Polska jako podwykonawca na Wschodzie

.

Wracając autem z pracy często mam okazję posłuchać radia, dowiedzieć się, co tam „nasze” media serwują. Nie jest to przeżycie miłe, bo zdecydowana większość programów informacyjno-analitycznych to słowotok ludzi bez przygotowania merytorycznego, ale za to z ogromnym tupetem i poczuciem własnej wartości. Zasada jest prosta – im ktoś młodszy i mniej wie, tym bardziej pewnie się wypowiada.

A to, że są to z reguły myśli nieuczesane budzące zażenowanie, pewnie nikogo nie obchodzi.
Z takiego doboru „ekspertów” słynie zwłaszcza Radio TOK FM, tuba intelektualnego lewactwa i pseudointelektualnego szpanu. We wtorki do komentowania tego co się dzieje w polityce redakcja zaprasza młodą dziennikarkę z „Wprost”, która nigdy jeszcze niczego sensownego nie powiedziała, co nie przeszkadza jej tokować na okrągło co tydzień. Ale dzisiaj nie o niej – dzisiaj o – jak została przedstawiona przez prowadząca audycję Agnieszkę Lichnarowicz – „analityczce” z Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW) Joannie Rogoży. Kiedy wsłuchiwałem się w jej „analityczne” wywody na temat Rosji, Putina, Ukrainy itp. wpadałem w coraz większą rozpacz. Oklepane formułki, ideologiczny schemat, naginanie wszystkiego pod jeden (antyrosyjski) strychulec, liberalna prawoczłowiecza nowomowa, ostentacyjna i często prymitywna proukraińskość. Ale żeby to było wypowiadane na jakimś poziomie – gdzie tam – język niczym z tandetnych książek o Putinie, jakich wydaje się u nas całą masę (dla przykładu wymienię tylko wyjątkowy gniot, jakim jest „biografia” autorstwa Mashy Cessen pt. „Putin – człowiek bez twarzy”).

Dla „analityczki” wszystko jest jasne – całemu zamieszaniu na wschodzie jest winna „imperialna Rosja”. No ale jak wytłumaczyć popularność Putina? – pyta pani redaktor (przeprasza „redaktorka”) – i to wśród rosyjskie inteligencji? To bardzo proste – ta inteligencja jest wychowana w duchu tęsknoty za Imperium, a tak w ogóle, to kultura rosyjska, w przeciwieństwie do zachodniej, jest nastawiona na zewnątrz, na przeżywanie jakiejś chwały całego narodu, a nie jednostki (cóż za odkrycie! No tak, ten imperialista Lew Tołstoj). To zdumiewające – rosyjscy inteligenci uznają Krym za rosyjski? Rzeczywiście – zdumiewające! Putin zyskuje wtedy, kiedy coś się dzieje, wtedy Rosjanie konsolidują się wokół niego, tak jak na początku XXI wieku, kiedy FSB wysadziła budynki mieszkalne i zaczęła się druga wojna czeczeńska.

Tak samo jest teraz – po akcji krymskiej. No dobrze, ale jak pani „analityczka” wyjaśni, kto tym razem był tym „zapłonem”? CIA, banderowcy? Nie, dla niej inne siły niż „rosyjskie służby specjalne” nie istnieją. A tak w ogóle to Kijów staje się… „Paryżem Wschodu” dla rosyjskich intelektualistów, którzy nie wytrzymują w dusznej atmosferze Moskwy i Petersburga, żyjąc pod kontrolą FSB (tak samo jak kiedyś NKWD). Rosja nie ma sukcesów gospodarczych, ma poczucie osamotnienia i porażki, więc rekompensuje to sobie agresją na Krym i Ukrainę. No ale może kiedyś będzie w Moskwie Majdan, siły postępu zwyciężą, póki co jednak przegrywają z „imperialnymi” i „ksenofobicznymi” Rosjanami. Co innego Kijów – to oaza cywilizacji zachodniej, liberalizmu i postępu, to „Paryż Wschodu”. Ot i cała „wschodnia filozofia” nie tylko naszej „analityczki”, ale i całego OSW.

Dalsze referowanie tych wywodów nie ma sensu. Zresztą wystarczy tylko zacytować jakie prace opublikowała ostatnio pani „analityczka”: „Russian nationalism: between imperialism and xenophobia”, the European View, June 2014 (to oczywiste, że autorka na Ukrainie nie zauważa „nationalism: between imperialism and xenophobia”, nie ma banderowców, mafijnych oligarchów itp., jest „Paryż Wschodu”), „Igrzyska dla bogatych Rosjan” (wywiad), Rzeczpospolita Plus-Minus, 10.02.2014; „Rekordowa olimpiada”, Nowa Europa Wschodnia, 1/2014; „Nowa oprycznina”, Aspen Review Central Europe 3/2013 (brrr… znowu ten Iwan Groźny); „Rosja za kratami: wpływ kultury więziennej na rosyjską kulturę polityczną i społeczną”, Nowa Europa Wschodnia, 3-4/2013; „Nie wszyscy Rosjanie chcą pracować w Gazpromie”, Krytyka Polityczna, styczeń 2012.

Wystarczy – widać jasno, że mamy tu do czynienia z klasycznym Schadenfreude, malowaniem obrazu czarnymi kolorami, z podwójnymi standardami i bijącą w oczy stronniczością. W tych „analizach” jest wszystko, tylko nie analiza. Analiza polega na obiektywnej ocenie faktów i danych, na braniu pod uwagę stanowiska wszystkich stron sporu, nie uleganiu pokusie formułowania wniosków z góry przyjętych i uznanych za oczywistą oczywistość.

Pani „analityczka” nie zasługiwałaby na taką uwagę, gdyby nie to, że reprezentuje publiczną instytucję nazywającą się dumnie Ośrodek Studiów Wschodnich, ponoć chlubę obecnego ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza. Cóż to jednak za Ośrodek, skoro głównym jego zajęciem jest dostarczanie ideologicznego paliwa dla wymierzonej w Rosję polityki państwa? To nie jest tak, że Ośrodek, składający się z prawdziwych fachowców, daje władzy materiał pomocny w prowadzeniu polityki zagranicznej. Jest odwrotnie – to władza zamawia w OSW „analizy” uzasadniające jej postępowanie. W takiej sytuacji wydawanie pieniędzy na OSW nie ma sensu, skoro wiadomo, jakie „analizy” mogą być tam produkowane. To instytucja nie analityczna, tylko usługowa.

Polska polityka wschodnia ma także charakter usługowy – podjęliśmy się na Wschodzie roli podwykonawcy wielkiego przedsięwzięcia, jakim jest niewypowiedziana wojna USA z Rosją. Czasami do tej wojny, ale niechętnie, włączają się państwa UE. Kiedy już wykonamy swoje zadanie (stworzenie realnego zaplecza logistycznego dla banderowsko-oligarchicznego przewrotu w Kijowie) – zostajemy odstawieni na boczny tor. W Berlinie odbyły się ważne konsultacje szefów dyplomacji Francji, Niemiec, Rosji i Ukrainy – Polska nie była reprezentowana. To bardzo czytelny sygnał pokazujący, gdzie jest nasze miejsce. Kraje, które odgrywają kluczową rolę w tym konflikcie utrzymują stale bezpośredni kontakt zarówno z Kijowem, jak i Moskwą. Na tym polega rola rozjemcy umożliwiająca realizację każdego wariantu. Tak zachowują się państwa suwerenne i samodzielne. Polska utrzymuje kontakt tylko z jednym państwem tego sporu – z Ukrainą, a raczej z jej samozwańczymi władzami. Bronisław Komorowski swego czasu wyśmiewał się z Lecha Kaczyńskiego w związku z jego akcją w Tbilisi. Teraz robi dokładnie to samo – staje tylko po jednej stronie sporu, deklarując jednocześnie, że z prezydentem Rosji nie ma o czym rozmawiać. To jak to jest – prezydent Francji, kanclerz Niemiec, prezydent USA – mają o czym, a my nie? Inna rzecz, czy Rosja chciałaby z nami rozmawiać? No bo niby o czym? Podwykonawcami się gardzi, rozmawia się z centralą. Zwyczajna strata czasu.

Tak oto polska polityka wschodnia znalazła się ponownie w ślepym zaułku. Praktycznie jako jedyny kraj w Europie (nie liczę Litwy) odgrywamy rolę ujadającego psa, nawołującego do maksymalnych sankcji, nie „popuszczania” Moskwie i żyrujemy wszystkie szaleństwa kijowskiego reżimu. Staliśmy się pośmiewiskiem Europy. I to mam być realizacja polityki Giedroycia czy Piłsudskiego? Mówienie o tym w kółko ma przykryć nagi fakt, że na Wschodzie jesteśmy nędznym pionkiem na szachownicy, pionkiem, którego poświęca się dla realizacji wygranej w zamyśle partii. A „analitycy” z OSW mają za zadanie uzasadnić nasz w niej udział. To, że czynią to przy pomocy liberalnego bełkotu – to inna sprawa.

Jan Engelgard

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Polska jako podwykonawca na Wschodzie”

  1. “…deklarując jednocześnie, że z prezydentem Rosji nie ma o czym rozmawiać. …” – a o czym , o “bulu” ?

  2. Pewnie cała obecna “afera taśmowa” wynika gł. z faktu, że rząd Tuska postawił się USraelowi i lichwiarzom: 1/ przetrzepał OFE 2/ zdymisjonował Rostowskiego 3/ powiedział cos w stylu “Polska nie bedzie stała / nie stoi na czele antyrosyjskiej krucjaty”. Jako że USrael prze do wojny (jak Hitler w 1938/1939), a zaufanie do obecnego “podwykonawcy” spadło, trzeba go pogrążyć i wypromować nowego, bardziej skłonnego do wplątania Polskiw antyrosyjska rozpierduchę, ku chwale żydomasonerii i pejsatych lichwiarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *