Odpowiedzi na różne zarzuty, wątpliwości i kontrowersje cz. III

Sprostowanie dziesięciu bardziej szczegółowych tez, których głoszenie błędnie mi się przypisuje

I. „Taniec damsko-męski jest zły i grzeszny ze swej natury. Nawet małżonkowie nie powinni ze sobą tańczyć„.

Moje rzeczywiste poglądy na tą kwestię:

  1. Oczywiście nie twierdzę, jakoby nawet małżonkowie nie mieli prawa ze sobą tańczyć. Osoby pozostające ze sobą w związku małżeńskim mają dane od Boga prawo do cieszenia się jeszcze większą intymnością, aniżeli zachodzi ona w tańcach, dlatego też niedorzecznością byłoby utrzymywać, iż nie mają one ze sobą prawa tańczyć. „Jeśli dozwolone jest więcej, to i dopuszczalne jest mniej” – jest to jedna z podstawowych zasad interpretacji. Jeśli seks w małżeństwie jest nie tylko czymś dozwolonym, ale ponadto dobrym i błogosławionym, to niedorzecznością byłoby twierdzić, iż małżonkowie nie mają prawa ze sobą tańczyć. Trzeba być albo bardzo złośliwym albo skrajnie nielogicznym, by przypisywać mi głoszenie takiej niedorzeczności.
  1. Nawet w odniesieniu do „pozamałżeńskich” tańców damsko-męskich (dalej „tańce d-m”) nie twierdzę, iż są one, ze swej istoty (a więc w sposób absolutny, bezwarunkowy i całkowicie nieodwracalny) złe, występne i grzeszne. Innymi słowy, nie uważam, jakoby dokładnie każdy taniec d-m dokonujący się poza granicami małżeństwa był zawsze zły i moralnie niedopuszczalny. Podobnie jak nie sądzę, iż zawsze złe i zakazane są takie rzeczy jak: wspólne mieszkanie mieszanych płciowo par przed ślubem czy też nocowanie takichże par pod jednym namiotem (gdyż nie zawsze musi temu towarzyszyć intencja seksualnego współżycia); wizytowanie sex schopów (albowiem nie musi to oznaczać w każdym wypadku zamiaru napawania swego wzroku obrzydliwościami tam wystawianymi); patrzenie na atrakcyjne nagie ciała płci przeciwnej (nie zawsze bowiem musi towarzyszyć temu pożądliwość); wszelkie formy niewolnictwa (nie wszyscy bowiem z panów traktowali swych niewolników w sposób okrutny, podły i wstrętny).
  1. Nie twierdzę zatem, iż tańce i bale są zawsze i wszędzie złe, występne i grzeszne, tak jak nie utrzymuje tego w stosunku do przedślubnego mieszkania ze sobą, patrzenia na nagie niewiasty czy też niewolnictwa. Jestem jednak przekonany, iż tańce oraz bale były, są i najprawdopodobniej będą zazwyczaj bardzo niebezpieczne (inaczej mówiąc „były, są i prawdopodobnie będą prawie zawsze bliską okazją do grzechu”). Owo szczególne niebezpieczeństwo tańców d-m po części wypływa z przyjętej od wieków dla nich konwencji, która polega na tym, iż zasady przekracza się w nich pewne kanonów bliskości pomiędzy płciami, które są przyjęte w innych sytuacjach, co z kolei – w stopniu znacznie większym, niż ma to miejsce w innych sytuacjach, sprzyja przyciąganiu pewnych pokus i złych okoliczności. Owa prawidłowość sprawia więc, iż w tańcach d-m bardzo łatwo jest o grzech, a przynajmniej bliższą ku niemu okazję, a wypadki, w których owe złe i niebezpieczne okoliczności tam nie występują są rzadkie oraz sporadyczne. Dlatego więc tradycyjnie katolicką postawą względem tańców mieszanych jest ich pilne unikanie, stanowcze odradzanie – chociaż nie bezwzględny i absolutny zakaz, gdyż mogą istnieć pewne okoliczności, w których praktykowanie (przy zachowaniu szczególnych zasad ostrożności) tej rozrywki będzie dozwolone. Jest to bardzo podobne, np. do patrzenia przez mężczyznę na odsłonięte ciało atrakcyjnej niewiasty czy też posiadania niewolników. Jak już wspomniałem nie są to zachowania złe ze swej natury i mogą istnieć okoliczności, w których będzie to dozwolone. Są to jednak rzeczy bardzo niebezpieczne (gdyż mężczyzn zazwyczaj kusi widok atrakcyjnej nagości, a stan niewolnictwa sprzyja nadużywaniu władzy jednego człowieka nad drugim). Dlatego, generalnie rzecz biorąc, mężczyźni powinni unikać patrzenia na atrakcyjną nagość płci przeciwnej, a jeśli już pewne okoliczności czynią owo zachowanie dozwolonym (np. praca lekarza), to należy przy tym zachować szczególną ostrożność. Podobnie też, dobrze się stało, iż instytucja niewolnictwa została zdelegalizowana, a ci spośród chrześcijan którzy będąc „właścicielami” niewolników traktowali ich w sposób dobry, czynili to niejako wbrew poważnym niebezpieczeństwom tkwiącym w owym stanie rzeczy.
  2. W pewien sposób – jestem otwarty na relatywizację tradycyjnych przestróg przed tańcami d-m. Owszem, gdyby przenieść tańce, które krytykowano przed wiekami na dzisiejsze parkiety, to mogłoby się okazać, że nie są one już tak niebezpieczne jak dawniej. Zauważmy, że dziś już ludzie nie chcieliby tańczyć menueta czy pawany, polonez jest tańczony bardziej na zasadzie muzealnego wspomnienia. I nawet ten fakt pokazuje, że tańce mają coś w sobie, co przyciąga do nich niebezpieczeństwo i truciznę ludzkich namiętności. Tańce d-m zawsze bowiem ewoluują w kierunku większej poufałości i bliskości cielesnej pomiędzy płciami, większej nieskromności, większej śmiałości w ruchach i postawach, etc. W momencie, w którym ludzie zaczynają się uodparniać na niebezpieczeństwo danych tańców, zaraz na ich miejsce wchodzą tańce bardziej śmiałe, bardziej poufałe, bardziej nieskromne i bardziej wyzywające. Tak też pawany i menuety w pewnym momencie zostały wyparte przez walce i tanga. Dziś zaś np. taki walc raczej już często tańczony nie jest, ale na jego miejsce wchodzą bardzo wyuzdane tańce latynoskie, nieskromne wygibasy w dyskotekach oraz klubach studenckich. Nie chodzi o to, by urządzać teraz pikiety pod miejscami, gdzie zbierają się miłośnicy menueta czy pawany. Gdyby zaś dziś na studniówkach jedynym tańcem był polonez, to też bym to zaakceptował. Ba, mógłbym nawet przymknąć oko na na walca, chociaż wielu biskupów i teologów katolickich uważało go wręcz za „zły sam w sobie”. Śmiem jednak twierdzić, iż pewna logika objawiająca się w rozwoju i ewolucji tańca, sprawi, iż niemożliwym jest, by ludzie teraz masowo wrócili do menueta, pawany czy poloneza. Jakby bowiem nie patrzeć, taniec był zawsze okazją ku temu, by mężczyzna był bliżej kobiety niż w innych sytuacjach. Jeśli więc np. w średniowieczu nie wypadałoby nawet dotknąć niewieściej dłoni, to już w ówczesnych tańcach było to uważane za normalne. Oczywiście, dotykanie niewieściej dłoni samo w sobie nie jest ani złe, ani nawet niebezpieczne, jednak w tamtych okolicznościach kulturowych mogło czymś takim być i faktycznie nieraz było i dlatego autorytety kościelne niegdyś przestrzegały nawet przed menuetami, pawanami, itp. Gdyby jednak przenieść tamte tańce do dzisiejszych czasów, gdzie uścisk dłoni pomiędzy kobietą a mężczyzną jest czymś powszechnym, to zapewne nie stanowiły by one większego niebezpieczeństwa. I dlatego właśnie szatan inspiruje od XIX wieku tańce, w których już nie tylko ujmuje się niewieścią dłoń, ale można już kobietę objąć, przytulić, ściskać, dotykać w różnych innych miejscach oraz w których wykonywane są różne sugestywnie erotyczne ruchy (co mimo wszystko w innych okolicznościach życiowych nie uchodzi za właściwe nawet dziś).
  3. Znajomość tradycyjnego nauczania katolickiego na ów temat lepiej pozwala rozpoznawać zagrożenia tkwiące we współczesnych tańcach. Jeśli bowiem przez wieku, autorytety kościelne przed nimi przestrzegały, to tym bardziej owe przestrogi jawią się realne i aktualne dziś. W świetny sposób można by wykorzystać tradycyjne przestrogi przed tańcami d-m, do zwalczania tego co dziś dzieje się w dyskotekach, klubach studenckich, programach typu „Taniec z gwiazdami”. Ale się tego nie robi, gdyż w zupełnie odrealniony sposób mówi się, iż tańce d-m jeśli w ogóle są okazją do grzechu, to są nią tylko rzadko i dla niektórych ludzi. Podczas, gdy dzisiejsza rzeczywistość, aż krzyczy, że TAK NIE JEST i dawniejsze przestrogi przed tańcami są aktualne dziś znacznie bardziej niż kiedyś. Sednem mojej walki jest to, by katolicy zobaczyli, że tradycyjne przestrogi antytaneczne są obecnie znacznie bardziej aktualne niż kiedyś i jak powinny być w związku z tym brano o wiele bardziej poważnie niż dawniej. Gdy przypomnimy sobie słowa wypowiedziane w 18 wieku przez papieża Benedykta XIV: „„Ze względu na sposób, w który teraz się odbywają, tańce z ledwością mogą być dozwolone, PONIEWAŻ, W WIĘKSZOŚCI SĄ ONE OKAZJĄ DO GRZECHU” lub przez kardynała św. Karola Boromeusza z 16 stuleciu: „Tańce światowe są kołem, którego punktem środkowym jest szatan, a obwodem jego słudzy. Stąd pochodzi, że RZADKO, albo nawet NIGDY TANIEC NIE JEST BEZ GRZECHU„ i uświadomimy sobie, iż padły one PRZED rozpowszechnieniem się walca (który został uznany przez wielu katolickich biskupów i teologów za wręcz zły sam w sobie); tanga (który bije na głowę walc w swej nieskromności); tańców latynoskich (które kipią wyuzdaniem i zmysłowością) oraz dyskotek (które są królestwami i oazami rozwiązłości) to łatwiej nam będzie to zrozumieć.

II. „W sytuacji, gdy SS-mani pytali się, gdzie znajdują się ukrywani Żydzi, należało wyjawić im tą informację, gdyż nigdy nie wolno kłamać„.

Mój rzeczywisty pogląd na ten temat: Kłamstwo jest zawsze i wszędzie, dlatego też nigdy nie wolno go czynić, nawet dla ratowania życia niewinnych osób. Nie oznacza to jednak, iż należy każdemu mówić wszystko co się wie. Istnieją uprawnione tajemnice, których nie wolno jest nam wyjawiać. Jednym z takich sekretów jest informacja na temat miejsca przebywania niewinnie prześladowanych osób. To jednak, że pewnych informacji nie wolno jest nam ujawniać, nie oznacza jednak, że powinniśmy w obronie uprawnionych sekretów uciekać się do środków z natury swej złych, takich jak: kłamstwo, cudzołóstwo, czczenie bożków czy mordowanie niewinnych. By nie wyjawić tajemnicy możemy się jednak uciec do takich metod typu: milczenie, dyskrecja, zabicie niesprawiedliwego napastnika, skierowanie rozmowy na inny temat, zastrzeżenie domyślne.

III. „Nie wolno przechodzić na czerwonym świetle przez ulicę, nawet, gdyby można było uratować w ten sposób dziecko od śmierci„.

Mój rzeczywisty pogląd: Prawo zabraniające przechodzenia na czerwonym świetle jest przepisem ustanowionym przez władze cywilne, nie zaś negatywną normą moralną wypisaną przez Boga w naszych sercach. Dlatego też, choć w zwyczajnych sytuacjach winniśmy być posłuszni prawom stanowionym przez władze ludzkie, to nie ulega wątpliwości, że istnieją określone sytuacje, w których ich pogwałcenie będzie moralnie uprawnione. Taką sytuacją jest z pewnością konieczność ratowania dziecka przed śmiercią. Oczywiście istnieją czyny zawsze, wszędzie oraz bez żadnych wyjątków zabronione, jednak nie ulega najmniejszych wątpliwości, iż złamanie ludzkiego prawa do nich nie należy.

IV. „Niewiasty powinny chodzić w burkach lub śmierdzących worach po kartoflach, po to by nie kusić mężczyzn do grzechu„.

Mój rzeczywisty pogląd: Niewiasty powinny ubierać się skromnie, co nie znaczy że brzydko i niechlujnie. Skromny strój nie musi też oznaczać zasłaniania twarzy, szyi czy rąk. Z pewnością jednak przyzwoity ubiór powinien zakrywać i uwydatniać następujących części niewieściego ciała: piersi, brzuch, pośladki, biodra, łono, uda, część ramion i plecy.

Wielu z mych oponentów próbuje wyśmiać przypominane przeze, a ustanowione przez Kościół zasady skromnego stroju poprzez akcentowanie niektórych ze szczegółowych przepisów tam zawartych (np. dopuszczalna szerokość dekoltu, kolor rajstop). Tyle tylko, że do poziomu dyskusji o centymetrach i kolorach rajstop zagadnienie skromności strojów sprowadzają raczej ci, którzy naśmiewają się z „brawaryzmu”, aniżeli ja sam. Osobiście nieraz podkreślałem, że nie chodzi mi to, by w sposób ślepy i absolutny przenieść zasady skromnego stroju podane w nauczaniu Piusa XI do dzisiejszych czasów. Rzecz nie w tym, czy dekolt ma być na 1, 2, 3, 4 czy 5 palców, a rękawy mają sięgać do łokcia czy też może do połowy łokcia. Tak naprawdę istota problemu polega na tym, iż dla wielu po prostu nie ma żadnych UNIWERSALNYCH , PONADCZASOWYCH i PONADKULTUROWYCH zasad skromnego ubierania się. Dla wielu WSZYSTKO w tej mierze jest relatywne, uzależnione od kultury, warunków klimatycznych, etc. Tak też, wedle wielu mianem skromnego stroju można nazwać nawet paradowanie publiczne w bieliźnie po plaży (no w końcu jest gorąco, jest słońce, woda, etc) albo też zwyczaj odsłaniania piersi w Afryce (bo przecież to Afryka i jest inny klimat). I właśnie z takim stawianiem sprawy nie godzę. Owszem, pewne szczegóły skromnego stroju mogą być zmienne i relatywne, ale jestem głęboko przekonany, iż istnieje pewna obiektywna i uniwersalna granica po przekroczeniu której zawsze zaczyna się nieskromność w ubiorze i zachowaniu, prowokowanie, kuszenie, uwodzicielstwo i czymś takim są minispódniczki, jest bikini, obcisłe, krótkie spodenki, odsłanianie choćby części piersi, obnażanie brzuchów, eksponowanie takich części ciała jak pośladki, biodra, piersi. I to jest właśnie podejście zdroworozsądkowe, a nie bujanie w obłokach (typu, że np. zdrowego faceta nie pociąga widok atrakcyjnej młodej niewiasty odzianej w bikini, no bo przecież to plaża jest, a na plaży mężczyzna staje się aseksualny przecież).

V. „Wszystkie grzechy powinny być prawnie zakazane i karane. Zgodnie z tą zasadą państwo powinno dokonać penalizacji onanizmu, nawet, gdy ten jest dokonywany całkowicie prywatnie i bez udziału innych osób. W domach powinny być montowane kamery po to, by móc wykrywać występki przeciw czystości„.

Mój rzeczywisty pogląd: Zakazane i karane powinny być nie wszystkie grzechy, ale te z nich, które w szczególny sposób krzywdzą innych. Onanizm, który dokonywany jest w całkowitej samotności i sekrecie, nie powinien być prawnie karalny, gdyż w takich warunkach, czyn ten wyrządza wyraźną szkodę tylko osobie, która go dokonuje. Nie da się jednak tego już powiedzieć o nierządzie, cudzołóstwie, pijaństwie czy rozprzestrzenianiu pornografii (skutki wszystkich tych nieprawości w bardzo mocny sposób dotykają też innych). Nie uważam także, by praktyczna realizacja delegalizacji i penalizacji np. cudzołóstwa, wymagałaby wprowadzenia jakiegoś totalnego systemu inwigilacji obywateli (vide: ukryte kamery w mieszkaniach). Celem wprowadzenia takiego zakazu nie byłoby wykrycie takich nieprawości w 100 procentach, lecz ograniczenie ich występowania. Czyniących nierząd powinno się zatem karać wówczas, gdy ich występek wyjdzie na jaw, np. w wyniku przyłapania ich na gorącym uczynku. Ktoś może powie, iż w takim razie, takie prawo nie miałoby większego sensu, gdyż bardzo rzadko się zdarza, iż takie uczynki w ten sposób wychodzą na światło dzienne. Owszem, tylko wąski margines nierządu i cudzołóstwa jest w ten sposób ujawniany, mimo to jednak, delegalizacja i penalizacja tych nieprawości, miałaby swe pozytywne skutki o wielkiej doniosłości, z następujących względów:

  • Wzrosłaby społeczna dezaprobata dla tych czynów (każde bowiem prawo wychowuje i wzmacnia w społeczeństwie świadomość co do dobra i zła).
  • Ci, którzy czynią takie rzeczy, generalnie rzecz biorąc, czyniliby je rzadziej i mniej zuchwalej, gdyż byliby świadomi tego, iż w miarę wzrostu częstotliwości i śmiałości popełniania takich czynów, rosłoby też prawdopodobieństwo, że zostaną w ich skutek ukarani.
  • Osoby to praktykujące, rzadziej by się chwaliły swymi złymi czynami i namawiały do tego innych, gdyż w ten sposób ujawniałyby, iż praktykują coś prawnie zakazane i karalnego.
  • Niektóre osoby nie czyniłyby tych obrzydliwości z obawy przed karą.

VI. „Nie wolno nigdy pić alkoholu. Wypicie więcej niż trzech piw jest grzechem śmiertelnym„.

Mój rzeczywisty pogląd: Nigdy nie wolno jest się upijać. Umiarkowane spożywanie napojów alkoholowych jest moralnie usprawiedliwione. Picie w ilościach powyżej trzech piw, jest już w pewien sposób niebezpieczny dla pijącego, ale nie znaczy to, że obiektywnie staje się zawsze choćby powszednią nieprawością (nie mówiąc już o rzekomym grzechu śmiertelnym, który nierozdzielnie miałby być z tym związany). Jak pisał jeden z Ojców Kościoła: „Wino jest darem Bożym. Pijaństwo zaś dziełem diabła„.

VII. „Nie wolno jeść i pić dla przyjemności„.

Mój rzeczywisty pogląd: W oparciu o stosowne potępienie bł. Innocentego XI na ten temat, twierdzę, iż nieporządkiem moralnym jest jeść do syta WYŁĄCZNIE dla przyjemności (taką opinię bowiem potępił ów papież). Uważam zatem, że wolno jest jeść i pić dla przyjemności, nawet do sytości, ale w takim wypadku, nie powinno się tego czynić TYLKO ze względu na przyjemność, jakiej dostarcza nam ta czynność. Nie jest zatem naganne czerpanie przyjemności z obfitego jedzenia i picia. Moralnie wadliwe jest jednak czynienie tego wyłącznie dla przyjemności. W porządku naturalnym, owa nauka Kościoła sprawdza się w ten sposób, iż jedzenie do syta tylko dla przyjemności owocuje różnymi chorobami i dolegliwościami fizycznymi.

VIII. „Katolik nie może pracować w sklepie z bielizną„.

Mój rzeczywisty pogląd: Katolik ma prawo handlować bielizną, gdyż sprzedaż takowej, nie jest w swej głównej mierze, nakierowana na szerzenie grzechu. W ogóle nie za bardzo wiem skąd wzięła się plotka o tym, jakobym głosił takowy pogląd? Czym innym jest jednak kwestia np. wystawiania w ramach pracy nieskromnych reklam, handlu niemoralną bądź bezbożną prasą, podawania nietrzeźwym już klientom alkoholu bądź dowożenia taksówką klientów do takich miejsc jak domy publiczne czy kluby ze striptizem. Wykonywania tego rodzaju prac chrześcijanie powinni unikać.

IX. „Nigdy nie wolno walczyć w wojnie„.

Mój rzeczywisty pogląd: Chrześcijanin ma nie tylko prawo, ale wręcz powinność walczenia w wojnie, która jest sprawiedliwa (a więc ma za cel obronę słabych, bezbronnych, niewinnych lub też została wszczęta dla ukarania wielkich nieprawości). Jednak nawet na takiej sprawiedliwej wojnie, chrześcijanie nie mogą dopuszczać się czynów wewnętrznie złych, a więc mordowania niewinnych, cudzołóstwa, gwałcenia, kłamstwa, etc.

X. „Małżeństwa jest bliską okazją do grzechu”

Mój rzeczywisty pogląd na ten temat: Małżeństwo jako takie nie jest żadną bliską okazją do grzechu, lecz świętą, pobłogosławioną i ustanowioną przez Pana Boga instytucją, która winna być szanowana przez wszystkich i w szczególny sposób ochraniana przez władze cywilne.

Mirosław Salwowski

http://salwowski.msza.net/pub/odpowiedz-na-rozne-zarzuty-watpliwosci-i-kontrowersje.html

a. m.e.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Odpowiedzi na różne zarzuty, wątpliwości i kontrowersje cz. III”

  1. Zatem z niecierpliwością czekam na poradnik podrywania/uwodzenia/matrymonialny/miłosny etc. dla katolików wg Salwowskiego. „Nie twierdzę zatem,” „Twierdzę”, „Uważam” – ot co! W tym sęk, iż to jest pański pogląd, a nie wyraz, przejaw czy wykładnia moralności chrześcijańskiej par excellence obowiązują bezwarunkowo i bezsprzecznie. To tylko i aż pańskie pogląd.

  2. Czy pan Salwowski ma jakiekolwiek pojęcie o podrywaniu dziewczyn? Choćby teoretyczne? Po pierwsze z normalnymi dziewczynami nie rozmawiamy o polityce czy religii. Po drugie to w jaki sposób w takim razie mam sobie znaleźć żonę? Podbiegać do pań i oświadczać się im? Na kółku różańcowym? Z tym ostatnim jest taki problem, że najczęściej nie dość, że tam są mężatki to jeszcze w wieku podeszłym. Jeśli na pierwszym albo drugim spotkaniu wspominamy o małżeństwie czy dzieciach to dziewczę się płoszy. Jeśli coś ma z tego wyniknąć to różne subtelne aluzje są nieuniknione (ale subtelne a nie jakieś wulgarne bo uzna nas za zboka!).

  3. Oczywiscie zwierzenia p. Salwowskiego sa nieslychanie formacyjne. Nie wiadomo jednak, czy sa do konca wiarygodne. Na ten przyklad w pierwszym odcinku zapewnia On, iz z Jego zdrowiem psychicznym wszystko jest w porzadku, poniewaz zaliczyl wizyte u psychiatry, a ten z kolei wydal diagnoze uspokajajaca. Nie podaje niestety p. Salwowski danych tego lekarza ani szczegolow owych badan. Mozliwe, ze w nastepnym odcinku dowiemy sie czegos wiecej na ten temat.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.