Neokonserwatyści mają agentów w Rumunii, na Węgrzech i w krajach Środkowej i Wschodniej Europy, gdzie próbują zniszczyć społecznie tradycjonalistyczne i narodowe rządy

Wg. Pana, po dwóch dekadach „politycznej turbulencji”, czy możemy nadal mówić o koherentnej i żywej tradycji konserwatyzmu w Stanach Zjednoczonych?

PG- Nie istnieje już koherentny ruch konserwatywny w Ameryce. Mamy do czynienia z przystawką Partii Republikańskiej, która w większości spraw stoi na lewo od pozycji jakie do niedawno zajmowała centrolewica. Ta formacja bądź grupa określa siebie jako „konserwatywna”. Cokolwiek znajduje na się na prawo od republikańskiego sektora dopingowego jest określane jako „ekstremistyczne” bądź „flirtujące z faszyzmem”.

W Pana książce „The Conservative Movement in America: Making Sense of the American Right” wyraża Pan przekonanie, że współczesny konserwatyzm amerykański został przejęty przez nurt określany przez Pana jako „konserwatyzm wartości”. Czym jest „konserwatyzm wartości’?

PG – „Konserwatyzm wartości” jest retoryczną maską, za którą oficjalna prawica przesuwa się coraz bardziej w lewo. „Konserwatyzm wartości” argumentuje, że postawa konserwatywna jest indywidualnym wyborem, że nie jest powiązana z żadną historyczną, społeczną czy narodową tożsamością. Oznacza bycie za czymś lub przeciwko czemuś; i owe „za” lub „przeciw” zazwyczaj pokrywa się z postulatami historycznej lewicy, np. równość, prawa kobiet czy rewolucja praw obywatelskich.

Dlaczego neokonserwatyści zdołali odnieść tak znaczący sukces w swoistej „infuzji” tendencji uniwersalistycznych, wręcz jakobińskich i mesjanistycznych do światopoglądu konserwatyzmu głównego nurtu?

PG- Sukces neokonserwatystów jest pochodną dwóch czynników: pierwszy, to oczywiste pokrywanie się ich doktryny z liberalnym internacjonalizmem, który był podstawą relacji Ameryki z resztą świata przez większość XX wieku; i drugi, czyli rezonans syjonistycznego przesłania neokonserwatystów wśród chrześcijańskich syjonistów i wśród kontrolowanych w dużej mierze przez Żydów amerykańskich mediów (Tak, kardynał Glemp miał rację mówiąc o tym kto kontroluje media w USA. Był krytykowany za poczynienie tak oczywistej obserwacji).

Niektórzy argumentują, że konserwatyzm w Ameryce był skazany na porażkę od samego początku, ponieważ kraj opierał i nadal opiera się na liberalnej, co prawda umiarkowanej, ale jednak liberalnej tradycji politycznej. Czy zgadza się Pan z tą diagnozą?

PG-  W zasadzie zgadzam się, że Stany Zjednoczone powstały jako „konstytucyjnie liberalne” społeczeństwo polityczne. Ale dodałbym, że liberalne praktyki konstytucyjne, związane z powstaniem Ameryki, nie miały nic wspólnego z tym co dzisiaj określane jest jako „liberalne”. Co bardziej znaczące, amerykańscy ojcowie założyciele spoglądali na państwo polskie jako model godny naśladowania, lecz zdecydowali, że polska elita polityczna poszła za daleko w swoich żądaniach legislacyjnej supremacji. Większość ojców założycieli to byli głęboko religijni (zazwyczaj „high church”) protestanci, bogaci kupcy bądź obszarnicy, niektórzy z nich mieli niewolników. Gardziliby naszymi współczesnymi „liberałami” i fałszywymi konserwatystami.

Czy dostrzega Pan jakiegoś potencjalnego kandydata w wyborach przydenckich 2016 r, który w jakiejś mierze odzwierciedla program paleokonserwatywny?

PG – Absolutnie nikogo, kto miałby otrzymać nominację jednej z dwóch naszych żałosnych partii krajowych.

Miał Pan rzadką okazję poznać Richarda Nixona osobiście. Czy można stwierdzić, że u końca swojego życia, Nixon przesunął się zdecydowanie na prawo, opuszczając swoje przeszłe centrowe i umiarkowane pozycje?

PG-  Nie myśle, aby Nixon kiedykolwiek posiadała jakieś lewicowe inklinacje; podobnie nie wierzę, iż lewicowe media, o których względy tak się starał, traktowały go kiedykolwiek jako swojego człowieka. Pan Prezydent spędzał zbyt dużo czasu starając sie ułagodzić tych, którzy i tak by go nigdy nie zaakceptowali. To co ja w nim podziwiałem to nie jego prezydenturę (o której najlepiej zapomnieć), ale jego samego. Jest czymś niepojętym, że w naszej zdegenerowanej demokracji, człowiek z takimi walorami intelektualnymi mógł zostać wybrany prezydentem. Przy okazji warto wspomnieć, że Pat Buchanan w pełni podziela moją ocenę swojego byłego szefa.

W Polsce obecnie jesteśmy świadkami powstawania czegoś w rodzaju pseudo-konserwatywnego ruchu, skupionego wokół partii Jarosława Kaczyńskiego. Idee propagowane przez ową grupę i jego struktura personalna ujawniają wiele zbieżności z neokonserwatyzmem amerykańskim, tj.  świeckie pochodzenie żydowskie niektórych spośród jego reprezentantów, pro-izraelska postawa, antykomunizm, wiara w dobroczynny charakter amerykańskiej hegemonii, animozja w stosunku do Rosji, demokratyczny światopogląd, awersja do autorytarnych ustrojów, nawet tych o prawicowej orientacji, sympatia wobec katolicyzmu o ile jest czynnikiem stabilizującym w społeczeństwie, a nie jako dystyntktywny i podstawowy fundament prawicowej reakcji, głośna retoryka ekspansji praw człowieka, obawa przed tendencjami nacjonalistycznymi i prawicowymi mającymi swoje źródło w myśli politycznej Romana Dmowskiego. W Pana opinii, czy może to byc tylko żałosna próba kopiowania amerykańskiego modelu w polskim kontekście, czy raczej autentyczna postawa, motywowana realnymi potrzebami chwili?

PG-  Nie mógłbym odpowiedzieć w sposób adekwatny na to ostatnie pytanie bez napisania sporej liczby książek. Pozwolę sobie więc na poczynienie dwóch obserwacji jako prób odpowiedzi. Jakakolwiek próba powstrzymania czegokolwiek co wygląda na neokonserwatyną fasadę przed wpływaniem na cokolwiek w Układzie Słonecznym jest wg mnie w pełni usprawiedliwiona. Obecnie neokonserwatyści mają agentów w Rumunii, na Węgrzech i w krajach Środkowej i Wschodniej Europy, gdzie próbują zniszczyć społecznie tradycjonalistyczne i narodowe rządy. Ci mąciciele i wywrotowcy powinni być trzymani z dala od Polski w taki sam sposób jak Niemcy zakazali działalności scjentologów – i w podobny sposób jak Kanada, Anglia czy Szwecja i inne „liberalne demokracje” karzą krytyków praktyk homoseksualnych.

Osobiście nie widzę niczego złego w zbliżeniu polsko-rosyjskim, jeśli mają wyniknąć z tego jakieś polityczne korzyści. To samo bym powiedział o Niemcach, z tym, że Ci ludzie lub ich politycznie poprawny rząd mogą okazać sie niegodnymi tego wysiłku pojednawczego. Będą robić cokolwiek uważają za zgodne oczekiwaniami rządu amerykańskiego bądź „światowej opinii”.

Tak a propos, nie podzielam Twojego podziwu wobec Dmowskiego. To jego rywal, Piłsudski, jest moim ulubionym mężem stanu międzywojnia w Europie i który, w przeciwieństwie do Dmowskiego, miał ekspansjonistyczną wizje swojego kraju. Piłsudski był gotów traktować mniejszości etnicznie sprawiedliwie i wątpię czy Marszałek był gotów sprawiać międzynarodowe problemy złym traktowaniem Niemców w Prusach Zachodnich bądź kopaniem Żydów, tak jak czynili to zwolennicy Dmowskiego.

Piłsudski był również bohaterem Bitwy Warszawskiej i powstrzymał czerwonych przed najazdem na swój kraj. Za to zwycięstwo powinien być chwalony, pomimo swojej błędnej wcześniejszej działalności wykorzystywania rosyjskiej wojny domowej do oderwania ziem na Wschodzie dla Polski.

 Ostatnia uwaga: Nie ma powodów dla których Polacy mieliby być niechętni wobec USA, szczególnie biorąc pod uwagę ilość etnicznych Polaków w tym kraju. Polscy bojownicy o wolność, jak Pułaski, również znaleźli tutaj azyl po przegranych powstaniach u końca XVIII w. Wreszcie, rząd amerykański ma raczej przyjazny stosunek do obecnego rządu polskiego, jakiekolwiek motywy by za tym nie stały.

To czego nie da się w żaden sposób bronić to inspirowane ideologicznie programy „outreach” prowadzone przez niektóre amerykańskie agendy, jak National Institute for Democracy czy inne pod-oddziały Departamentu Stanu. Z tego co mi wiadomo, żaden europejski rząd nie wydaje ogromnych sum i nie wysyła oficjalnych ideologów mających na celu zmianę amerykańskiej polityki.

Rząd amerykański, szczególnie gdy stają się w nim wpływowi neokonserwatyści, zachowuje się jak misjonarskie imperium, chcące dyktować innym jak mają żyć. Ze względu na to, iż Ameryka i Zachodnia Europa zmieniają się coraz bardziej w moralne szamba, może demokratyczny „Kościół Wojujący” powinien się zacząć sam uzdrawiać.

Rozmawiał Michał Krupa

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Neokonserwatyści mają agentów w Rumunii, na Węgrzech i w krajach Środkowej i Wschodniej Europy, gdzie próbują zniszczyć społecznie tradycjonalistyczne i narodowe rządy”

  1. “…neokonserwatyści mają agentów…” – bzdura! Nie ma rosyjskich neokonserwatystów, więc jak mogliby mieć swoich agentów: przecież wiadomo, że istnieją tylko ruscy agenci. Patriota/polityk/autorytet dostający pieniądze z fundacji powiązanej z CIA/BND/Mossadem nie jest agentem, a kto by myślał inaczej, niech będzie przeklęty i potępiony, bo nie ma w sobie “wyobraźni miłośmierdzia”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *