Polski Orleanizm

Z upodobaniem, bowiem historia ta (oparta na „Nędznikach” Hugo) zyskuje kulminację, gdy liberalna Gwardia Narodowa „króla Francuzów” Ludwika Filipa szybko i ogniście likwiduje próbę socjal-republikańskiego puczu kierowanego na rozśpiewanej barykadzie przez niejakiego Enjolasa, podejrzanego doktrynera. W tym momencie trudno odrzucić konstatację, że wprawdzie „monarchia orleańska” nie broniła się z legitymistycznego punktu widzenia, ale pełniła katechońską rolę wobec republiki, socjalizmu i populizmu. I trudno oprzeć się porównaniu liberalnego „króla” z premierem RP, który stanowi równie niedoskonałą, ale póki co jedyną zaporę przed współczesnymi jakobinami z PiS czy Ruchu Palikota.

Klasyczny podział prawicy autorstwa René Rémonda wskazuje na więź ideową i bazową łączącą dawny obóz orleański we Francji z nowożytnym centryzmem – giscardyzmem, a de facto także z całą ewolucją centroprawicy francuskiej na pozycje demoliberalne. Nie mając podobnych doświadczeń historycznych – zmuszeni jednak jesteśmy uznać, że analogiczne zjawisko zachodzi i na polskiej scenie politycznej. Rządy Platformy Obywatelskiej mają wiele cech monarchii lipcowej, w tym przede wszystkim funkcjonalną zachowawczość, połączoną z względnie egalitarną frazeologią. Nadrzędnym motywem Ludwika Filipa był spokój – zarówno w polityce międzynarodowej, jak i wewnętrznej, łatwo przeradzający się w tym drugim przypadku w zamordyzm, wymierzony przede wszystkim w siły rewolucyjne: blankizm, barbesizm, czy bonapartyzm.

„Bezpieczeństwo i spokój” głosiła dewiza orleańskiego gabinetu Périera, a przeciw niej jednoczyły się pomysły tak utopijno-socjalistyczne, jak i patriotyczno-bojowe, kropka w kropkę podobne do dzisiejszych swarów i pretensji ze strony Palikota i mediów demoliberalnych z jednej, a „niepodległościowców” i „patriotów” z drugiej strony. Ludwik Filip miał zaś pełną świadomość, że z punktu widzenia geopolitycznego interesu Francji – obie te grupy chciały w istocie tego samego: „Ruchu”, rozumianego jako namiastka programu politycznego – permanentnej reformy grożącej zaburzeniem ładu społecznego wewnątrz, a konfliktem na zewnątrz kraju. Oczywiście, trudno w Donaldzie Tusku widzieć spadkobiercę młodszej linii Bourbonów. Przeciwnie, mentalnie to nie jest nawet generał Cavaignac, tłumiący w imię republikańskiego ładu anarchistyczne zamieszki. W polskim post-orleaniście nie ma tyle determinacji i woli, która pozwoliłaby na taki krok. A jednak wspieranie rządów PO przez część konserwatystów ma swoje głębokie, historyczne uzasadnienie (choć taktyka ta akurat przeze mnie jest odrzucana w komforcie wyalienowanego, chateaubriandowskiego sprzeciwu). Otóż francuskie doświadczenie uczy, że następstwem obalenia rządów orleańskich był albo lewicowo-rewolucyjny chaos, albo pseudo-patriotyczna tromtadracja, wiodąca do katastrofy państwa i narodu. W tym sensie nurt wsparcia „króla Francuzów” był realną partią porządku, podczas gdy operetkowy bunt księżnej de Berry był tylko szukaniem „substytutu monarchii” w dziecięcej, bękarciej pieluszce. Orleanizm apologizował „wolność”, w istocie jednak nie miał na myśli wolności politycznej słusznie uznając, że masy nie powinny mieszać się do rządu (jak pisał Thiers). Tak więc w realiach liberalizacji umysłów – rządy orleańskie były jedynymi, które były w stanie zapewnić konserwatyzm form i norm w państwie.

Oczywiście, ewolucja francuska orleanizmu nie może napawać nas optymizmem. Przeciwnie, jeśli za Remondem uznamy giscardystów za prawych następców Guizota – wówczas wnioski byłyby niewesołe. Wszak to bynajmniej nie francuska lewica, ale właśnie liberalni „centryści” przeforsowali w tym kraju skrajnie liberalne prawo aborcyjne, a w oczach obywateli stali się wręcz synonimem korupcji i politycznego kapitalizmu. Stało się tak jednak między innymi dlatego, że Dom Orleański we Francji zgubił w pewnym momencie więź łączącą go z jego drugim płucem, z Action Francaise i narodowcami wierzącymi w ład POMIMO liberalizmu dynastii. Co ciekawe, w dużej mierze rozejście się dróg między francuskimi monarchistami (i szerzej – prawicą) a monarchą z urodzenia, odbyło się ostatecznie na gruncie raz religijnym, dwa – ekonomicznym, a więc na płaszczyznach bynajmniej nie kluczowych w tamtym okresie dla państwa i narodu. Również i dziś w Rzeczypospolitej skala różnic dzielących świadomych konserwatystów i narodowców z „polskim Ludwikiem Filipem” jest ogromna. Podobna przecież, jak w przypadku UDF degeneracja – stała się udziałem i PO (tak w jej liberalnym skrzydle, jak wśród bezideowej większości okupującej struktury państwowe i samorządowe). Nie zmienia to jednak faktu, że taktyczny wybór mamy póki co między niedoskonałą i na pewno nie porywająca partią porządku, a potomkami sankiulotów lub domorosłymi „Bonaparstkami”. To zaś czyni – przynajmniej na razie – „polski orleanizm” znacznie atrakcyjniejszym, nawet dla środowisk wzdychających za Ancien Regimem i marzących o prawdziwej Reakcji. Oczywiście – do czasu.

Konrad Rękas

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Polski Orleanizm”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.