowieczeństwa, niezmiennie pojmowanego jako postęp. Uśredniający uniwersalizm był tylko i wyłącznie zakamuflowaną projekcją etnocentryzmu rozciągniętego na obszar całej planety. Ta okcydentalizacja – globalizacja zmodyfikowała nasze rozumienie świata.

Plemiona prymitywne same siebie określały jako ,,ludzie”, co należy rozumieć w ten sposόb, że samych siebie uważaly one za jedynych reprezentantόw gatunku. Rzymianin i Chińczyk, Rosjanie czy Inkowie mogli żyć w tej samej epoce nie mając świadomości swego wzajemnego istnienia. Te czasy już minęły. Ze względu na przesadne pretensje Zachodu, aby świat stał się dla niego samego całkowicie obecny, żyjemy w nowej epoce, w ktόrej etyczne, historyczne, językowe i kulturowe rόżnice wspόlistnieją w ramach pełnej świadomości ich własnej tożsamości i ich rόżnic wobec innych, co jest tejże tożsamości odbiciem.

Po raz pierwszy w historii świat stał się mnogością, wielobiegunowym porządkiem, w ktόrym wielkie całości kulturowe są między sobą skonfrontowane i to w planetarnym wymiarze czasowym, to znaczy w czasie zerowym.

Jednakże modernizacja zaczyna odłączać się od okcydentalizacji. Nowe cywilizacje weszły w posiadanie nowoczesnych środkόw dających dostęp do potęgi oraz do umiejętności. Cywilizacje te nie podeptały jakoś ich historycznego i kulturowego dziedzictwa na korzyść wartości i ideologii zachodnich. Twierdzenie, jakoby miało dojść do ,,końca historii”, co charakteryzowałoby się planetarnym triumfem kupieckiej racjonalności poprzez upowszechnienie stylu życia i form politycznych Zachodu jest fałszywe.

Przeciwnie, obserwujemy narodziny nowego ,,nomosu Ziemi”, nowego uporządkowania stosunkόw międzynarodowych. W starożytności i w średniowieczu, w nierόwnym stopniu narodziły się wielkie, samowystarczalne cywilizacje. Renesans i epoka klasyczna naznaczone były przez narodziny i konsolidację państw narodowych ścierający się między sobą o dominację nad Europą, a pόźniej nad światem. W wieku XX ukształtował się dwubiegunowy ład, w ramach ktόrego starły się liberalizm i marksizm, morska potęga USA  i kontynentalne  mocarstwo sowieckie.

Wiek XXI będzie wiekiem narodzin wielobiegunowego świata zorganizowanego wokόł wschodzących cywilizacji, takich jak: europejska, pόłnocno-amerykańska, ibero-amerykańska, arabo-muzułmańska, chińska, indyjska, japońska etc. Cywilizacje te nie zlikwidują dawnych lokalnych form zakorzenienia, czy to plemiennych czy to regionalnych czy narodowych. Staną się natomiast zwycięska formą zbiorowego bytowania, z ktόrym jednostki będą mogły utożsamiać się z pominięciem wspόlnego mianownika człowieczego.

Prawdopodobnie będą zmuszone ze sobą wspόlpracować w pewnych dziedzinach, np. aby bronić wspόlnego dobra ludzkości, zwłaszcza naturalnego środowiska człowieka.

W wielobiegunowym świecie, mocarstwowość definiuje się jako zdolność oporu wobec obcych wpływόw bardziej niż jako zdolność narzucenia swej własnej dominacji. Głόwnym wrogiem mnogoświata wielkich, autonomicznych cywilizacji jest wszelka taka cywilizacja, ktόra pragnie być uniwersalizmem, uznaje siebie samą za posiadaczkę misji odkupicielskiej i pragnie wszystkim innym narzucić swόj własny model.

9. Kosmos – kontinuum

Nowa Prawica przyjmuje unitarną koncepcję świata, ktόrego forma i materia stanowią wyłącznie rόżne warianty tego samego tematu. Świat jest zarazem jeden i mnogi, zawiera w sobie rόżne poziomy tego co widzialne i tego, co niewidzialne, niezliczone percepcje czasu i przestrzeni, rόżnorakie prawa, podług ktόrych zorganizowane są jego składowe elementy.

Mikro- i makro-kosmos interpenetrują się i wzajemnie się sobie oddają. Nowa Prawica zdecydowanie odrzuca więc rozdział między bytem stworzonym i niestworzonym, tak samo zresztą, jak ideę, jakoby nasz świat był odbiciem jakiegoś wzoru. Kosmos jako rzeczywistość (przyroda) jest środowiskiem w ktόrym manifestuje się byt, miejscem, w ktόrym ukazuje się naga prawda (ἀλήθεια) o naszej przynależności do owego Kosmosu.

Panta rei (Heraklit) – we wszystkim wszystko ma swόj początek. Człowiek odnajduje sens życia i nadaje swojemu życiu sens wyłącznie wtedy, kiedy przystaje do tego, co go przekracza, do tego, co przekracza granice stanowiące o jego człowieczeństwie.

Nowa Prawica bez reszty uznaje tę stałą antropologiczną, ktόra widoczna jest we wszystkich religiach. Nowa Prawica uznaje, że powrόt do sacrum dokona się poprzez powrόt do mitόw założycielskich i poprzez implozję fałszywych dychotomii: podmiot-przedmiot; ciało-myśl; dusza-ciało; istota i istnienie; racjonalność i wrażliwość; mit i logika; to, co przyrodzone i to, co nadprzyrodzone.

Odmagicznienie świata jest wynikiem ogrodzenia się nowoczesnego umysłu, ktόry stał się niezdolny do wyjścia poza materializm i antropocentryzm, ktόre są cechami konstytutywnymi wspόłczesnej umysłowości. Nasza epoka dokonała transferu do samego tylko podmiotu ludzkiego dawnych atrybutόw boskich (metafizyka subiektywności) przekształcając w ten sposόb świat w przedmiot, będący do nieograniczonej dyspozycji celόw człowieka.

Ten ideał utylitarystycznego spętania świata jest podszyty liberalną koncepcją historii, ktόra w tej wizji rzeczywistości posiada początek (stan natury, ogrόd w Edenie, wspόlnota pierwotna) i koniec (społeczeństwo bezklasowe, krόlestwo Boże, ostateczne stadium postępu, wejście w epokę czystej racjonalności, świetlanej i szczęśliwej) – początek i koniec tak samo rozumiane jako konieczne.

Dla Nowej Prawicy przeszłość, teraźniejszość i przyszłość nie są oddzielnymi momentami ukierunkowanej i zwektorowanej historii, tylko permanentnymi wymiarami każdej przeżytej chwili. Zarόwno przeszłość jak i przyszłość są zawsze obecne w każdej aktualności.

Tej obecności – kategorii fundamentalnej – przeciwstawia się nieobecność. Nieobecność, to zapomnienie pochodzenia i zaciemnienie horyzontu. Taka koncepcja świata wyrażona była już raz w starożytności europejskiej i można ją odnaleźć w kosmogonicznych opisach, ale także w myśli presokratejskiej. Pogaństwo Nowej Prawicy nie znaczy nic innego, jak tylko świadomą sympatię do tej dawnej koncepcji świata, ciągle żywej w sercach i w umysłach – dlatego właśnie, iż nie jest ona wczorajsza lecz dzisiejsza. Wobec sekciarskich namiastek upadłych religii, jak i wobec pewnych parodii neopogańskich tego czasu zamętu, Nowa Prawica wpisuje się w długowieczną pamięć ludzkości.T o zawsze w stosunku do początku istnieje sens tego, co nadchodzi. 

Cdn.

Tłumaczył: Antoine Ratnik

Część I Manifestu Grupy Badań i Studiów nad Cywilizacją Europejską (GRECE) jest dostępna tu: https://www.konserwatyzm.pl/artykul/10998/manifest-grupy-badan-i-studiw-nad-cywilizacja-europejska-gre

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *