PiS – koniec postmodernistycznej polityki

Ktoś kto politykę postrzega jako li tylko i wyłącznie  realizację dobra (lub zła) w przestrzeni życia społecznego, zapewne zdziwi się, że w stosunku do działań partii, kojarzonej – nie bez pewnych racji – z tradycjonalistycznym elektoratem, używam pojęcia:  „postmodernistyczna”, które jest synonimem polityki opartej na skrajnie libertyńskim systemie wartości, polityki wypranej z wszelkich społecznych (ponadjednostkowych) treści. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że polityka PiS jest skrajnym przeciwieństwem  „postmodernizmu”, jednak uważniejsza analiza działań partii J. Kaczyńskiego,  prowadzi do wniosku, że PiS miesza – czy skutecznie to inna sprawa – metody tradycyjne z metodami właśnie „postmodernistycznymi”. W latach 2005 -2007 polityka premiera Kaczyńskiego była wręcz skrajnie postmodernistyczna, uznając całkowitą wtórność „realiów” wobec sfery „narracji”. Bardziej liczyło się to, co powiedziane, mniej lub wcale to, co wykonane. Była to polityka żyjąca chwilą, doraźnością, gotowa z dnia na dzień zmienić taktykę, retorykę a nawet polityczną aksjologię. Pierwszym taktycznym celem tej polityki było niepoddawanie się biegowi wydarzeń. Kaczyński bez wątpienia obawiał się biegu zdarzeń, który cechował trzeci i czwarty rok rządów jego poprzedników, mniejszościowe rządy Buzka, Millera i Belki. Obawiał się rządzenia w rytmie kolejnych skandali, politycznych secesji, słabnącego prestiżu rządu. Od pierwszej chwili po zwycięstwie 2005 roku starał się być panem Sytuacji. Określać terminy i przedmiot kolejnych kryzysów, dozować niepewność, zarządzać permanentną destabilizacją. Zawierał sojusze, by je nieoczekiwanie zrywać. Łudził sojuszników perspektywą długich rządów, a następnie ich atakował. Zapowiadał budowę silnego szerokiego bloku, a dzień później dawał do zrozumienia, że w tym towarzystwie nie da się praktycznie rządzić. Lata 2005 -2007  były politycznym trillerem, pełnym zaskakujących zwrotów akcji, kryzysów koalicyjnych, nagłych dymisji, oskarżeń i pojednań.  Rządy premiera J. Kaczyńskiego można było – bez wielkiej przesady – określić jako postmodernistyczną  sztukę, której scenariusz napisał niezapomniany B. Brecht.

J. Kaczyński – niczym Fryderyk bohater pierwszej postmodernistycznej powieści pt. „Pornografia” W. Gombrowicza- najpierw kreował polityczną  rzeczywistość, a następnie nad nią panował używając dwóch metod: uruchamianiu kryzysów politycznych i formułowaniu nośnych, prowokacyjnych haseł. Był on niewątpliwie politycznym artystą.  Jego słowa o ZOMO czy o politycznych szatanach były podchwytywane przez dziennikarzy i stawały się tematem tygodnia, wszyscy musieli poddawać je analizie, dokonywać literacko-teologicznych porównań, oburzać się lub zgadzać. Kaczyński zyskiwał tydzień spokoju i „gadania o niczym”, skupiał krytykę na sprawach nieistotnych, wytyczał wygodne dla swojej partii linie podziału. Panował nad sytuacją, pewien, że każdą wpadkę da się szybko „przykryć” słowną awanturą, kryzysem koalicyjnym, sensacyjną dymisją. Zwracam uwagę, że tą metodę skopiował w detalach rząd premiera Tuska, który jest niewątpliwie uczniem politycznym prezesa PiS. Jak to się wszystko skończyło, doskonale pamiętamy: pomiędzy postmodernistyczną forma polityki a jej treścią następowała coraz wyraźniejsza sprzeczność, która doprowadziła prezesa PiS do wyborczej katastrofy. Tak jak w dziele sztuki występuje to co krytycy nazywają zgodnością treści i formy, tak i w polityce jej sfera symboliczna – w której J. Kaczyński jest prawdziwym mistrzem – nie może dominować nad realiami. Przerost formy nad treścią kończy się zawsze dla polityka odsunięciem na boczny tor historii. Zdaja sobie z tego sprawę politycy PiS, którzy po aferze z wywiadem prezesa PiS dla „Gazety Polskiej”, postanowili rokokowe zagrywki polityczne Macierewicza i Sakiewicza ukrócić. W wywiadzie dla tygodnika „W sieci”, A. Hoffman stwierdził, że wśród polityków PiS, także w terenie „jest świadomość i potrzeba nowego języka do opowiedzenia rzeczywistości; żeby dobrze, trafiając do ludzi, przekazać to, co wiemy i czujemy”. – Na razie zbyt często rozgrywamy poprzednią przegraną bitwę. (…) Musimy się z tego wyzwolić, przestać opowiadać o obecnej sytuacji w Polsce językiem poprzedniej kampanii. Nie wygramy wyborów krytykując Tuska, zwłaszcza wedle reguł przez niego samego i jego media napisanych.”. Innymi słowy powrót do realiów i zerwanie z postmodernistyczną narracją, która w czasach kryzysu jest naprawdę nieskuteczna.

Piotr Piętak 

M.G. 

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.