Mariusz Trynkiewicz – nowa Mama Madzi

Polskim mediom i politykom udało się dokonać czegoś, o czym nie śniłoby się nawet najbardziej plugawym, pozbawionym kręgosłupa moralnego libertynom, a mianowicie z psychicznie chorego mordercy-pedofila uczynić osobę, której jest po prostu szkoda.

„Jak ty w ogóle możesz tak mówić? Wypluj te słowa natychmiast!” – słyszę już wredne cytaty grzechoczące w mej głowie, ale proszę o chwilę uwagi, nie rzucajcie mnie na szafot, dajcie choć parę słów wyszeptać, choćby w ramach ostatniej woli łotra skazanego na wieczne potępienie.

Nie ma sensu przytaczać szczegółów dotyczących pana Trynkiewicza. Wiecie o nim wszystko, macie na jego punkcie obsesje, stał się medialnym narkotykiem o tak potężnej sile, że jeszcze dwa tygodnie temu niemożliwością było odpalić telewizor i usłyszeć choćby jedno marne zdanie, które nie odnosiłoby się do osoby wyżej wymienionego ultra-zabójcy, pedofila i największego postrachu naszych obywateli od czasów Hansa Franka. Całe szczęście, o ironio, strajki na Ukrainie przerodziły się w krwawy wir rewolucyjnego szaleństwa, co by odciągnąć uwagę naszych rodzimych mediów od Trynkiewicza i dać szansę Polakom po raz kolejny oddać się ich najbardziej perwersyjnej skłonności – wpieprzaniu się w nieswoje sprawy.

Mariusz Trynkiewicz stał się medialną gwiazdą na miarę Mamy Madzi (nieprzypadkowo od dużej litery). Już na kilka miesięcy przed ogłoszonym terminem opuszczenia przezeń mamra w mediach rozpętano koszmarne tornado domysłów, wątpliwości i obaw, które szybko zaczęło przetaczać się po telewizyjnym eterze, falach radiowych, a nawet wyłamać kilka okien w „internetach”. Obsesja chwyciła lud za gardło. Wszyscy zaczęli przemieniać się w bestie napompowane do granic możliwości śmiertelną porcją LSD i grzybów. Zaczęto snuć dziwaczne teorie: „Gdzie on zamieszka?”, „Co z nim będzie?”, „Czy znowu zabije?”, „Czy dalej lubi dzieci?”. W pewnym momencie postanowiono bezceremonialnie wciągnąć do tego szamba nawet jego 70-letnią matkę, której na pewno podobało się to, że prestiżowe czasopisma publikowały zdjęcia jej kamienicy, upstrzone barwnymi lidami typu: „TUTAJ ZAMIESZKA MORDERCA CZWÓRKI DZIECI”. Pocieszne. Należało jej się, nieprawdaż?

Padliśmy ofiarami zbiorowej halucynacji – uwierzyliśmy, że da się cofnąć koła zębate czasu, kolejna z naszych wielkich narodowych chorób. Pierwszy był Jarosław Gowin, który zasugerował, że „Powrót do przeszłości” był oparty na faktach i jedyne co należy zrobić, to złamać podstawowy aksjomat prawny (prawo nie działa wstecz – hoho, co za głupota) i wszystko będzie cacy (fine & dandy – polskim republikanom spodoba się ten zwrot). Później ktoś (ponoć minister sprawiedliwości) popisał się przebiegłością godną Baldricka z „Czarnej żmii”. W celi Trynkiewicza odnaleziono starą protezę zębową i czasopismo pornograficzne. Media zawrzały, podano informacje, że Trynkiewicz trzymał w celi „szczątki ludzkie” (odrobinę utytłane Coregą, co prawda) i pornografię dziecięcą. Wstyd! Zatrzymajcie tam te bestie! Niech zdechnie w sztumowskich czeluściach, nie spuszczajcie ze smyczy tego krwiożerczego wilkołaka. Po paru chwilach jednak wszyscy byli zgodni – ktokolwiek wpadł na ten pomysł, był skończonym błaznem i naoglądał się za dużo filmów akcji klasy C.

Medialno-polityczny cyrk zaczął wystawiać co raz to bardziej żenujące spektakle. W pewnym momencie poczułem, co było bardzo dziwne, że jest mi tego Trynkiewicza szkoda. Zaczął przypominać trochę Damiensa. 28 marca 1757 roku dokonano prawdopodobnie jednej z najbardziej brutalnych i groteskowych egzekucji w historii ludzkości… albo co najmniej Europy. Robert-François Damiens został skazany na śmierć przez rozerwanie końmi za próbę zabójstwa króla Ludwika XV. Na Place de Grève zebrał się tłum gapiów. Pośród nich był nawet sam Casanova, który, jak to było w jego zwyczaju, przyprowadził ze sobą zaprzęg doborowych dziwek. Pierw rozrywano ciało Damiensa rozgrzanymi do czerwoności szczypcami. Rękę, którą próbował zamordować króla, przypalono siarką, jego rany zalano stopionym ołowiem. Następnie królewski kat Charles Henri Sanson zaprzągł konie do rąk i nóg więźnia. Po wielu monotonnych próbach rozerwania tego człowieka na strzępy, postanowiono wreszcie odciąć członki toporem. Następnie, jak podają źródła, jego jeszcze żywy kadłubek został nabity na pal.

Nikomu nie powinno być szkoda człowieka, który zamordował czwórkę dzieci. Uważam, że facet powinien był ponieść surowszą karę za swoje czyny, ale polskim mediom udało się coś niemożliwego – uczyniły z niego męczennika. Jest nową Mamą Madzi (niektórzy twierdzą, że powinno powstać reality show z tymi dwiema osobami w roli „surowych rodziców”), najświeższą groteskową fantazją całego narodu. Po cóż martwić się cenami chleba, brakiem pracy, systemem edukacyjnym, po co? Czyż nie lepiej wpadać w obsesje tylko dlatego, że więzienie opuści prawie 60-letni były zabójca?

Nie chciałem nic nigdy pisać o sprawie Trynkiewicza, ale niedawno pojawił się na naszym portalu humorystyczny artykuł, który przeprowadza dekonstrukcje tej postaci, przyrównując go do jakiegoś rewolucjonisty, libertyna, filozofa. Wszystko kuriozalne, oczywiście, ale jest w tym  szczypta poważnej refleksji. Bo czy to nie przypadkiem nasza obsesja i kompulsje nadały aurę legitymizmu działaniom takich postaci jak Unabomber albo A. Breivik? Robienie medialnej szopki wokół ewidentnie skrzywionych ludzi jest zawsze niebezpieczne. Ku przestrodze.

Filip Cieślak

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Mariusz Trynkiewicz – nowa Mama Madzi”

  1. Mam podobne odczucia 🙂 W jakimś sensie zrobiło mi się tego człowieka szkoda. Zrobiono z niego wampira, który przez 25 lat nie wypił kropli krwi i jak wyjdzie to z pragnienia własnej matce wbiję zęby. Jest to kolejny, obok mamy Madzi, księży pedofilii medialny produkt 4 władzy. Można się zastanowić, czy ta produkcja, w tym skrajnym przypadku, nie przekracza zasad etyki. Myślę, że nie tylko przekracza , ale tworzy produkt , który nie podlega ocenie etycznej. Można z Trynkiewicza zrobić wampira , bo dokonał okrutnej zbrodni. Można z księży zrobić pedofilii , bo chodzi o skrzywdzone dzieci. Czy posługiwaniem się nieszczęściem do produkcji medialnych newsów , do walki ideowej, politycznej nie jest podlejszym czynem niż opisywane zło ? Może i nie , ale powinno być równie krytycznie oceniane i nazywane po imieniu, że to podłość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *