Motas: Lance do boju, rewolwer w dłoń, sędziego – bolszewika goń, goń, goń!

I-sza brygada komendanta Adama Słomki wyruszyła w bój i kontynuuje swoją antysędziowską krucjatę. Po kabaretowych występach na stole i rzucaniu tortem przyszedł czas na rękoczyny. Oto podczas posiedzenia Sądu Najwyższego, który rozpatrywał pytanie prawne dotyczące możliwości ułaskawienia Mariusza Kamińskiego przez obecną głowę państwa, rozjuszeni podkomendni dawnego lidera KPN zaczęli w niewybredny sposób wyrażać swoje niezadowolenie. Podczas szarpaniny z obecną na sali policją któryś z nich próbował rozbroić jednego z funkcjonariuszy. Warto nadmienić, iż „obozowisko/koczowisko” wspomnianej grupy szpeci warszawski Plac Krasińskich, tuż obok siedziby SN, już od ładnych paru miesięcy.

Kiedy doczekamy się reakcji państwa na podobne wybryki, których eskalacja przybiera niemal każdego dnia na sile? Kto położy w końcu kres zachowaniom, które uwłaczają nie tylko powadze sądów, ale i całego państwa? Pytania te pozostaną, zdaje się, jeszcze długo bez odpowiedzi, szczególnie wobec poczynań obecnych władz, które za jeden ze swoich priorytetów uznały przekreślenie zasady niezawisłości sądownictwa w Polsce. Co więcej, od dłuższego już czasu przedstawiciele rządzącej partii w swoich wypowiedziach zdają się wręcz zachęcać sympatyków do podobnych działań. I tak oto państwowotwórczy rzekomo PiS, gdy ma w tym swój cel, zamienia się w siłę czysto anarchiczną. Działania zmierzające do politycznego podporządkowania sądownictwa mają bowiem nie tylko komunistyczny, ale i sanacyjny rodowód, gdy ówczesne władze właśnie pod hasłem „sanacji” (dziś jej synonimem jest „dobra zmiana”) jedną decyzją ministra zmieniały strukturę sądów powszechnych, dokonując przy tym personalnych czystek wśród sędziów, nie mniejszych od tych, jakie miały miejsce po roku 1945.

Jakie hasła niesie na swoich sztandarach dzisiejsza „dobra zmiana” w sądownictwie? Lustrację, dekomunizację i powolność sądów wszystkich instancji wobec poczynań rządzących. Dwa pierwsze argumenty zdają się nie mieć żadnego uzasadnia w realiach, ze względu na fakt, iż lwia część orzekających obecnie sędziów urodziła się w latach 60. i 70. ub. wieku i była najzwyczajniej za młoda na jakąkolwiek „kolaborację” z komuną, no chyba że w szkole, np. w ramach prowadzonej izby pamięci poświęconej któremuś z żołnierzy GL czy AL. Dla PiS-u nie jest to jednak żaden argument, wszak każdy z nich miał jakiegoś tatusia czy dziadziusia, na których w przepastnych archiwach IPN-u można zapewne to lub owo znaleźć. I nie chodzi tu nawet o owego słynnego „dziadka z Wehrmachtu”. Wszak dziś lepiej mieć dziadka z Wehrmachtu (względnie UPA), niż np. z LWP czy MO (nie mówiąc już o PZPR czy SB). Wszak koniec końców dziadek tej pierwszej kategorii walczył, w odróżnieniu od tego drugiego (chyba, że był szpiegiem któregoś z zachodnich wywiadów), z bolszewicką nawałą…

 

Maciej Motas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *