Niemcy pouczają Rosję

Ilustracją tego trendu jest przyjęta przez Bundestag uchwała, w której wyraża on „zaniepokojenie działaniami rosyjskich władz, zmierzającymi do wzmocnienia kontroli nad aktywnością społeczeństwa obywatelskiego i kryminalizacji zaangażowania krytycznego wobec rządu”. Co ciekawe, uchwała została przygotowana przez kluby parlamentarne chadecko-liberalnej koalicji rządzącej i została przyjęta na tydzień przed niemiecko-rosyjskimi konsultacjami międzyrządowymi.

Podczas debaty liberał Patrick Kurth powiedział: „Nie możemy jednak ignorować quasi-autorytarnych działań. Represje i kontrole zawsze szkodziły. Nowe ustawy nie mogą zastraszać społeczeństwa obywatelskiego, bo to zniszczy zaufanie”. Jak widać oskarżenia pod adresem Rosji mają bardzo wyraźny podtekst ideologiczny – „demokracja”, „prawa człowieka”, „społeczeństwo obywatelskie”. Pewnie nie bez znaczenia jest to, że niemieckim deputowanym nie podoba się także zwrot Rosji ku prawosławiu, sprawa „Pussy Riot”, czy wreszcie jednoznaczne stanowisko tego państwa wobec homoseksualizmu. Pamiętajmy, że w niemieckim życiu politycznym w dobrym tonie jest obecnie obnoszenie się publiczne z tym, że jest się „gejem”, by wymienić tylko szefa dyplomacji Guido Westerwelle. Takie oblicze niemieckiej „klasy politycznej” staje się – jak widać – przeszkodą w realizacji strategicznego partnerstwa z Rosją. Stąd pojawiające się coraz częściej ideologiczne pouczenia i oświadczenia.

Niemcy prawie nie ukrywają, że liczyli na to, że prezydentem Rosji zostanie ponownie „liberał” Dmitrij Miedwiediew, a tymczasem kanclerz Merkel musi znowu znosić spotkania z uznawanym za „konserwatystę” Władimirem Putinem. Sprawa musi być poważna, skoro nawet koordynator MSZ ds. współpracy z Rosją Andreas Schockenhoff ocenił, że rozwój wewnętrznej sytuacji w Rosji stoi w sprzeczności z ambicją tego kraju, by być mocarstwem gospodarczym, i może być przeszkodą w rozbudowie jego współpracy z UE.

Co ciekawe, lewica niemiecka, która powinna być bardziej czuła na kwestie ideologiczne i „prawo człowiecze” jest od dawna bardziej wstrzemięźliwa. Były kanclerz Gerhard Schroeder, zasiadający w Radzie Nadzorczej Gazpromu, wyraża nieraz zaniepokojenie nasilającymi się „wątpliwościami” elit niemieckich co do współpracy z Rosją. Z kolei czołowy „rusofil” niemiecki, Aleksander Rahr, autor biografii Władimira Putina, wprost mówi o tragicznej w skutkach niekonsekwencji w polityce Berlina i nawołuje do wykorzystania szansy jaką jest partnerstwo z Rosją. Wdaje się, że lewica niemiecka jest bardziej przywiązana do Ostpolitik, niż chadecja i liberałowie, hołdujący bardziej opcji atlantyckiej.

Niemcy nie mają jednak wielkiego wyboru, ich relacje gospodarcze z Rosją i Chinami są tego rodzaju, że ideologia musi iść na bok. Jeśli tak, to jednak dosyć dziwne jest to, że pozwalają sobie na wytaczanie takich dział, jak uchwała Bundestagu. Czemu miałoby to służyć? Przecież wiadomo, że Rosja bardzo nie lubi takich pouczeń, które do tej pory płynęły głównie z Waszyngtonu. Ideologiczne zacietrzewienie, obserwowane nie tylko w sprawie Rosji, ale i Ukrainy (sprawa Julii Tymoszenko) – przeczy opinii, jaką mieli Niemcy, jako kraj pragmatyczny i przewidywalny. Owszem, i tym razem skończy się na pohukiwaniu, a niemieccy biznesmeni podpiszą kolejne kontrakty, tym niemniej w relacjach między władzami obu państw będziemy mieć do czynienia z „szorstką przyjaźnią”. W dłuższym przedziale czasu, jeśli polityka niemiecka będzie ulegać dalszej ideologizacji, może to skłonić Rosję do ostatecznego porzucenia „opcji zachodniej” na rzecz „opcji eurazjatyckiej”, przynajmniej w sferze czysto geopolitycznej. Na razie odpowiada jej gra na dwóch fortepianach.

Jan Engelgard

Myśl Polska, Nr 47-48 (18-25.11.2012)

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.