Nieśmiertelny Stanisław Cat-Mackiewicz

 I o dziwo, każdy – od lewicy po prawicę – znajduje w nich często wiele treści, z którymi się utożsamia. Stanisław Cat-Mackiewicz (1896-1966) to jeden z najbardziej popularnych polskich pisarzy politycznych. Pamfleciarz, zgrywus, sybaryta, trefniś, a jednocześnie bardzo bystry umysł i wielki erudyta.

Nie mieści się w ciasnych polskich szufladkach – nikt do końca nie może uznać go za „swojego” w 100 procentach. Piłsudczycy i niepodległościowcy nie mogą mu wybaczyć powrotu w 1956 roku do PRL i kontaktów ze służbami. Endecy też nie pałali do niego miłością, bo bardzo często ich wyśmiewał i krytykował. Paradoks polega na tym, że w 1956 schronił się pod skrzydła PAX-u Bolesława Piaseckiego i przez lata otwierał wiele numerów „Słowa Powszechnego” swoimi przenikliwymi felietonami. Konserwatyści i monarchiści lubią go chyba najbardziej, choć i oni mają nieraz nietęgie miny, czytając niektóre teksty Mistrza lub zapoznając się z jego życiowymi zakrętami. W sumie to jednak dobrze – Cat jest w tej sytuacji dobrem narodowym. Cieszy więc fakt, że Wydawnictwo UNIVERSITAS z Krakowa podjęło się, przy wsparciu Ministra Kultury, wydania 10 tomów dzieł Mackiewicza. Wyszły już dwa pierwsze.

Te dwa tomy są najmniej znane polskiemu czytelnikowi, bo były wydane przed wojną i traktowały o takich sprawach, które przed 1989 rokiem były tematem tabu. Chodzi tu zwłaszcza o tom „Myśl w obcęgach – studia nad psychologią społeczeństwa sowietów”. Już sam tytuł był nieprawomyślny, a co dopiero treść. Za to pierwsza książka pt. „Kropka nad i – Dziś Jutro” od biedy mogła się ukazać w PRL, ale tylko od biedy. W obu książkach, będących po części także zbiorem publicystki z wileńskiego „Słowa”, mamy Cata młodzieńczego, ledwie 30-letniego, ale już znanego i kontrowersyjnego. To czasy kiedy on, kresowy żubr – opowiada się za silną władzą państwową, za Józefem Piłsudskim, za zamachem majowym, który ma być dla niego tylko wstępem do powrotu monarchii. Kto miał być królem? Piłsudski rzecz jasna. To że socjalista? Nieważne, ale szlachcic i wziął władzę. Dlatego endecja była dla Mackiewicza wrogiem, ze swoją koncepcją przewagi narodu nad państwem, z ideą nacjonalizmu, państwa minimum, była dla niego zawalidrogą na drodze realizacji idei mocarstwa wielonarodowego, w którego odrodzenie wierzył. To miał być powrót do I Rzeczpospolitej. Postawa endecji jawiła mu się niczym szlacheckie warcholstwo przeciwko władzy monarszej. Kiedy pisze o endecji, współczesny czytelnik nieodparcie widzi obecny PiS, choć to paralela fałszywa. Oddajmy jednak głos Mistrzowi:

„Endecja władzy nie obejmie. To darmo. Konstytucja 17 marca (a rozumujemy na podstawie założenia, że Kon¬stytucja 17 marca byłaby sukcesorem po Marszałku) ze swoją ordynacją wyborczą nie da w żadnym wypadku zwycięstwa endecji. Możliwe to było tylko w 1922 r. i za¬wiodło nawet wtedy. Dziś endecy mogą zdobyć jakąś na¬prawę swej szczupłej obecnej liczby, lecz 223 posłów w parlamencie nie zdobędą.

Zwłaszcza, że endecja przestała być stronnictwem ideowym, dbającym o państwo. Gdyby nim była, nie uprawiałaby wyłącznie polityki „Schadenfreude”, jaką uprawia dziś. Gdyby była stronnictwem ideowym, pa¬triotycznym, państwowo myślącym, kochającym więcej Polskę od swojej histerii, myślałaby więcej o tym, że Pol¬ska potrzebuje rządu i że zwalczając Marszałka, może od¬dać tę władzę tylko lewicy wraz z nieobliczalnymi dla Polski tego faktu konsekwencjami. Dziś endecja to jest tylko zorganizowana swarliwość”.

Sformułowanie „zorganizowana swarliwość” jest celne, bardziej pasuje jednak do współczesnego PiS-u niż do endecji przełomu lat 20. I 30. XX wieku. Ale wtedy Mackiewicz marzył o Imperium, więc endecja była naturalnym wrogiem. Jak sobie wyobrażał misję Polski?

„Najlepszym hołdem, złożonym polskiej historii, bę¬dzie prawda. Pochlebstwo najbardziej przesadne zawsze da się zakwestionować, jedynie prawda dźwiga pomniki wiecznotrwałe. Dziesięciolecie Polski, obchodzone w ze¬szłym roku nie jest dla mnie dziesięcioleciem, jest tylko jednym z obchodów na cześć państwa polskiego, które istnieje tysiąc sto kilkadziesiąt lat i to istnieje nieprzerwa¬nie. Państwo polskie istniało przez wiek XIX, bo istniała idea państwowa polska, istniała polityka państwowa pol¬ska. Tylko ta idea i ta polityka maskowały się hasłami na¬cjonalistycznymi. Nie można powiedzieć: umarło pań¬stwo polskie, pozostał naród polski. Historycznie jest to nieprawdziwe, niesłuszne, fałszywe. Powstania nasze krwawiły się o granice nad i za Berezyną, o Wołyń, Po¬dole, o ziemie, gdzie naród polski był w mniejszości. Za¬równo rok 1831, jak 1863 była to walka z Rosją o Litwę i Ruś – dalszy ciąg walki o pierwszeństwo w Słowiańszczyźnie”.

A więc idea państwowa i mocarstwowa. Z dzisiejszej perspektywy to mrzonka, ale wtedy wielu ludzi wierzyło, że przed II RP rysuje się wielka przyszłość. Rosja powalona przez bolszewizm, Niemcy osłabione, zainteresowane raczej Bałkanami a nie nami. A więc jedne tylko krok do mocarstwa. W latach 30. Młodzi w SN i ONR-owcy też temu ulegli, marząc o Wielkiej Polsce będącej Imperium zagospodarowującym dawne ziemie I RP. Późniejsze zejście na ziemię było bolesne. Okazało się, że realizm polityczny starej endecji i konserwatystów krakowskich były jednak czymś znacznie bardziej racjonalnym niż mocarstwowe mrzonki. Sam Cat uznał to zresztą w pełni i dał temu wyraz w następnych książkach.

Jedną z najbardziej fascynujących kwestii w pisarstwie Cata jest jego stosunek do Rosji. Nie ma w nim wielkich różnić z poglądami brata – Józefa Mackiewicza. Obaj są zauroczeni starą, carską Rosją, boleją nad jej losem, choć mają nadzieję, że to my ją teraz na Wschodzie zastąpimy. Cat co jakiś czas wraca do dziejów dawnej Rosji, śledzi wszystkie publikacje, jakie się na jej temat ukazują, „rzuca się”, jak sam pisze, na pamiętniki Siergieja Sazonowa i inne. Oburza go prymitywne i małostkowe niszczenia wszelkich śladów kultury rosyjskiej, traktowanie Cerkwi prawosławnej. Protestuje kiedy władze Klubu Myśliwskiego w Warszawie usuwają z grona jego członków Wielkiego Księcia Mikołaja Mikołajewicza, autora słynnej odezwy do Polaków z sierpnia 1914 roku. Po śmierci Księcia, pisze:

„Gazety francuskie piszą z serdecznym smutkiem: „jaka szkoda, że w chwili zwycięstwa nad Niemcami nie było już Rosji”. Ten dźwięk głosu jest szczery, jest on dla nas, Polaków, bardzo nieprzyjemny. Ale nie dziś będzie¬my przeciw niemu protestować. Zachowajmy się wobec niego, jak dobrze wychowany kochanek, gdy jego ko¬chanka płacze nad grobem dawnego swego narzeczone¬go. I my odprowadźmy oczami tę trumnę. Bądźmy po-ważni. Dźwięki tego marsza żałobnego – to straszna przestroga. Oto drugi wielki naród słowiański w ciągu ostatnich dwustu lat dzięki anarchii, dzięki niemocy we¬wnętrznej wpada w niewolę. Myśmy padli przez własną anarchię i przemoc cudzą. Bądźmy rycerscy w tej chwi¬li, kiedy ostatnia grudka ziemi pada na trumnę ostatnie¬go żołnierza dawnej Rosji. Piękno wojny polega na szacunku dla przeciwnika. Kocham najwięcej tych naszych bohaterów, którzy wal¬czyli z Rosją. Dziś salutuję ostatniego z tych, z którymi pasmo wojen rozpoczęto przed Jagiellonami”.

Mackiewicz uważa, że Rosja skończyła się jednak na dobre. Sowiety są słabe, a jeśli już, to nie interesują się Europą, tylko Azją. To im zresztą doradza. Europa jest dla nas, dla nich Azja. To jedna z większych pomyłek Mistrza. Jego obserwacje życia codziennego w ZSRR ujęte w książce „Myśl w obcęgach…” są jednak przenikliwe i sprawiedliwe. Cat pojechał tam w latach 30., kiedy stosunki polsko-sowieckie uległy polepszeniu i Moskwa chętnie zapraszała polskich dziennikarzy, żeby zobaczyli na własne oczy kraj rewolucji. Mistrz konfrontuje tę rzeczywistość z tą, którą znał przez 1917 rokiem i zawsze to porównanie wypada na korzyść tamtej Rosji. Nigdy tego nie ukrywa. Zauważa, że Rosja jest w Sowietach gnębiona i poniżana, uznaje, że naród rosyjski jest wewnętrznie okupowany. Faworyzowane są mniejszości i inne niż rosyjski języki. Było to jeszcze przed 1936 rokiem, kiedy Stalin dokonał zwrotu w kierunku tradycji państwa rosyjskiego i kazał zmienić podręczniki szkolne. Kiedy Cat był w ZSRR, te tendencje zmierzające do „rusyfikacji” systemu były jeszcze niewidoczne.

Wśród wielu fragmentów tego reportażu najbardziej wzruszający jest opis wizyty Cata w jednej z ocalałych świątyń:

„Niezwykłe wzruszenie ogarnia człowieka na nabo¬żeństwie w kościele. Czuje się tu, że każdy przychodzący na nabożeństwo spełnia akt odwagi, naraża siebie i swo¬ich. Oto idzie jakiś stary, bardzo stary pan o lasce, w fu¬trze z pysznym niegdyś bobrowym kołnierzem. Dziś fu¬tro jest wyliniałe, staremu panu trzęsą się wargi. Oto schodzą się kobieciny, mają ze sobą gazetę bolszewicką „Prawdę”, rozwijają tę „Prawdę”, wyjmują stamtąd książ¬kę do nabożeństwa, w jakimś naiwnym, dawnym wyda¬niu z XIX w. Kto chce doznać prawdziwie rzewnych i prawdziwie podniosłych wrażeń, niech przyjedzie do Moskwy, niech tutaj pomodli się na mszy świętej, o ileż bardziej podniosłej i wzruszającej, ileż bardziej ka¬tolickiej niż najwspanialsza ceremonia w bazylice świę¬tego Piotra w Rzymie. Ludzie tu przychodzą, narażając wszystko, za ścianami tego kościółka panuje przemoc, terror i cała ogromna siła olbrzymiego państwa, zwróco¬na cała swą nienawiścią przeciwko modlitwom, szepta¬nym w tym kościółku. I modlitwy te wydają się świętsze niż gdzie indziej i każdy sakrament w tym kościele, w je¬go ubóstwie, strachu, grozie, wydaje się być jakiś inny, i aż straszno pomyśleć o tym, który by złamał ślub czy przysięgę tu, w tych świętych, świętych, po trzykroć świętych, biednych ścianach złożoną”.

Polskie postrzeganie wschodniego sąsiada było w tym czasie mieszaniną litości, lekceważenia i pogardy, połączonego z poczuciem wyższości. Prawie nikt nie widział wielkiego zagrożenia z tej strony, nikt nie przewiduje nowej odsłony potęgi państwa roysjkiego. Sam Cat zauważył jedno bardzo charakterystyczne zjawisko:

„Przede wszystkim: u nas człowiek normalny nie wierzy w wojnę Polski z Rosją. Nie dlatego, że jest pacyfistą, tyl¬ko dlatego, że nie wierzy. Początkowo starałem się Ro¬sjanom, z którymi rozmawiałem, wytłumaczyć i przed¬stawić, jak myśl o agresji stoi naprawdę od nas daleko. Powoływałem się między innymi na tak kapitalny i lo¬giczny argument, że już sam charakter naszej polityki wobec Niemiec wyklucza jakąkolwiek możliwość przy¬gotowywania przez nas wojny przeciw Rosji. Potem machnąłem na to ręką.

W Rosji każdy normalny człowiek wierzy w wojnę. Co więcej, każdy normalny człowiek nie może sobie zdać sprawy, dlaczego my czy Europa, czy ktokolwiek dotych¬czas na Rosję nie napadł. Ta kwestia wydaje się im tak dziwna, że tłumaczą to sobie tylko jakąś perwersyjną chytrością z naszej strony”.

To ważne spostrzeżenie – Rosja bolszewicka od czasów wojny domowej żyła w poczuciu osaczenia i zagrożenia ze strony „Imperializmu”. Jego częścią byliśmy także my. Kolejną interwencję zewnętrzną uznawano za pewnik. Wątpię, że wtedy myślano tam o podbojach i zdobyciu świata, myślano raczej o zachowaniu, tego co posiadano. Ale to jest już temat na inną dyskusję. Zachęcam do uczty, jaką jest lektura dzieł Mackiewicza. Nikt nie będzie uznawał tego czasu za stracony.

Jan Engelgard
Stanisław Cat-Mackiewicz, „Kropka nad i – Dziś i Jutro”, UNIVERSITAS Kraków 2012, s. 305 i „Myśl w obcęgach – studia nad psychologią społeczeństwa sowietów”, UNIVERSITAS Kraków 2012, s. 206.

Myśl Polska
Nr 29-30 (15-22.07.2012)
aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.