Niemenskij: Co jednoczy Polskę i Rosję

 

Wizyta patriarchy Cyryla w Polsce 16-19 sierpnia – jest wydarzeniem niewątpliwie o znaczeniu historycznym. Przenosi ona kontekst ogłoszonej „normalizacji” polsko- rosyjskiej z problemów i historii stosunków międzypaństwowych Rosji i Polski do sfery o skali znacznie większej. Są to zarówno stosunki pomiędzy naszymi kościołami i w ogóle pomiędzy prawosławiem i katolicyzmem, a poza tym – co jest szczególnie ważne – stosunki pomiędzy Polską i Rusią.

Świątobliwy Patriarcha Moskiewski i Wszechrusi jest przecież reprezentantem nie tylko Rosji, lecz i całej historycznej ziemi ruskiej, kanonicznego terytorium Cerkwi Ruskiej. Zresztą w prasie polskiej starali się nie nazywać patriarchy przy pomocy jego tytułu oficjalnego, w zasadzie określając go jako „patriarchę rosyjskiego”, „patriarchę Moskwy”, „patriarchę Rosji”. Dla obu jednak stron tego spotkania na najwyższym poziomie charakter jego był w pełni zrozumiały. I w tym, znacznie szerszym kontekście, problematyka stosunków rosyjsko- polskich ma zarówno dużą historię, jak i dużą głębię oraz dużą wagę.

Jeżeli przełączylibyśmy się z płaszczyzny naszych stosunków międzypaństwowych, których przeszłość jest z obu stron skomplikowana i pełna sprzeczności i spojrzelibyśmy na historię rosyjsko-polskich stosunków wyznaniowych, to trudno jest nie zgodzić się z tym, że to właśnie polski katolicyzm był przez wiele setek lat agresorem na ziemiach ruskich. Nawiasem mówiąc arcybiskup Józef Michalik jest Metropolitą Przemyskim – tego samego staroruskiego miasta Przemyśla, które zagarnięte zostało przez Polaków w wieku XIV i później – do wieku XVIII, był częścią Województwa Ruskiego w składzie Polski. W tym kontekście odwiedzenie Polski przez Patriarchę Moskiewskiego i Wszechrusi, które miało miejsce po raz pierwszy w historii – jest mocnym krokiem dobrej woli. Trafna jest również data wizyty: jest to rok rocznicy dwóch pobytów polskich zdobywców w Moskwie – w roku 1612 i w roku 1812 (kiedy to, jak lubią Polacy podkreślać, jako pierwsi z armii Napoleona do miasta weszli właśnie polscy ułani). To wszystko stanowi bardzo dobre tło historyczne wizyty patriarchy. I to jest też bardzo ważne, że jako pierwsza miała miejsce wizyta rosyjskiego hierarchy: w historii krok ten pozostanie jako inicjatywa  Cerkwi  Rosyjskiej. Mimo, iż od strony polskiej organizacja tego spotkania na pewno wymagała decyzji jeszcze trudniejszych i bardziej odważnych.

Stosunki polsko-rosyjskie znajdują się w stanie nowym i nader chwiejnym. O ile jeszcze kilka lat temu (przed rokiem 2009) w polskiej klasie politycznej generalnie panowała zgoda co do wszystkich podstawowych aspektów „polityki wschodniej”, to teraz jest ona ostro podzielona. Cele strategiczne pozostają te same i w dalszym ciągu są one ogólnie uznane, jednak jeśli chodzi o taktykę konstruowania z Rosją stosunków średniookresowych pojawiły się poważne sprzeczności. Co więcej, po katastrofie lotniczej z 10 kwietnia roku 2010 przerodziły się one w prawdziwą konfrontację, dzielącą społeczeństwo polskie mniej więcej na pół. Pierwotnie była to rozbieżność w podejściu do polityki wschodniej między dwoma podstawowymi partiami – Platformą Obywatelską  i Prawem i Sprawiedliwością. Ma ona zresztą dość poważne podstawy ideologiczne i dawne korzenie historyczne, związane z dwoma tradycjami mesjanizmu polskiego – starszą „jagiellońską” i wyzwoleńczą, którą zapoczątkowali polscy romantycy pierwszej połowy wieku XIX. A teraz nie jest to już zwykła rozbieżność pomiędzy dwiema (kiedyś bardzo sobie bliskimi) partiami: podzieliła ona wszystkich Polaków, ze zwolennikami całkowicie odmiennych sił politycznych łącznie.

W kwestii stosunków z Rosją bliskimi liberalno-konserwatywnej Platformie Obywatelskiej, reprezentującej teraz linię „jagiellońską” – stały się ruchy lewicowe (tzw. „postkomunistyczne”), podczas gdy Prawo i Sprawiedliwość stała się reprezentantem wszystkich sił prawicowo-konserwatywnych. A główna tutaj rozbieżność polega na odpowiedzi na pytanie, czym jest Rosja. Albo jest to potencjalnie kraj europejski, do którego możliwe jest stosowanie taktyki zbliżania, wciągania, uczenia „podstaw demokracji zachodniej”, nawet gdyby miało to polegać na przemierzaniu długiego dystansu. Czyli na taktyce, która we współczesnej politologii zachodniej nosi miano „europeizacji”. Dla Polski historycznie odnosi się ona jeszcze do późnośredniowiecznych planów kolonizacji Rosji i wprowadzenia w niej greko-katolicyzmu.

Albo jest to kraj, reprezentujący cywilizację z istoty swej antyeuropejską, stosunki z którym mogą być opisywane jedynie w kategoriach wrogiej konfrontacji. Wtedy ich głównym celem jest maksymalne zmniejszenie jej wpływu na zagranicę, izolacja, oraz wyzwolenie spod jej władzy wszystkich narodów nierosyjskich i regionów nielojalnych wobec Moskwy. Podejście takie właściwe jest dla polskich sił prawicowo-konserwatywnych.

Tragiczne wydarzenie z kwietnia roku 2010 wysunęło te stare rozbieżności ideowe na plan pierwszy, co więcej – umieściło je w centrum życia politycznego i społecznego, zanurzając społeczeństwo polskie w konfrontacji wewnętrznej o coraz większym natężeniu i wzajemnej nienawiści. Dla prawicy oficjalna linia polityczna ukierunkowana na normalizację stosunków z Rosją wydaje się teraz otwarcie zdradziecką, co więcej – podejrzewa ona kierownictwo Platformy Obywatelskiej o uwikłanie w spisek z Moskwą mający na celu świadome usunięcie prezydenta Lecha Kaczyńskiego i „elity narodu polskiego” w roku 2010. Właściwe tym siłom demonizowanie Rosji i świadome odgrzewanie atmosfery walki wyzwoleńczej zrodziło w sympatyzującej z nią części społeczeństwa atmosferę dziewiętnastowiecznych powstań polskich, co przejawia się nie tylko w wymogu „nie siadania przy stole negocjacyjnym z wrogiem”, lecz i w maniakalnym poszukiwaniu zdrajców i wrogich agentów. Zaliczani są teraz do nich wszyscy oponenci polityczni ze strony lewej a w pierwszej kolejności partia rządząca, prezydent i premier kraju.

Katastrofa lotnicza z roku 2010 w sposób istotny zmieniła nastawienia w społeczeństwie polskim. Konserwatywna jego część jeszcze mocniej przesunęła się na prawo. Co więcej, pojawił się fenomen tzw. „religii smoleńskiej”. Jej wyznawcy nie są w sposób prosty przekonani o tym, że katastrofa lotnicza została świadomie zaplanowana, że była to „operacja KGB Putina”, w której udział wziął również dążący do usunięcia oponenta politycznego premier Donald Tusk. Właściwe im są poglądy, odradzające w postaci najbardziej radykalnej stare modele percepcji Polski jako „Chrystusa narodów”, który zjawił się w świecie, aby dać wolność narodom i zmuszonego do składania z siebie ofiary pokutnej w walce z Rosją. Rosja jako „Imperium zła” okazuje się być tym wrogiem, walka z którym jest wartościowa sama w sobie i opisywana jest w języku teologii katolickiej. Lech Kaczyński to ucieleśnienie misji historycznej Polski, przez ruskich ukrzyżowany na krzyżu-samolocie. Sama zaś katastrofa wiąże się z szeregiem całym proroctw i dat sakralnych, wskazujących symbolicznie na jej ogólnoświatowe znaczenie historyczne i duchowe.

Nie mniej niż 10 procent Polaków okazało się być zagorzałymi wyznawcami tej „religii smoleńskiej”, a generalnie podziela ją nie mniej niż jedna czwarta społeczeństwa polskiego, przy czym w najróżniejszych warstwach społecznych i regionach. Pojawiać się zaczęła nawet swoista obrzędowość: święte garści ziemi z miejsca katastrofy, szczapy z drzew (nawiasem mówiąc o wątpliwej autentyczności), kawałki fragmentów z katastrofy itp., które umieszczane są w kościołach przy świętych obrazach. W niektórych miejscowościach zaczęły pojawiać się modele samolotu wykonane z drewna i brezentu, betonu lub innych dostępnych materiałów (nazywa się je pomnikami lub po prostu pamiątkowymi dekoracjami, zewnętrznie przypominają one jednak święte makiety samolotów w kulcie cargo), wokół których ustawiane są świece, krzyże, realizowane są nader oryginalne dla świata katolickiego obrzędy.Malutkie modeliki samolotów zaczęto nawet umieszczać w szopkach świątecznych. Zrozumiałe jest, że to wszystko rodzi nader niejednoznaczny stosunek ze strony kierownictwa Kościoła, jednak kapłani w parafiach nierzadko są skłonni nie tylko do wspierania tej histerii, lecz stają również na jej czele. I mimo, iż w prasie coraz częściej wskazuje się na heretycki charakter takiego zjawiska, to stało się ono jednak nader wpływowym i w znacznej mierze tworzy tło ideowe polskiego życia społecznego. Nigdy poziom rusofobii nie był tutaj tak wysoki jak teraz. Wielu jest przekonanych, że walka z Moskwą wstąpiła w stadium decydujące – „albo oni nas, albo my ich”.

Dla Rosji są to nowe warunki dla stosunków z Polską. Kolejność tych wydarzeń (zainicjowanie przez Platformę Obywatelską polityki „normalizacji stosunków z Rosją” i katastrofa lotnicza z roku 2010) rozbiła jednolitą uprzednio polską klasę polityczną. O ile wcześniej polityka Polski była dość określona i można było modelować linię strategiczną stosunków z nią, to teraz dwa obozy polityczne tego kraju proponują zasadniczo odmienny charakter stosunków, wyraźnie różniący się od poprzedniego. Z jednej strony jest to propozycja normalizacji i pragmatycznej współpracy ( i w okresie sprawowania władzy przez Platformę Obywatelską, co nieco udało się już w tym kierunku zrobić). Z drugiej strony – orientacja na stosunki maksymalnie skonfliktowane, na otwartą konfrontację, propagowanie nowej zimnej (a może i wręcz gorącej) wojny z Rosją. Przy czym raczej nie można liczyć na to, że w Polsce władzę sprawować będzie zawsze Platforma Obywatelska – ona już i tak długo, jak dla kraju demokratycznego, tę władzę utrzymuje. A jedna dla niej alternatywa polityczna, realnie mająca szansę sprawowania władzy – to Prawo i Sprawiedliwość . Tak więc zdecydowanie czynników oficjalnych Rosji co do budowania „normalnych” a nawet „pojednawczych” stosunków z Polską jest związane z ogromnym ryzykiem.W wyniku wyborów wcześniej czy później do władzy dojść mogą te siły polityczne, które od razu i z rozpędu zniszczą wszystkie osiągnięcia poprzedniej linii, a znaczną poprawę sytuacji Polski dzięki niej osiągniętą (zarówno w stosunkach z Rosją jak i wewnątrz wspólnoty zachodniej), wykorzystają do konfrontacji z nią. Z tak mocną i otwartą wrogością ze strony jakiegokolwiek z dużych krajów europejskich Rosja jeszcze się nie zderzała. Jest niewątpliwe, że gdyby ukształtowała się taka właśnie sytuacja, to kontakty Rosji z całym Zachodem mogłyby bardzo mocno ucierpieć.

W efekcie politykę „wyboru strategicznego” realizować trzeba w warunkach braku jakiejkolwiek gwarancji dla samej możliwości jego realizacji w przyszłości. Już teraz socjolodzy informują o silnym spadku notowań lidera Platformy Obywatelskiej i premiera kraju D. Tuska. W tej sytuacji podstawowym przedmiotem zainteresowania staje się maksymalne odkładanie zmiany władzy w Polsce do czasu, gdy będzie możliwe, iż konfiguracja sił politycznych mocno się zmieni (co już nie raz się tutaj zdarzało w okresie postkomunistycznym) i osłabnie napięcie konfrontacji wewnętrznej, doprowadzając życie polityczne i społeczne Polski do stanu  bardziej stabilnego. Tylko wtedy będzie nadzieja, że wybór połowy społeczeństwa polskiego stanie się stabilnym wyborem większości.

I w tym właśnie kontekście, spotkanie przywódców Kościołów, które miało właśnie miejsce, ma bardzo duże znaczenie. Polska opinia publiczna traktowała jako normę to że Kościół polski jest sojusznikiem obozu prawicowo-konserwatywnego. Generalnie nie przeszkadzały temu ani istnienie w samym środowisku kościelnym widocznej różnorodności politycznej, ani szereg znaków, wysyłanych do społeczeństwa przez kierownictwo Kościoła, dających do zrozumienia, że nie życzy sobie ono zdecydowanego stawania w rozprzestrzeniającej się konfrontacji wewnątrzpolskiej po jednej ze stron. Niemniej jednak, dominujące na poziomie parafialnym poparcie Prawa i Sprawiedliwości jest zjawiskiem prawie zwyczajnym. Poza tym, do dzisiaj nie padła ze strony Kościoła jakakolwiek ocena wersji katastrofy smoleńskiej jako wyniku spisku antypolskiego. Spotkanie arcybiskupa Józefa Michalika z patriarchą Cyrylem i podpisanie przez nich wspólnego przesłania oraz udzielone w związku z tym wywiady zmieniły sytuację zasadniczo. Kościół polski otwarcie odciął się od kursu Prawa i Sprawiedliwości na radykalną konfrontacje z Rosją, zrezygnował z jej nowego demonizowania, a w oświadczeniach dodatkowych, mimo iż nie potępił, to jednak odmówił poparcia „religii smoleńskiej”. Nie można traktować tego jako gotowości pozycjonowania siebie z drugiej strony barykad polskich, ale w środowisku prawicowo-konserwatywnym to wydarzenie jednoznacznie traktowane jest jako poparcie przez Kościół linii oficjalnej Platformy Obywatelskiej i, odpowiednio, jej wersji wydarzeń lat ostatnich. W ten sposób spotkanie Kościołów zmienia cały układ społeczno-polityczny w Polsce i wymierza mocny cios obozowi prawicy, co mieć będzie dla niego poważne skutki.

 „Wspólne przesłanie do narodów Rosji i Polski” jest napisane bardzo precyzyjnie – nigdzie nie została przekroczona granica pomiędzy sferą obowiązku pasterskiego i polityką państwową. Ustalono wspólny początek „drogi dialogu szczerego” i gotowość do walki o sprawę wspólną – ochronę społeczeństwa przed demoralizacją, oraz konieczność obrony prawa religii do obecności w sferze publicznej. Sądzę, że jest to najlepszy tekst wśród wszystkich tych, które pojawiły się ostatnio w ogólnym kontekście normalizacji naszych stosunków. Tym bardziej, że jest to w ogóle pierwszy dokument tego rodzaju, jaki podpisuje nasza Cerkiew z katolikami. I bardzo dobrze, że nie ma w nim słów „wybaczamy i prosimy o wybaczenie”, których wielu w nim oczekiwało- tych samych słów, od których, jak się uważa, zaczęło się pojednanie polsko-niemieckie. Świadczy to o adekwatności polityki kościelnej do realiów i nastrojów społecznych oraz koniunktury politycznej, która niezbyt szybko przestanie forsować linię antyrosyjską w Polsce.

Bardzo jest też ważne, że za podstawę współpracy dwóch Kościołów wybrano wspólne przeciwstawianie się takiemu trendowi we współczesnej kulturze i polityce zachodniej, który burzy spuściznę tradycyjnej etyki chrześcijańskiej i wyklucza czynnik kościelny z życia społecznego. „Kryzys Europy” – to sformułowanie z książki patriarchy Cyryla szczególnie zostało podkreślone przez arcybiskupa Józefa Michalika w wywiadzie przez niego udzielonym. Jest to rzeczywiście ta strona polityki, która jednoczy Polskę i Rosję. Wspólnym problemem dla obu Kościołów, jak i w ogóle dla nastawionych konserwatywnie Polaków i Rosjan jest radykalnie antychrześcijańskie nastawienie poprawności politycznej Zachodu współczesnego.

Ostatnio w Polsce następuje coraz głębsze uświadomienie sobie, że ta Europa, do której wstąpił ich kraj – to niezupełnie ta Europa, do której chcieliby trafić. Dla współczesnej Polski istnieją dwie Europy. Jedna stara, tradycyjna, chrześcijańska – ta Europa, w której Polska tkwiła jeszcze w okresie międzywojennym i do której większość Polaków chciałaby wrócić. I inna – nowa, agresywnie  antychrześcijańska, która wymaga od Polski takich anty-norm moralności społecznej, które obce są przeważającej większości Polaków. Po powrocie do Europy Polska, ze swoim konserwatyzmem, szybko stała się w niej „odmieńcem”, nieustannie krytykowanym z powodu swojego kulturowego zacofania. Większa część Polaków do dzisiaj nie rozczarowała się z powodu decyzji o wstąpieniu do UE, jednak nastawienie eurosceptyczne jest bardzo rozpowszechnione i z upływem czasu staje się coraz bardziej wpływowe. Dziwne jest to dla wielu, ale współczesne oblicze starej, chrześcijańskiej Europy bardziej zbliża teraz Polskę i Rosję niż Polskę i Zachód. Najgłośniej o braku akceptacji dla antychrześcijańskiej kultury nowej Europy pozwalają sobie teraz mówić właśnie w Rosji. Jest to podstawa dalszej współpracy. I rozprawa grupy „Pussy Riot” za to, co uczyniła w Świątyni Chrystusa Zbawiciela i akcja „Femen” w Kijowie (spiłowanie krzyża katolickiego) – wszystko to stanowiło niezłą ilustracje tego, z czym teraz powinni walczyć prawosławni i katolicy. I widocznie nadszedł czas, kiedy to Kościół polski okazał się gotów do współpracy z Cerkwią Rosyjską w tych kwestiach.

Połączenie wezwania do pojednania narodów z oświadczeniami o obronie wartości tradycyjnych – jest momentem szczególnie ważnym. Najczęściej przecież mówi się o pojednaniu w kontekście umacniania „nowej epoki”, gdy trzeba „strząsnąć pył przeszłości z nóg swoich” i żyć dniem dzisiejszym. Kościół polski i rosyjski gotowe są, stawiając opór kryzysowi duchowemu Europy, do współpracy na odmiennych podstawach – i można w tym usłyszeć werbalizację tego, że w przestrzeni między Polską i Rosja jest zapotrzebowanie na Europę odmienną, alternatywną wobec „brukselskiej”, na Europę tradycji.

Ten właśnie aspekt „Przesłania wspólnego” jest tą częścią jego, która jest znacznie bliżej środowisk prawicowo-konserwatywnych w Polsce, to znaczy elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, niż do bardziej liberalnie nastawionych zwolenników Platformy Obywatelskiej. Właściwie polski eurosceptycyzm i to, co we współczesnym języku Zachodu nosi miano „braku tolerancji”, ta właśnie partia wyraża w dużej polityce. W tekście Przesłania wspólnego Kościół polski odwraca nastawienia tradycjonalistycznej części społeczeństwa: za wezwaniem do zachowania moralności chrześcijańskiej następuje nie zwykły stary apel o walkę z Rosją, lecz na odwrót- do współpracy z nią. Co więcej, Rosja w postaci Cerkwi prawosławnej uznawana jest za jej równoprawnego strażnika, a nie za „wroga całego chrześcijaństwa”, za jakiego przyzwyczajono się ją widzieć. Jest to potężny przełom w sferze podstawowych modeli percepcji, właściwych polskiemu środowisku katolickiemu, niszczący faktycznie zwyczajowe stereotypy. Wywiera to tym większe wrażenie, iż tekst Przesłania wspólnego biskupi polscy zatwierdzili jednogłośnie.

Trzeba powiedzieć, iż jest to przełom tak duży, że mało jest prawdopodobne, aby został on zrozumiany przez  zwolenników „religii smoleńskiej”. Rozumieć też trzeba, że Kościół polski podpisując to przesłanie znalazł się w kraju w bardzo trudnej sytuacji: w czasie możliwym do przewidzenia będzie musiał funkcjonować w niezwyczajnej dla niego atmosferze bardzo ostrej krytyki ze strony najbardziej konserwatywnej części Polaków oraz w konfrontacji z bardzo mocną opozycją wewnątrzkościelną – w każdym razie na poziomie duchowieństwa parafialnego i szeregu znanych kaznodziei. Co więcej, dla wielu krok taki nie oznacza nic innego, jak zdradę Polski a nawet całego chrześcijaństwa. Pojawiło się już niemało oświadczeń, że „Kościół bierze udział w operacjach KGB!” – i dla znaczącej liczby ludzi nie jest to zdanie bez treści. Dla takich Polaków słowa patriarchy Cyryla wydają się być szczytem cynizmu „Imperium zła”, które „w dzikości swojej rozsiewa wszędzie bezprawie i śmierć”, które w swojej schizmie i w swoim komunizmie „zawsze było wrogiem Kościoła Katolickiego” przysyła do Polski, tzn. do „Chrystusa Narodów” – związanego z jego władzą świecką najwyższego hierarchę cerkiewnego i on, w obecności i za zgodą biskupów polskich, uczy Polaków jak żyć po chrześcijańsku. Przyjąć to wszystko jako coś, co ma prawo bytu, nie zmieniając przy tym podstawowych pojęć o Rosji i stosunkach polsko-rosyjskich – nie jest chyba w ogóle możliwe. Ale również zmienić je jest skrajnie trudno – jak na razie to nawet nie wiadomo na co, przecież w polskiej kulturze nie ma prawie tradycji percepcji alternatywnej.

Niewątpliwie w samym Kościele polskim to rozumieją, rozumieją, że dla zaakceptowania nowych realiów, wprowadzić trzeba zmiany do tych podstaw ideologii narodowej, które określają miejsce Polski w Europie oraz stosunek do Rosji. I oświadczenia, proponujące taki nowy model autopercepcji już zabrzmły. Szef Katolickiej Agencji Informacyjnej Marcin Przeciszewski powiedział, że widzi Polskę, jako „most pomiędzy chrześcijaństwem wschodnim i zachodnim”. Jednak historycznie Polska widziała siebie jako „forpocztę chrześcijaństwa” na wschodzie Europy, której posłannictwem jest rozpowszechnianie katolicyzmu, oraz jego obrona przed protestantami na północy, prawosławnymi na wschodzie i muzułmanami na południu. Jest to jedna z zasadniczych tez samoświadomości narodowej. Być „mostem” pomiędzy światem Prawosławia i Zachodem na razie ona nie próbowała. Jasne jest tylko, że do tej nowej roli Polska będzie musiała radykalnie zdradzić swoją wielowiekową tradycję, do czego, w gruncie rzeczy, Polacy w ogóle nie są skłonni. Tradycję, trzeba powiedzieć, bardzo silną i do dzisiaj w dużej mierze określającą politykę świecką Warszawy.

W miarę integracji Polski postkomunistycznej ze wspólnotą zachodnią, zarówno w Moskwie, jak i w Europie Zachodniej chciano widzieć w niej taki „most” polityczny i ekonomiczny, który mógłby polepszać i upraszczać kontakty między Rosją i Zachodem. Myśl ta oparta była na pragmatycznym wniosku, że sytuacja taka jest dla Polski najbardziej korzystna i ma ona po temu wszelkie zasoby. Nie doceniono jednak wtedy struktury polskiej samoświadomości narodowej, która przyzwyczaiła widzieć siebie jako właśnie „forpocztę” Europy w konfrontacji z Rosją, ale w żadnym razie nie jako most. Rezygnacja Rosji i Europy z traktowania Polski jako potencjalnego mostu nastąpiła właśnie za prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Obie strony generalnie zgodziły się, że Polskę izolować należy od linii stosunków rosyjsko-europejskich, gdyż nader niekonstruktywne jest jej uczestnictwo w nich. To stało się jedną ze składowych tego najgłębszego kryzysu polskiej polityki zagranicznej, jaki, zdaniem większości ekspertów, nastąpił w końcu pierwszego dziesięciolecia nowego wieku. Uświadomienie sobie tego było przyczyną powołania do życia planu „normalizacji stosunków z  Rosją”, który realizowany jest przez obecnie rządzącą partię. Ale tego, że do tych istotnych przemian politycznych dojdą jeszcze tak znaczące przemiany w stosunkach między kościołami- trudno było oczekiwać. Korzeni tego wydarzenia szukać należy zapewne poza granicami Polski i kryją się one w ogólnym kontekście stosunków między Kościołami prawosławnym i katolickim.

Sądzę, że są podstawy aby przypuszczać, że rezultaty zakończonej wizyty patriarchy Cyryla w Polsce mogą mieć znaczenie znacznie bardziej długookresowe, niż obecny format stosunków między dwoma państwami. I mimo, iż niezbyt optymistycznie patrzę na długookresowe projekty przyszłego „pojednania” i wątpię w to, że Polska kiedykolwiek stać się może „mostem pomiędzy Wschodem i zachodem”, to jednak szansa poprawy stosunków lub chociażby złagodzenia wrogości (nawiasem mówiąc – jednostronnej) powinna zostać maksymalnie wykorzystana.

Jest jeszcze jeden ważny moment: część Polaków – niech będzie ona nawet mniejsza – rzeczywiście nastawiona jest do Rosji raczej pozytywnie niż wrogo, głosu ich jednak prawie nie słychać – na polu informacyjnym zajmują oni pozycję marginalną. A wizyta patriarchy w Polsce – jest powodem po temu, aby głos tych ludzi zabrzmiał głośniej, aby został zauważony. Ważne jest tutaj, aby nawet Polacy będący rusofobami z przekonania zmuszeni byli do przyznania, że w Polsce jest też inna opinia – a nawet aby w głębi duszy zwątpili w to, że wszyscy jej nosiciele są ruskimi szpiegami. Uczynić to może całe tło informacyjne dyskursu o Rosji bardziej złożonym, co może dobrze wpłynąć na nasze stosunki.

Niemałą wagę ma to wydarzenie również dla prawosławnych obywateli Polski, żyjących zasadniczo na starych ruskich ziemiach na wschodzie kraju. Stopniowo staje się ich coraz mniej i ta wizyta jest bardzo znaczącym wsparciem dla lokalnej wspólnoty prawosławnej. Troski Rosji – zarówno cerkiewnej jak i świeckiej – brakuje jej tak samo mocno, jak i wielu innym ludziom żyjącym w tradycji prawosławnej na obszernych przestworzach ziemi Ruskiej, która pozostała poza Rosją.

Autor jest  starszym pracownikiem naukowym w Rosyjskim Instytucie Badań Strategicznych

Oleg Niemenskij

Za: regnum.ru

Tłumaczył Henryk B. Tymiński Łódź     

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Niemenskij: Co jednoczy Polskę i Rosję”

  1. @PT Autor : 1/ Jakie, w kategoriach technicznych, są „oczekiwania strony rosyjskiej wobec strony polskiej” i vice versa? 2/ Jakie są, „rozpoznane przez stronę rosyjską”, możliwości strony polskiej, i vice versa? 3/ Jak się ma obecnie deklarowane zbliżenie rosyjsko polskie do obecnie praktykowanego zbliżenia rosyjsko-niemieckiego, w szczególności, co takiego Polska ma obecnie dla Rosji, czego nie miałyby Niemcy?

  2. @PT Autor: Moim (czysto amatorskim) zdaniem Polska ma do zaoferowania Rosji: 1/ Neutralność w przypadku ewentualnej „rekonkwisty” Pribałtiki. 2/ Niezaangażowanie w agresję (przepraszam, misję antyterrorystyczną) na Iran i interwencję (przepraszam, misję humanitarną) w Syrii. 3/ Powstrzymanie się od ingerencji w wewnętrzne sprawy Rosji, zwłaszcza w sytuacji zwalczania przez Kreml „kulturowych marksistów” i sponsorowanych przez Zachód antycywilizacyjnych grup wywrotowych tzw. demokratycznej opozycji oraz eliminowania przez SpecNaz sponsorowanych przez Zachód i Arabów wahabickich terrorystów.

  3. A co może zaoferować Polsce Rosja? Jak Państwo uważają: 1) neutralność (albo poparcie?) w przypadku rekonkwisty tzw. zachodniej Ukrainy ewentualnie Wileńszczyzny, 2) ścisły sojusz wojskowy i gwarancja ochrony naszych granic z Niemcami na zachodzie?

  4. @labedz: ad 1/ Wątpię, Ukraina Zachodnia to już „Święta Ruś”, co do Wileńszczyzny – po co nam to? ad 2/ Obrona przed Drang nach Osten mogłaby byc korzystna, nie jestem jednak pewien, czy Rosja gotowa byłaby poświęcić relacje z Niemcami na rzecz „pojednania” z Polską – chyba, że na osi Berlin-Moskwa coś sie psuje, np. Berlin okazał się w wiekszym stopniu, niż wiemy oficjalnie, ekspozyturą Waszyngtonu. Możliwym wydaje mi się wsparcie rosyjskie (lub rosyjsko-chińskie?) przy uwalnianiu się Polski spod dyktatu tzw. rynków finansowych, o którym mówił ostatnio bodajże Pan Prezydent. Aby to jednak było możliwe, musiałoby chyba dojść do dalekoidącej polaryzacji obozu władzy: Komorowski kontra (Tusk+Sikorski+Kaczyński).

  5. @labedz – cont’d : W komentarzu do postu „…Pali sie w PiSie” napisałem tak: „… „…A jeśli już będą musieli wybierać, to większość z nich wybierze lojalność wobec Kościoła…” – wątpię. Myślę, że od razu w ruch poszłyby teczki IPNowskie. PO nie może pozwolić na dekompozycję PiS-u, to przecież tak wygodna pseudoopozycja, tak dobrze gra środowisko katolickie i patriotyczne. Myslę, że za wiele środków zaangażowano w ten dezinformacyjny „montaż”, żeby sie teraz wycofać. Alternatywą byłoby przecież powstanie katolickiej, niejakobińskiej, REALNEJ opozycji. Kto na to pozwoli w środku Europy? No, chyba że faktycznie możemy w tej sprawie liczyć na REALNE rosyjskie wsparcie. Byłoby miło … …”. Może powstanie REALNEJ katolickiej opozycji, przy wsparciu np Prezydenta RP i „cichym” wsparciu Rosjan to byłoby to o co chodzi, tzn. DEMONTAŻ okrągłostołowego dezinformacyjnego MONTAŻU, że niby PO jest pro-rosyjska a PiS-antyrosyjski, podczas gdy wszyscy są de facto antyrosyjscy, proameryklańscy, prolichwiarscy i propedalscy.? Może udział opcji „antycywilizacyjnej” (gł. zwolennicy EU, USA, syjonizmu, ale też homolobby, lobby pro-lichwiarskie etc.), stał sie dla Rosji niestrawny ze wzgledów geopolitycznych, bo stanowi, de facto, wieloaspektową antyrosyjska jaczejkę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.