Narodowy dzień kibola

Tegoroczny Marsz Niepodległości organizowany przez Ruch Narodowy, na który składają się Młodzież Wszechpolska i Obóz Narodowo-Radykalny, po raz kolejny dowiódł, że piękne historyczne nazwy, na które powołują się organizatorzy, nie stanowią niezbędnej gwarancji sukcesu.

Wręcz przeciwnie, tym razem zdumieni warszawiacy obserwować mogli jak stolica obraca się pod wpływem świętujących narodowców w perzynę. Zerwane trotuary, połamane drzewka, zdemolowane samochody (spalonej tęczy symbolizującej LGBT nie będziemy żałować) stanowiły przystawkę, głównym efektem świętowania było pięciu rannych policjantów oraz atak na rosyjską ambasadę. W mediach znowu utrwalony został obraz narodowca – zwolennika ideologii Romana Dmowskiego, jako zadymiarza i bandyty. Wizerunek od wielu już lat, przypomnijmy, suflowany usłużnie społeczeństwu przez „Gazetę Wyborczą” i pozostałe ośrodki liberalno-lewackie. Czy oto chodziło?

Marsz A.D. 2013 jest także jednoznacznym dowodem na wyczerpanie się pewnej formuły organizacyjnej. W sposób aż nazbyt widoczny dla wszystkich stało się jasne, że dalszy flirt narodowców ze środowiskami kibiców to równia pochyła, dalej jest już tylko jawna bandyterka o znamionach działalności antypaństwowej, a w konsekwencji zaś delegalizacja Ruchu. Wydarzenia związane z marszem dowiodły też, że podjęta kilka lat temu próba przełamania monopolu PiS-u na prawicy zakończyła się fiaskiem.

To bowiem właśnie Jarosław Kaczyński jest największym beneficjentem marszu. Niemal za pięć dwunasta wycofał się z flirtu z kibolami, wpychając ich w objęcia Ruchu Narodowego. Teraz lider PiS-u może spokojnie odtrąbić zwycięstwo nad kolejną potencjalną konkurencją na prawej flance. Przeciwnik pokonał się własną bronią, PiS ustąpił mu jedynie usłużnie pola. Bronią tą byli kibole zwoływani powszechnie na internetowych forach i zapraszani do udziału przez organizatorów. Buńczuczne zaś zapowiedzi organizatorów Marszu sprzed paru dni, w postaci rad dla policji, aby ta „trzymała się z daleka”, dziś brzmią jedynie jak kiepski żart. Zwłaszcza wobec, tradycyjnych już, oskarżeń wysuwanych pod adresem policji, dotyczących… braku reakcji.

Osobiście miałem okazję obserwować ów swoisty „zlot gwiaździsty” do Warszawy, jadąc przed południem 11 listopada br. pociągiem z Torunia (gdzie zbierałem nota bene materiały na temat narodowodemokratycznego „Słowa Pomorskiego”) do Warszawy. Na kolejnych stacjach dosiadały grupki umundurowanych w dresy młodzieńców z biało-czerwonymi opaskami z napisem NSZ na jednej ręce i z piwem w drugiej, których głównym tematem rozmów była ilość posiadanych rac. Być może jedna z nich została rzucona parę godzin później na teren rosyjskiej ambasady.

Na marginesie interesujący pozostaje fakt, że już po raz kolejny (jak rok temu) narodowcy za obiekt ataku obrali właśnie ambasadę Rosji, a nie na przykład Niemiec. Incydent na terenie niemieckiej placówki dyplomatycznej byłby równie głupi i nieodpowiedzialny, ale łatwiej byłoby mi go zrozumieć (antygermanizm endecji). Widać, wieloletnia indoktrynacja młodzieży i faszerowanie jej antykomunistyczną (co w Polsce nieodmiennie oznacza antyrosyjską) mitologią, odniosły oczekiwany skutek. Wrogiem jest dziś ruski, Niemiec zaś coraz częściej, szczególnie w kontekście toczonych dyskusji historycznych, staje się niemal sojusznikiem. Nie pamiętającym, przypominam tu wyjątkowo głupie i dyskredytujące inicjatorów niedawne pikiety członków MW w Legnicy, na terenie dawnej jednostki radzieckiej.

Na koniec wreszcie pewna osobista refleksja. Kilka lat temu sam brałem udział w marszach. Mało kto bowiem dziś pamięta, że pierwszy marsz odbył się następnego dnia po przystąpieniu przez Polskę do UE w 2004 roku. Był on wyrazem postawy środowisk narodowych, skupionych wówczas przede wszystkim w łonie Ligi Polskich Rodzin, zdających się mówić, że pomimo przegranego referendum walka o Polskę trwa. W latach późniejszych kolejne edycje marszu odbywały się już w listopadzie, w Święto Niepodległości, stanowiąc jednak widoczne nawiązanie do tego pierwszego. Brałem w nich udział. Pamiętam jednak, że nie towarzyszyły im ekscesy podobne do tych, które obserwowaliśmy w tym roku.

Czemu? Nie było mas w postaci kibiców. Siłą rzeczy marsze cztery i pięć lat temu były przez to mniej liczne. Obecni liderzy MW i organizatorzy zdecydowali się jednak nadać im charakter masowy. Efekty obserwujemy już po raz trzeci z rzędu. Całości obrazu dopełnia postępująca ewolucja maszerujących w kierunku doktrynalnego antykomunizmu i rusofobii. Chciałbym aby pod sztandarem obozu narodowego kroczyła tłumnie młodzież, aby Dmowski symbolizował elitę młodego pokolenia, nie mogę się jednak pogodzić z sytuacją gdy nazwisko i idea twórcy ruchu wszechpolskiego służą za alibi dla działań skrajnie odmiennych. Dlatego też z takim marszem jaki obserwowaliśmy z całą pewnością mi nie po drodze…

Maciej Motas

Za: http://mercurius.myslpolska.pl/2013/11/narodowy-dzien-kibola/

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Narodowy dzień kibola”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *