Polska prawica wobec amerykanizmu

Szerokie segmenty prawicy w Polsce muszą pozbyć się dwóch skrajności w odniesieniu do Stanów Zjednoczonych.

PIERWSZA skrajność to ślepy pro-amerykanizm, kalkulujący błędnie, iż geopolityczny sojusz z Waszyngtonem i “niezbędny” charakter amerykańskiej hegemonii są czymś naturalnym i korzystnym dla Polski. Optyka ta miała może jakiś sens gdzieś w okolicach lat 2001-2007, ale teraz kompletnie straciła na znaczeniu i aktualności, i to, co trzeba podkreślić, nie z winy samych Amerykanów.

Jeśli dochodzi tu do jakiś spięć wówczas rodzime środowiska, szczególnie z okolic PiS, zarzucają rządowi prowadzenie ‘słabej polityki zagranicznej’. Starannie uciszane są krytyczne uwagi amerykańskiej administracji pod adresem pisowskich rządów [vide depesze Wikileaks: “Utytułowanego dyplomatę zastąpiła osoba mało doświadczona. Fotyga ma trudności z wewnętrznym zarządzaniem w MSZ”; “”Ścisła kontrola prezydenta Lecha Kaczyńskiego nad polityką zagraniczną przydusiła jego własne MSZ ze stratą dla efektywności w instytucjach europejskich i ogólnej jakości polityki zagranicznej Polski, donosi ambasada USA. – Dowodami na lekceważenie przez prezydenta establishmentu w MSZ są: upolitycznienie stanowisk – tych najwyższych i średniego szczebla, częste zmiany personalne, introwertyczne przywództwo i długo nieobsadzane wakaty w ministerstwie”.]

Tak więc najbardziej pro-amerykański rząd po ’89 roku był przedmiotem krytyki i drwin ze strony samego Wielkiego Brata. Takie są skutki generalnej koncepcji, której brakuje analitycznej partykulizacji oraz odpowiednich instrumentów “wyprzedzeniowej racjonalizacji” doktryny międzynarodowej Waszyngtonu.

Wydaje się, że PiS dał się nabrać na pułapkę o której swego czasu pisał ojciec chrzestny szkoły realizmu, Hans Morgenthau: “We have acted on the international scene, as all nations must, in power-politics terms; but we have tended to conceive our actions in non-political moralistic terms” (wstęp do: E. Lefever, “Ethics and United States Foreign Policy.” New York 1959, s.21.)

DRUGA skrajność to pyszny anty-amerykanizm. Podejście to łączy klasyczny kontrrewolucjonizm katolicki ze zbyt łatwą akceptacją centralnej tezy Lionela Trilling, wyrażonej w jego klasycznej pozycji “The Liberal Imagination”, że: “In the United States at this time liberalism is not only the dominant but even the sole intellectual tradition. For it is the plain fact that nowadays there are no conservative or reactionary ideas in general circulation…the conservative impulse and the reactionary impulse do not…express themselves in ideas but only…in irritable mental gestures which seek to resemble ideas.” (tegoż, “The Liberal Imagination”, 3 wyd, New York 2008, s. XV).

Ameryka jest widziana jako substancjalnie oświeceniowny, co prawda umiarkowny, ale jednak oświeceniowy reżim polityczny, wcale tak daleko nie odbiegający w swoich podstawach od rewolucyjnej Francji. Jednak śp. prof. Tomas Molnar, czołowy myśliciel kontrrewolucyjny ostrzegał niejako przed takim minimalizmem, gdy pisał o amerykańskim ustroju, jako systemie mającym “przed-rewolucyjne” korzenie. Jego symbioza konserwatywnych pryncypiów z filozoficznymi przesłankami, można by rzecz, “klasycznego amerykanizmu”, została przez niego tak opisana:

” (…) the main intention of counter-revolutionary political doctrine was to prove that the organic nature of societies rejected the revolution as a brutal disruption of national life, that is, the harmony that links community and citizen, government and nation, past and present, history and the future. The gravitational center…is the belief that the genuine rhythm of societies was contrary to the revolutionary fever; that the government was the guarantor of this rhythm; and that progress presupposes social peace, careful and minimal lawmaking, and protection against upheavals.”

oraz że substancja łącząca np. rojalistycznych wandejczyków i takich Ojców Założycieli, jak Fisher Aimes czy Charles Carrol, to:

“a rather straight line from the earliest counter-revolutionaries, such as de Maistre and Burke, to those of the 1930’s and our own days…like their opponents…they too adapted themselves to changing circumstances and incorporated into their thinking the ideas of new theoreticians of the political phenomenon.”

Amerykę można i nawet należy czytać przez Burke’a, Tocqueville’a oraz przez póżniejszych obrońców zapomnianego, oryginalnego porządku, tj. Russella Kirka, Willmoore’a Kendalla, Roberta Nisbeta, Mela Bradforda, George’a W. Careya i wielu innych.

W zasadzie pisowska optyka wynika z oświeceniowego optymizmu i negacji interesownej natury amerykańskiej polityki zagranicznej (Ameryka jest supermocarstwowym państwem narodowym, a nie “uniwersalnym” narodem bez konkretnego, historycznie ukształtowanego kodu kulturowego)

Optyka kontrrewolucyjna często wynika, przynajmniej na moje oko, z płytkiego patrzenia na amerykańską historię i wczesną myśl polityczną.

Rewolucja “pełną gębą” dotarła do Ameryki stosunkowo późno (progresywizm, neokonserwatyzm, szkoła frankfurcka, abstrahujący od etycznych obligacji wobec wspólnoty indywidualizm, konsumpcjonizm), stąd łatwo przychodzi utożsamianie tego co “jest” z tym co “było” od początku, Hollywoodu z Aleksandrem Hamiltonem.

Mike Krupa

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *