Pod znakiem Dobrego Pasterza

Liczne dzieła sztuki: malowidła i rzeźby starożytne dowodzą, jak wielkim wzięciem cieszyła się u pierwszych chrześcijan Ewangelia o dobrym pasterzu. Była dla nich naprawdę εύαγγέλίου, czyli dobrą nowiną w najwłaściwszym tego słowa znaczeniu. Ludzie, przechodzący do chrześcijaństwa z obozu pogańskiego, potrafili lepiej niż my doceniać dobroć Chrystusa-Pasterza i miłość panującą w Jego owczarni. Trzeba było najęczeć się wpierw pod tyranią bogów pogańskich i natworzyć pod zmorą przesądów, aby potem w całej pełni odczuć miłościwe rządy Boskiego Pasterza i wolność pod słońcem chrześcijaństwa. Spragnione miłości ludy pogańskie wpatrywały się jak w tęczę w obraz Dobrego Pasterza, a słowa dzisiejszej Ewangelii [J 10, 11 – 16 ] wchłaniały w siebie jak nektar i ambrozję.

Pierwsze wieki chrześcijaństwa stały pod znakiem Dobrego Pasterza. Obraz Jego znajdujemy nie tylko w katakumbach i świątyniach, lecz i na przedmiotach liturgicznych, a nawet na sprzętach codziennej potrzeby. (…) Złośliwi ludzie mówią, że księża spowodowali, by nabożeństwa do Dobrego Pasterza zbytnio nie propagowano, gdyż Boski Zbawiciel w przypowieści o Dobrym Pasterzu na pierwszym miejscu wytyka błędy tych, którym powierzona została opieka nad duszami. Najtrudniejsze jednak jest tłumaczenie psychologiczne, mówiące nam, że nawet najwznioślejsze prawdy tracą swój urok, jeżeli się człowiek do nich za bardzo przyzwyczaja. Należy je przelać w inne formy, pokazać w nowym oświetleniu, a znowu będą pociągały.

Nabożeństwo do Dobrego Pasterza nie wygasło nigdy, lecz odświeżyło się przybierając formę nową, bodaj że piękniejszą. Za nową formę tego nabożeństwa można by uważać kult Serca Jezusowego. (…)

Serce Jezusowe psuło interesy „wielkich tego świata”, tak samo jak niegdyś Dobry Pasterz. Trudno tyranom i dyktatorom wytrzymać konkurencję Tego, który jest cichy i pokornego serca. Ciemiężyciele wszelkiego rodzaju daremnie szukają aprobaty swego postępowania u Jezusa, który przecież podkreśla, że jarzmo Jego jest słodkie, a brzemię lekkie. Ludu chrześcijańskiego nie można olśnić przepychem, bo proste słowo Syna Bożego, że przyszedł, aby służyć, a nie na to, by być obsługiwanym, robią na sercach niewypaczonych głębsze wrażenie niż razem wzięte bogactwa wszystkich królów. To, że Chrystus wśród mocarzy tego świata nie znalazł gorących wielbicieli, można sobie tłumaczyć rażącym przeciwieństwem między ich życiem, a Jego postępowaniem. Napoleon podziwiał wielkie wzięcie Jezusa u mas najszerszych i przyznawał, że jest Istotą najbardziej i najszczerzej kochaną. Daleki był jednak od tego, aby Go naśladować. Bo jakże! Chrystus cierpiał za wszystkich i położył swe życie w ofierze, Napoleon zaś żądał od wszystkich ofiary w postaci cierpień i życia. Nie mogło i nie może być porozumienia między największym samolubcą a największym Ofiarnikiem. Tamten kochał wyłącznie siebie, Ten zaś miłością obejmuje wszystkie swoje owieczki.

Jeszcze trudniejsza jest do pomyślenia zgoda między Chrystusem a bezbożnymi dyktatorami obecnej doby. Do prześladowania chrześcijaństwa w Bolszewii przywykliśmy do tego stopnia, że wcale już nie szukamy jego najgłębszej przyczyny. Niech nią będzie nienawiść do Boga, lecz czy ona znowu nie ma źródła w ty, że dyktator z Kremla widzi w Chrystusie swego najgroźniejszego rywala? Przecież Ten jest zaprzeczeniem jego postępowania na każdym kroku. Nie tylko nauka Chrystusowa sprzeciwia się systemowi materialistycznemu, lecz i On sam jest zbrodniarzom komunistycznym wielce niewygodny. (…) Młodzież bolszewicka nie wie już nic o Dobrym Pasterzu. (…) Pożałowania godne są miliony młodzieży, które piekło bolszewickie uważają za stan normalny, a człekokształtnym potworze na Kremlu widzą swego zbawcę. Ach, jakaż bierze nas ochota oświecić w błąd wprowadzonych, przedstawić im postać Dobrego Pasterza i mówić im o Bogu, który umiłowawszy ludzi, życie swoje położył za nich w ofierze. Lecz czyżby zrozumieli dobroć Boskiego Zbawiciela? Jak ma się trudność z wytłumaczeniem kolorów ślepemu, tak może mielibyśmy trudność z zaszczepieniem ideałów chrześcijańskich w tych, którzy od samego początku pojeni byli jadem nienawiści do chrześcijaństwa. Weźmy np. piękną prawdę, że Bóg uznaje każdą poszczególną jednostkę, że i w najmniejszym człowieku szanuje jego osobowość. Jest to przecież najatrakcyjniejsza cecha chrześcijańska. Wątpimy jednak, czyby człowiek, wychowany w kolektywie, zdobył się na jej zrozumienie. Lecz dajmy na to, żeby się na to zdobył i zrozumiał także inne prawdy chrześcijańskie, nie tylko on, lecz wszyscy oszukani; czyżby wówczas nie rwaliby się do prawdy , czyż nie przekładaliby Dobrego Pasterza nad brutalnego dyktatora i nie przyczynili się do powstania jednej już tylko owczarni i jednego Pasterza?

U naszych zachodnich sąsiadów odrzuca się Dobrego Pasterza, nie żeby dobrocią swoją robił konkurencję, lecz że jest dla rasy germańskiej za łagodny. Jak może Germanom imponować Syn człowieczy, który o Sobie mówi, że jest cichy i pokornego serca, albo który tak bardzo świat ukochał, że nie wahał się położyć zeń życie w ofierze. Wszak muszą Mu to poczytać za słabość, zwłaszcza, że sami szanują tylko siłę. Zwalczają więc Dobrego Pasterza dla Jego rzekomej miękkości. Zarzucają Mu wprost, że rasie germańskiej odebrał jej cnoty najistotniejsze: energię, hart ducha, bezwzględność. Niektórzy nawet przypisują Mu winę za poniesioną klęskę w wojnie światowej. Gdyby nie Jego humanitarne zasady, byliby się imali środków bezwzględnych i na pewno byliby wojnę wygrali. Precz więc z Dobrym Pasterzem i Jego zasadami!

Jakież szaleństwo oddalać się od Chrystusa! Jest to przecież to samo, co stronić od słońca. Czyż słońce na tym ucierpi, że ktoś się przed nim chowa? Ono nadal będzie świeciło i grzało i promieniowało swoje dobrodziejstwa. Szkodę poniesie tylko ten, kto się przed nim chowa. Świat oddala się od słońca, którym jest Dobry Pasterz. Oczywista, że zemści się to tylko na świecie. Im dalej od Boga, tym dotkliwszy chłód i tym głębszy mrok ogarnie odszczepieńców. Nie można przepowiadać narodowi 1000-letniej przyszłości, jeśli się go popycha w kierunku odsłonecznym, jeśli się go odciąga od Boga. Bo jeśli nawet gwiazdy – martwe ciała nie mogą długo trwać w afelium, to tym mniej serca ludzkie spragnione słońca miłości. Błogosławione niech będzie prawo nakazujące sercu ludzkiemu wyrywać się do wielkiej miłości i szamotać się, i niepokoić, dopóki nie spocznie w Bogu.

Czyż nie należy masowego oddalania się od Dobrego Pasterza uważać za zapowiedź bliskiego powrotu do Niego? Cóż to będzie, gdy wszyscy uwiedzeni przez gwiazdę bolszewicką albo przez swastykę zaczną marznąć i w pochodzie swoim zastygać? Jak planety przezwyciężą swoje afelium i tym szybciej wracać będą do życiodajnego słońca – do Boga. Nastanie potem jeden Pasterz i jedna owczarnia, nastanie Królestwo Boże, w którym tryumfować będzie miłość nad nienawiścią i światło nad mrokiem. Ustaną dyktatury i kolektywy, a każdy pojedynczy człowiek będzie przedstawiał wielką wartość wobec Tego, który każdego zna po imieniu. (…)

o. Alojzy Liguda

Homilia bł. ojca Alojzego Ligudy z Winowa, wygłoszona w II niedzielę po Wielkanocy (J 10, 11 – 16), a pochodząca z tomiku Jego rozważań wydanych w 1939 r. [reprint Wydawnictwo Św. Krzyża w Opolu, 2007 r.).

Błogosławiony Alojzy Liguda SVD urodził się w 1898 roku w Winowie pod Opolem. Polski patriota, Ślązak. Po ukończeniu Niższego Seminarium Duchownego w Nysie wstapił do nowicjatu księży werbistów w Międzynarodowym Seminarium Misyjnym św. Gabriela w pobliżu Wiednia. Śluby wieczyste złożył w 1926 roku, a święcenia kapłańskie przyjął w roku 1927. W latach 1930 – 1936 studiował polonistykę w Poznaniu. Po ukończeniu studiów został skierowany do Domu Prowincji Polskiej werbistów w Górnej Grupie (kujawsko – pomorskie) gdzie w czerwcu 1939 objął funkcję rektora. Pełnił też funkcję admonitora w radzie prowincjalnej. W trakcie II wojny światowej internowany, trafił do obozów w Sztutowie, Sachsenhausen i Dachau, gdzie dnia 9 grudnia 1942 roku poniósł śmierć męczeńską, wskutek katorg i eksperymentów pseudomedycznych. Beatyfikowany 12 czerwca 1999 roku.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Pod znakiem Dobrego Pasterza”

  1. Brawo za taki piękny artykuł o jednym ze 108 błogosławionych podczas wojny spośród kilku tysięcy duchownych około 10 % spośród ogółu kilkudziesięciu tysięcy a księży zamordowali głównie hitlerowscy Niemcy około dwóch tysięcy spośród12 tysięcy kapłanów czyli jednej szóstej albo jednej siódmej to kamyk fundamentu Polski naszej umiłowanej.

  2. @abcd 1/Polecam sie wstawiennictwu Blogoslawionego2/Tej wojny mozna bylo uniknac lub ja przeczekac. Jednym z winnych wybuchu II WS byl ( jako przyczyna dalsza) Georges Clemenceau.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.