Podstawa nowego Wyszehradu

Bo oni to z Ruskimi!”

Pierwotnie krzyk „zdradzili solidarność Grupy Wyszehradzkiej” podnieśli krytycy rządu, mając na myśli wyłamanie się III RP z frontu negacji odgórnie narzucanych kwot uchodźców. Szybko jednak zaczęło się ogólno-establishmentowe śledztwo na temat tego, kto i kiedy kogo w Europie Środkowej zdradził. Ton nadały „Wiadomości”, serwując przejrzysty przekaz: „Nie ma mowy o żadnej solidarności wyszehradzkiej, bo Orbán rozmawia z Putinem, Fico z Miedwiediewem, a Zeman nawet był 9. maja w Moskwie!”. Linię obrony szybko podchwyciła Platforma Obywatelska, PiS wprawdzie pozostał przy „zdradzie”, po cichu przełykając brak rusofobicznej prawowierności u „zdradzanych”, jednak jego działacze i propagandyści przyznają ochoczo, że faktycznie, coś jest na rzeczy – i coś za dużo w naszym regionie świata agentów Putina!

I nie ma co się dziwić obecnej sytuacji – skoro przedstawiciele rządu już od dłuższego czasu zapowiadali, że główną przyczyną ustępstw wobec żądań Komisji Europejskiej w sprawie imigrantów – będzie lęk, że w przeciwnym razie III RP nie doprosi się o… „solidarność europejską” przeciw Rosji! Innymi słowy – wbrew woli znacznej części społeczeństwa przyjmiemy do kraju uchodźców po to, by kontynuować politykę o skutkach niekorzystnych dla… tego samego społeczeństwa. Po prostu walimy się młotkiem w palec, żeby móc kopnąć w ścianę!

Banderowiec zamiast gastarbeitera?

Ba, nie koniec na tym. Cała Polska śmiała się kiedyś, że w zamian za węgiel wysyłany przez nas do ZSSR – Sowieci zabierali sobie jeszcze nasze lokomotywy. Trochę podobnie (tylko naprawdę) będzie teraz z imigracją. Oto przypadająca na III RP kwota gastarbeiterów z Erytrei i im podobnych będzie mogła być zredukowana – ale o taką samą liczbę przybyszy z Ukrainy. Jeśli ktoś sądzi, że to lepiej, bo „to przecież ten sam krąg cywilizacyjny” – to niech łaskawie obejrzy sobie zdjęcia z całopalenia w Odessie, czy groby ofiar zbrodni banderowskich batalionów w Donbasie – by dostrzec raczej fundamentalne różnice cywilizacyjne.

Tak oto naprawdę marginalny dla Polski, acz emocjonujący wielu temat imigracyjny – nagle wyradza się ku zagadnieniom realnie Polaków dotykającym. Oto bowiem okazuje się, że całe zamieszanie rząd (ku uciesze oficjalnej opozycji) – chce wykorzystać dla kontynuowania pro-banderowskiej, rusofobicznej awantury, co będzie nas kosztować dalsze przedłużenie embarga, straty dla gospodarki i napływ imigrantów, którzy na terytorium RP mogą stać się irredentą, a nie tylko chwilowymi mieszkańcami obozów przejściowych.

Samotni szaleńcy

Oczywiście jednak można z całej tej hucpy wyciągnąć pewne korzyści. Zgodny atak rządzących i mediów na Orbána, Fico i Zemana (przy pomrukach z szeregów PiS w duchu „co racja, to racja, z tymi Ruskimi to przesadzają!”) może uzmysłowić Polakom – że w swym pro-kijowskim i antyrosyjskim zaślepieniu III RP jest w naszej części świata całkowicie osamotniona (z małym wyjątkiem Litwinów, którzy nie mogą się zdecydować czy bardziej nienawidzą Rosjan, czy Polaków…). Rusofobia i bezkrytyczne popieranie oligarchicznego reżimu na Ukrainie nie są więc wcale tak oczywiste, modne i… jednoczące Europę, jak się to Lechitom wmawia.

Przeciwnie, zwłaszcza ci wszyscy oburzający się dziś na rząd III RP za „zdradę Wyszehradu” – powinni w tym momencie zrozumieć z jakich pobudek i dla jakich celów została ona dokonana. A przede wszystkim – na jakiej podstawie można by rzeczywiście podjąć próbę budowy realnej i celową kooperacji środkowo-europejskiej. Otóż czynnikiem łączącym może być obecnie jedynie racjonalizacja i normalizacja stosunków jeśli nie całej Unii Europejskiej, to przynajmniej naszych państw z Rosją i pozostałymi państwami Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej.

Wrócić do korzeni

Orbana, Fico i Zemana dzielą polityczne życiorysy, każdy z nich występuje w imię partykularnych interesów własnego państwa – a przecież wszyscy doszli do zbliżonych wniosków: że dalsza eskalacja konfliktu na Wschodzie nikomu się w naszej części świata nie opłaca. A dla zysków kogoś położonego na innej hemisferze nie ma się co narażać na dalsze problemy. Czy więc dyskutujemy o imigrantach, czy o nadmiernej uległości władz wobec Brukseli, czy wreszcie o integracji środkowo-europejskiej – tak czy siak wracamy do tego samego punktu, do żywotnego interesu Polski, jakim jest pacyfikacja Ukrainy i normalizacja stosunków polsko-rosyjskich. I im szybciej to zrozumiemy – tym spokojniej i skuteczniej możemy się wziąć za rozplątywanie pozostałych kwestii.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *