Ostatni oligarcha

Oczywiście, media w Polsce (i to nawet te mniej szalone) nie mogły zatytułować informacji o zgonie potentata inaczej niż „Tajemnicza śmierć wroga Putina”. Jak wiadomo bowiem gdy w Polsce ktoś umrze – to okazuje się, że na pewno miał coś ważnego do powiedzenia o katastrofie smoleńskiej, a gdy umiera emigrant z Rosji – to z pewnością w związku z zetknięciem się z którymś z rzadszych elementów z tablicy Mendelejewa – w końcu nieprzypadkowo Rosjanina (i czarnosecińca!). Szanse, że odejście Bieriezowskiego wzbudzi jakiekolwiek inne skojarzenia i refleksje – są więc w naszym kraju znikome.

Jeśli zaś się jednak pojawią – to zapewne ograniczone do banalnego stwierdzenia, że „skończyła się pewna epoka”. Tymczasem dla wszystkich znających sytuację w Rosji oczywiste jest, że zakończyła się ona już przed ponad dekadą, gdy Bieriezowski w panice musiał uciekać na Zachód, chwilę później oskarżenia usłyszał Michaił Chodorkowski, od paru już lat Aleksander Konanychin udawał politycznego uciekiniera w USA, a „po angielsku” wolał też oddalić się Konstantin Kagałowski. I nie chodzi tylko o zamknięcie losów „familii Jelcyna” i innych grup nacisku, rozrywających władzę państwową i gospodarkę Federacji, ale o zupełnie nowe skonstruowanie relacji między Kremlem i podległą mu administracją, a nowymi bogaczami, z których część zaadaptowano, część wykreowano – ale wszystkich (może poza Prochorowem…) nauczono prawidłowej hierarchii politycznej i społecznej w Rosji. Ani Usmanow, ani Deripaska, Potanin, Abramowicz, czy Tariko nie liczą nawet, że w obecnej sytuacji mogliby zająć w 100 proc. miejsce swych poprzedników-oligarchów. Zwłaszcza, że mogłoby to być miejsce w łagrze ЯГ-14/10 – albo w londyńskiej wannie…

Bieriezowski żegnał się z Rosją parę razy – tak próbując jeszcze bezskutecznie oddziaływać na jej życie polityczne, sądząc się z Abramowiczem, wreszcie bezskutecznie broniąc przed zarzutami, które ostatecznie przyniosły mu skierowanie na 6-letnią reedukację w kolonii karnej. Oligarcha jednak postanowił udowodnić, że reedukował się sam – i przed rokiem napisał jeszcze jedno pożegnanie skierowane do Rosjan, swoją ekspiację – próbę budowania swojej legendy „skruszonego”.

„Każdy może kiedyś zejść ze złej drogi, zmienić swoje postępowanie i swoje uczynki, przepowiedział Pan przez proroka Jeremiasza, i tak jest do dzisiaj” – pisał górnolotnie Bieriezowski. „Lata emigracji pozwoliły mi inaczej spojrzeć na moje życie, na losy mojego kraju i w pełni uświadomić, że ​​bez nawrócenia, bez uznania błędów popełnionych w przeszłości, bez odwagi w kształtowaniu przyszłości – nie będzie rozwoju. Ani osobistego, ani żadnego z nas, ani nikogo w Rosji.

Przeżyłem długie, wspaniałe życie. Po drodze popełniłem jednak wiele złych uczynków. Nieprawych czynów dokonywałem tak całkowicie świadomie, jak i nie wiedząc co czynię. Według pokutnej modlitwy – “myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem” Wiem, że wiele moich działań jest potępiana przez was, ludzi z Rosji, na których losy wywarłem wpływ, wykonując jednak przecież tylko przypisaną mi przez Pana rolę.

Żałuję i proszę o przebaczenie za chciwość. Tęskniłem za bogactwem, nie myśląc, że dzieje się to ze szkodą dla innych. Popadając w grzech wiary w “historyczny moment”, “genialne manewry i “ekscytujące role do odegrania”, zapomniałam o obywatelach. I to, że nie czyniłem tego sam – w niczym mnie nie usprawiedliwia.

Wybaczcie mi.

Żałuję i proszę o przebaczenie za naruszanie wolności słowa. Uzasadniając to dążeniem do uratowania Rosji od zarazy czerwono-brązowej, ukierunkowałem politykę głównej grupy informacyjnej kraju w sposób zaniedbujący ochronę wartości demokratycznych. Moje działania rozpoczęły proces niszczenia niezależnego dziennikarstwa. I to, że nie czyniłem tego sam – w niczym mnie nie usprawiedliwia.

Wybaczcie mi.

Żałuję i proszę o przebaczenie za doprowadzenie do władzy Władimira Putina. Za to, że nie byłem w stanie dostrzec w nim chciwego tyrana i uzurpatora, jakim się z czasem stał. Człowieka, który gwałci wolność i zatrzymuje rozwój Rosji. I to, że nie rozpoznało go wielu – w niczym mnie nie usprawiedliwia.

Wybaczcie mi.

Więcej swoich win wobec Rosji nie pamiętam.

Rozumiem, że skrucha, to nie tylko słowa, ale i czyn. I on wkrótce nadejdzie.


Borys Bieriezowski

26 litego 2012 r.”.

Wobec informacji przekazanych przez zięcia oligarchy, Jegora Szuppe 23 marca 2013 r., że najprawdopodobniej Bieriezowski popełnił samobójstwo – powyższy tekst miałby więc być listem samobójczym. Byłby to jednak pierwszy przypadek napisania go z tak dużym wyprzedzeniem. Inne źródła podają zresztą informacje o podejrzeniu zawału serca. Łatwiej więc wyobrazić sobie kolejną kreację, ustawkę biznesmena lubiącego pozować na „ofiarę reżimu” i kajającego się akurat nie za to, co faktycznie Rosjanom był winien. Dawał temu zresztą wyraz wielokrotnie, tłumacząc, że wzbogacił się, bo „po prostu najszybciej zrozumiał, że nadchodzą czasy wielkich zmian”. Czy nie przypomina to znanych i w Polsce opowieści o „koniecznie ukradzionym pierwszym milionie”? Bieriezowski więc nie tyle żałował, że ukradł, ale bardzo, bardzo mu było przykro, że go mogą posadzić – no i że utracił znaczną część swego majątku, co ostatecznie potwierdziła przegrana w procesie z Abramowiczem jesienią 2012 r. Jak wiadomo – były magnat musiał wyprzedać elementy swojej kolekcji dzieł sztuki (m.in. słynnego „Czerwonego Lenina” Andy’ego Warhola). W grudniu 2012 r. media obiegła z kolei informacja, że Bieriezowski obawia się zamachu i ukrywa w szpitalu psychiatrycznym w Izraelu. Innymi słowy – geszefciarz gubił się już powoli w zakładanych maskach.

Biorąc pod uwagę, że z kolei przed paroma miesiącami (a więc po powstaniu „testamentu”) Bieriezowski miał zwrócić się do prezydenta Putina z prośbą o przebaczenie i umożliwienie powrotu do Rosji z coraz mniej gościnnej ziemi brytyjskiej – to wyraźnie widać, że właściwie do ostatnich chwil stary kombinator niewiele się zmienił, do końca licząc na swój tupet i legendarne niegdyś zdolności manipulacyjne. Wiele wskazuje, że ta ostatnia manipulacja (niezależnie, czy było to samobójstwo, udana wbrew planom próba zwrócenia na siebie uwagi przez samobójstwo pozorowane, następstwo kolejnych biznesowych machinacji i niepowodzeń biznesmena, czy po prostu problem wieńcowy) zdecydowanie Bieriezowskiemu nie wyszła. Chyba, że miałaby to być jego zemsta zza grobu oparta na dobrej znajomości tak opinii o Rosji w świecie, jak i mechanizmów PR-u Kremla, który nawet wobec najbardziej absurdalnych, a krwawych lubi robić tajemnicze miny słusznie uznając, że lepiej wychodzić na bandytów, niż na słabeuszy.

Jeśli więc Bieriezowski (celowo czy nie) doprowadzi swoją śmiercią do choćby małego i przejściowego kłopotu dla kraju, który był mu kiedyś domem oraz dla jego prezydenta – to na pewno sprawiło mu satysfakcję. Dlatego też mimo wypłakiwania się w liście sprzed roku – raczej trudno zakładać, że ktoś w Rosji będzie po ostatnim oligarsze płakał.

Konrad Rękas

Zapraszam też na Geopolityka.org

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *