Musimy bronić Józefa Becka

W tym roku podniecenie wzrosło po ukazaniu się książki Piotra Zychowicza pt. „Pakt Ribbentrop-Beck”, w której te teorie zostały ujęte w jednym dużym opracowaniu. Nie będę omawiał treści tej książki, bo w tym numerze „Myśli Polskiej” czytelnicy znajdą dwa teksty na ten temat. Mnie interesuje coś innego – podglebie, na którym takiej teorie wyrastają.

W swoim tekście zamieszczonym na łamach naszego tygodnika historyk Bohdan Piętka, uznaje książkę Zychowicza za „gwałt na polskiej historii”. Ktoś zapytał mnie – a dlaczego? Przecież to tylko rozważania czysto teoretyczne, do czego autor miał prawo. Owszem miał, ale nie zwalnia to nas od oceny, co z tego wyszło. Mówimy bowiem o historii, która się działa, o historii, która przyniosła miliony ofiar, w tym 2,5 mln polskich. To po pierwsze. Po drugie zaś, książka Zychowicza wpisuje się w pewien trend, który Roman Dmowski ocenił jako „chorobę na Moskala”, objawiającą się w następującej postawie: „bardziej nienawidzili Rosję niż kochali Polskę”. Dmowski pisał, że tacy ludzie dla nieprzepartej chęci zniszczenia Rosji gotowi są poświęcić byt Polski, chcąc tego, nie zważają na to, że pod gruzami walącej się Rosji zawalić się może Polska. Do tej samobójczej tendencji, wyrastającej z XIX-wiecznego mesjanizmu i romantyzmu, doszła w II połowie XX wieku jeszcze jedna – chorobliwy antykomunizm. Ma on w Polsce swojego guru – jest nim Józef Mackiewicz, który zwykł mawiać: „Kiedy pytają mnie co mam wpisane w paszporcie w rubryce narodowość – odpowiadam: „antykomunista”. Ten swoisty kosmopolityczny antykomunizm miał jeszcze jedną niebezpieczną cechę – Polska była w nim tylko narzędziem realizacji tej idee fixe. Ten sam Mackiewicz miał kiedyś powiedzieć komentując wątpliwości kogoś, kto uznał jego plany za niebezpieczne dla Polski i Polaków: „A co mnie obchodzi, że zginie tysiąc czy więcej Polaków, ważne że wytłucze się bolszewików”.

Jest jednak pewna różnica między współczesnymi wyznawcami Mackiewicza a nim samym. Otóż Józef Mackiewicz był ideowym rusofilem, uwielbiał starą, carską Rosję, potępił Józefa Piłsudskiego za to, że nie udzielił pomocy Denikinowi walczącemu z bolszewikami. Tymczasem jego współcześni wyznawcy są rusofobami integralnymi, a nie tylko antykomunistami jak Mackiewicz. Oni walczą z obecną Rosją, wmawiając wszystkim wokoło, że rządy Putina niczym nie różnią się od rządów Stalina. Ten absurd jest uznawany przez wielu ludzi, zwłaszcza młodych, za coś nieomal oczywistego. Żyjąc w matrixie ludzie ci prowadzą z tą nie istniejącą realnie Rosją (Sowiecką) nieprzerwana wojnę, przenosząc ją także na pole świadomości historycznej.

I jeszcze krótko o istocie sporu o rok 1939. Od pewnego czasu dostrzegam pogłębiającą się tendencję do zmiany w rozłożeniu akcentów w ocenach historycznych. 1 września jest coraz bardziej maginalizowany, „odbębnia” się go, są jakieś uroczystości, ale bez jakiejś ikry i zaangażowania. Za to 17 września to wydarzenie centralne – to jest dopiero prawdziwy początek wojny. Kilka lat temu spikerka programu TVN 24 powiedziała dosłownie tak: „W dniu 17 września 1939 roku rozpoczęła się sowiecka agresja na Polskę. Dwa tygodnie wcześniej wojska niemieckie przekroczyły granice zachodnie Polski”. Przekroczyły, pewnie po to, żeby nas obronić przed Sowietami. Jak wychowuje się młode pokolenie? Na kłamstwach i przeinaczeniach.

Narodowa Demokracja nigdy nie popierała polityki Józefa Becka, którego w latach 30. oskarżała od germanofilstwo. I oto teraz, na początku XXI wieku, przyjdzie bronić tegoż Becka. No bo jeśli zarzuca się mu, że nie przyjął propozycji Hitlera, że nie ugiął się przed dyktatem, to cóż mamy robić? Beck przekreślił kierunek swojej polityki odrzucając propozycje Hitlera i wybierając sojusz z Francją i Anglią. Owszem, te sojusze w 1939 roku „nie wypaliły”, ale „ustawiły” sprawę polską w szerszym, europejskim wymiarze. Gdyby nasz los zostawiono wyłącznie w rękach Hitlera i Stalina, to Polski w ogóle by nie było. A tak, już dwa lata potem Polska była w szerokiej koalicji, z udziałem całego Zachodu i Rosji. Już nie było mowy o wymazywaniu Polski z mapy świata, nawet Stalin musiał brać to pod uwagę. Paradoks historii polega też na tym, że to Beck być może uratował nas przed perspektywą XVII Republiki, ku wściekłości teraźniejszych „antykomunistów”.

Jan Engelgard

Myśl Polska

Nr 37-38 (9-16.09.2012)

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Musimy bronić Józefa Becka”

  1. Bardzo ciekawi mnie skąd te przemyślenia. Jak dotąd widzę ze środowisk niepodległościowych nieprzejednaną niechęć i do III Rzeszy i do ZSRS. Z równą pompą obchodzone i 1 i 17 września. Obydwie rocznice z mocnym negatywnym ładunkiem emocjonalnym. Wygląda na to, że Becka w ogóle nie trzeba bronić.

  2. Jak już pisałem gdzie indziej: polityki Becka obronić się nie da, nie da się też stawiać tezy, że „umiędzynarodowił wojnę polską” – bo to przecież owa zagranica nas w tę wojnę wepchnęła. Mówiąc więc prościej – nie zrobił nic, poza ulegnięciem prowokacji.

  3. Zgadzam się z panem Rękasem – polityka Beck’a jest nie do obrony [suflowany przez Brytyjczyków i Francuzów zagrał va banque i przegrał]. Straty ludnościowe i infrastrukturalne były największe w 1000-letniej historii Polski, a to wszystko po to żeby dać czas Anglii i sowietom na przygotowanie do wojny. Strach pomyśleć, że to wszystko o Gdańsk, w większość i tak zasiedlony przez Niemców oraz „korytarz Pruski”, który był projektem Polskim z lat 30-stych (sic!). Dostęp do Bałtyku mieliśmy via Szczecin i Hitler tego nie kwestionował. I wcale nie twierdze, że Polska byłaby „na równi” z Niemcami w „wielkim imperium germańskim”, bo nie negocjuje z pistoletem przyłożonym do skroni, ale z tego co mi wiadomo Hitler nie był zainteresowany Ukrainą oraz innymi terytoriami wschodnimi [to że zyskalibyśmy wschodnie rubieże jest raczej oczywiste]. Jeżeli chodzi o żydów, to gdyby wszystko poszło Hitlerowi „jak po maśle” [szybka wygrana z sowietami] to prawdopodobnie skończyło by się wyłącznie na wysiedleniach.

  4. @Inquisitor Laurencius – a stąd, że trzeba zająć automatycznie stanowisko odwrotne do złowgrogiej Sekty Smoleńskiej, rozumianej tak, jak ją rozumie Autor.

  5. Polityki Becka obronić sie nie da – poniósł on a przez niego Polska całkowitą klęskę. W 1939 roku nie szło o to aby wybrać opcję antykomunistyczną idąc razem z Hitlerem przeciwko Sowietom ale aby ratować naszą państwowosć. Oczywistym było iż państwo które stanie pierwsze przeciwko III Rzeszy zostanie rozjechane więc należało grać na zwłokę tak długo jak to jest możliwe, nawet jesli oznaczać by to miało utratę częsci naszej suwerennosci ( pakt z Hitlerem oznaczałby to ). I gdy tylko sytuacja Hitlera pogorszyłaby sie na tyle iż możliwym by było zerwanie tego sojuszu to wtedy należałoby to zrobić . Natomiast polityka Becka „pomogła” Sowietom i Niemcom na porozumienie sie i kolejny rozbiór Polski.

  6. Tutaj mamy zasadniczy przykład różnicy między narodowcem (np. Engelgard) a konserwatystą (np. Mackiewiczem). Konserwatysta nie zawahałby się poświęcić dobra własnego narodu dla zniszczenia największego zagrożenia dla cywilizacji łacińskiej (w czasach Mackiewicza był top niewątpliwe komunizm). Dla narodowca liczy się tylko własny naród.

  7. Jedyny blad jaki popelnila Polska w 1939 roku to to, ze po rozpoczeciu niemieckiej agresji, tak gdzies w pierwszym tygodniu nie poprosila o negocjacje w sprawie bezwarunkowej kapitulacji. To by dalo zabojadom ( pardonez moi! monsieur Ratnik— ale za 39 sie takie pogrdliwe okreslenie nalezy!!!) troche do myslenia, a moze by i wystawili zady poza Linie Maginota. Niestety nie czytalem „Mein Kampf” ale podobno jest tam pomysl Hitlera, ze Polska jako wasal miala wystawic 4.5 mln zolnierzy do walki z sowietami. A po zwycieskiej wojnie untermenschen mieli byc wysiedleni na wschod zeby przygotowac gospodarczo nowy niemieci lebensraum zanim prawdziwi aryjczycy zasiedla zaodrze i na tyle odbuduja kapital ludzki, zeby kontynuowac ekspansje. Na ten temat mozna tylko gdybac potoczylyby sie losy ludnosci polskiej, i czy Rosja sowiecka rzeczywiscie by padla pod ciosem hitlerowskich planow. Jest jednak przeslanka za tym ze nalezalo jednak rozwaznie walczyc!!! W 1914 roku Polacy nie mieli nic do gadania, a mimo to w ciagu czterech lat zolnierz ginal na wszystkich frontach, a kraj zostal kompletnie zrujnowany. Ot ciezko przezyc miedzy mlotem i kowadlem. Faktem jest jednak, ze chec heroicznych jeremiad (1939, Powstanie Warszawskie) objawia sie klapka na oczach beznadziejnego oporu do konca, bez zwazania na realia polityczne i gospodarcze. I to jest niestety cecha naszej polityki od smierci ostatniego z Jagiellonow.

  8. Mit „aliantów, którzy nam nie pomogli” też jest utrwalony w polskiej historiografii – bezzasadnie. Trzeba się było nie dać rozbić Niemcom w takim tempie, to może by ofensywa francuska (przewidziana ostatecznie na 21 września) ostatecznie ruszyła. Wprawdzie wiele by nam nie pomogła, przy wkraczających Sowietach, ale przynajmniej byłaby oczywistym dowodem, że coś się jednak na Zachodzie działo.

  9. Prosze zweryfikowac moje informacje, ale podobno ofensywa na Zachodzie miala rozpoczac sie 17 wrzesnia o polnocy. Moze wlasnie dlatego, mimo ponaglan Hitlera, Stalin czekal az do drugiej w nocy 17 wrzesnia zeby zaatakowac. Zaloze sie ze mial dokladne informacje na ten temat, zwlaszcza ze dzieki tzw. „piatce z Cambridge” praktycznie jego wywiad spenetrowal calkowicie Brytyjczykow. Jezeli mimo to jednak czekal niepewny, czy alianci uderza, to widocznie sam nie byl tego do konca pewien. Poza tym, podobno 12 wrzesnia w Abville odbyla sie polaczona konferencja militarna Anglii i Francji, na ktorej zapadla decyzja, ze ofensywy nie bedzie!!!!! Poza tym, na co zabojady czekali—- przeciez wojna byla juz wypowiedziana, mobilizacja kilku milionow zolnierzy przeprowadzona ( akurat zdemobilizowali ich… tuz przed Hitlera inwazja na Francje !!! ciekawe na co liczyli ) a na ich drodze do Berlina nie bylo nic!!!! o czym doskonale wiedzieli min, z raportow z Enigmy tak wspanialomyslnie przekazanej im przez Polske w lipcu 1939 roku.

  10. Na konferencji w Abbeville poinformowano jedynie, że mobilizacja się opóźnia, że „nie wiele można zrobić dla Polaków”, ale walna ofensywa ma ruszyć 21 września. 16 gen. Faury poinformował Stachiewicza, że Francja pozytywnie ocenia projekt wyjścia na przedmoście i potwierdził datę ofensywy. 17. było po rybach. Francuzi na nic nie „czekali”, podejmowali działania – podobnie jak Brytyjczycy od razu spróbowali nalotów. Tylko że: rok ’39 to nie ’44, więc ani sprzęt się nie kwalifikował do dywanowych nalotów, ani nie było jaka latać nad neutralną Holandią. Alianci nie mogli wcześniej zrobić nic efektywnego dla Polski – i polskie kierownictwo znakomicie o tym wiedziało. Oczywiście, można było wcześniej przekazywać pieniądze – ale Londyn szczerze uważał, że byłoby to wyrzucania pieniędzy w błoto – bo my nic z tymi kredytami nie zdążymy zrobić, a rozstrzygnięcie i tak oczekiwane było na Zachodzie. Inna natomiast sprawa, że Kasprzycki obiecywał aliantom, że będziemy walczyć pół roku, dopóki ofensywa z Zachodu nie rzuci Rzeszy na kolana. A po dwóch tygodniach z WP nie było co zbierać (cokolwiek byśmy o tym dla pokrzepienia serc nie pisali).

  11. @Konrad Rekas Niech sie pan nie osmiesza takimi konkluzjami. Albo armia chce uzyskac zwyciestwo i rusza do ataku, albo czeka na potezne kopanie d…py. Co tez i sie z Francuzami stalo w 1940 roku. Tak samo z tym „probowaniem nalotow”— skoro sie one odbyly to niech pan laskawie odpowie ilez to bomb zrzucono? Dodatkowo, skoro byla wojna wypowiedziana, to jakie straty spowodowal ostrzal artyleryjski pozycji niemieckich na zachodzie? Przeciez artyleria dalekiego zasiegu musiala byc sila rzeczy skoncentrowana przy granicy, wiec prowadzenie takiego ostrzalu w celu oczyszczenia przedpola przed planowanym atakiem powinno miec miejsce, nieprawdaz?

  12. Po pierwsze proszę grzeczniej. Po drugie – jasne, należy skrzyknąć się ze szwagrem i ruszać do ataku, jest to znana recepta na sukces ofensywy. Po trzecie – do nalotów z Wysp we wrześniu ’39 nadawały się wyłącznie Wellingtony i Blenheimy, do ataków 3 i 4 września wykorzystano odpowiednio 15% i 16% ich posiadanej ilości – ponosząc przy tym straty sięgające 24% stanu. Co do ilości – np. podczas ataku 4 września na Wilhelmshaven zrzucono 2,5 t bomb. I nie wyrządzono żadnych istotnych strat (poza niechcącym spadnięciem na „Emdena”). Takie były realia wojny 1939, diametralnie odmienne od tych z 1944.

  13. http://www.raf.mod.uk/history/rafhistorytimeline1939.cfm . Yep, prowadzli naloty ze az milo!!!! Specjalnie podaje wersje angielska zeby nie bylo polskiej tromtadracji. Oczywiscie ze wojna we Wrzesniu zaskoczyla wszystkich na Zachodzie do tego stopnia ze az niespodziewanie dostali lupnia nawet w kwietniu i maju 1940 roku. Ciekawe jak zareagowali na przedwczesny atak w Jaworznie 26 sierpnia 1939 roku? No i ciekawe tez ze akurat Niemcy plany walki na dwa fronty mieli opracowane od 1870 co najmniej, Polska mimo krotkiego okresu istnienia panstwa tez plany walki obronnej miala opracowane, Sowieci plany agresji tez, nawet Holandia i Belgia potrafily cos takiego stworzyc, tylko Francja i Anglia bezradnie krecily sie w koleczko i panikujac nie wiedzialy co robic– biedactwa. Tylko „intelektualista” moze cos takiego wymyslec.

  14. Prowadzili takie, jakie mogli. Reszty jakoś nie rozumiem – owszem, Francuzi dali się pobić Niemcom, nikt tego nie kwestionuje. Tylko niby czego to ma dowodzić a’propos ’39?

  15. Tego, ze wojna w 1939 roku jednak miala sens. A skonczylo sie tak jak sie skonczylo wlasnie tylko i wylacznie dlatego ze Zachod dal ciala. Dlatego tez niemiecki ( a wlasciwie jeszcze pruski) plan wojny zawsze zakladal zeby najpierw rozgromic wschodniego sojusznika Zachodu, a pozniej cala armie skierowac na Francje— i wydawaloby sie ze zabojady powinni to zrozumiec…. po dwoch laniach, a mimo to nadal staraja sie napuszczac niemiaszkow na wschod majac nadzieje na uratowanie siebie. PS . Panskie naiwne, czy moze ironizujace wypowiedzi odnosnie naszych „aliantow” nijak sie maja do rzeczywistosci. W 1914 roku w ciagu zaledwie tygodnia od wypowiedzenia wojny przez strony zaangazowane dzialania toczyly sie pelna para na wszystkich frontach—- a przeciez Wrzesien 1939 roku nie byl bardziej niespodziewany niz Sierpien 1914. Dlatego tez smiem twierdzic, ze gdyby juz po pieciu dniach walk ( przegranie obrony granicznej) Rydz-Smigly wystapil z propozycja rozmow kapiutlacyjnych to moze i Francuzi ruszyliby swoje zadki zza Lini Maginot’a. A tak liczyli tylko straty niemieckie i przekladali to na „wzrost swojej pozycji”.

  16. Niech się Pan tak nie ekscytuje, wojna się już skończyła. Pan by chciał – jak staram się zrozumieć – francuskiego ataku na początku września? Czy zdaje Pan sobie sprawę, że nie tylko nie zaszkodziłby on Niemcom, ale i w niczym by nam nie pomógł? „Dlatego tez niemiecki ( a wlasciwie jeszcze pruski) plan wojny zawsze zakladal zeby najpierw rozgromic wschodniego sojusznika Zachodu, a pozniej cala armie skierowac na Francje— i wydawaloby sie ze zabojady powinni to zrozumiec” – no nie całkiem tak, a w zasadzie w ogóle nie. Klasyczny Plan Schlieffena oparty był na dokładnie odwrotnym założeniu. Problem podczas WW polegał na tym, że Niemcy planu tego nie zastosowały – bo obawiały się o Wschód.

  17. „Francuski atak” by w niczym nie zaszkodzil Niemcom????!!!!! Pewnie by oni parli do samego Lwowa, opierajac sie na naszym COP-ie jako machinie zaopatrzenia armii?!!!! W 1939 roku Niemcy byli wprawdzie zastraszeni albo zauroczeni Hitlerem ( prosze za bardzo…. nie ulegac propagandowkom Goebbelsa), ale jeszcze nie stali za nim monolitem, tak samo zreszta jak w armii. I samo to moglo stanac Hitlerowi koscia w gardle. Tak wiec, zdecydowany atak byl jak najbardziej na miejscu. Czy to by pomoglo Polsce? Nie wiem. Byc moze Wehrmacht rzeczywiscie staralby sie zlikwidowac armie polska za cene utraty Zachodniej czesci Niemiec liczac na cudowne odbicie tych terenow zdezelowanymi czolgami i atakujac na bagnety. Wszak pozostawala jeszcze marynarka, ktora jakos nie potrafila zapobiedz wyslaniu 300000 Korpusu Ekspedycyjnego do Francji. Przypomne tylko ze powstrzymanie ofensywy Rosjan w 1914 roku ( przeprowadzonej jak najbardziej chaotycznie i to mniejszymi silami niz miala Polska w 1939), prawdopodobnie uchronilo Francje. Jedyne pytanie pozostaje, czy to by moglo uratowac Polske? Rzeczywiscie, ciekawe jest, czy Stalin przystapilby do wojny 17 wrzesnia gdyby widzila zdeterminowanie naszy „sojusznikow””?

  18. Ale czy Pan rozumie, że wojsko to nie są żetony, które się w minutę rozstawia na planszy, żeby przesuwać w dowolnym kierunku? Francja miała być gotowa do walnej ofensywy na 21 września, do tego czasu podejmowała działania w mniejszym, możliwym zakresie. Ich efektywność odciążająca dla Polski była niewielka. Tyle. O czym tu jeszcze dyskutować?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.