„Polski desant polityczny” na ukraińskim EuroMajdanie

Jarosław Kaczyński, Jerzy Buzek, Jacek Protasiewicz, nie licząc polityków niższej rangi, zaznaczyli swoją aktywną obecność na kijewskim EuroMajdanie. To przypomina polski desant polityczny z okresu „pomarańczowej rewolucji”?

Niestety to rzeczywiście przypomina „pomarańczową rewolucję” i świadczy o braku odpowiedzialności tych polskich polityków, którzy uczestniczą w protestach na Ukrainie. Polska powinna szanować decyzję oficjalnych władz ukraińskich tym bardziej, że jest ona zgodna z naszymi interesami. Ukraina, połączona z Unią Europejską, niczym nie pomogłaby Polsce, tak jak w zasadzie sobie samej. I jeśli my lubimy i szanujemy Ukrainę i Ukraińców to, po pierwsze, nie należy naciskać na podpisanie porozumienia. Po drugie, nie powinniśmy wtrącać się w sprawy wewnętrzne Ukrainy. Takie działania mogą tylko zaszkodzić krajowi, a także rzucić cień na renomę nie tylko tych polityków, którzy występują na EuroMajdanie, ale przede wszystkim na całą politykę wschodnią Polski. Po trzecie, to oczywiście podżeganie tak zwanej pomarańczowej rewolucji. Pamiętając wydarzenia z 2004 roku, kiedy w Kijowie po raz pierwszy miały miejsce polityczne prowokacje przy udziale niektórych polskich polityków, powinniśmy rozumieć, jakie siły stoją na Ukrainie za tak zwanymi proeuropejskimi hasłami. Te siły są tak samo wrogo nastawione wobec Rosji, jak i Polski. I niewątpliwie negatywnie wpływają na integralność państwową Ukrainy. Rdzeń „pomarańczowych” protestów stanowią niezmiernie nacjonalistyczne, szowinistyczne siły w większości skupione wokół partii „Batkiwszczyna” Julii Tymoszenko.

My, polscy politycy, nie powinniśmy uczestniczyć w tym konflikcie, szczególnie występując po stronie tych protestujących, którzy niczego pozytywnego nie przynieśli Polsce i nie przyniosą w przyszłości.

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski na swoim blogu na Twitterze napisał: „Oczekuję od polityków PiS-u deklaracji, ile polskich miliardów chcą oni wpompować w skorumpowaną gospodarkę Ukrainy, aby przekupić prezydenta Janukowycza”. Wokół tego wpisu rozpętała się polityczna i medialna burza. W dyplomacji wykorzystywane jest inne słownictwo, przynajmniej tak przekonują politycy o najróżniejszych poglądach. Co pan na ten temat myśli?

Minister Sikorski z całych sił stara się być popularnym blogerem, jednak na razie niezbyt mu się to udaje. I odnoszącym sukcesy szefem polskiej dyplomacji także trudno go nazwać. Takimi wypowiedziami w internecie jeszcze bardziej się dyskredytuje. Mało tego, że podobne wypowiedzi o prezydencie Janukowyczu brzmią bardzo niekulturalnie, ale także świadczą o niekompetencji polskiej polityki zagranicznej. Jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy Unia Europejska liczyła na podpisanie układu z Ukrainą, minister Sikorski, a także media w Polsce i Unii Europejskiej wypowiadali się z zachwytem o prezydencie Ukrainy i jego partii politycznej. Wtedy wszyscy mieli nadzieję, że Janukowycz wybierze zachodnią drogę, Unię Europejską, a w przyszłości być może także NATO. Jednak moim zdaniem, prezydent Janukowycz, doniecki Machiavelli, gra jednocześnie na kilku frontach. Jeśli mówić o polskich inwestycjach na Ukrainie, to tu Sikorski nawet nie zająknie się o negatywnych aspektach ukraińskiej polityki. Polskie firmy są powszechnie obecne na ukraińskim rynku, prowadzą i dalej będą prowadzić swoje interesy. Jest całkowicie możliwe, że polsko-ukraińska współpraca gospodarcza tylko skorzysta na zaistniałej sytuacji. Na szczęście Ukraińcy wybrali dla siebie słuszną drogę, którą nam nie udało się pójść kilka lat temu. Nie powinniśmy szkodzić Ukrainie. Odwrotnie, trzeba wspierać naszego sąsiada, umacniać polsko-ukraińskie stosunki dla wspólnej przyszłości naszych krajów.

http://polish.ruvr.ru/

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *