Miksa: Tadeusz Gajcy – brylant rzucony na szaniec

Żyjemy w czasach, w których próbuje się cały czyn niepodległościowy czasu II wojny światowej ograniczyć niemal wyłączne do poczynań „Żołnierzy Wyklętych”. Strategia ta ma dla mnie podwójnie krzywdzącą interpretację. Po pierwsze, dotyka mnie jako Polaka świadomego faktu, że przed „Wyklętymi” byli inni, którzy przez kilka lat zarówno w kraju jak i poza jego granicami na wszystkich frontach II wojny toczyli zmagania z wrogiem.

Po drugie, dotyka mnie jako osobę identyfikującą się z ideą polskiego ruchu narodowego, której próbuje się wmówić, iż cały czyn niepodległościowy ruchu narodowego tego okresu to zmagania Brygady Świętokrzyskiej i innych podobnych oddziałów Narodowych Sił Zbrojnych.

Monumentalna biografia przybliżająca osobę Tadeusza Gajcego (1922-1944), autorstwa znanego wrocławskiego krytyka literackiego Stanisława Beresia, wydana w ubiegłym roku, jest doskonałym antidotum na obydwie wykazane wyżej bolączki. Ukazuje nam ze szczególną starannością życie i twórczość wybitnego polskiego poety na tle losów Polaków w okupowanej Warszawie. Bereś już praktycznie na wstępie podkreśla, iż choć w obiegowej opinii za najwybitniejszego poetę czasu wojny uchodził przez całe dekady Krzysztof Kamil Baczyński, za sprawą swojej przynależności do nurtu socjalistycznego, to według niego właśnie Gajcy zasługuje na miano najwybitniejszego poety pokolenia Kolumbów.

I właśnie ta teza staje się punktem wyjścia do przybliżenia czytelnikom sylwetki ostatniego redaktora pisma Sztuka i Naród (SiN). Swoją opinię popiera autor opiniami takich artystów jak Leopold Staff, Jarosław Iwaszkiewicz czy Zbigniew Herbert. Ten ostatni przez całe swoje życie zaciekle bronił Gajcego przed atakami chociażby ze strony Czesława Miłosza a tuż przed swoją śmiercią określił go mianem „wnuka Norwida”. W dniu 2 kwietnia minęła 75. rocznica wydania pierwszego numeru SiNu, pisma, które było programowym pismem Konfederacji Narodu i w zgodnej opinii praktycznie wszystkich znawców tematu najistotniejszym zjawiskiem kulturowym na podziemnej mapie działalności konspiracyjnej ówczesnej Polski. Już we wstępie również Bereś podkreśla ogromne zasługi środowiska PAXu w zabieganiu o pamięci i popularyzację dorobku nie tylko samego Gajcego, ale całego środowiska SiNu.

Pracę Beresia uznaję za na tle innych publikacji poświęconych temu środowisku jako dość bezstronną. Mówię to w odniesieniu chociażby do wydanej 10 lat wcześniej biografii innego z redaktorów SiNu autorstwa feministki Elżbiety Janickiej pt. „Sztuka czy Naród? Monografia pisarska Andrzeja Trzebińskiego”. Biografia Janickiej jest stekiem kłamstw i manipulacji, której celem jest dezawuowanie, zarówno samego Trzebińskiego jak i ruchu narodowego jako takiego. Dla czytelników nie kojarzących osoby napiszę tylko, iż Janicka to ta sama osoba, która kilka lat temu postanowiła przypisać skłonności homoseksualne „Zośce” i „Rudemu” bohaterom „Kamieni na szaniec”.

U Janickiej podtekst homoseksualny jest jakąś formą fobii, bo w publikacji poświęconej Trzebińskiemu również jemu próbuje przypisać takie skłonności, dodatkowo nawiązując przy tym do propagowanej rzekomo przez niemieckich ideologów nazizmu „męskiej miłości”, która jest miała być najwyższą formą relacji męsko-męskich. W wypadku Trzebińskiego jest to o tyle niedorzeczne, że z jego pamiętników wyraźnie wynika, iż kobiety były jego słabością. Bereś na tym tle wypada bardzo dobrze.

okl gajcy.jpg

Po pierwsze, w przeciwieństwie do Janickiej nie opiera się w swoich osądach, tylko na poglądach znanego masona Jana Józefa Lipskiego zaciekłego wroga ruchu narodowego, ale cytuje również chociażby współczesnego publicystę związanego z „Myślą Polską” Macieja Motasa. Bogactwo odniesień do osoby głównego bohatera biografii i jego twórczości wśród współczesnych mu artystów i pisarzy czy niezwykle rzadko publikowany materiał ikonograficzny poświęcony Gajcemu a niedostępny w internecie, wystawiają tej publikacji wysoką notę.

Oczywiście autor, żeby nie być posądzonym o zbytnią sympatię wobec środowiska Konfederacji Narodu, stara się znaleźć jakiegoś przysłowiowego haka. W wypadku Gajcego hakiem tym ma być pomijanie w jego twórczości martyrologii Żydów z warszawskiego getta. Nieważne, że na jednej ze stron książki autor sam wspomina takie dni w Warszawie, w trakcie których rozstrzeliwano po 600 Polaków dziennie, istotne jest to, że się szczególnie nie pochylił nad losem społeczności żydowskiej. Osią rozważań w tym obszarze jest to czy z okna mieszkania, w którym mieszkał Gajcy było widać to co się dzieje w getcie. Ostatecznie, na szczęście dla Gajcego, okazuje się, że nie mógł on widzieć tego co się dzieje w getcie z pokoju, w którym mieszkał.

Istotnym i ważnym spostrzeżeniem Beresia jest również to dotyczące okoliczności oraz intencji jakie przeświecały członkom SiNu. Wspomniana wyżej Janicka w wypadku Trzebińskiego siliła się na teorię, wedle których przystąpienie do struktur Trzebińskiego to efekt jego niedojrzałości albo potrzeby zaistnienia w szerszym środowisku. Bereś natomiast stawia sprawę jasno, według niego w wypadku Bronisława Kopiczyńskiego, Włodzimierza Bojarskiego, Andrzeja Trzebińskiego były to w pełni świadome wybory tej a nie innej drogi ideowej. I to właśnie Gajcy z pośród nich był zdecydowanie bardziej poetą niż teoretykiem ruchu narodowego.

Publikacja zawiera wiele ciekawostek dotyczących życia Gajcego i jego kolegów, których na próżno szukać w innych publikacjach lub są one mocno rozrzucone tu zaś mamy jedno skomasowane źródło wiedzy. Jedną z takich ciekawostek są okoliczności śmierci Gajcego i jego serdecznego przyjaciela Zdzisława Stroińskiego, również publicysty SiNu. Okazuje się że zginęli oni na skutek wysadzenia przez Niemców budynku, którego oni bronili, co samo w sobie nie jest oczywiście niczym wyjątkowym podczas powstania. Wyjątkowa była natomiast metoda zastosowana przez Niemców, którzy zastosowali najprawdopodobniej po raz pierwszy i być może jeden z niewielu, atak z wykorzystaniem pyłu węglowego określanego mianem Tajfun. Broń tę wcześniej testowano przy zwalczania lotnictwa, ale dopiero przy wysadzaniu budynków pokazała swoje prawdziwe niszczycielskie żniwo, obracając w perzynę całą kamienicę i grzebiąc obu poetów SiNu.

Bereś jak na krytyka literackiego i poetę przystało dokonuje doskonałych analiz twórczości Gajcego od strony literackiej, kiepsko natomiast czuje się w partiach opisowych swojej pracy, w których przychodzi mu zmierzyć się ze środowiskiem politycznym, którym otaczał się ostatni redaktor SiNu. Trudno zrozumieć dlaczego autor opisując środowisko ONRu czy Konfederacji Narodu korzysta z tendencyjnych i wiekowych monografii poświęconych Obozowi Narodowo -Radykalnemu Szymona Rudnickiego czy wspomnianego już wyżej J.J. Lipskiego. Widać wyraźnie, że autor kompletnie nie czuje tego tematu i nie jest wstanie oddzielić w pracach Sz. Rudnickiego i J.J Lipskiego przysłowiowego ziarna od plew. Sytuację ratuje odniesienie się do publikacji wspomnianego również M. Motasa czy Dawida Zadury.

Dobrze prezentują się natomiast te partie biografii, w których ideologia miesza się ze sztuką. Mam tu przede wszystkim na myśli uwypuklone linie konfrontacji i anatagonizmów artystów SiNu z artystami innych środowisk artystycznych. Pozwolę sobie zacytować obszerniejszy fragment pracy poświęcony największej chyba linii konfrontacji – SiN kontra Czesław Miłosz. O przyczynach tego konfliktu Bereś pisze między innymi tak: „Miłosz postrzegał ich jako samobójczych kontynuatorów romantycznej idei posłannictwa narodowego oraz ślepe narzędzie nacjonalistycznej ideologii, utopionych literacko w katastrofizmie, a zatem w poetyce bez przyszłości; oni zaś widzieli go jako chroniącego swoją skórę bezideowca, bredzącego coś o humanizmie i demokracji w dobie codziennych rzezi Polaków, udającego bezstronnego obserwatora filozofa dziejów, za którego (i jemu podobnych) przyjdzie im zginąć, bo przecież jałowe dywagacje nad literackimi korzeniami faszyzmu nie są – ich zdaniem – żadnym narzędziem przed okupantami”.

Ta monumentalna biografia, w której znalazło się miejsce i na analizę krótkiego życia artysty, jak i na analizę jego twórczości, jest na pewno w ogólnym bilansie hołdem dla wielkości artysty i wartości, które były mu bliskie. Zgromadzony w publikacji szczegółowy materiał każdemu kto choć trochę zajmował się podobnymi badaniami daje wyobrażenie o ilości czasu, który poświecił autor na to aby publikacja w tym kształcie mogła ujrzeć światło dzienne. Nie znam szczegółowo dorobku naukowego S. Beresia, ale przypuszczam, że praca poświęcona Gajcemu jest najwartościowszą w jego dotychczasowym dorobku.

Praca ta, jak wspomniałem, już na wstępie ma również istotne znaczenie na rzecz pokazywania, zwłaszcza młodemu pokoleniu, że poza niemal już mitycznymi „Wyklętymi” wcześniej byli inni młodzi ludzie, którzy przekonywali swoich rówieśników do tego, iż siłą narodu świadczącą o jego żywotności i potędze jest również świadoma swojej roli kultura narodowa, która może mieć większą moc sprawczą niż karabin. Choć kiedy było trzeba, to potrafili uzbrojeni tylko w pistolet (Stroiński) czy granat (Gajcy) stanąć na barykadzie, aby w pierwszej linii walczyć z elitarnymi oddziałami SS. Teraz pozostaje nam czekać na monografię Sztuki i Narodu napisaną przez kogoś kto nie będzie masonem czy feministką.

Arkadiusz Miksa
S. Bereś, „Gajcy. W pierścieniu śmierci”, Wołowiec 2016, ss. 712.
Myśl Polska, nr 25-26 (18-25.06.2017)

[Głosów:3    Średnia:3.7/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *