O skuteczną laicyzację

Kilka dni temu mogliśmy przeczytać taki oto wspaniały wywód Dawida Wildsteina:

„Wielotysięczne procesje z okazji Bożego Ciała. Wiara i tradycja manifestowane publicznie, na ulicach. Ci, którzy uczestniczą w tych procesjach, robią to, co najbardziej przeraża Michnika, autorytety od pałowania takie jak Wałęsa czy w końcu samego premiera Tuska. Są gotowi wyjść na ulice z własnymi poglądami. Wyjść niezależnie o tego, czy autorytety i możni III RP dadzą na to przyzwolenie, czy też określą mianem obciachu. Mieć ideały, które uniezależnione są od widzimisię władzy czy też autorytetów kolejnych salonów. Ta odwaga stoi u źródła wszelkiej aktywności obywatelskiej”.

Za kilka dni z kolei usłyszymy pewnie jeszcze coś lepszego. Wykład Piotra Glińskiego pt „Potrzeba działania wspólnego: ruchy katolickie jako podstawa społeczeństwa obywatelskiego”. Odbędzie się to podczas I Sejmiku Liderów Katolickich, 16 czerwca na Jasnej Górze w sali o. Kordeckiego. Impreza będzie nielicha. „Polityka państwa polskiego wobec Kościoła” – Jarosław Kaczyński. „Rola katechezy w wychowaniu” – Jadwiga Wiśniewska /zapewne ze specjalną dedykacją dla Marka Jurka, który jeszcze niedawno był zapowiadany jako uczestnik imprezy, ale jakoś nagle zniknął/. „Odpowiedzialność świeckich za media” – Jacek Karnowski. „Walka z wiarą i tradycją w Unii Europejskiej” – Tomasz Poręba, itd. PiS-owskim rytmem. Nawet nikt specjalnie nie kryje, iż jest to impreza pod patronatem partyjnym.

Nie ma w tym nic zaskakującego. Człowiek tego samego obozu, jakim jest niewątpliwie Tomasz Terlikowski, kilka lat temu pisał:

„Takie zachowania braci Kaczyńskich doskonale pokazują, że /niezależnie od ich osobistej wiary/ zbyt często w działalności publicznej przyjmują oni błędną koncepcję miejsca religii w życiu publicznym. Chrześcijaństwo jest dla nich jednym z fundamentów życia społecznego /obok władzy i prawa/ i środkiem do zachowania spokoju społecznego. Gdy jednak owa konsekwentnie przyjęta i przemyślana religia staje się niebezpieczna dla spokoju społecznego, wówczas postkonsrwatysta bez żalu odsyła ją do lamusa, uznając ją za niebezpieczny fundamentalizm lub sekciarstwo. Fundamentalizm lub sekciarstwo, których tolerować nie należy, ponieważ uniemożliwiają budowanie sprawnego państwa. /…/ Takie myślenie ujawnia pokusę józefinizmu, tzn. takiego włączenia Kościoła w rzeczywistość społeczno-polityczną, która sprowadzałaby Świętą Instytucję wyłącznie do roli fundamentu życia społecznego, zwornika duchowego państwa, a jego duchownych do roli urzędników, których celem jest czuwanie nad moralnością”.

Jeszcze bardziej brutalnie ujmują to środowiska związane z Radio Maryja. W wydanej niedawno książce opisującej obalenie przez polityków PiS arcybiskupa Stanisława Wielgusa z funkcji metropolity warszawskiego Sebastian Karczewski pisze wprost:

„niezadowolone z papieskiej nominacji były również prawicowe elity władzy, które zdawały sobie sprawę, że przy abp. Stanisławie Wielgusie jako metropolicie warszawskim, nie da się z Kościoła uczynić ‘przystawki’ do partii rządzącej”.

Wszystkie te przydługie może cytaty zobrazować mają oczywistą na ich tle sytuację. W polskim Kościele nikt nie ma najmniejszych złudzeń co do faktycznego charakteru PiS. A jednak na mającej się odbyć w sobotę imprezie, przy obecności biskupa Wacława Depo, x. inf. Ireneusza Skubisia, zapewne masy ojców z Radio Maryja, oo. Paulinów z Jasnej Góry, Jarosławowi Kaczyńskiemu zostanie przekazane kierownictwo nad wszystkimi organizacjami katolickimi.

Skoro tak, to w swym wykładzie „Polityka państwa polskiego wobec Kościoła” Prezes może nawet chyba opowiedzieć, jak dokładnie przebiegała ta polityka na przykładzie obalania arcybiskupa Stanisława Wielgusa. Wygląda na to że jest jakaś głębsza przyczyna, dla której cały polski Kościół, tak czy inaczej postanowił podporządkować się jego ugrupowaniu partyjnemu bezwarunkowo.

Jak to się kończy, mogliśmy obserwować w ostatnich latach na przykładzie Radio Maryja. Instytucja wcześniej świetnie dająca sobie radę z uczestniczeniem w życiu publicznym, zachowująca, a nawet stale wzmacniająca swoją podmiotowość nagle postanowiła w całości oddać ją PiS. Toruńskie media w zupełności przejęły rewolucyjno-patriotyczny przekaz partii. Gdy słuchacz już się do niego przyzwyczaił i uznał za własny, nagle w jednym momencie wyroiło się masę konkurencyjnych mediów, które operują dokładnie tymi samymi hasłami. Ewidentnie ktoś uznał, że Radio Maryja nie jest już do niczego potrzebne. Można się bez niego obejść.

To samo dzieje się z całym polskim Kościołem. Metodą naszej hierarchii nigdy nie było dążenie do totalnej konfrontacji z władzą, jaka by ona nie była. Kardynał Stefan Wyszyński potrafił manewrować w najcięższych okresach PRL-u. Z obecnych zachowań można by wyciągnąć wniosek, iż liberlano-nijakie rządy Donalda Tuska są czymś najgorszym dla Kościoła w Polsce od co najmniej trzystu lat. Powód tego jest dość oczywisty. Kościół realizuje tu po prostu polityczne zapotrzebowanie PiS, które założyło, że odzyska władzę w nad krajem w wyniku wariantu budapeszteńskiego, totalnej konfrontacji. Czemu taką strategię wybrał Jarosław Kaczyński, to sprawa inna. Po co jednak Kościołowi antagonizować się z większością narodu?

W sobotę zobaczymy, jak polski Kościół pozwala, dla zbierania budapeszteńskiej armii, zwasalizować Jarosławowi Kaczyńskiemu wszystkie organizacje katolickie. Będzie to w sumie spektakl smutny. Kto wie, czy w tendencji tej nie kryje się w dłuższej perspektywie większy potencjał laicyzacyjny niż we wszystkich komedyjnych przedsięwzięciach Janusza Palikota.

Ludwik Skurzak
aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *