Nie wierzę w rozporządzenie

Premier Tusk ogłosił, że będzie próbował uregulować – a przynajmniej opisać – stosowanie procedury in vitro przy pomocy rozporządzenia. Pytała mnie o to dzisiejsza Rzeczpospolita: (http://www.rp.pl/artykul/10,944668-Premier-zagrywa-na-lewe-skrzydlo.html). Siłą rzeczy, jak to bywa w gazecie, mój komentarz do tej sprawy był dość pobieżny. Niniejszym więc pozwalam sobie tutaj na małe dopowiedzenie w tej materii.

Po pierwsze wydaje się to niemożliwe od strony prawnej. Tak przynajmniej uważa były prezes Trybunału Konstytucyjnego i niekwestionowany (no może poza szefem PiS) autorytet prawniczy, profesor Andrzej Zoll. I nie ma powodu, by tę jego opinię podważać: (http://www.rp.pl/artykul/944588.html).

Po drugie: sprawa jest zbyt poważna, aby regulować ją na drodze niższej rangi, jaką jest rozporządzenie nawet wtedy – gdyby prawnie było to możliwe. Trudno wyobrazić sobie by jakikolwiek rząd na świecie regulował tę – dla wszystkich stron sporu fundamentalnie filozoficzną sprawę – w taki sposób. Dla jednych sprawę z dziedziny prawno – naturalnej, dla drugich – praw człowieka. Świetnie rozumiem premiera, że chce wydobyć PO w tej sprawie z autentycznego klinczu, ale jeśli nawet prawnie by to się udało, to robienie tego na drodze rozporządzenia pozbawiło by tę sprawę należnej jej powagi. I ta kwestia nie przeszłaby niezauważona. Bo dla każdej ze stron sporu jest to sprawa o znaczeniu najwyższej wagi.

Wreszcie po trzecie. Są w moim przekonaniu w polityce takie sytuacje – i ta właśnie do takich należy – gdzie po prostu nie należy zdejmować z parlamentarzystów ciążącej na nich odpowiedzialności. Odpowiedzialności wynikającej w tym przypadku z osądu ich sumienia, ale także – w jakiejś mierze – z samego sedna wyborczego werdyktu. By posłużyć się tu odpowiednim przykładem. Absolutnie nie ma powodu by nie zakładać, że częśćwyborców, którzy oddali swoje głosy choćby na Bartosza Arłukowicza, Jarosława Gowina czy Jacka Żalka, nie zrobili tego właśnie dlatego, że w tej sprawie mają oni taki, a nie inny pogląd. I że będą go w tej debacie jasno prezentować. Pozbawienie ich takiej możliwości z pewnością nie będzie dobrze przyjęte przez znaczną część ich wyborców, a w konsekwencji – może odbić się na notowaniach całego ugrupowania. I także z tego powodu zwyczajnie – nie wierzę w pomysł tego rozporządzenia.

Co więc w tej sytuacji robić? Moim zdaniem radykalnie przyspieszyć w tej sprawie parlamentarne prace, pozostawiając posłom całkowitą wolność w ich trakcie. Także w zakresie zgłaszania przez nich dowolnych poprawek. Oczywiście to rozwiązanie niesie ze sobą pewne zagrożenie legislacyjne. Zagrożenie, że wyjdzie z tego jakiś legislacyjny potworek. Dokument, w którym to, co będzie dozwolone w punkcie 3, zabroni się w punkcie na przykład 11. Niebezpieczeństwo takiej sytuacji jest jednak stosunkowo niewielkie i zawsze można je naprawić choćby przez skierowanie go do Trybunału Konstytucyjnego. Takie rozwiązanie to także – mimo wszystko – gwarancja zminimalizowania politycznych emocji i związanego z tym zamieszania. I także z tego powodu po prostu nie wierzę w to rozporządzenie.

Jan Filip Libicki

www.facebook.com/flibicki

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Nie wierzę w rozporządzenie”

  1. Prosze nie macic!!!!— Zarowno w tej kwestii jak i w kwestii aborcji czy srodkow antykoncepcyjnych „postepaki” walcza o to zeby te „prawa czlowiekow– a moze tylko mlodych a zwlaszcza wyksztalconych” byly finansowane z budzetu panstwa!!! 'To nie jest nic innego jak kupa halasu przed skokiem na kase!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.