Polska Wielka Gra

Polskie myślenie o historii i polityce miota się między dwiema skrajnościami – od przesadzonej mocarstwowości, do nadmiernej zaściankowości. Z jednej strony wydaje się nam, że cały świat na nas patrzy, że losy globu zależą od naszych wysiłków (a zwłaszcza deklaracji i deklamacji), że uwaga mocarstw raz po raz ogniskuje się między Tatrami a Bałtykiem. Z drugiej istnieje tendencja przeciwna – trywializowania naszej faktycznej roli i pozycji geopolitycznej, deprecjonowania wszelkich starań o jej poprawę i szerszej aktywności międzynarodowej. Wg tej drugiej szkoły nie mamy żadnego znaczenia, a więc im szybciej wyrzekniemy się wszelkich atrybutów suwerenności cedując je na organizmy międzynarodowe – tym lepiej, także dla naszych narodowych kompleksów.

Obie te szkoły mają na poparcie swych tez argumenty historyczne i aktualne, niektóre nawet prawdziwe. Naszemu położeniu międzynarodowemu należy nadawać właściwą miarę, widząc je w kontekście polityki mocarstw i sąsiadów, globalizacji, regionalnych tendencji integracyjnych – a pośrednio także relacji między głównymi aktorami geopolitycznymi, a innymi podmiotami. Dlatego właśnie zerkanie na Kaukaz, w stronę Kazachstanu, ale także Chin, podmiotów takich jak Unia Celna, Szanghajska Organizacja Współpracy czy Organizacja Traktatu o Bezpieczeństwie Zbiorowym – ma perspektywicznie więcej sensu, niż trzymanie się kurczowo będącej już mocno passe Unii Europejskiej, czy prowadzącego działalność sprzeczną z polską racją stanu NATO, albo analizowanie mitycznego Międzymorza.

Miało być jednak o dowodach historycznych, a nie o współczesnych i przyszłych oczywistościach – bo przecież przenoszenie się ciężaru geopolitycznego świata do Azji i w obszar Pacyfiku jest właśnie oczywistością. Zostańmy więc przy sprawach oczywistych. Oto bodaj najważniejszym doświadczeniem geopolitycznym XIX stulecia była Wielka Gra – czyli rywalizacji Rosji i Wielkiej Brytanii na terytorium azjatyckim, rozpościerającym się na cały Turkiestan, Persję, Afganistan, Tybet, pogranicze chińskie i indyjskie. Do dziś stanowi ona przedmiot badań adeptów dyplomacji i wywiadu na całym świecie, jednak szerzej znana jest raczej miłośnikom literatury podróżniczej i powieści Kiplinga, czy obrazów Wiereszczagina. W Polsce zaś znana jest tylko nielicznym specjalistom od spraw Azji Środkowej, uznawanym – no właśnie – za hobbystów, mocno oderwanych od spraw i interesów krajowych. Co grosza – często faktycznie oni sam tak opisują swoją dziedzinę. W Polsce bowiem jak ktoś jest specjalistą od XIX wieku – to często ledwo ze studiów pamięta, że był jakiś wiek XVIII i słabo dostrzega, że przyszły stulecia kolejne. Jeśli ktoś potrafi z detalami opisać mauzoleum Gur-i Mir – to nie dostrzega żadnego związku między sytuacją Samarkandy a położeniem Polski. Jest to zresztą zjawisko szersze – historyk militariów nie zna się na gospodarce, ekonomista ignoruje czynniki polityczne, politolog – wszystkie pozostałe.

Tymczasem w Polsce, chociaż XIX wiek stanowi wciąż jeszcze bodaj główny okres tak dla badań, jak i odniesień współczesnych – jedne i drugie toną w detalach i patriotycznym sosie. Te pozbawione większego znaczenia potyczki, te pomniki i okolicznościowe przemówienia ku czci – wszystko to zaciemnia obraz. Z jednej strony jego element stanowi mesjanizm, z drugiej utrwalona już w rozsądniejszych środowiskach wiedza o prowokacyjnym charakterze większości wystąpień insurekcyjnych. Zwłaszcza endecka szkoła historyczna – bazując na warsztacie konserwatywnej szkoły krakowskiej – dobrze opracowała wpływy pruskie, jak i oddziaływanie na polskich „patriotów” organizacji tajnych – wolnomularzy, karbonariuszy i innych (by sięgnąć tylko do Kazimierza M. Morawskiego). Jeśli widziane są przejawy działań innych podmiotów, np. mocarstw zachodnich, to dla idealistów tylko jako naszych szlachetnych i bezinteresownych sojuszników – zaś dla endeków jako narzędzi w rękach lóż (i Semitów).

Jednak sytuacja była bardziej złożona. Czynnikiem, który badaczom polskim często umykał – był wpływ na sprawy polskie wielkiego, a z czasem największego mocarstwa światowego, czyli Wielkiej Brytanii. Angielska dyplomacja (jedna z pierwszych, które zasługują na to miano w nowożytnym znaczeniu) zetknęła się – i starła z Polakami już w XV/XVI w basenie morza bałtyckiego, bacznie też obserwowała i ingerowała w polski kryzys wieku XVII (co przekonująco opisywał choćby Jędrzej Giertych). W wieku XVIII wpływ ten stawał się coraz bardziej znaczący, co było widoczne zwłaszcza w dobie konfederacji barskiej i niesławnego „sojuszu pruskiego”. Są to fakty powszechnie znane, choć nie zawsze przykładana jest do nich odpowiednia waga. Jak pisałem już w innym miejscu 1 – bodaj tylko dwa wystąpienia brytyjskie, dokonywane z odsłoniętą przyłbicą i własnymi rękoma przebiły się do szerszej świadomości: inspirowanie niedoszłego na szczęście powstania 1877 r. i skuteczne zrealizowanie prowokacji znanej jako “gwarancje brytyjskie dla Polski” w 1939 r. Wielką zasługę w jasnym nazwaniu tych knowań położył Stanisław CAT-Mackiewicz. Jednak „brytyjscy szatani” byli czynni także przy pozostałych fatalnych dla Polski zdarzeniach, jak przede wszystkim klęskowe powstania. Czemu? A no właśnie ze względu na interesy Londynu w Azji i przebieg Wielkiej Gry. I tu dochodzimy do styku spraw azjatyckich i polskich.

W największym skrócie interes geopolityczny Anglii obejmował: panowanie na oceanach (czyli posiadanie floty co najmniej dwukrotnie silniejszej niż połączone dwie kolejne co do wielkości marynarki wojenne); utrzymywanie rywali z dala od Belgii (aby zablokować główny możliwy kierunek inwazji na Wyspy); ochrona Indii (stanowiących o imperialnym statusie Londynu). Rola powstania listopadowego w uratowaniu rewolucji belgijskiej jest powszechnie znana, słabiej natomiast rozpoznajemy korelację między wybuchami w Polsce, a odciąganiem Rosjan od Wschodu – czyli właśnie od brytyjskiej perły w koronie. Spójrzmy więc na kalendarium Wielkiej Gry. Lata dwudzieste XIX wieku to okres wyścigu rosyjsko-brytyjskiego do Buchary i Chiwy. Oczywiście, jeszcze nie w celu podboju, ale dla uzyskania wpływów handlowych i pozyskania informacji przydatnych dla poszerzenia wpływów politycznych w Azji Środkowej. Dzięki takim osobom jak Mikołaj Murawiew czy Aga Mehdi – Petersburgowi udawało się początkowo zdobywać przewagę dyplomatyczną. Co więcej, aktywność na obszarze zakaspijskim (i kaukaskim) mogła w końcu przekonać decydentów Imperium, że dalsze zajmowanie się problemami europejskiego grajdołka (i pełnienie roli tutejszego żandarma) bynajmniej się Rosjanom nie opłaca. Ba, że nawet uznawany od kilkudziesięciu lat za priorytet kierunek ekspansji na cieśniny tureckie jest wyborem jeśli nawet nie błędnym, to na pewno przecenianym i nie jedynym dla uzyskania podobnych efektów strategicznych – czyli wyjścia na ciepłe oceany (gwarantującego pełną suwerenność) i wyłącznych wpływów na obszarze Serca Lądu (dających bezpieczeństwo). Tymczasem jednak wybucha polskie powstanie i na dwie dekady to Brytyjczycy grają pierwsze skrzypce w Azji. Gdy Petersburg stara się wrócić na tutejsze szlaki – Londyn rękoma Turków i Francuzów rozgrywa wojnę krymską, do której – na szczęście bezskutecznie – chciano też wciągnąć Polaków). Rosja szybko się jednak otrząsa, współpracuje z Persami, efektywnie poszerza wpływy w Szymkencie, Turkiestanie, w końcu Taszkiencie. Odpowiedź jest szybka – kolejne powstanie w Polsce. Wreszcie po jego niesławnym upadku – Rosja już niemal nieodparta prze do Samarkandy, Buchary, Chiwy, Ili. Wtedy właśnie – także dla pognębienia Rosjan walczących z Turkami – odbywa się ostatnia XIX-wieczna próba powstańcza, jawnie już sponsorowana i organizowana przez Anglików i o dziwo i na szczęście niedoszła i to dzięki rzadkiemu w Polsce porywowi zdrowego rozsądku przywódców.

Wielka Gra zakończyła się (w tym składzie graczy) po porażce Petersburga w wojnie, której „nie pozwolono Rosjanom wygrać” toczonej z sojusznikami Anglików, Japończykami. Mimo wysiłków polityków – jak Sergiusz Witte i teoretyków jak Esper Uchtomski – Rosja dała odwrócić się od Azji (czyli Chin, Indii, Tybetu, Afganistanu) rzucając w wir niepotrzebnej europejskiej, kontynentalnej awantury z Niemcami. Jej skutki okazały się wprawdzie korzystne dla odbudowy państwa polskiego, choć dla całego świata dawnych monarchii i wartości tradycyjnych – jak najfatalniejsze, co jednak pozostaje tematem tyleż znanym, co pobocznym dla naszych rozważań.

Co do zasady bowiem – rywalizacja mocarstw w Azji miała dla naszych interesów narodowych skutki dramatycznie negatywne. Nie wynikało to rzecz jasna z jakiejś diaboliczności polityki Londynu (i Petersburga), ale było prostym następstwem faktu, iż „to niebezpieczne dla podlejszych istot wystawiać się na sztychy rozjuszonych, potężnych przeciwników”. Polacy uczestniczyli natomiast w samym rozgrywaniu Wielkiej Gry, bo wspomnieć tylko postaci tak dla niej istotne i emblematyczne, jak Jan Prosper Witkiewicz, czy gen. Bronisław Grąbczewski. Charakterystyczne, że zwłaszcza ta pierwsza postać jest też symbolem zakłamania i tak ułomnej polskiej pamięci o zdarzeniach XIX wieku w Azji. Witkiewicz (stryj malarza Stanisława) odegrał wielką rolą w uświadomieniu petersburskim elitom wagę zagadnienia afgańskiego dla równowagi sił w Eurazji. Zamordowany po powrocie z misji ewidentnie w interesie brytyjskiego wywiadu – Witkiewicz jest w legendzie rodzinnej… ofiarą nieistniejącej jeszcze w chwili jego śmierci (maju 1839 r.) Ochrany, Wallenrodem dyszącym żądzą zemsty na Rosjanach, chcącym sprowokować wojnę ze Zjednoczonym Królestwem – oczywiście wygraną przez Anglików itp. Sami potomkowie jednego z najlepszych carskich wywiadowców – odbierają mu więc prawdziwy tytuł do chwały: fakt, że jak najbardziej w polskim interesie wspierał on naszych rosyjskich pobratymców w dziele podboju Azji. W odwiecznej rywalizacji sił Kontynentu i Oceanu – prawidłowo stał po tej pierwszej stronie, co jest dziedzictwem geopolitycznym aktualnym dla nas i dzisiaj.

Współcześnie oczywiście emanacją sił Oceanu nie jest już Londyn, ale Waszyngton, zasady Wielkiej Gry pozostają jednak te same. Rosnąca aktywność Rosjan powracających do Azji Środkowej, bacznie obserwujących sytuację w Afganistanie i Iranie – prędzej czy później musi spotkać się ze zdecydowaną kontrą ze strony ich amerykańskich rywali. Sprawdzonym narzędziem odwracania uwagi Rosji – jest Polska. Na szczęście dziś – jak się wydaje – instrumenty pozostające w polskich (?) rękach wydają się być mniej skuteczne, niż w wieku XIX i póki co nikt tu powstania, ani wojny z Putinem nie wywoła. Jednak prowokowanie zajść antyrosyjskich, wrogie deklaracje gospodarcze, wieczne uleganie prometejskim mrzonkom i próby szkodzenia Rosji na terenie międzynarodowej (np. na forum Unii Europejskiej i Partnerstwa Wschodniego) – pochodzą z tej samej puli sztuczek, z której tak obficie czerpano już 200 lat temu.

Czy więc jesteśmy mało ważnym pionkiem, czy wręcz alternatywną, mniejszą szachownicą ważnej światowej rozgrywki? I jedno, i drugie, zależy kiedy i w jakim stopniu. Z pewnością są obszary, które bardziej niż Europa Środkowo-Wschodnia absorbują uwagę rządzących tym światem. Nie oznacza to jednak, że zachodzące tam wydarzenia pozostają bez wpływu na Polskę – i odwrotnie. Dlatego więc warto wiedzieć co dzieje się w Kazachstanie, Uzbekistanie, Tadżykistanie, Kirgistanie, Turkmenistanie, a także Azerbejdżanie, Gruzji, Armenii i na Kaukazie. Czy tego chcemy czy nie – jesteśmy częścią Wielkiej Gry. Ważne tylko, by maksymalnie dużo jej elementów dawało wyniki zgodne z interesami Polski.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Polska Wielka Gra”

  1. Akurat historycznie wyjaśnione jest to chyba dokładnie – Brytyjczycy wspierali w Polsce powstania, niestabilność społeczną i działania oddalające odzyskanie niepodległości. Z kolei lojalna współpraca z Rosjanami i udział w realizowanym przez nich zagospodarowaniu Azji – nie tylko gwarantowały nam spokój i warunki rozwoju, ale także możliwość bogacenia się, czego ostatecznie części z naszych operatywnych rodaków udało się doświadczyć w dobie po powstaniu styczniowym. Ze strategicznego zaś punktu widzenia – ew. sojusz z Anglią zawsze był dla Polski sojuszem egzotycznym (wg definicji Cata), zaś sojusz z Rosją – strategicznym (oczywiście w zmieniających się warunkach i układzie sił). Pobratymstwo nie ma tu nic do rzeczy i zostało użyte w tekście, żeby N-ty raz nie powtarzać Rosjan.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *