Maseczka. Czyli tresura społeczna

To jest taka maseczka, która powoduje to, że myślę, że muszę zachować dystans, nie dotykać twarzy. Ta maseczka ma oczywiście także w jakiejś mierze, no nie w pełni oczywiście, zatrzymuje patogeny. Ale ta maseczka świadczy o tym, że jest pandemia” — powiedział w rozmowie w Radiu ZET Główny Inspektor Sanitarny Jarosław Pinkas.

Słowa Jarosława Pinkasa odbiły się pewnym echem, bo też są ku temu powody. Wszyscy wiedzieliśmy, że maseczki nie wiele dają, a może nawet i nic, skoro spełniają swoje zadanie tylko przez 15 minut, po czym należy je uprać. Oznacza to, że pani pracująca za ladą w sklepie, w ciągu 8 godzin pracy, powinna zmienić 32 maseczki, aby miało to jakikolwiek sens. Oczywiście nikt tego nie robi. Bo i po co? Pandemia występuje głównie w mediach powiązanych z istniejącym systemem politycznym. Ponad 90% ludzi przechodzi ją zupełnie bezobjawowo i tylko niewielki procent – nie wiadomo dokładnie dlaczego – lżej lub ciężej choruje. Liczba dziennych zachorowań w Polsce jest wyraźnie skorelowana z ilością robionych testów. Gdy liczba testów rośnie, to mamy „wybuch pandemii”; gdy liczba testów maleje, to „pandemia przygasa”. Gdyby nie robić ich wcale, to mielibyśmy informacje o zachorowaniach na grypę. Lekarze coraz głośniej mówią, że śmiertelność zależy od kraju i wydaje się być skorelowana z masowymi szczepieniami na gruźlicę. Ponieważ w Polsce od lat szczepiono wszystkie dzieci, to cały ten covidek jest aferą przede wszystkim medialną, co oczywiście nie znaczy, że nikt na niego nie zachorował i nikt z jego powodu nie umarł. Ale na zwykłą grypę ludzie też, niestety, umierają. Jako rzekł kiedyś Martin Heidegger, „człowiek w chwili narodzin jest już dostatecznie stary, aby umrzeć”. Niestety, to prawda.

W związku z tym snują się domysły po co i dlaczego ogłoszono i podtrzymuje się cały ten alarm? Jedni uważają, że pandemia ma przykryć światowe załamanie gospodarcze i została rozdmuchana, aby ukryć prawdziwe przyczyny (i sprawców) zbliżającego się załamania ekonomicznego na skalę światową. Inni widzą w tym spiski tajemniczych sił, a jeszcze inni gigantyczną i samonakręcającą się panikę, wywołaną przez światowe media. Każda z tych przyczyn jest możliwa, każda może być fałszywa, a i wszystkie równocześnie też mogą być prawdą, ponieważ nikt nie wątpi, że jedno zdarzenie może mieć kilka przyczyn równocześnie. Zresztą są kraje, gdzie śmierć naprawdę zebrała duże żniwo, ale Polska – na szczęście – do nich nie należy. Zapewne z powodu wspomnianych obowiązkowych szczepień na gruźlicę.

Ale wróćmy do słów Jarosława Pinkasa, który albo się przejęzyczył, albo wygadał. Osobiście stawiam na tę drugą opcję. Po co cała ta nagonka wielkich mediów, rządu, znacznej części opozycji na „maseczkosceptyków”? Po co ta sztucznie kreowana fanatyczna nienawiść do osób wchodzących do sklepu bez namordnika ze strony sklepikarzy, ekspedientek i klientów?

W moim przekonaniu, cała ta maseczkologia ma cel zasadniczy, jakim jest tresura społeczna. Ci, którzy rządzą tym światem – a nie jest to bynajmniej ani Mateusz Morawiecki, ani Jarosław Kaczyński – chcą po prostu sprawdzić jak dalece można ludzi wytresować za pomocą mediów siejących panikę. Mamy do czynienia z gigantycznym eksperymentem społecznym egzaminującym ludzką chęć do oddania wolności, do samo-upokorzenia się, do ślepego posłuszeństwa wobec zwierzchności w sytuacji sztucznie wywołanej histerii społecznej. Na przykład my, Polacy mamy opinię – i sami siebie też tak postrzegamy – jako post-szlacheckich warchołów, niezdyscyplinowanych, anarchizujących indywidualistów, gdy tacy Niemcy są przez nas oglądani jako naród całkowicie posłuszny wobec władzy, cokolwiek by nie nakazała. Medialnie wywołana pandemia pokazała, że stereotypy te stają się historyczne. W Niemczech rodzi się ruch oporu przeciwko namordnikom, gdy w Polsce refleksja krytyczna jest całkowicie zmarginalizowana. Sam tego niedawno doświadczyłem, gdy sfanatyzowany sklepikarz wyrzucił mnie ze swojego sklepu z powodu odmowy nałożenia na twarz namordnika. Z jego krzyków nie wynikało czy bardziej bał się covidka, który mógłbym roznosić, czy jakiejś straży miejskiej czy sanepidu (na czele którego stoi Jarosław Pinkas, który wygadał się, że to wielka ściema), który wlepi mu mandat? Nie wiem też czy bardziej bał się choroby czy nie mógł znieść tego, że on „musi” nosić namordnik w swoim sklepie, a ja czuję się wolnym człowiekiem i śmiem odmówić noszenia symbolu zniewolenia? Fanatyczny strach i wściekłość, że skoro „ja cierpię, to i ty będziesz cierpiał”, przerobiły go w janczara systemu, w niewolnika, który sam dyscyplinuje innych niewolników, aby nosili znak upokorzenia. To zresztą szersza tendencja, gdyż zauważyłem, że gdy jedni sprzedawcy boją się wirusa, to drudzy sanepidu. Ci drudzy wiedzą, że pandemia ma charakter medialny, ale „po co się narażać?”, „po co chodzić po sądach?”, „a nie lepiej się podporządkować dla świętego spokoju?”.

Ci, którzy dali się sfanatyzować wierzą po prostu swoim telewizorom bardziej niż własnemu rozumowi. Ci, którzy się boją, są psychicznie słabi. Jedni i drudzy są kandydatami na niewolników systemu, który testuje właśnie, co można zrobić z ludźmi? Do czego można się posunąć? Polska korzy się dziś przed zwierzchnością, która łamie prawo wprowadzając przepisy stanu wyjątkowego bez jego ogłoszenia. Mówi o tym wprost wielu prawników, na czele z mec. Jackiem Wilkiem.

W Walecznym Sercu (Braveheart, 1995) jest taka scena, gdy William Wallace przemawiając przed bitwą do zebranych Szkotów, zaczyna swoją wypowiedź od stwierdzenia „Zebraliście się tutaj jako wolni ludzie (…)”. I gdzie są dziś w Polsce wolni ludzie? Są stłumieni i przygnieceni strachem przed sanepidem i siłą rażenia mediów. System już wie, że można zrobić z poddanymi właściwie już wszystko. Spójrzcie, już świta… Nadchodzi totalitaryzm.

Adam Wielomski

Tekst ukazał się w “Najwyższym Czasie!”

[Głosów: 44   Average: 4.5/5]
Facebook

25 thoughts on “Maseczka. Czyli tresura społeczna”

    1. Wtrącę się nieco, bo choć obiecałem sobie maksymalnie ograniczyć wdawanie się w dyskusję na temat COVID w komentarzach, to jednak portal konserwatyzm traktuję nieco wyjątkowo i tu jest przypadek owego minimum zaangażowania.

      W kwietniu czy maju miałem podobne spostrzeżenia dotyczące szeroko rozumianej prawicy w Polsce jak powyżej komentujący. Zauważyłem wtedy, że bardzo łatwo zawodzą osoby, które pisały naprawdę z sensem a dzieje się tak dlatego, że oddały się metodzie “nie mam o tym zielonego pojęcia, tym chętniej się wypowiem”. Pal sześć, że na tych łamach od początku w temacie COVID bryluje np. p. Rękas nazywający siebie w jednych komentarzach “dziennikarzem śledczym” a w innych “dziennikarzem medycznym”, któremu zupełnie nie przeszkadza, że nie odróżnia ortomyksowirusa od koronawirusa – już dawno można było zauważyć, że regularnie wypowiada się na pewne tematy nie mając bladego pojęcia i gdy ktoś to wytknie, to dostaje łatkę “przeintelektualizowanego” i dostaje jeszcze kilka rynsztokowych odzywek. Ale tak po prawdzie – mało kogo obchodzi opowiadanie bzdur przez kogoś, komu ewidentnie brakuje solidnego warsztatu i kultury osobistej. Przerażające natomiast jest, że nonsensowne wypowiedzi padają z ust osób, które jednak warsztat posiadają i niejednokrotnie pokazali, że w dziedzinach, którymi się zajmują, są fachowcami. Grzegorz Braun (którego cenię z różnych względów) z kilkoma osobami z Konfederacji totalnie błaźni się w kwestii 5G i określenie “foliarz” pasuje tu jak ulał – widać, że nie przeczytał żadnego badania na temat technologii 5G, nie zauważył, że te same częstotliwości są używane od dawna i to nawet w większym natężeniu. Z tego powodu krowy nie przestały dawać mleka i ludziom nie usmażyły się mózgi. Generalnie Braunowi brakuje elementarnej wiedzy i efekt jest taki, że ludzie znający zagadnienie po prostu go wyśmiewają, co nota bene nie jest korzystne dla prawicy.

      Niestety i na tym portalu i to w kwestii COVID zauważam podobnie “foliarskie” tendencje. Część intuicji jest dobrych (jak np. negatywna opinia o noszeniu masek, które nic nie dają i trąbią o tym naukowcy od początku), ale umniejszanie i spłycanie problemu wirusa, którego nie zbadali naukowcy będący w tej dziedzinie fachowcami, przez politologów, historyków, filozofów, byłych radnych czy samozwańczych dziennikarzy jest po prostu kuriozalne. Doszukiwanie się przez te osoby ogólnoświatowego spisku takiej ilości naukowców, lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych i samych chorych oraz ich rodzin pokazuje, że ci ludzie są po prostu oderwani od rzeczywistości i żadne fakty niczego nie zmieniają w ich podejściu, niczym u Hegla – jeśli fakty przeczą teorii to tym gorzej dla faktów. Jasne, są problemy z klasyfikacją, testami, liczbami, ale taka jest specyfika pojawienia się nowego, nieznanego wirusa (słowo klucz – nieznany, o czym za chwilkę) w dobie powszechnych mass-mediów przetwarzających informacje. Kwestia owego klucza – wbrew biadoleniu ignorantów, że COVID to grypa i nie ma się czym przejmować – ten wirus jest nieznany. Ani naukowcy ani ignoranci nie posiedli żadnej wyjątkowej wiedzy i póki co należy zachować szczególną ostrożność. Oczywiście ignoranci zachowują się jak gnostycy i uważają ostrożność za “tresurę społeczną”, jednocześnie grzecznie stojąc na czerwonym świetle gdy udałoby się przejść przez pasy – ot taki kolejny fikołek intelektualny. Nie wiadomo jakie będą krótko i długofalowe konsekwencje wirusa i nawet nie będąc lekarzem a mając odrobinę warsztatu, należy mieć świadomość, że w takim przypadku należy ograniczać ryzyko a nie jak ostatni dureń nie robić nic, licząc że z całą pewnością diagnoza laika utożsamiającego COVID z grypą jest słuszna. Tak nie postępują myślący ludzie. Myślący ludzie również nie robią z siebie pośmiewiska opowiadając o zmyślonym wirusie, grypie, spiskach tylko dlatego, że działania nieudolnej władzy są takie, jakie są. Osobiście szlag mnie trafia, że te same osoby, które teraz wydzierają się na protestach albo raczą czytelników kolejnymi uderzeniami w tarabany wyjąc o terrorze nie robią praktycznie nic, gdy ma miejsce prawdziwy terror – kneblowanie ust w mediach i na uczelniach, kretyńskie wyroki (wystarczy prześledzić dramaty osób, którym bezpodstawnie odebrano dzieci czy orzecznictwo w sprawach rodzinnych, gdzie sędziowie ignorują zasadę dobra dziecka na rzecz wyrokowania “trochę temu a trochę tamtemu” albo wydając wyroki logicznie sprzeczne), podnoszenie podatków czy ograniczanie możliwości zarobkowania normalnym ludziom dla widzimisię jakiejś zakonserwowanej w PRL grupy społecznej (casus ubera). W takich kwestiach, w których wypowiedzieliby się kompetentnie i są to naprawdę istotne sprawy niestety te osoby milczą. Złośliwie pobawię się teraz w “foliarza” i zainsynuuję – może dzieje się tak dlatego, że te tematy nie są zbyt poczytne i pieniążki by się nie zgadzały a COVID jest tematem na tyle lotnym, że można zapełnić łamy przez następnych kilka lub kilkanaście miesięcy.

      1. @Marcin Sułkowski

        “ale umniejszanie i spłycanie problemu wirusa, którego nie zbadali naukowcy będący w tej dziedzinie fachowcami, przez politologów, historyków, filozofów, byłych radnych czy samozwańczych dziennikarzy jest po prostu kuriozalne”

        Ale na temat tego wirusa wypowiedziało się multum fachowców, zarówno w Polsce, jak i na świecie. Nie jest to żaden groźny wirus. W Polsce już 2 fachowe książki na ten temat wyszły (“Fałszywa pandemia” i “Koronawirus – fałszywy alarm? Liczby, konkrety, konteksty”). Już na chłopski rozum – co to za zaraza, co do której istnienia trzeba przekonywać ludzi za pomocą państwowego aparatu przymusu i rozbuchanej do nieprawdopodobnych rozmiarów propagandy medialnej? Czy gdy w dawnych wiekach wybuchały epidemie dżumy lub cholery, to kogokolwiek trzeba było do tego faktu przekonywać?
        Poza tym czemu ludność Białorusi oraz Szwecji (i z tego co wiem, większości państw Afryki), które nie wprowadziły żadnych restrykcji w związku z koronawirusem, ma się świetnie, zamiast cierpieć katusze?

        “Doszukiwanie się przez te osoby ogólnoświatowego spisku takiej ilości naukowców, lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych i samych chorych oraz ich rodzin pokazuje, że ci ludzie są po prostu oderwani od rzeczywistości i żadne fakty niczego nie zmieniają w ich podejściu, niczym u Hegla – jeśli fakty przeczą teorii to tym gorzej dla faktów”

        Chyba Pan żartuje. Montowanie spisków na skalę ogólnoświatową jeszcze nigdy nie było takie proste, jak obecnie. Przykładem jest spisek w kwestii walki z tzw. globalnym ociepleniem rzekomo powodowanym przez ludzi i zwierzęta (wyłącznie te jadalne) za pomocą emisji CO2, w którym biorą udział prawie wszyscy naukowcy, prawie wszystkie mass media, prawie wszyscy politycy i multum pożytecznych idiotów ze środowisk wszelakich. Skutkiem będzie wielka pauperyzacja, rząd światowy (już mówią o ogólnoświatowym podatku odprowadzanym do ONZ) i depopulacja. No może rząd nie światowy, ale ogólnozachodni (bo państwa nie będące częścią tzw. Zachodu, mam nadzieję, się wyłamią).

        PS. Być może jest tak, jak pisze Tomasz Gabiś:
        http://www.tomaszgabis.pl/2020/07/09/chinska-operacja-nietoperz-czyli-symulowana-pandemia-podbija-dobija-swiat-zachodu/

        1. Multum fachowców, zarówno w Polsce, jak i na świecie wypowiedziało się również w tonie, który podkreślałem, czyli że wirus nadal jest nieznany, więc należy zachować ostrożność. A w nauce dyskutuje się fakty i racje a nie liczbę publikacji. Do tego, jeśli powołuje się Pan np. na “Fałszywą pandemię”, to warto byłoby to zrobić rzetelnie, bo autorzy nie obstają tam przy tezie, że COVID nie istnieje, co imputują im “foliarze” a sami autorzy musieli tę kwestię prostować. To jest nota bene nagminne w takich środowiskach i od lat sposób działania antyszczepionkowców, anty-5G, płaskoziemców czy innych oszołomów pokazuje, że to są ludzie nie potrafiący nawet czytać ze zrozumieniem. Co do drugiego tytułu – miałby Pan odrobinę krytycznego spojrzenia i przez sam fakt, że książka ukazała się w czerwcu, czyli raptem pół roku po pojawieniu się wirusa, co pokazuje, że badania były robione bardzo szybko, książka była również pisana błyskawicznie, więc raczej mamy do czynienia z wykorzystaniem momentu niż rzetelną pracą naukową. Do tej pory nieznana jest masa podstawowych faktów dotyczących wirusa a Pan rzucając dwa tytuły uważa, że ma rację co do tego, że cała sytuacja to hucpa. W takim razie – jeśli za kilka lat wyjdzie, że COVID faktycznie powodował u wielu osób powikłania, to odeśle ich Pan do tych tytułów, żeby uświadomili sobie, że mają urojenia?

          “Już na chłopski rozum – co to za zaraza, co do której istnienia trzeba przekonywać ludzi za pomocą państwowego aparatu przymusu i rozbuchanej do nieprawdopodobnych rozmiarów propagandy medialnej?” – a to już jest radosna twórczość anty-covidowców. Nikt do niczego nikogo nie zmusza, propaganda medialna jest przy każdej sytuacji, na której można zarobić i zwyczajnie anty-covidowcy udają głupich. Nośne tematy zawsze będą rozdmuchiwane i jakoś nikt nie widział spisku i rozbuchania, gdy media bębniły o innych wydarzeniach, którymi po prostu interesował się świat. Mam nieodparte wrażenie, że problemem anty-covidowców jest, i zabrzmi to brutalnie, za mała liczba trupów. Oni oczekują totalnej katastrofy, ciał na ulicach, paraliżu w apokaliptycznym sensie żeby uznać, że jest epidemia. To jest nie tylko chore, ale i obrzydliwe, bo od samego początku anty-covidowcy bagatelizują poszczególne zgony porównując liczby do innych przyczyn zgonu nie rozumiejąc, że dla bliskich jest to zawsze tragedia a nie zwykła statystyka.

          “Poza tym czemu ludność Białorusi oraz Szwecji (i z tego co wiem, większości państw Afryki), które nie wprowadziły żadnych restrykcji w związku z koronawirusem, ma się świetnie, zamiast cierpieć katusze?” – to też potwierdza moją powyższą diagnozę – anty-covidowcy nie mogą się pogodzić z faktem, że może istnieć sytuacja, w której rzeczywistość nie dostarczy im morderczych wrażeń a będziemy mówili jednak o stanie wyjątkowym i zalecana będzie ostrożność. Do tego z całym szacunkiem, ale branie przykładu ze Szwedów, którzy od lat mają eugeniczne zapędy i ludzi traktują jednak inaczej niż cywilizacja zachodnia zwykła to robić, to nie jest najlepszy pomysł. To jest zwyczajnie podejmowanie ryzyka – jak się uda, to za kilka/kilkanaście lat w Szwecji otworzą szampany, ale jeśli nie, to doprowadzi do kolejnych chorób a powołujący się dzisiaj na Szwecję dziwnie zamilkną. A jak już się Pan tak powołuje również na ten “chłopski rozum”, to w takim razie nie bagatelizujmy tylko COVID, bo jest obecnie medialny – zbagatelizujmy też nowotwory, bo przecież umiera na nie “tylko” 8 milionów ludzi rocznie – po co ostrożność? Palmy, pijmy na umór, jedzmy śmieciowe jedzenie, szlifujmy azbest bez masek i nie dajmy się rozbuchanej propagandzie!

          “Przykładem jest spisek w kwestii walki z tzw. globalnym ociepleniem” – to chyba Pan żartuje, porównując globalne ocieplenie, czyli faktycznie hucpę rozdmuchaną przez grupę kilku tysięcy oszołomów i którą każdy normalny człowiek ignoruje, do sytuacji z COVID, w którą zaangażowany jest cały świat medycyny i zwykli ludzie. Porównuje Pan pralkę do lodówki i radośnie uznaje, że występuje analogia. No nie, nie występuje. I akurat fakt “montowania spisków na skalę ogólnoświatową” pokazuje, że większość tych spisków, to właśnie brednie oszołomów, jak wspomniane anty-5G, gdzie grupa czubków zachowuje się identycznie, jak opisywani w 1929 roku w Gazecie Cieszyńskiej chłopi, którzy zrywali anteny radiowe swoim sąsiadom, bo rzekomo fale radiowe “ochładzają powietrze”. Inne lata, taka sama głupota.

          Podsumowując – podtrzymuję stanowisko, że prawidłowe myślenie nakazuje ostrożność, a nie ignorowanie nieznanego wirusa, bo jeśli potwierdzą się wstępne badania dotyczące powikłań, to za kilka lat możemy mieć o wiele poważniejsze problemy. Podkreślam również, że zdaję sobie sprawę, że spora część działań rządów jest durna, ale to nie oznacza, że wirus nie istnieje i że nie jest problemem.

          1. “Mam nieodparte wrażenie, że problemem anty-covidowców jest, i zabrzmi to brutalnie, za mała liczba trupów. Oni oczekują totalnej katastrofy, ciał na ulicach, paraliżu w apokaliptycznym sensie żeby uznać, że jest epidemia. To jest nie tylko chore, ale i obrzydliwe, bo od samego początku anty-covidowcy bagatelizują poszczególne zgony porównując liczby do innych przyczyn zgonu nie rozumiejąc, że dla bliskich jest to zawsze tragedia a nie zwykła statystyka (…) A jak już się Pan tak powołuje również na ten “chłopski rozum”, to w takim razie nie bagatelizujmy tylko COVID, bo jest obecnie medialny – zbagatelizujmy też nowotwory, bo przecież umiera na nie “tylko” 8 milionów ludzi rocznie – po co ostrożność?”

            Ale to przez postawę ludzi takich jak Pan, trup ściele się gęsto z powodu raka, chorób serca, układu oddechowego, udarów mózgu i wielu innych przypadłości, ponieważ nie ma leczenia i diagnostyki, a dostanie się do szpitala graniczy z cudem, bo cała służba zdrowia podporządkowana jest pod koronawirusa powodującego nikłą w porównaniu ze wspomnianymi chorobami śmiertelność. Walka z covidem niesie wielokrotnie bardziej śmiertelne żniwo niż sam covid. I to Pan jest niewrażliwy na śmierć ludzi z tej walki wynikłą oraz na tragedię ich rodzin.
            Do tego cała gospodarka zrujnowana, rozwalone relacje społeczne, rozpadające się rodziny, niezawierane małżeństwa itd. Wszystko w imię walki z czymś, co jest mniej śmiercionośne od zwykłej grypy.

            1. “Ale to przez postawę ludzi takich jak Pan, trup ściele się gęsto z powodu raka, chorób serca, układu oddechowego, udarów mózgu i wielu innych przypadłości” – oczywiście. Zważywszy na fakt mojego ostatniego akapitu i wymowy w tonie “ostrożność” a nie “paraliż służby zdrowia” z całą pewnością Pana spostrzeżenia są bardzo sensowne. Bo przecież nie można izolować chorych i podejmować sensownych ruchów aby zachować ostrożność, jednocześnie nie paraliżując służby zdrowia. I winny oczywiście jest Marcin Sułkowski, który uważa działania prowadzące do takiego stanu rzeczy za głupotę rządu – z całą pewnością nie jest winny ani rząd, ani długie lata beznadziejnego podejścia do służby zdrowia.

              “Do tego cała gospodarka zrujnowana” – lubię ten argument, bo w ogóle nie uwzględnia kilku istotnych czynników. Po pierwsze i najważniejsze – gospodarka była w ruinie przed COVID. Kilkadziesiąt dni lockdownu ukazało tylko cały jej stan, czyli dramatyczną sytuację państwa oraz co najważniejsze, jaka jest liczba ludzi, którzy od lat prowadzą całkiem dochodowe działalności gospodarcze a nie potrafią sobie zorganizować poduszki finansowej na okres 2 miesięcy przestoju. Na TVN bębniono w kwietniu np. o sytuacji mężczyzny, który blisko 20 lat pracuje w branży eventowej, miał przed COVID obroty rzędu 14 milionów złotych rocznie a w tej branży nie pracuje się na 10% zysku i facet po dokładnie 37 dniach lockdownu płakał, że bankrutuje. To jest kuriozum i rozwalanie pieniędzy na gadżety, by w razie kryzysu raczyć taką histerią. Widziałem słynne protesty przedsiębiorców – uroczo oglądało się ludzi w nowych Mercedesach ML narzekających na bankructwo. Wiele osób miało problemy i będzie je miało, ale pamiętać należy, że COVID jedynie przyspieszył to, co było nieuniknione, czyli kryzys gospodarczy, którego widmo zaglądało nam zupełnie poważnie w oczy już w wakacje ubiegłego roku, gdy Niemcy zmniejszyli import. Jasnym jest, że rząd znów nie pomógł idiotycznymi decyzjami, ale należy jednak patrzeć szerzej na problem – od końca II wojny światowej mieliśmy najdłuższy okres prosperity – kryzys był kwestią czasu i tak a że trafił się COVID i rządy, które nie potrafią sensownie podejść do problemu, to mamy z kryzysem do czynienia nieco wcześniej.

              “rozwalone relacje społeczne, rozpadające się rodziny” – no ten argument to totalna komedia. Te relacje społeczne i rozpadające się rodziny były w stanie rozkładu przed COVID i przyczyna leży zupełnie gdzie indziej. Jeśli małżeństwo się rozpada, bo się ich na jakiś czas zamknie ze sobą, to znaczy tylko tyle, że to było guzik a nie małżeństwo i ci ludzie potrafili ze sobą “być” gdy się nie widzieli większość czasu. A że takich właśnie bezsensownych małżeństw jest obecnie wiele, to jest fakt, lecz przyczyna nie leży w COVID – ludzie bardzo często łączą się z przyczyn ekonomicznych, bez uczucia, zrozumienia i nie potrafią ze sobą rozmawiać. Ja przypominam, że jeszcze 150 lat temu, gdy w Polsce były poważne zimy, to wiele wsi było odcinanych od świata na dobre 2-3 miesiące i jakoś relacje społeczne się nie rozwalały a rodziny się nie rozpadały tak, jak dzisiaj. Mamy masę Piotrusiów Panów ze strony mężczyzn i kobiet – to są duże dzieci z roszczeniową postawą i tu leży pies pogrzebany.

              “Wszystko w imię walki z czymś, co jest mniej śmiercionośne od zwykłej grypy.” – dane szczęśliwie przeczą bzdurom o większej śmiertelności na grypę niż na COVID, więc proszę się bawić w negacjonistyczne foliarstwo z kimś innym.

              1. To, że gospodarka i instytucja rodziny były w fatalnym stanie (z czym się akurat zgadzam) przed pseudopandemią, nie znaczy, że trzeba je dobijać. No nie wmówi mi Pan, że jak coś jest wadliwe i nie wiadomo jak to naprawić, to trzeba to zniszczyć do cna i zobaczyć, co się potem stanie. To jest taktyka spalonej ziemi.
                Co do tego, że covid jest mniej groźny od grypy, to już nawet WHO zaczyna się do tego przychylać, a nawet propiswska Fronda o tym trąbić
                https://www.fronda.pl/a/who-przyznalo-ze-covid-19-nie-jest-grozniejszy-od-grypy,151413.html
                a wyliczenia WHO i tak dają śmiertelność covidu większą, niż wyliczenia wielu lekarzy na całym świecie udzielających się w tej kwestii, których Pan zaliczyłby zapewne do owego “negacjonistycznego foliarstwa”.
                No ale dobra, i tak się nawzajem nie przekonamy, więc nie ma sensu dalej prowadzić tej dyskusji.

                1. “To, że gospodarka i instytucja rodziny były w fatalnym stanie (z czym się akurat zgadzam) przed pseudopandemią, nie znaczy, że trzeba je dobijać.” – tu nie ma żadnego dobijania. Równie dobrze może Pan stwierdzić, że zakaz handlu w niedzielę doprowadził do rozbicia części małżeństw, która jedyne, co potrafiła robić w niedzielę, to bezcelowo i bez rozmów krzątać się po galerii handlowej a po odebraniu im tej możliwości niedziele stały się dniami kłótni w domu/parku/u rodziny. No po prostu to jest nieprawdziwe podejście i nadużycie.

                  “No nie wmówi mi Pan, że jak coś jest wadliwe i nie wiadomo jak to naprawić, to trzeba to zniszczyć do cna i zobaczyć, co się potem stanie.” – ja nic takiego nie napisałem, więc naprawdę nie wiem skąd Pan to wyciągnął. A akurat wiadomo jak naprawić sytuację relacji rodzinnych, tylko mało kto słucha sensownej argumentacji w myśl “róbta co chceta”. Ja tylko napisałem, że zamknięcie tych “małżeństw” na chwilę pokazało, dlaczego są to małżeństwa w cudzysłowie.

                  Niestety podany link nie wyświetla mi żadnych treści, ale wystarczy bardzo szybka kwerenda w google, żeby zobaczyć, że to był fake news – żadne takie słowa nie padły ze strony WHO. Niemniej “wyliczenia WHO” to nic innego, jak klasyfikacja spływająca z poszczególnych miejsc badań oraz miejsc zgonów z przyczynami zgonów. Samo WHO tylko dostaje informacje i publikuje – jeśli istnieją dowody, że WHO podaje inne liczby, to proszę podać źródła.

                  “No ale dobra, i tak się nawzajem nie przekonamy” – jeśli nadal będzie Pan albo manipulował podawanymi treściami, albo moimi słowami, to z całą pewnością się nie dogadamy.

  1. Noszenie maseczek nie kojarzy mi się z tresurą społeczną. Podobnie jak obowiązek zapinania pasów podczas jazdy samochodem. W Polsce jesteśmy na początku epidemii (oficjalnie potwierdzonych zakażeń jest 120 tys., wg specjalistów czarna liczba jest 6 razy wyższa, czyli 720 tys.) a wirusa ma złapać 70% populacji, czyli 27 mln Polaków. Miał już lub ma wirusa 25% wszystkich potencjalnych zarażonych, a szpitale zaczynają się zatykać. Noszenie maseczek i izolacja społeczna ma spowolnić proces zarażania i rozłożyć go w czasie, aby dla prof. Wielomskiego też, ewentualnie, był dostępny respirator. Normalne zachowanie tego sklepikarza. Nasza wolność kończy się tam, gdzie narusza ona wolność innych osób.

    1. Problem tylko w tym, że nauka do 2020 zgodnie twierdziła, że maseczki spowalniają roznosicielstwo chorób bakteryjnych, ale w spowalnianiu roznosicielstwa wirusowych skuteczność mają śladową. Gdyby nie histeria medialna, nikt by nie traktował tej “straszliwej” choroby inaczej niż jako mocniejszą grypę. Samo zresztą stosowanie tych nieszczęsnych respiratorów też wielu chorym bardziej zaszkodziło niż pomogło, i to twierdzą uczeni od chorób płuc(których oczywiście nikt nie słucha, bo głoszą rzeczy niemedialne). Środkiem rzeczywiście skutecznym jest dystansowanie się ludzi, ale że jest to ciężkie do przeprowadzenia wymyślono substytut w postaci kawałka szmatki, żeby ludzie myśleli że jest jakieś przeciwdziałanie. A tymczasem nasze władze ukochane, marnując kilka miesięcy względnego spokoju, podczas którego same straszyły o “drugiej fali”, nic poza straszeniem nie zrobiły. Nie zorganizowano miejsc do leczenia chorych, nie zabezpieczono personelu, nie zgromadzono środków, bo po co i na co, lepiej pod wpływem medialnych doniesień o “rekordach” tłumić społeczny niepokój przez zamordyzm(a raczej namordyzm) i oderwane od rzeczywistości zarządzenia.

    2. Szpitale się zatykają, ale dlatego, że pakujemy do szpitala każdego chorego na covid-19, a zdecydowana większość z nich nie wymaga hospitalizacji. I to jest błąd powielany wszędzie na świecie. Z tym, że w Polsce najgorliwiej. Przy grypie, która jest równie śmiertelną chorobą (grypa, nie przeziębienie) nikt takich cyrków nie odstawiał.
      Już od dawna nie jest możliwe, żeby zatrzymać rozprzestrzenianie się wirusa, a władze ciągle się zachowują jak by było w Polsce 10 przypadków zakażeń.

  2. Obiektywnie społeczeństwo dzieli się na część odpowiedzialną (covidianie) i część wolną (antycovidianie). Psychologicznie, praktykowana postawa się utrwala wewnętrznie i staje się częścią tożsamości. Dla zachowania równowagi psychicznej jednostka broni swej tożsamości. Stąd pojawia się wrogość do osób z przeciwną postawą.
    A co z tego wynika? Większość społeczeństwa – chcąc albo nie chcąc – praktykuje covidianizm. Prawica konfederacyjna (i niekonfederacyjna) stając po antycovidiańskiej skazuje się na trwałą etykietę wroga ew. szura. Taka etykieta zablokowała Korwina na 20 lat. Czy antycovidianizm nie skończy się tak, że prawica nie będzie miała możliwości stania się partią “wszechpolską”, z szerokim oddziaływaniem na naród.

  3. Oczywiście można przyjąć zasadę stoicką, że jeśli się zarazimy to albo wyzdrowiejemy albo umrzemy. Możemy również przyjąć, że i tak się zarazimy, wiec po co się męczyć przestrzegając jakichś zasad. Być może niektórym taka postawa mentalna odpowiada. Zdanie się na los można uznać za swoistą odwagę albo za zwykłą głupotę. Odpowiadając na realność losu lub możliwość wpływania na jego tory w tym konkretnym przypadku wszystko zależy od pozytywizmu intelektualnego lub jego braku. Pytanie podstawowe czy chcemy poddać się losowi czy, choć w najmniejszym stopniu wpływać na jego tory.
    Jeśli chodzi o maseczki to widziałem film, który pokazuje fizyczne zasady rozprzestrzeniania kropli śliny w czasie mówienia. Bez żadnej bariery smuga śliny dociera na odległość do 2 metrów od źródła, przy materiałowej maseczce do około 1,5 m., przy maseczce chirurgicznej 0,5 m., a przy maseczce profesjonalnej do ok. 10 cm. Oczywiście jeśli w sklepie stanie za nami ktoś bez maseczki w odległości 0,5 m. co jest dość częste, maseczka nas nie uchroni. Natomiast noszenie maseczki, jak pokazuje powyższy film, uchroni innych. I na tym polega psychologicznie problem, czy jesteśmy zwykłymi egoistami, choć ze stoickim zapatrywaniem na własny los, czy jesteśmy altruistami, którzy być może nie przejmują się losem własnym, ale mają na uwadze los innych.
    Ta różnica jest dość charakterystyczna dla konserwatywnego, a szczególnie libertariańskiego stosunku do innych. Skrajne poczucie wolności i hierarchiczne postrzeganie społeczeństwa nie idą w parze z altruizmem, a raczej z egoizmem własnym.

  4. Zgodność niemal całej sceny politycznej kolejnym dowodem (dla wciąż nieprzekonanych) na zupełną fikcję tzw. praworządności. Hierarchia aktów prawnych jest niczym, jeśli jej brak nie wiąże się z utratą ciepłej posadki przez swojego człowieka. Sprzeciw wobec bezprawia nie istniałby, gdyby wprowadzono stan wyjątkowy lub zmieniono treść ustawy o zapobieganiu i zwalczaniu chorób zakaźnych z 2008 r.

  5. Dla p. Marcina Sułkowskiego mam kilka link’ow bedacych kontr-argumentacja do Pana opinii, z ktora zgadzam sie w czesci, ze czas pokaze jakie skutki covid-19 bedzie mial w przyszlosci (po latach) na zdrowie fizyczne i mentalne czlowieka, jezeli takowe badanie beda oczywiscie przeprowadzone (a jezeli to czy beda opublikowane w msm). Ale badania musza byc calkowicie obiektywne, niezalezne (tzn nie sponsorowane przez “vest interest” jak ‘Big Pharma’ itp) przede wszstkim z zachwaniem rygorysnycznych zazad naukowych (opozyt: naginanie fakrow dla zamowionych wynikow czyli “follow the money”). Dotyczy to moim skromnym zdaniem, rowniez 5G gdzie tez powinnismy zachowac jakas doze sceptycymu bo nie mamy dlugoterminowych badan na ten temat.
    Zalaczam wyrazy szacunku
    Wlad

    PS: Mam nadzieje, ze znajdzie Pan troche czasu na zapoznanie sie z ponizszymi artykulami wiec zycze przyjemnej lektury.

    https://www.globalresearch.ca/assaulting-science-name-science-compilation-commentary-online-essays-exploring-coronavirus-crisis-2020/5726020

    https://www.globalresearch.ca/medical-doctor-warns-bacterial-pneumonias-rise-mask-wearing/5725848
    https://www.globalresearch.ca/was-covid-19-test-meant-detect-virus/5724713

    https://www.globalresearch.ca/5g-danger-13-reasons-5g-wireless-technology-will-be-a-catastrophe-for-humanity/5680503

    https://www.globalresearch.ca/the-5g-war-technology-versus-humanity/5681181

    1. Kwestię noszenia maseczek uważam za nonsensowną – od lat są liczne badania na ten temat i sprawa jest na tyle dobrze ugruntowana jeszcze przed COVID, że jak najbardziej zgadzam się ze stwierdzeniem, że owo noszenie będzie szkodliwe a potencjalne zalety, jeśli w ogóle istnieją, to są znikome. Także zgadzam się z Panem w tej materii. Cieszę się również, że rozsądnie zauważa Pan zagrożenie potencjalnych powikłań, które wyjdą dopiero po latach – moim zdaniem dla osób, którym bliska jest cywilizacja łacińska, jest to fundamentalna kwestia decydująca o ostrożności jako moralnie uzasadnionej.

      Natomiast co do 5G – np. przejrzałem przedostatni link i niestety to są bzdury, które wynikają z dwóch podstawowych nieporozumień. Po pierwsze, błędnie zakłada się, jakoby częstotliwości wykorzystywane w technologii 5G to były jakieś nowe częstotliwości, a tak wcale nie jest – były one już wielokrotnie wykorzystywane w różnych sprzętach na dużą skalę. Tutaj nowinką w stosunku do poprzednich technologii jest m.in. szerokość pasma, aby więcej użytkowników mogło łączyć się z BTSem – takie rozwiązania stosowano już w przypadku 4G. Czy mają one jakiś wpływ na zdrowie? Pewnie wszystko jakiś ma – łącznie np. z samochodami, ale nie aż taki, żeby zrezygnować z tych technologii i cofać się do epoki kamienia łupanego. Po drugie, wysokie częstotliwości dla IOT będą stosowane w wybranych i opłacalnych miejscach – jeśli ktoś myśli, że nadajniki naprawdę będą rozwieszane co 100 metrów w miastach, żeby ktoś sobie lodówkę szybciej obsłużył, to chyba jest niespełna rozumu. Takie nadajniki będą montowane w wysoko rozwiniętych halach produkcyjnych, aby można było zrobotyzować produkcję oraz np. na niektórych oddziałach szpitalnych, aby można było przeprowadzać operację zdalnie z opóźnieniem max. 1 ms. To są horrendalnie drogie rozwiązania i żadnemu operatorowi nigdy nie opłaci się uzbrajać jednego miasta w tysiące nadajników na najwyższych częstotliwościach dla zwykłych Kowalskich, którzy w życiu nie wykorzystają potencjału tego rozwiązania (tak jak nie wykorzystują np. symetrycznych 500mbit na światłowodzie). Dla Kowalskich dostępne będą te częstotliwości, które mniej więcej ma obecnie 4G, czyli np. na wsi obecnie korzysta się głównie z 800mhz i 1800 jeśli jest zmodernizowany nadajnik, a w 5G będzie to 700mhz, czyli taka częstotliwość, na jakiej działają obecnie multiplexy, a jakoś nikt nie robi z tego powodu larum. Generalnie mamy to szczęście, że w Polsce (w dużej mierze w Łodzi), są nie tylko badania na Politechnice Łódzkiej, które pokazują specyfikę działania tej technologii, ale mamy też ogromne oddziały Ericssona, gdzie nasi programiści oprogramowują nadajniki od lat i znają technologię od podszewki. Od żadnego, którego znam, a znam ich kilku i to bardzo dobrze od kilkunastu lat, nie usłyszałem potwierdzenia foliarskiej paniki. Wydaje mi się, że to też o czymś świadczy.

      1. Sułkowski, który “obiecał sobie maksymalnie ograniczyć wdawanie się w dyskusję na temat COVID w komentarzach”, itd. znowu nagryzmolił masę wypisów – ale co ciekawe, osobnik ów, lubujący się w podawaniu liczb i statystyk wszelakich (aczkolwiek nie zawsze umiejący je poprawnie odczytać, jak choćby swego czasu w przypadku mapy zarażeń kowidem w słodkiej Francji…) tym razem kompletnie przemilczał ten element. Może dlatego, że podstawowa statystyka, czyli ta umieralności, w pierwszym półroczu okazała się najniższa od kilku lat?… Rzecz jasna zdolny nasz pismak znalazł sobie nowe słowa fetysze w rodzaju “powikłania” po kowidzie (mogą one wystąpić po każdej chorobie) tudzież “ostrożność”. I można by od biedy ścierpieć kolejnego przyjemniaczka, co to chce żyć łatwo i przyjemnie, gdyby nie wyciągał on jako “argumentu” do swej narracji “cywilizacji łacińskiej”. Otóż “ostrożność”, ergo bezpieczeństwo za wszelką cenę, to słowo klucz dzisiejszej zdychającej Zachodniej (czy tylko?) Europy. Proszę zatem nie wycierać sobie gęby cywilizacją łacińską, która nie ma z tym nic nic wspólnego!
        Na koniec: tak, to rzesze takich Marcinów Sułkowskich (krzyczących o “straszliwej pandemii” paranoików) winne są zaistniałej sytuacji, tj.: pogwałceniu praw jednostki, praw do praktyk religijnych, prawa do stanowiącej o bycie milionów rodzin działalności gospodarczej, zwiększeniu zakresu władzy tzw. rządu, zaniechaniu leczenia wielu poważniejszych dolegliwości, aniżeli ów nieszczęsny koronawirus, itp. Są to o wiele gorsze następstwa kowidowej psychozy, których skutki odczuwali będziemy przez lata niż jakieś rzekome pokowidowe “powikłania”.

        1. Zacznijmy od tego, że ponownie atakuje Pan ad personam i manipuluje, co dyskredytuje Pana wypowiedzi. Aby nie być gołosłownym:

          “osobnik ów, lubujący się w podawaniu liczb i statystyk wszelakich” – komentuję tutaj od lat i zawsze podkreślam, że staram się wyciągać wnioski z przyczyn, czy zasad a nie ze skutków i ich obróbki, a tym właśnie są statystyki, więc pierwsze kłamstwo.

          “aczkolwiek nie zawsze umiejący je poprawnie odczytać, jak choćby swego czasu w przypadku mapy zarażeń kowidem w słodkiej Francji” – drugie kłamstwo – przytoczona sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Przez pomyłkę ominąłem jedną linię tabelki, do czego od razu się przyznałem i przeprosiłem, a co nota bene nie miało żadnego wpływu na stawianą podówczas przeze mnie tezę, co oczywiście kompletnie Pan przemilczał zarówno wtedy jak i teraz. W przeciwieństwie do Pana ja jestem uczciwy w dyskusji.

          “Rzecz jasna zdolny nasz pismak znalazł sobie nowe słowa fetysze w rodzaju “powikłania” po kowidzie (mogą one wystąpić po każdej chorobie) tudzież “ostrożność”.” – trzecie kłamstwo. Już w naszej rozmowie z początków sytuacji COVIDowej pisałem o powikłaniach i ostrożności, która jest jedynym racjonalnym postępowaniem, gdy mamy do czynienia z nową chorobą. Bo chyba tego, że COVID to choroba, nie będzie Pan negował?

          “kolejnego przyjemniaczka, co to chce żyć łatwo i przyjemnie” – wnioski wyssane z palca. Co więcej – skoro zalecam ostrożność, a Pan ignorowanie problemu, to akurat z naszej dwójki to Pan chce sobie “żyć łatwo i przyjemnie” oddając się bezmyślnej beztrosce.

          ““argumentu” do swej narracji “cywilizacji łacińskiej”. Otóż “ostrożność”, ergo bezpieczeństwo za wszelką cenę, to słowo klucz dzisiejszej zdychającej Zachodniej (czy tylko?) Europy.” – nigdzie nie napisałem, że ostrożność to bezpieczeństwo za wszelką cenę. Gdyby nie był Pan bezmyślnym manipulatorem i targnął się na czytanie ze zrozumieniem, to zauważyłby Pan, że krytykuję liczne rozwiązania rządu. Generalnie to właśnie Pana “róbta co chceta” i mylenie wolności ze swawolą jest przyczyną zdychania Europy Zachodniej, także po raz kolejny strzela Pan sobie w kolano.

          “tak, to rzesze takich Marcinów Sułkowskich (krzyczących o “straszliwej pandemii” paranoików) winne są zaistniałej sytuacji” – oczywiście. Krytykując właśnie wiele z rozwiązań rządu ja jestem paranoikiem. Z drugiej zaś strony jest Gierwazy, oczywiście nie paranoik, który krzyczy o “straszliwym spisku” i bardzo rzetelny rozmówca, który ignoruje, że ten straszny Sułkowski wprost napisał, że ostrożność nie oznacza paraliżu służby zdrowia i ów paraliż to efekt nie ostrożności, tylko głupoty rządu. No, ale trzeba umieć czytać ze zrozumieniem, żeby potrafić dojść do poprawnych wniosków.

          “rzekome pokowidowe “powikłania”” – jasne, rzekome. Świat nauki swoje, Gierwazy swoje. Niczym inteligenci w UK, którzy podpalają nadajniki 5G, bo oni też wiedzą swoje 😉

          Łopatologicznie i po raz ostatni, może coś Pan zrozumie – nie chodzi o popieranie idiotycznych zaleceń rządu z noszeniem maseczek, zamykaniem lasów itp. Wiadomym jest, że to są rozwiązania durne. Chodzi o ostrożność – diagnozowanie i izolowanie chorych, aby nie narażać reszty, bo nie wiadomo z czym mamy do czynienia. Bez paraliżowania innych oddziałów szpitalnych i całej służby zdrowia – tak jak np. jest to w Niemczech, gdzie onkologia nie przestała funkcjonować, bo pojawił się COVID. Jeśli nie ma Pan IQ niebezpiecznie zbliżonego do temperatury ciała, to powinien Pan zauważyć, że w takim razie istnieje sensowna ostrożność i nie ma ona niczego wspólnego z Pana bredzeniem o paranoi, panice itp. Można jednocześnie dbać o to, aby nie było zaniechań w leczeniu innych chorób oraz chronić społeczeństwo przed covid, który może przynieść fatalne powikłania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *