Patron wiernych obywateli

Kilka dni temu minęła trzydziesta rocznica śmierci Prymasa Wyszyńskiego. Na żywo widziałem go raz w życiu. Podczas pierwszej pielgrzymki papieskiej w 1979 roku, pod Pałacem Prymasowskim w Gnieźnie. Razem z Janem Pawłem II stali na balkonie. Pod balkonem rozentuzjazmowany tłum, a w nim ja, ośmioletni szkrab. Tę scenę pamiętam do dziś. Bo na Jana Pawła II tłum reagował jak na idola. Jak na gwiazdę rocka, proroka. Kardynała Wyszyńskiego traktował inaczej. Jak króla. Prawdziwego władcę Polski. Wystarczyło by podniósł rękę i w jednej chwili ten rozkrzyczany i rozgrzany tłum cichł. Właśnie tak – jak cichną poddani, gdy ma przemówić ich król.

Scena ta przychodzi mi na myśl, gdy zastanawiam się w jakiej kondycji jest dziś w Polsce tak zwany Kościół ludowy. Kościół, który umacniany przez Prymasa Tysiąclecia, przeprowadził Polskę i Polaków przez lata komunistycznej niewoli. Jak wygląda on – w ponad trzydzieści lat od owego gnieźnieńskiego czerwcowego wieczoru? Czy są w nim jeszcze siły witalne? Czy można z nim wiązać nadzieje na przyszłość? To ważne pytania i trzeba próbować na nie odpowiedzieć.

Kościół, państwo, polityka

W poświęconej temu zagadnieniu Konstytucji II Soboru Watykańskiego czytamy:

„Wspólnota polityczna i Kościół są w swoich dziedzinach od siebie niezależne i autonomiczne. Obydwie jednak wspólnoty, choć z różnego tytułu, służą powołaniu jednostkowemu i społecznemu tych samych ludzi. Tym skuteczniej będą wykonywać tę służbę dla dobra wszystkich, im lepiej będą rozwijać między sobą zdrową współpracę uwzględniając także okoliczności miejsca i czasu”.

I dalej:

„Kościół głosząc prawdę ewangeliczną i rozjaśniając światłem swej nauki i świadectwem okazywanym przez wiernych wszelkie dziedziny aktywności ludzkiej, szanuje również i popiera polityczną wolność i odpowiedzialność obywateli”.

(Konstytucja duszpasterska Soboru Watykańskiego II – „O Kościele w świecie współczesnym – Gaudium et Spes nr. 76).

Tyle dokument soborowy mówi o współpracy Kościoła i państwa. W Polsce jednak, aż do teraz mieliśmy sytuację inną. Kościół nie tyle współpracował z państwem, co w sposób naturalny i oczywisty je zastępował. Gdy wystąpiła taka potrzeba. A była w zasadzie stale. Było tak przecież i za czasów pierwszego Interrexa prymasa Jakuba Uchańskiego. I za czasów ostatniego reprezentanta owej przejściowo – państwowej instytucji Władysława Aleksandra Łubińskiego. W chwilach dla państwa trudnych, krytycznych, Kościół i Prymasi stawali się jego podporą.

Tak było i później. W czasach zaborów i wtedy, gdy członkiem Rady Regencyjnej był nie kto inny jak kardynał Aleksander Kakowski. Dalej sytuacja podobna. Kolejnym interrexem, mimo braku tej instytucji, był de facto prymas Wyszyński. Jego Jasnogórskie Śluby Narodu stanowiły przecież inicjatywę wolnych Polaków. Przedstawicieli uciśnionego ludu przeciw oficjalnej, narzuconej im władzy komunistycznej. Poprzez męczeństwo księdza Popiełuszki sytuacja ta trwała do czasów współczesnych. Może to paradoks, ale ową królewską rolę naszych wielkich kościelnych hierarchów potwierdził sam Adam Michnik.

W artykule napisanym tuż po śmierci Jana Pawła II Michnik – cytując Miłosza – pisał:

„Czesław Miłosz zanotował w swym dzienniku 1 września 1988: "Na dnie swojej nędzy Polska dostała króla, i to takiego, o jakim śniła, z piastowskiego szczepu, sędziego pod jabłoniami, nieuwikłanego w skrzeczącą rzeczywistość polityki. Jego stolica najpierw w Krakowie z tamtym środowiskiem "Tygodnika Powszechnego" i "Znaku", następnie w Rzymie. Król nosiciel wiary mesjanicznej, głęboko przekonany, że istnieje państwo duchów, gdzie odbywają się zapasy, zmagania, triumfy, tuż obok tej drugiej historii żywych, ale w ścisłym związku (…). Podróże Jana Pawła do Polski mogą być rozumiane jako walka toczona w zaświatach o jej duszę. Jakby każde łączenie się tysięcy jego słuchaczy w braterskiej miłości, choćby na krótko, poruszało niebiosa, zdarzało się razem i tam, i tu na ziemi. Czyżby wiedział z góry, że ze zbiorowego poniżenia potrafi ludzi podnieść w insurekcji bezkrwawej? Że może nastąpić coś takiego jak solidarność, na miarę niekrwiożerczych nawyków tego ludu? I jakby odpowiedź symboliczna na pytanie Stalina: A ile papież ma dywizji?".

Innym razem Miłosz zapisał: "Wśród mężów stanu, monarchów, wodzów XX w., ani jednej postaci, która by odpowiadała naszemu obrazowi królewskiego majestatu, z wyjątkiem Karola Wojtyły. Tylko on mógłby naprawdę grać królów Szekspira".

Trudno dodać coś do słów poety” – kończy ten fragment swego tekstu naczelny wyborczej (Adam Michnik: Polska dostała króla, o jakim śniła kwiecień 2005).

A więc nawet wedle Michnika Kościół i papież był dla Polaków substytutem utraconego państwa. W tę rolę wszedł on pośrednio, także i całkiem niedawno, czyli 10 kwietnia. Niezależnie od tego, jak ocenimy stan polskiej państwowości w dramatycznych kwietniowych dniach 2010 roku nie ma najmniejszej wątpliwości, że wtedy właśnie Kościół udzielił znajdującemu się w trudnym położeniu  państwu istotnego wsparcia. Choćby przez wawelski pochówek prezydenckiej pary i towarzyszący mu ceremoniał.

Wszystkie te przytoczone powyżej przypadki wskazują, że trudno jest w Polsce realnie patrzeć na Kościół jako na instytucję od państwa niezależną i autonomiczną. Skoro Kościół musiał wejść w swą historycznie – substytutywną rolę nawet ostatnio. To doświadczenie historyczne sprawia, że realizowanie u nas w praktyce soborowej zasady autonomii, staje się niezwykle trudne. Co więcej, mamy doświadczenie jeszcze bardziej skomplikowane. Bo oto sytuacja ta sprawia, że sprawy państwa wlewają się do wnętrza Kościoła. Stąd owe zainteresowanie wielu biskupów czy aby w traktacie lizbońskim nasz interes narodowy jest właściwie zagwarantowany. Nie czy właściwie zagwarantowane są prawa wynikające z nauki Kościoła, ale właśnie nasz narodowy interes. Stąd na niższym – mniej już wysublimowanym poziomie – problem słynnych lasów państwowych, stoczni gdańskiej czy Tormięsu podnoszony przez Radio Maryja.  Innym wyrazem tej sytuacji są relacje kościelno-samorządowe. Poszczególnych biskupów, proboszczów, zakonników. I znów o autonomii mówić trudno. A owe zwyczaje i praktyka doprowadzają do stanu swoistej hibernacji. Bo symbioza Kościoła z władzą jest możliwa w sytuacji naturalnej jego masowości. Owa masowość zaś, wynika z tego, że ludzie podlegają również masowemu duszpasterstwu.

Indywidualny kontakt z wyborcą

Tymczasem moim zdaniem, społeczeństwo nam się indywidualizuje. Nawet nie tyle laicyzuje, co właśnie indywidualizuje. Zmienia miejsce zamieszkania, prace, a tym samym zmienia też miejsca i formy ewentualnej opieki duchowej. Zasadzie „indywidualnego kontaktu” z wyborcą, której podlega już osiedlowy samorządowiec, będzie też nieuchronnie musiał poddać się kapłan.

Ludzie szukają indywidualnych, osobistych wskazań duchowych. Tymczasem polskie duszpasterstwo nadal tkwi w ramach masowego, ludowego Kościoła. Idealnym przykładem takiej sytuacji są nasze parafie. W dużych miastach, zwłaszcza w ich wyludniających się centrach, duże niegdyś parafie niemal świecą pustkami. Dobrze mają się te, które proponują ciekawą „ofertę” duchową, albo prowadzą wyspecjalizowane duszpasterstwo. Instytucja parafii personalnej, która na świecie – głównie w dużym mieście –  jest realną odpowiedzią na dzisiejsze przemiany społeczne, w Polsce niemal nie istnieje. Wierni nadal są „przypisani do ziemi”, a posługę duchową – jeśli otrzymują ją w ramach parafii – to we wspólnocie z którą nie czują niemal żadnego związku. Świetnie mają się natomiast ruchy katolickie. Przez swój radykalizm i indywidualne podejście do swoich członków. Takiego spojrzenia na Kościół jest u nas jak na lekarstwo. Jest za to owo „podawanie ręki” państwu, w przypadku na przykład Smoleńska.

Przepowiadanie a życie publiczne

Na tym cierpi niestety istotny element nauczania Kościoła. Idzie mi tu o przepowiadanie odnoszące się do życia publicznego. Biskupi, ale też kapłani, zwykle nie zabierają głosu w sprawie mało ewangelicznych posunięć władzy samorządowej czy państwowej. Najprawdopodobniej dlatego, że są z nią w rozliczny sposób powiązani. Trudno wskazywać wójtowi, że nie zachowuje się nie tak jak powinien, jeśli ten sam wójt dofinansował mającemu to zrobić proboszczowi przykościelny parking. To bardzo częste sytuacje naszego codziennego życia. Przykład minister Kopacz jest tu tylko najgłośniejszym przypadkiem.

Polonia semper fidelis

Z tego hasła byliśmy zawsze dumni. Ono było naszym symbolem. Problem polega tylko na tym, że w dzisiejszych czasach trudno już o tym mówić. Trzeba by raczej mówić o zawsze wiernych ludziach, Polakach czy obywatelach, a na to by ich wiernymi uczynić jakoś sposobu chyba nie ma. Najlepszym tego przykładem są znów dwie skrajności polskiego katolicyzmu. Z jednej strony katolicka inteligencja, czerpiąca raczej wzory z doświadczeń zachodnich (sam jestem tego przykładem), z drugiej strony Kościół ludowy reprezentowany przez Radio Maryja. Kościół ze szczątkową elitą katolicką, która rzadko jest w stanie w akceptowalnych dziś formach, formułować zasady katolickiej ortodoksji. Formułować je przy tym tak, by móc być skutecznym dyskutantem dla tych, którzy stawiają się na przeciwnym biegunie wewnątrzkościelnej dyskusji.

Patron świadomych wiernych

Często zastanawiamy się czego patronem mógłby być błogosławiony Jan Paweł II? Moim zdaniem Opatrzność dała nam pewną wskazówkę. To sam dzień jego beatyfikacji. Dzień 1-ego maja. W PRL-u, którego ostatecznie pogromcą okazał się Karol Wojtyła, było to święto klasy robotniczej, a więc komunistycznych mas. Może warto aby beatyfikowany tego dnia polski papież stał się trochę na przekór patronem naszych katolickich elit? Twardo wiernych katolickim zasadom i nauce Kościoła, a jednocześnie otwartych na zindywidualizowaną współczesność. Elit, które będą formułować katolickie postulaty w stosunku do państwa, bez ulegania przebrzmiałej już chęci jego substytuowania. Oby przy ich pomocy nowy błogosławiony przywrócił naszemu Kościołowi siły witalne. Takie jakie niegdyś miał ludowy katolicyzm prymasa Wyszyńskiego.

Jan Filip Libicki

[aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Patron wiernych obywateli”

  1. Proszę Pana, mogę jako odpowiedź na pytanie zadane w tym artykule: ” gdy zastanawiam się w jakiej kondycji jest dziś w Polsce tak zwany Kościół ludowy?” Odpowiedzieć pytaniem, czy ma pan prawo do zadawania takich pytań? Artykuł z sieci, z którym całkowicie zgadzam się, niestety… dziękujemy! J.F. Libicki nękający swoimi nudnościami publicystycznymi w ostatnich tygodniach Radio Maryja i Jego słuchaczy sprzymierzył się nawet z Gazetą Wyborczą i głównym organem katolewicy w Polsce Tygodnikiem Powszechnym. W GazWymborze powątpiewał w Zbawienie duszy Błogosławionego Jana Pawła II pisząc „ że wszyscy się modlą o Jego beatyfikację, a nikt się nie modli o Jego Zbawienie”. W katolewicowym TygoPowszu oczywiście skupił się już na szczuciu propagatora nauczania Bł. JP2 czyli Radio Maryja i szukaniu sojuszników w walce z nim. http://www.jflibicki.salon24.pl/309927,krotka-rozprawa-o-zaciskaniu-zebow Ale mniejsza o sojusz posła Libickiego neomarksistowską „Wyborczą” i katolewicowym T.P. W niedawnej publicystyce posła Libickiego poświęcono sporo miejsca bp Pieronkowi, który też od lat nie ustaje we wściekłych atakach na Radio Maryja i dzieła przy nim wyrosłe, a którego autorytetem biskupim posługują się w tym celu media ateistyczne i który to biskup Pieronek jest zbuntowany na Przewodniczącego KEP abp Józefa Michalika. Bp Pieronek 4.06 br wyświęcił księży z tradycjonalistycznego Bractwa Św. Piotra i to posła Libickiego zbliżyło do niego. Jest to wielka hańba dla tradycjonalizmu w Polsce gdyż to postępowanie obu postaci jest rozbijaniem jedności wiernych w samym łonie tradycjonalizmu. Katolewica i Tradycjonalizm razem! Coś takiego? A jeśli by komuś przyszło do głowy szatańska myśl, uknutą przez ateistów w walce z Kościołem w Polsce, że to Radio Maryja rozbija Kościół, to trzeba im powiedzieć że ten „rozbój” to kilkusettysięczne pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę, kilkumilionowe audytorium słuchaczy i modlitewne wsparcie abpa Józefa Michalika w Jego homiliach. A za taki tradycjonalizm w wykonaniu J.F. Libickiego i bpa Pieronka to dziękujemy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.