Mariupol daje odpór Kijowowi

Merem półmilionowego miasta wybrany został popierany przez byłych regionałów z Bloku Opozycyjnego Wadim Bojczenko, na którego zagłosowało ponad 70 proc. wyborców. Sam Blok Opozycyjny zdobył zaś 45 z 54 mandatów w radzie miejskiej. Partie promajdanowe pozyskały zaledwie nieco ponad 10 proc. głosów. Podobne wyniki padły w drugim mieście Donbasu, gdzie wybory odbyły się z opóźnieniem – Krasnoarmiejsku. Z tą różnicą, że wygrało tam inne ugrupowanie byłych regionałów – „Odrodzenie”.

Najkrócej mówiąc, podobnie jak w pozostałej części Południowego– Wschodu Ukrainy, triumfowali kandydaci związanymi z tym odłamem oligarchów, który po Euromajdanie został odsunięty od władzy w państwie. Nowy mer Mariupola to człowiek Rinata Achmetowa, dyrektor ds. personalnych wchodzącego w skład jego holdingu Metinvest Mariupolskiego Kombinatu Metalurgicznego im. Ilicza. Równocześnie jednak była to forma głosu mieszkańców tego regionu przeciwko sprawującemu władzę w Kijowie pomajdanowemu reżimowi.

–  Ludziom w istocie nie dano żadnej alternatywy. Byli zmuszeni albo całkiem zignorować wybory, albo głosować na mniejsze zło. Jestem przekonany, że gdyby mieszkańcy Mariupola mieli możliwość zagłosowania na republikę, wielu opowiedziałoby się za Noworosją – twierdzi utrzymujący kontakty z portowym miastem kapitan 1 korpusu armijnego Donieckiej Republiki Ludowej o pseudonimie „Daniła”.

Wiarygodność takiej oceny potwierdzają wyniki ciekawej prowokacji rosyjskich pranksterów dotyczące obwodu chersońskiego – tradycyjnie najmniej prorosyjskiej części Południowego– Wschodu Ukrainy. Dwóch prowokatorów podających się za wysokich urzędników kijowskiego reżimu prowadziło rozmowy telefoniczne z organizatorami blokady Krymu Mustafą Dżemiliewem i Lenurem Isliamowem, w których ci ostatni szczerze mówili o sytuacji politycznej na terenie obwodu. –  To w pełni prorosyjski region, całkowicie gotowy do poddania się. Zajeżdżamy do Chersonia, a tam dwugłowe orły u ludzi w gabinetach – żalił się Isliamow.

Co do samego Mariupola, to przed zajęciem tego przemysłowego ośrodka przez wojska ukraińskie w czerwcu 2014 roku szczególnie silne były tam nastroje radykalnie społeczne. Na barykadach czy manifestacjach dominowały czerwone sztandary, a nie flagi rosyjskie czy Donieckiej Republiki Ludowej. Polityczny opór przeciwko narzuconej w wyniku Euromajdanu władzy łączył się tam z próbami ustanowienia robotniczej kontroli w przedsiębiorstwach, w większości kontrolowanych przez Rinata Achmetowa. Te nastroje raczej nie zanikły i w sprzyjających okolicznościach zapewne znów dadzą o sobie znać, przechylając szalę na rzecz programowo antyoligarchicznych republik ludowych Donbasu.

JCK

http://www.mysl– polska.pl/711

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *