O rosyjskiej interwencji na Krymie: komentarz

Nie ukrywam i nigdy nie kryłem braku poparcia dla Majdanu oraz politycznej krótkowzroczności, która do niego doprowadziła. Twierdzę, że pacyfikacja tego buntu, sprowokowanego przez wspomaganych zakulisowymi działaniami Zachodu samozwańczych dobroczyńców kraju spod znaku Bandery i SS Galizien, stanowiłaby mniejsze zło. Niestety nie udało się, czego ponosimy właśnie konsekwencje: mamy wojnę.

Ukraina zawsze stanowiła rosyjską strefę wpływów. I jest to fakt.

Obecny kryzys jest chyba najpoważniejszym z dotychczasowych. Czy w obecnej sytuacji Rosja ma prawo do interwencji? Biorąc pod uwagę zawarte w roku 2010 porozumienie z Ukrainą, na mocy którego rosyjska flota zyskała prawo stacjonowania na Krymie do roku 2042 – ma. Dla rosyjskich sił zbrojnych jest to jeden z najważniejszych punktów strategicznych, musi więc być zrozumiałym, że rosyjskie interesy zostały tym samym zagrożone, zatem odpowiedź zbrojna, jakkolwiek zła, jest logiczną konsekwencją – zarówno chaosu na Ukrainie, jak też niepokojów w obrębie krymskiej autonomii. Tarcia między popierającą nowy rząd społecznością tatarską, a rosyjską – opowiadającą się za dotychczasowym stanem rzeczy lub wręcz deklarującą chęć związania autonomii z Federacją, dalej – groźby interwencji sotni Prawego Sektora – wszystko to zagraża stabilności pozycji militarnej Rosji w rejonie, a niepewna sytuacja polityczna w Kijowie, zwłaszcza wobec nieprzyjaznego dla Rosji tonu nowych władz, niczego nie polepsza. Nie popieram tej wojny, ale trzeba ją zrozumieć.

Ukrainę należało zostawić w spokoju, niestety obecnie można jedynie próbować gasić pożar. Czy stół negocjacyjny może jeszcze być rozwiązaniem? Uważam, że tak, ale Zachód musi najpierw zagwarantować prawa Rosji zabezpieczenia jej interesów. Putin musi dostać obietnicę zachowania wpływów nawet, jeżeli będzie to oznaczało większą, niż dotychczas, rosyjską obecność wojskową na Krymie. Najważniejszym postulatem ze strony Zachodu i Ukrainy winna stać się nienaruszalność terytorialna tego państwa. Jeżeli ustępstwa wobec Rosjan będą to w stanie zagwarantować bez rozlewu krwi – tym lepiej. Zresztą – w sytuacji doprowadzenia do takiego rozwiązania obydwie strony zachowają twarz.

Z drugiej strony – czytając komentarze, dotyczące tego, czego to Putin nie może, przypomina mi się historia innych akcji zbrojnych i gróźb pod adresem suwerennych państw, jakie kierowały kraje zaniepokojone o własny interes ekonomiczny lub geopolityczny. Czy – dla przykładu – Wielka Brytania nie czyniła tak w odniesieniu do Argentyny z powodu Falklandów? Czy nie zagroziła Hiszpanii z powodu Gibraltaru? Stany Zjednoczone dokonują interwencji zbrojnych według własnego osądu gdziekolwiek chcą…

Dlaczego więc, niezależnie od braku poparcia dla wojny jako rozwiązania zawsze najgorszego z możliwych, potępiamy Rosję za obronę jej interesów? Może zamiast tego, Zachód powinien w końcu uznać swoją omylność i postawić na dobrą, sprawdzoną wielokrotnie równowagę sił, bazującą na poszanowaniu obustronnych interesów?

Nie jestem niestety pewien, czy Zachód jest jeszcze zdolny do wykorzystania szansy, o której wspomniałem. Skompromitowani politycznie wychowankowie lewackich szkół politycznej utopii na fotelu prezydenta USA oraz za biurkiem sekretarza generalnego NATO (ten ostatni znany zresztą z prowadzenia dyplomacji za pomocą postów na Twitterze), pozwalają żywić po temu uzasadnione wątpliwości – podobnie zresztą, jak liczne ostatnio przykłady krótkowzrocznej i prowadzonej w zaślepieniu polityki USA, Francji i innych państw wobec Bliskiego Wschodu (który, by nazwać rzecz wprost, po prostu podpalono).

Mariusz Matuszewski

http://www.myslkonserwatywna.pl

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *