POLSKA CZY WŁOCHY?

Rok 1935 był siejbą katastrofy – żniwo jej nastąpiło w roku 1936. Etiopia została podbita, sankcje przeciw Włochom wycofane, instrument Ligi Narodów – skompromitowany, pomiędzy Włochami a Niemcami dochodzi do porozumienia, spór niemiecko-włoski o Austrię zaczyna się załagadzać, Niemcy i Włochy znajdują pole wspólnej akcji w Hiszpanii.

W roku 1934, jeszcze za życia Piłsudskiego, gdy Polska wyswobodziła się ze stanu quasi-wojny z Niemcami, gdy przestała dźwigać brzemię zabezpieczenia Europy przed Niemcami, dyplomacja polska odczuła przyjemne wrażenie ulgi. O Polskę ubiegali się wtedy wszyscy: Niemcy, Francja, nawet Sowiety, nawet rywal zawzięty, p. Beneš, stara się o dobre stosunki z nami. Były to miodowe miesiące nowego stanu rzeczy. I otóż Beck myślał, że te miodowe miesiące będą trwały wiecznie. Brał swe życzenia za rzeczywistość. Ciągle mu się zdawało, że Wojski gra jeszcze, a to echo grało. Od roku 1935 zmienia się przede wszystkim stosunek fizycznej siły Polski do Niemiec w decydujący sposób na korzyść Niemiec, na niekorzyść Polski. Poza tym zaloty Hitlera, które głównie dźwignęły Polskę do nowej sytuacji, uwarunkowane były projektem wspólnej, niemiecko-polskiej wyprawy na Rosję. Beck tej wyprawy nie chce, ale nawet nie ta niechęć Becka jest w danym wypadku decydująca. Plan antysowiecki Hitlera wymaga: (1) współdziałania z Polską; (2) neutralności Europy, a przede wszystkim Francji. Polska jest Hitlerowi potrzebna nie tylko jako miejsce wypadu przeciwko Sowietom, ale także jako człon francusko-polskiego porozumienia by pozyskać neutralność Francji w czasie wojny niemiecko-sowieckiej. Tego właśnie Beck nie jest w stanie pojąć ani przez chwilę. Przeciwnie, jak najgłębiej i jak najszczerzej chce spekulować na antagonizmie niemiecko-francuskim. Do pewnego stopnia rozumie, że zbliżenie polsko-niemieckie przerzuciło ciężar brzemienia – zabezpieczenia pokoju w Europie na Francję. Ale nie jest w stanie zrozumieć, że to jest stan chwilowy, z którego Hitler wyjść musi drogą jakiegoś nader dynamicznego posunięcia. Wydaje mu się, że stan roku 1934 będzie trwał wiecznie, że Niemcy będą wiecznie pozostawiały Europę w grozie zmian i że Francja będzie wiecznie w stanie potrzeby zabezpieczenia się przed tą groźbą i że on Beck wiecznie będzie mógł rozmawiać z niemieckimi dyplomatami jako ze stroną, która Polskę prosi, a nie Polsce grozi, a wobec dyplomacji francuskiej będzie mógł wiecznie uprawiać politykę ukłuć szpilką, w której tak niepotrzebnie się lubował.

Beck nie mógł zrozumieć, że polityka Hitlera nie będzie bynajmniej wieczną polityką grożenia wojną, że przeistoczy się kiedyś w politykę wojny, która może pójść w dwóch kierunkach: (1) albo przeciw Sowietom, do czego potrzebne jest współdziałanie Polski i neutralność Francji; (2) albo przeciw Europie, a w tym wypadku, o ile Polska nie stanie się sojusznikiem Niemiec, będzie przez Niemcy zgnieciona w samym początku.

(…)

Beck nie rozumie (…) planów Hitlera, przez monokl wyższości patrząc na tych, którzy twierdzą, że Hitler na serio dąży do wojny z Rosją lub do napaści na Francję. Dla Becka dyplomacja to lawirowanie pomiędzy sprzecznymi interesami państw europejskich, w tym przekonaniu, że sytuacja nie ulegnie żadnej zmianie radykalnej, żadnej burzy. Beck jest żeglarzem, który wypływając na morze burzę uważa za fantazję godną dzieci lub poetów i nie sposobi swego statku na tę ewentualność.

Drugą cechą Becka będzie pewna jego zarozumiałość, która sprawiała, że zapisywał na karb własnego geniuszu okoliczności, które wcale nie były jego wytworem a wypływały tylko z okazyjnej koniunktury, w zupełnie przypadkowy sposób sprzyjającej jego posunięciom. Wiatr wiał mu w żagle, a on myślał, że to nie wiatr, ale własne jego wiosła łódź popychają. W Rumunii, na Węgrzech, we Włoszech powodziło mu się nieźle, dlatego tylko, że jego własne plany odpowiadały planom niemieckim i że Niemcy popierali jego koncepcje. Beck przechodził do porządku nad tym niemieckim udziałem w realizacji jego koncepcji i przypisywał swe powodzenia własnej swej dyplomatycznej wyższości.

Czy jednak nie widział, że w wielu sprawach współpracuje z Niemcami? Czy nie widział stałego wzrostu potęgi Niemiec? A jeśli tak, to czemuż wszystkich swych sił nie obrócił na załatwienie spraw pomiędzy Polską a Niemcami spornych, drażniących, palących, jak sprawa Gdańska, sprawa nielojalnej mniejszości niemieckiej w Polsce, tj. na Pomorzu, Śląsku i Poznańskiem, sprawa ograniczonej w swych prawach mniejszości polskiej w Niemczech? Bez załatwienia tych spraw nie mógł Beck patrzeć na wzrost potęgi Niemiec obojętnie, bo każda z nich groziła nam agresją Niemiec na nasze terytoria. Ale tu panowała nad Beckiem łatwizna dyplomatyczna. Beck gotów był współdziałać w Czechach z Hitlerem, występując w obronie mniejszości polskiej w Cieszyńskiem, bo mu to niczym ze strony naszej opinii publicznej nie groziło. Beck nie chciał załatwić z Niemcami żadnej prawdziwie poważnej sprawy spornej, bo nie był w stanie tego zrobić ze względu na opinię publiczną, na Rydza, na nastroje w Polsce. Beck był jak lekarz, który widzi (czy też może nie widzi) chorobę w pacjencie, ale boi się mu zaproponować leki, na które pacjent się skrzywi i do lekarza może zwrócić się innego. Beck nie pełnił swego urzędu w dostatecznie poważny sposób.

Stanisław Cat-Mackiewicz

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.