Dokąd maszerujeny? Nie wiemy. Na razie

Na pewne spotkanie, które odbyło się 10 listopada, przygotowałem sobie tekst, nawet go wydrukowałem, i jak zawsze – kiedy kazali mi się mądrzyć – powiedziałem zupełnie co innego. Życzliwi ludzie roznieśli te lekko ironiczne i cyniczne opinie w wykoślawionej wersji. No i znowu mam wokół siebie „Oburzonych”, a nawet obrażonych. I będę musiał chodzić za nimi przepraszać. Niech to szlag.

8 listopada na stronie konserwatyzm.pl napisałem prowokacyjnie, że nie wiem, dokąd maszerujemy. My – to znaczy tzw. „prawica antysystemowa”. Niedzielny wiec pod Zamkiem Ujazdowskim i ogłoszenie powołania Ruchu Narodowego potwierdziło, że istotnie nie wiedzieliśmy, dokąd nas nasi liderzy poprowadzą. Oni zresztą też nie wiedzą, dokąd idą, bo nawet szatan nie zna przyszłości, a co dopiero Artur Zawisza, chociaż inteligentny jest szatańsko. W ostatnich dniach usłyszałem od paru ludzi, co „trzeba” zrobić, a nawet, co „zrobimy”. Artur Zawisza w niedzielę ogłosił wręcz tłumom, jaka będzie Wielka Polska. No cóż, taka jest specyfika wiecu. Kiedy słyszę te gromkie zapowiedzi, mój mózg od razu (na wiecu zaś odbierał on z bliska fale mózgowe mówców) zatrybia i męczy się nad odpowiedzią na pytanie: „A jak to ma być naprawdę?”. Mam nadzieję, że wśród Czytelników nie tylko ja mam takie zboczenie.
Trudno w bardzo niestabilnej sytuacji światowej wyznaczać sobie precyzyjne cele i terminy. Realny polityk, nawet były narodowy, hurrapatriotyczny czy lewicowy demagog, postępować będzie duktem wyznaczonym przez zewnętrzne uwarunkowania, często nawet bez możliwości wyboru prawej czy lewej strony wąskiej ścieżki. Przypomnijmy sobie zwłaszcza populistów z pierwszej połowy XX wieku. Ponadto problem środowisk antysystemowych tkwi w rozbieżnych ideologiach oraz w nie dość dogłębnej diagnozie sytuacji światowej. Ideologie pozostawiam innym, a sam niniejszym namawiam do wszczęcia pracy nad diagnozą i prognozami. Chcę na razie naszkicować podstawę do pracy intelektualnej nad wielowariantowym programem dla Polaków, którzy sami chcą „obalić system”, albo liczą na to, że system sam się obali. Innym słowy, chciałbym koleżeństwu antysystemowemu zaproponować rzetelne wspólne badanie, na czym ten znienawidzony system polega.

Antysystemowcy ideologicznie dzielą się na rynkowców, państwowców i róznobarwną lewicę, co bardzo utrudnia im współpracę. Rynkowcom (zwłaszcza młodym korwinowcom) i państwowcom wypada zatem wyjaśnić, że wielkie masy ludzkie są równolegle zorganizowane w rynki i państwa. Nierównowaga między tymi współistniejącymi strukturami zasadza się na tym, że rynek nigdy nie jest całkiem wolny, państwo zaś może być – by tak rzec – totalnie totalne. Skala obrotu rynkowego w totalitarnym ZSRS w okolicy 1950 roku była minimalna. Tam natomiast, gdzie państwa jest bardzo mało (np. w Somalii), rynki wcale nie są bardzo wolne, bo władzę państwową skutecznie zastępuje władza lokalnych watażków.

Wahadło historii kolebie się od względnej przewagi modelu rynkowego do wyraźnej przewagi władzy publicznej. Kolejne prywatyzacje poprzedzone są nacjonalizacjami. Złośliwi mówią nawet o „prywatyzacji przez nacjonalizację”. W Polsce po 1945 roku nacjonalizacja zaowocowała najpierw prywatyzacją zysków z kolektywnej własności, a następnie – po czterdziestu latach – prywatyzacją samego majątku. Nie można wykluczyć, że w nieodległej przyszłości chaos umożliwi kolejną falę nacjonalizacji, choćby przez podważenie przewłaszczeń dokonanych w III Rzeczypospolitej, co w swoim czasie postulował w swoim programie ruch Jana Olszewskiego. Na tę okoliczność zwracam uwagę szczególnie duchowym dziedzicom zacnego Mecenasa, licznym obecnie wewnątrz „ludu pisowskiego”.

Ale uwaga! Dziś ta alternatywa państwa i rynku jest iluzją. W miarę wolny rynek istnieje na osiedlowym bazarku, chociaż i tu widzimy monopole, oligopole i zmowy cenowe. W skali globalnej, przynajmniej na Zachodzie, rynki w miarę wolne (ograniczane przez monopole państwowe i kartele producentów) zastąpione zostały w ostatnich dekadach monopolistycznymi pseudorynkami wymiany towarów tak skonstruowanymi, że niewielka grupa podmiotów jest w stanie stosunkowo niewielkim kosztem, nie dokonując realnych transakcji, dyktować ceny ropy, mleka czy pszenicy. Monopolistyczny charakter tych pseudorynków zapewniony jest przez aparat przemocy władzy publicznej. Warto przyjrzeć się monstrualnej i rosnącej władzy CME Group nad giełdami towarowymi, rynkami instrumentów terminowych i innymi rynkami dyktującymi ceny w handlu światowym.

Osią systemu jest jednak oligopol kreatorów pieniądza. Wąskie grupy finansistów pod ochroną władzy publicznej (w Waszyngtonie, Brukseli, Bernie, Londynie, a na małą skalę – w ramach koncesji udzielonej z wielkich centrów – także w Warszawie) kreują pieniądz, który wewnętrzny krąg władzy finansowo-politycznej otrzymuje za darmo np. pod hasłem wspomagania płynności banków czy wykupu obligacji. Kolejne kręgi otrzymują pieniądz po coraz wyższej cenie. Przeciętny Polak, bardzo odległy od kreatorów pieniądza, płaci za pieniądz znacznie cięższą pracą i większymi dobrami, niż przeciętny Grek, nie mówiąc już o przeciętnym Niemcu. Pieniądz kreowany wedle widzimisię bankierów i polityków nie jest ponadto ekwiwalentem wymiany, nośnikiem wartości. Sam ten fakt wystarcza, aby uznać, że na świecie dziś nie istnieje to, co przez stulecia nazywano rynkiem. Dodajmy, że emisja pieniądza w Rosji czy Chinach funkcjonuje podobnie, tyle tylko, że kontrolują ją politycy. Tak więc dyskusja na temat obrony lub obalenia wolnego rynku jest bezprzedmiotowa, bo rynku nie ma. Podobnie jak nie ma sensu kłótnia o „zagrożoną demokrację”, bo demokracja istnieje może w Szwajcarii czy na Islandii, nnooo… może w Niemczech. Ale na pewno nie w Polsce.

Ten system może trwać jeszcze dość długo w niezmienionej lub zmodyfikowanej postaci. Może również zostać w sposób kontrolowany zdemontowany, co oznaczałoby szok deflacyjny, a następnie prawdopodobnie dłuższy okres deflacji. Można przypuszczać, że czołowe potęgi finansowe świata w sposób widoczny dla nas przygotowałyby się do tego zamieniając nawis inflacyjny na realne dobra, jak to czynili nasi handlarze bazarowi w grudniu 1989 roku. Co zresztą czynią ci najpotężniejsi skupując np. złoto.

Polacy nie mają niemal majątku poza nieruchomościami, a w 2017 roku – jeśli Unia przetrwa – skończy nawet to eldorado. Polacy odcięci od dopływu pieniądza, być może dobici przez podatek od wartości nieruchomości, wyprzedadzą ziemie i domy za bezcen. Polska nie ma rezerw złota, bo nawet to, co rzekomo ma, złożone jest w Londynie. 

Powtórzę tytuł mojego poprzedniego tekstu: „Dokąd maszerujemy? Nie wiem”. Może jednak uda się stworzyć sieć sprawnych mózgów, które – śledząc wydarzenia – zdolne będą proponować na bieżąco korzystne reakcje na wydarzenia. A jeżeli ktoś uważa, że piszę bzdury, niech podejmie rzeczową krytykę, bo bez starcia diagnoz, bez wielokierunkowej prognozy, nie będzie żadnego realistycznego programu.

Marcin Masny
aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Dokąd maszerujeny? Nie wiemy. Na razie”

  1. Ludzie, widzicie, jak wygląda styl tekstu, którego się nie sczytało. Żadnej redakcji. Proszę o wyrozumiałość. Ale przyznacie, że tekst jest bardziej rzeczowy, niż ten z ostatniego czwartku 😉

  2. @Marcin Masny: 1/”…Monopolistyczny charakter tych pseudorynków zapewniony jest przez aparat przemocy władzy publicznej. …” – osobiście też tak podejrzewam, ale powiedziano mi, ze jest to jedna z tzw. „teorii spiskowych”. 2/ „…Osią systemu jest jednak oligopol kreatorów pieniądza. Wąskie grupy finansistów pod ochroną władzy publicznej […] kreują pieniądz, który wewnętrzny krąg władzy finansowo-politycznej otrzymuje za darmo np. pod hasłem wspomagania płynności banków czy wykupu obligacji. …” – j.w. 3/ ad 1/ i 2/: Czy istnieja „twarde i szeroko akceptowane” dowody, że tzw. „system” tak właśnie działa? 4/ Co na to mówi obecnie Kościół? 5/ Czy Kościół, jako posiadacz banku(ów?) należy, de facto, do systemu, czy jest poza nim / przeciw niemu ??? 6/ Jak sie do tego wszystkiego ma tzw. „teoria kredytu społecznego” propagowana m.in. przez michael.org?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.