Obraz Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej po przyłączeniu Krymu: koniec stereotypu „ruskiego Wanii”?

Amerykański dziennik „New York Times” napisał to, co stało się widoczne wraz z pierwszymi zdjęciami z rosyjskiej interwencji na Krymie. Rosyjska armia, a przynajmniej jej część operacyjna, przeszła generalny lifting. Obraz jest tak całkowicie odmienny od stereotypowego wyobrażenia „ruskiego sołdata”, że widząc zdjęcia żołnierzy, którzy nie nosili na Krymie początkowo żadnych odznak i emblematów, można było się nawet nie domyśleć, że to właśnie Rosjanie. Ta widoczna już teraz zmiana jest efektem długoterminowego, ogromnego planu reform i modernizacji, wprowadzonego w życiu po 2008 r., który do 2020 z postradzieckiej armii uczynić ma w pełni nowoczesne, profesjonalne, dobrze wyszkolone i wyposażone siły zbrojne.

Obalony stereotyp

Przywołując z pamięci obrazy kolejnych rosyjskich interwencji lat 90-tych ubiegłego wieku i początku wieku XXI, obraz rosyjskich sił zbrojnych nie wypadał zbyt korzystnie. Czołgi, wozy bojowe, haubice i helikoptery – te same od 30, 40 albo i 50 lat. Żołnierze zarośnięci i brudni, umundurowani prowizorycznie, często w różne mundury z różnych lat. Nie brakowało też zdjęć wojskowych, ubranych w cywilne dresy, a nawet trampki zamiast solidnych wojskowych butów. Wszystko to dawało przeciwnikom Rosji podstawy do powielania stereotypu o rosyjskim żołnierzu, jaki na Zachodzie istnieje co najmniej od I wojny światowej – o przysłowiowym Wanii z pepeszą i w walonkach, z workiem na plecach i przepasanym sznurkiem, brudnym i pijanym. Po części obraz ten powtórzył się nawet podczas wojny z Gruzją w 2008, kiedy z jednej strony mówiło się wprawdzie o udanych posunięciach strategicznych rosyjskiej armii, z drugiej jednak także widzieliśmy obrazy dziesiątek stojących wzdłuż dróg, zepsutych lub zniszczonych pojazdów pancernych z lat 60-tych, czy też żołnierzy w oliwkowych bluzach z czasu interwencji ZSRR w Afganistanie.

Przyłączenie Krymu było pod względem medialnego wizerunku sił rosyjskich wydarzeniem rewolucyjnym, które kompletnie zmieniło obraz rosyjskich sił zbrojnych. Żołnierze przypominali bardziej komandosów, niż zwykłych wojaków z poboru: nowoczesne mundury i nowy kamuflaż, kominiarki, hełmy kevlarowe w miejscu starych, radzieckich hełmów stalowych, nowe karabiny, kamizelki kuloodporne… I przede wszystkim: małe radiostacje, noszone przez każdego żołnierza na piersi. „NYT” napisał, że właśnie te radiostacje stały się symbolem przemian w rosyjskiej armii: dzięki tym urządzeniom dowódcy mają zaszyfrowaną łączność praktycznie z każdym żołnierzem w terenie. Jest to efekt lekcji, jaką Rosja wyciągnęła z wojny w Gruzji, kiedy to z powodu braku łączności nie mogła w pełni wykorzystać swej ogromnej przewagi nad malutką armią Gruzji, a jednostkom rosyjskim zdarzało się wpadać w zasadzki liczebnie o wiele słabszych sił gruzińskich. Podobno w 2008 dochodziło nawet do sytuacji, w których rosyjscy dowódcy sił pancernych z sztabem kontaktowali się poprzez… telefony komórkowe, pożyczone od rosyjskich dziennikarzy.

Obraz rosyjskich sił na Krymie kompletnie różnił się od wszystkiego, znanego z przeszłości. Rosyjski żołnierz był zdyscyplinowany, czysty, ogolony, nowocześnie umundurowany i uzbrojony. Zdaniem „NYT” jest to efektem wprowadzania programu „Ratnik” (wojownik), który zakłada wyposażenie żołnierzy w nowe mundury i kamizelki, noktowizory, nowoczesne środki łączności oraz nawigację. Kolumny pojazdów poruszały sprawnie, bezkolizyjnie i szybko. Wozy były czyste i oświetlone. Dyscyplina w rosyjskich jednostkach na Krymie musiała być naprawdę wysoka. Nie widzieliśmy także dość typowych dla Rosji zdjęć kraks i wypadków komunikacyjnych, wynikających z słabego wyszkolenia żołnierzy kierujących pojazdami.

Konsekwencje z lekcji gruzińskiej

Władimir Putin od lat mówi o konieczności modernizacji sił zbrojnych. Za jego kadencji (oraz za kadencji Miedwiediewa) wiele miliardów dolarów popłynęło na modernizację wojska, początkowo przede wszystkim do strategicznych wojsk rakietowych, w skład których wchodzą wyrzutnie międzykontynentalnych rakiet, zdolnych do przenoszenia ładunków jądrowych. Zmiany nabrały tempa szczególnie po wojnie z Gruzją w 2008 roku, wygranej przez Rosję, ale dość dużym kosztem. Od tego czasu kolejne reformy i modernizacje zmieniły ten stan rzeczy. Jeszcze w 1999 roku liczące 1,4 mln ludzi (bez rezerwistów i w czasie pokoju) siły zbrojne Federacji Rosyjskiej były w stanie wystawić gotowych do walki jedynie 55 tys. żołnierzy. Zdemoralizowani i pijani żołnierze, skorumpowani, brutalni oficerowie, starzejący się sprzęt, liczne samobójstwa z powodu tzw. „diedowszcziny” (brutalnej, rosyjskiej „fali”) – tak mniej więcej wyglądała rosyjska armia aż do wojny z Gruzją w 2008, pierwszego konfliktu zbrojnego podczas władzy Putina (choć formalnie był wtedy tylko premierem).

Już kilka tygodni po gruzińskiej lekcji, która uwidoczniła nie tylko Rosji, ale i światu, braki w wyposażeniu, nieefektywny i skostniały system dowodzenia, brak łączności i przestarzały, radziecki sprzęt, prezydent Miedwiediew podpisał nowe wytyczne rozwoju sił zbrojnych do 2020. Miała to być największa, rewolucyjna zmiana w rosyjskim wojsku od XIX wieku, i przewidywała: przebudowę struktury organizacyjnej i rozmieszczenia wojsk, doprowadzenie wszystkich jednostek do poziomu stałej gotowości bojowej, modernizację systemów dowodzenia i kontroli, modernizację edukacji wojskowej i systemu szkolenia, modernizację uzbrojenia i sprzętu, poprawę sytuacji materialnej wojskowych.

Rewolucyjną zmianą był sam nowy minister obrony, który dostał wolną rękę w przeprowadzaniu reform. A reformy były rewolucyjne: rosyjska armia przeszła od systemu dywizyjno-pułkowego do brygadowego, co dawało dowódcom jednostek większą samodzielność i możliwość sprawnego kierowania wojskiem. Był to koniec stworzonego w latach 60-tych ociężałego, nieefektywnego i zbiurokratyzowanego systemu dowodzenia, opartego na aż 4 szczeblach dowodzenia. Nowy system wzorował się na systemie państw NATO. O ponad 130 tys., do 1 mln, zmniejszono liczebność armii, choć de facto wojskowych jest jeszcze mniej (z powodu unikania poborów przez młodych Rosjan głównie) – ok. 800 tys. Ale zredukowano głównie zbyt rozbudowany korpus oficerski. Więcej jest za to sierżantów i szeregowych.

Zmiany nie ominęły też twardego jak beton od czasów radzieckich kompleksu wojenno-przemysłowego. Nowy minister wymusił przede wszystkim nowe myślenie wśród kadr, pamiętających czasy radzieckie, i nie godzące się na żadne odstępstwa od korzystania wyłącznie z rosyjskiego sprzętu. Problem tkwił w tym, że rosyjska produkcja zbrojeniowa, kompletnie odcięta od myśli zachodniej, była już bardzo przestarzała. Wciąż modyfikowano wyłącznie radziecki sprzęt. Jakościowo, cenowo i technologicznie broń nie odpowiadała już ani wymogom współczesnego pola walki, ani oczekiwaniom armii, by produkowany sprzęt był przynajmniej tańszy od zachodniego. Minister ON Sierdiukow nawiązał współpracę z zachodnimi koncernami. Od Francusów zakupiono okręty Mistral, zaawansowaną elektronikę i nowe centrum szkoleniowe, od Izraelczyków bezzałogowe drony, od Włochów wozy pancerne. Wprawdzie w 2012, gdy nowym ministrem obrony został Szojgu, nieco przykręcono dopływ zachodnich technologii, ale także on nacisk położył na rozwój lekko uzbrojonych, mobilnych sił powietrzno-desantowych, zdolnych do szybkiego reagowania, oraz zwiększenia liczby dobrze wyszkolonych żołnierzy kontraktowych kosztem mało efektywnych poborowych.

Finał w 2020

Do 2020 ma zostać ukończony gigantyczny program rewolucyjnej modernizacji uzbrojenia Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, dzięki któremu Rosja ma stać się prawdziwą globalną potęgą militarną, stojącą przynajmniej na równi z USA. Do 2020 na uzbrojenie ma zostać wydane ponad 650 mld dolarów. Do tego terminu udział sprzętu najnowszej generacji w armii wynosić ma 70-100% (do przyszłego roku – 30%). Program obejmuje budowę myśliwca piątej generacji, budowę nowego czołgu „Armata” (obecnie nawet najnowsze wozy to dalekie modyfikacje radzieckiego T-72), wozów bojowych „Kurganiec” i transporterów opancerzonych „Bumerang”. Wymiana ciężkiego sprzętu pancernego, póki co w całości wywodzącego się z konstrukcji radzieckich, ma rozpocząć się w 2016. Modernizuje się także flota, choć w mniejszym stopniu, niż wojska lądowe i lotnictwo – wynika to z tradycyjnego, rosyjskiego myślenia geopolitycznego i geostrategicznego, wedle którego Rosja jest przede wszystkim potęgą lądową, a Stany – morską. Niemniej jednak budowane są nowe atomowe okręty podwodne z rakietami międzykontynentalnymi i nowe fregaty. Bardzo intensywnie modernizuje się lądowy arsenał wojsk rakietowych.

Rewolucyjną zmianą jest też zwrócenie uwagi na indywidualne wyposażenie każdego żołnierza, do tej pory szczególnie zaniedbanego i przez to pozostającego daleko w tyle za armiami zachodnimi. Efekty tych zmian widzieliśmy właśnie na Krymie. Systematycznie zwiększana jest też zdolność bojowa jednostek wojskowych: w roku 2013 byliśmy świadkami całego szeregu niezapowiedzianych ćwiczeń i manewrów na wielką skalę, z udziałem lotnictwa, marynarki i wojsk lądowych. Były to niezapowiedziane sprawdziany gotowości bojowej: większość z nich miało miejsce w europejskiej części Rosji, gdzie Moskwa widzi największe prawdopodobieństwo potencjalnego konfliktu.

Przed Rosją jeszcze długa droga

To wszystko nie oznacza jednak jeszcze, że Rosja ma już w pełni nowoczesną, zaawansowaną technologicznie armię. Obraz zajęcia Krymu na pewno nie może zostać przełożony na wszystkie jednostki w głębi Rosji. Na niektórych polach zmiany idą powoli, co jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę z jak wielką strukturą organizacyjną i jak wielkim krajem mamy do czynienia. Niemniej jednak proces zapaści i destrukcji armii, jaki nastał po 1991, został od momentu objęcia władzy przez Putina w 2000 r. nie tylko powstrzymany, ale i nadrobiono dużo dystansu wobec Zachodu. Nadal technologicznie Rosja jest daleko w tyle za USA, Niemcami i Wielką Brytanią, i trzon jej sił wciąż stanowi sprzęt z czasów ZSRR. Ale jeżeli finansowanie armii nie zostanie zmniejszone z powodów ekonomicznych, do końca drugiej dekady XXI wieku Rosja może być w posiadaniu zupełnie nowoczesnych, profesjonalnych sił zbrojnych, które nie będą już postrzegane jako bezpośredni spadkobierca po Armii Radzieckiej.        

Michał Soska

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *