Marsz kontestacji

Kolejne Święto Niepodległości w Warszawie kojarzyć się będzie z zadymą i walkami na ulicach. Zamaskowani osobnicy z jednej i z drugiej strony politycznej barykady znowu dali dowód swojej wrażliwości i stosunku do patriotycznych rocznic.

Znowu też Roman Dmowski pozostanie w pamięci przeciętnego warszawiaka jako patron „kiboli” i prowadzonych przez nich na ulicach miasta walk z policją. Nic to, Robert Winnicki – prezes Młodzieży Wszechpolskiej odtrąbił kolejny sukces i powołał do życia enigmatyczny i tajemniczy Ruch Narodowy. Przepis na polityczny sukces jest prosty – „od zadymy do zadymy”, aż „obalimy republikę”. Marsz przerodził się tym samym w ruch kontestacji, czy wręcz negacji własnego państwa. Działacze MW i ONR stanęli tym samym w jednym szeregu ze smoleńskimi insurekcjonistami z PiS-u. To nie jest ich Polska, to nie jest ich Prezydent, to nie jest ich państwo.

Wybitny publicysta konserwatywny pod koniec lat dwudziestych ub. wieku w artykule zatytułowanym „Organizacja swarliwości polskiej” pisał: „…endecja przestała być stronnictwem ideowym, dbającym o państwo. Gdyby nim była, nie uprawiałaby wyłącznie polityki «Schadenfreude», jaką uprawia dziś. Gdyby była stronnictwem ideowym, patriotycznym, państwowo myślącym, kochającym więcej Polskę od swojej histerii, myślałaby więcej o tym, że Polska potrzebuje rządu i że zwalczając Marszałka [tu współczesny czytelnik może sobie wstawić obecny rząd – przyp. M.M.], może oddać tę władzę tylko lewicy wraz z nieobliczalnymi dla Polski tego faktu konsekwencjami. Dziś endecja to jest tylko zorganizowana swarliwość (…) To choroba Polski, a nie stronnictwo polityczne. Choroba, którą mieliśmy w XVII wieku i jak silną jeszcze. Przypomina się wiersz Puryszkiewicza, niecenzuralny, nie do druku, o rewolucji rosyjskiej, przedstawiający chaos… wsio smieszałos. Ta bezprogramowość, bezplanowość endecji przypomina mi ten wiersz, ten krąg zaczarowany plotek, podejrzeń, insynuacji, burszowskich czapeczek, rozindyczonych dewotek, towarzystwo hipochondryków i złośników, maniaków i warchołów” (S. Cat-Mackiewicz, „Kropki nad i. Dziś i jutro”, Kraków 2012).

Autor prac o polityce Józefa Becka, o Dostojewskim i o ostatnim królu Polski pisząc te słowa myślał o ówczesnym Stronnictwie Narodowym. Czytając je po raz pierwszy, od razu przyszedł mi do głowy PiS, dzisiaj widać, że słowa te pasują również do organizatorów Marszu Niepodległości.

Czy jednak 11 listopada była jakaś alternatywa? Tak, było nią dołączenie się, pod własnymi sztandarami, do marszu prezydenckiego, eksponując przy tym swoją propaństwową postawę. Zaproszenie ze strony Prezydenta było, a udział zminimalizowałby niemal do zera krytykę wszelkiej maści lewactwa (wszak atakowaliby wówczas marsz Prezydenta). Należało zaś przede wszystkim docenić, że po raz pierwszy urzędnik państwa, i to akurat jego najwyższy przedstawiciel, oddał cześć naczelnemu twórcy niepodległości w osobie Romana Dmowskiego (i na nic się tu zdały durne pohukiwania Palikota). Tak jednak uczyniłaby poważna formacja, odwołująca się do spuścizny wielkiego obozu. W zamian otrzymaliśmy zaś tchnącą patosem farsę zatytułowaną „obalenie republiki”.

Skądinąd zaś, celna wypowiedź Romana Giertycha z dnia poprzedzającego Marsz („To, że dziś MW wspólnie z ONR-em i różnymi dziwnymi ludźmi, którzy głoszą oderwane od rzeczywistości teorie smoleńskie (na obecnym) etapie, organizuje ten wspólny marsz nie budzi mojej sympatii. Uważam, że obecne kierownictwo MW prowadzi organizację w złym kierunku i dlatego nie chcę mieć nic wspólnego z tym, co robili w zeszłym roku – awanturami na ulicach Warszawy”) była przede wszystkim przyznaniem się do osobistej klęski tego niegdyś znaczącego polityka. Po tym, jak na rzecz PiS-u utracił elektorat LPR-u, teraz przyznał, że utracił także jakikolwiek wpływ na reaktywowaną przez siebie w 1989 roku organizację.

Maciej Motas

myslpolska.org

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Marsz kontestacji”

  1. Wspomnienie z końca lat 20-tych ubiegłego wieku zasługuje na uwagę Przyjaciół przemawiających w niedzielę pod Zamkiem JUjazdowskim. Chodzi mi o skuteczność tak skonfigurowanej akcji. Ja Arturowi życzę skutecznoiści, choćby nie wiem jak się nade mną wyzłośliwiał.

  2. „Czy jednak 11 listopada była jakaś alternatywa? Tak, było nią dołączenie się, pod własnymi sztandarami, do marszu prezydenckiego, eksponując przy tym swoją propaństwową postawę.” – Co to za propaństwowa postawa, skoro sam Komorowski regularnie mówi, że Polskę trzeba rozpuścić w UE, przekazując Brukseli te państwowe atrybuty, które jeszcze pozostają w rękach RP? Popieranie antypaństwowego prezydenta nie może być wyrazem postawy propaństwowej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.