Modlitwa za Kutza

Nie czytałem głośnego kilka tygodni temu wywiadu Kazimierza Kutza dla onetu. Poznałem go tylko z omówień. Nie zrobił na mnie – delikatnie mówiąc – dobrego wrażenia. No więc nie chciałem się weń zagłębiać. Dlaczego? Ano z czysto prozaicznych, ludzkich, można by powiedzieć – prywatnych powodów.

Kazimierz Kutz jest moim senackim sąsiadem. Ja siedzę przy jednym przejściu, on przy drugim. Pomiędzy nami senatorowie: Pociej i Pinior. Nasze „sąsiedzkie” relacje są miłe i sympatyczne. To właśnie mój sąsiad, wybitny reżyser stwierdził nie tak dawno z humorem, że w tym naszym kąciku to siedzą sami ekstremiści. Rzeczywiście. Trudno w Senacie obecnej kadencji znaleźć osoby odleglejsze od siebie ideowo. A mimo to relacje mamy świetne. Ostatnio nawet składałem senatorowi – seniorowi życzenia z okazji jego 83 urodzin.

Wreszcie jednak sięgnąłem po ten wywiad. I przeczytałem obie jego części. Dostępne tutaj  i tutaj: . I najzwyczajniej w świecie oniemiałem. Oniemiałem tak samo, jak po przeczytaniu rozmowy jaką w 2008 roku przeprowadziła ze – stojącym już wtedy nad grobem – profesorem Zbigniewem Religą – Gazeta Wyborcza. Wybitny i zawsze dla mnie sympatyczny kardiochirurg mówił tam, że im dłużej walczy z szarpiącym go nowotworem, tym silniej jest przekonany, że po prostu po drugiej stronie nic nie ma. Że jego życie po prostu skończy się jak odłączony od sieci komputer. Wywiad ten ukazał się przed samą uroczystością Wszystkich Świętych. I już samo to było dla mnie wystarczająco wstrząsające.

Z senatorem Kutzem jest inaczej. Bo on nie mówi – jak Religa – spokojnie. Nie wykłada cierpliwie swoich racji. On atakuje z pasją. Szczególnie zaś księży, Kościół i samą istotę Jego nauczania. Nauczania o zasadach prawa naturalnego, o tym czym jest człowiek, o świętości jego życia, i wreszcie o jego ostatecznym powołaniu – wieczności. Wieczności na progu której – nie czarujmy się – Kazimierz Kutz przecież stoi.

I zastanawiałem się skąd w tym moim – sympatycznym przecież w codziennych kontaktach sąsiedzie – tyle niezdrowej pasji? Co musieli mu zrobić ci nieliczni przedstawiciele Kościoła, że jako Ślązak tak atakuje tę – najświętszą dla niemal wszystkich Ślązaków – instytucję? Co musiał mu zrobić kiedyś ten jeden czy drugi katolik, że z taką pasją przekreśla rzesze należących do tego Kościoła świętych świeckich i duchownych, których przecież przez całe swoje długie życie musiał spotkać? Bo w jego wypowiedziach – inaczej niż u Palikota – nie ma cynizmu. Politycznej kalkulacji. Jest czysta pasja. Jakaś rozedrgana, niezdrowa satysfakcja z poszargania kolejnego tabu. Bardzo smutne – pomyślałem.

Ale potem przyszła mi do głowy myśl inna. Że tym wywiadem Opatrzność postanowiła sobie z Kazimierza Kutza zadrwić. Jak? No bo, gdyby go nie udzielił, to dalej uznawano by go tylko za ekstrawaganckiego, wybitnego reżysera. Nie za osobę, która po prostu ma jakiś wielki problem duchowy. A tak już o tym wiemy. I każdy z wierzących czytelników tego wywiadu może nań jakoś starać się odpowiedzieć. Ja pomyślałem, że pomodlę się po prostu za Kazimierza Kutza. I to będzie ów Opatrznościowy paradoks tego wywiadu. Zmówię za niego zwyczajnie dziesiątkę różańca. Ma ją pan ode mnie Panie Kazimierzu! Wszystkiego dobrego!

Jan Filip Libicki

www.facebook.com/flibicki

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Modlitwa za Kutza”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.