Polskie losy

„Polityk o znaczeniu męża stanu”

W świecie rozchwianych wartości, upadku autorytetów, zaniku patriotyzmu, oddania i poświęcenia, i wreszcie zdrady, niech przypomniana postać jednego z najwybitniejszych polskich dowódców wojskowych będzie wzorcem dla młodych ludzi, i nie tylko.

30 czerwca br. minie 70. rocznica aresztowania gen. Stefana Roweckiego pseud. Grot (1895-1944), ale używał też innych, jak Rakoń, Inżynier, Jan, Kalina, Tur. Był komendantem głównym Armii Krajowej. Od 7 grudnia 1942 r. pełnił dodatkowo funkcję Delegata Ministra Obrony Narodowej w Kraju. Był współzałożycielem Polskiego Państwa Podziemnego.

Tadeusz Zawadzki w artykule „Więzienie i śmierć D-cy AK gen. „Grota” Roweckiego” opublikowanym w 1948 r. w „Dzienniku Polskim” i Dzienniku Żołnierza” pisał: „Od pierwszych dni konspiracji polskiej imię „Grota” wiązało się z nią nierozerwalnie (…) Silna jego indywidualność odbijała się nie tylko na charakterze bojowym i duchu demokratycznym Armii Krajowej, lecz również zaznaczała się we wszystkich dziedzinach życia polskiego w kraju (…) <Nie byłem i nie jestem politykiem>, pisał „Grot” w meldunku z marca 1940 r. do Naczelnego Wodza. Jego czteroletnia działalność wykazała, że nie był rzeczywiście politykiem w wąskim tego słowa znaczeniu, był natomiast politykiem o znaczeniu męża stanu. Potrafił harmonizować i mobilizować wysiłki wszystkich niepodległościowych kierunków politycznych Polski podziemnej dla najwyższego celu jakim była walka o wolność” („Stefan Rowecki w relacjach”, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1988).

Doprowadził do połączenia najważniejszych organizacji konspiracyjnych w kraju w jednolite wojsko podziemne, od 1942 roku występujące jako Armia Krajowa. 14 lutego 1942 został komendantem głównym Armii Krajowej, następnie dokonał jej restrukturyzacji, usprawniając system dowodzenia. Od 1942, kiedy uzyskał zgodę na prowadzenie ograniczonej walki zbrojnej, nadzorował przygotowanie planu powstania powszechnego, jakie Polskie Państwo Podziemne zamierzało wywołać pod koniec wojny.

„Wachlarz”

Gen. Stefan Rowecki pod koniec 1941 r. utworzył specjalną organizację bojową Związek Odwetu „Wachlarz”, która prowadziła na terenach siedmiu województw dawnych kresów wschodnich wzmożoną dywersję na szlakach komunikacyjnych oraz dowodzoną ze szczebla okręgów – „małą wojnę partyzantów”. Dowódcą nowo powołanej jednostki mianowano ppłk Jana Włodarkiewicza („Jan”), a jego zastępcą i szefem sztabu został ppłk Remigiusz Grochalski („Doktor”, „Inżynier”, „Waligóra”).

Pewną miarą znaczenia, jakie przywiązywał zarówno Naczelny Wódz, jego Sztab oraz Komenda Główna ZWZ-AK do zadań zleconych „Wachlarzowi”, było nasycenie go najlepiej na owe czasy wyszkolonymi siłami instruktażowo-dywersyjnymi, jakimi bez wątpienia byli cichociemni. Ze zrzuconych w latach 1941-1942 w ramach 8 rejsów 45 skoczków (a raczej 37, bo 6 było kurierami politycznymi, a z 39 żołnierzy 2 zginęło przy lądowaniu ponad połowa, bo 19, trafiła do „Wachlarza”, i to przeważnie na eksponowane stanowiska dowódcze, ale nie dowódców sztabowych, lecz bojowych – na poszczególnych Odcinkach (Cezary Chlebowski, „Wachlarz”, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1985).

Na obszarze czterech województw południowo-wschodnich uruchomiono z rozkazu „Grota” system „ośrodków samoobrony polskiej”. Na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej rozpoczęły walkę z Polakami bojówki ukraińskie. Dochodziło do rzezi całych rodzin, nawet dzieci i starców. W latach 1941-1944 z rąk band ukraińskich i innych zginęło 100 tys. Polaków. Komenda Główna AK wydała zarządzenie koncentrowania ludności kilku wsi w jednej, zaopatrzenia ich w broń, kadrę dowódczą i przejścia w tych ośrodkach do zbrojnej samoobrony, m. in. Zasłynęły w niej wsie Przebrane na Wołyniu i Złoczów w woj. Tarnopolskim („Stefan Rowecki w relacjach”, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1988).

„Wróg numer jeden III Rzeszy”

W czasie okupacji niemieckiej stał się obiektem szczególnego zainteresowania niemieckich władz bezpieczeństwa, głównie z uwagi na znaczenie stanowisk, które zajmował w polskim ruchu oporu. Został uznany za „wroga numer jeden” III Rzeszy w okupowanej Polsce i umieszczony na pierwszym miejscu niemieckiej listy poszukiwanych Polaków (niem. „Bekanntgewordene Personen der polnischen Wiederstandbewegung”), która obejmowała 165 nazwisk najaktywniejszych dowódców polskiej konspiracji. Gestapo przywiązywało szczególną wagę do zdekonspirowania i pochwycenia Roweckiego – utworzono w tym celu specjalną komórkę zajmującą się wyłącznie polowaniem na przywódców podziemia, która dysponowała rysopisem Roweckiego i jego personaliami. W centrali niemieckich władz bezpieczeństwa w Alei Szucha wisiał jego ogromny podświetlany portret, z którym każdy funkcjonariusz lub agent niemiecki działający na terenie Warszawy musiał się dokładnie zapoznać.

Sam Rowecki nie był zwolennikiem ścisłej konspiracji, mimo iż zgodził się na ochronę osobistą wywiadu AK, ograniczył ją do spotkań służbowych – w terenie poruszając się bez obstawy. W większym stopniu zakładał, iż przed aresztowaniem i rozpoznaniem na terenie Warszawy uchroni go wtopienie się w tłum, dobra orientacja w mieście, zmiana wyglądu zewnętrznego oraz doskonale podrobione dokumenty (niem. Kennkarte) poświadczające, iż pracuje w instytucjach niemieckich.

Wydanie i aresztowanie

Wydanie gen. Stefana Roweckiego i aresztowanie było podobne do aresztowania w swojej warszawskiej kwaterze przez rosyjską policję w nocy z 10 na 11 kwietnia 1864 r. Romualda Traugutta (1826-1864), polskiego generała, dyktatora powstania styczniowego. Został wydany przez Artura Goldmana, Polaka żydowskiego pochodzenia, sekretarza Wydziału Skarbu Rządu Narodowego, który aresztowany przez policję carską załamał się w śledztwie i zadenuncjował Dyktatora powstania styczniowego. W śledztwie złożył zeznania obciążające Dyktatora. Traugutt początkowo przetrzymywany był na Pawiaku, a później więziono go w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej. Próbowano wydobyć z niego informacje dotyczące dowództwa powstania, jednak Traugutt nie wydał nikogo. Został powieszony.

Kazimierz Pluta-Czachowski wspominając swoje ostatnie spotkanie z gen. Stefanem Roweckim pisał: „Byłem ostatnim z szefów oddziałów sztabu KG AK, który rozmawiał z gen. „Grotem”. W dniu 29 czerwca całe popołudnie referowałem mu w lokalu przy ul. Towarowej 36 sprawę reorganizacji akcji zrzutowej, w związku z przygotowaniami do jesiennego sezonu. Przerwaliśmy pracę na pół godziny przed godziną policyjną. Doprowadziłem go do skrzyżowania ul. Złotej z Żelazną, gdzie wsiadł na tylni pomost tramwaju, odchodzącego ul. Złotą ku Marszałkowskiej. Mieliśmy się spotkać nazajutrz o godz. 10.00 w lokalu szefa sztabu przy ul. Barskiej 5 (oficyna, III p.), gdzie miałem dokończyć swój referat.

O godz. 10.00 byłem na miejscu. Byli tam także szef sztabu, szef operacji i inni. Generał nie przybył. Jak dowiedzieliśmy się później – wstąpił o godz. 9.00 do znajdującego się w pobliżu swojego lokalu konspiracyjnego, przy ul. Spiskiej 14 m.20.

Gdy znalazł się w ośrodku, to po upływie zaledwie kilkunastu minut zajechała przed dom duża, zmotoryzowana grupa policji, zaskoczyła go i aresztowała. Zakuto go w kajdany i zawieziono na aleję Szucha. Stąd po upływie zaledwie godziny został przewieziony samolotem do Berlina. W Armię Krajową i Kraj ugodził potężny cios” („Stefan Rowecki w relacjach”, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1988).

Informację o miejscu pobytu „Grota” podrzucili Niemcom agenci gestapo. Został wydany przez agentów Gestapo ulokowanych w wywiadzie AK: Blankę Kaczorowską, Ludwika Kalksteina, Eugeniusza Świerczewskiego (w 1944 kontrwywiad AK zlikwidował Świerczewskiego za zdradę).

W swojej relacji „Byłam świadkiem aresztowania „Grota” Maria Kosińska wspomina: „A do domu tego tragicznego dnia „Grot”-Rowecki przyszedł z młodym chłopakiem. Właśnie z tym, co wyglądał przez judasza u dozorczyni. I to był Kalkstein. Oni pewno obaj kontaktowali się z Roweckim, mieli jego zaufanie i ta teczka była niesiona przez tego młodego, tak widziała jedna lokatorka, co schodziła do miasta. Świerczewski nie mógł śledzić sam – to logiczne – iść, dzwonić, a skąd pewność, że „Grot” nie wstąpił do kogoś na chwilę. On musiał być śledzony od dawna, a przynajmniej od jakiegoś czasu” („Stefan Rowecki w relacjach”, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1988).

Pobyt w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen

i rozmowy z Heinrichem Müllerem

Generał Stefan Rowecki został z Berlina przewieziony do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, koło miasteczka Oranienburg na północ od Berlina, od połowy lipca 1943 r. Więziony był w specjalnym bunkrze tzw. Zellenbau, przeznaczonym dla „więźniów honorowych”. W tym obozie przebywał przywódca OUN Stefan Bandera, który siedział w celi 73, a Rowecki w celu 71. Byli więc sąsiadami. Czy Niemcy celowo umieścili gen. Roweckiego w pobliżu Bandery? Gen. Roweckiego odwiedzał w celi często SS Gruppenführer Heinrich Müller, szef IV oddziału urzędu bezpieczeństwa Reichu, najbliższy współpracownik Himmlera i Kaltebrunnera. Namawiał gen. Roweckiego do wspólnej walki przeciw bolszewikom. Po pierwszych odwiedzinach Wołodymir Stachiw spytał Roweckiego:

„- Panie generale, czego chciał Müller?

– A pan skąd wie, że był u mnie?

– Już panu powiedziałem pierwszego dnia, że my tu bardzo wiele wiemy. Między innymi Müller mówił  wczoraj podczas swojej wizyty z Banderą. Zwykłe kurtuazyjne słowa. Wiadomo, że to przedstawiciel „narodu poetów i myślicieli” i z tego powodu musi choć raz pokazać się więźniom.

– Podobnie i u mnie: najpierw słowa uszanowania, a następnie rozmowa o sytuacji na frontach i związanej z tym sytuacji politycznej. Robił sugestie, czy nie można byłoby złagodzić niemiecko-polskiego naprężenia i samego konfliktu. Zapytałem go otwarcie, jakby to sobie wyobrażał, ale odpowiedzi nie otrzymałem. Myślę, że to nie jego pierwsze odwiedziny. Trzeba się nam przygotować na „cukier” i „batogi”. Pierwsze tak samo niebezpieczne, jak drugie. Musimy być realistami. Tej jesieni bolszewicy zajmą Ukrainę, a następnego lata wejdą do Polski. Do diabła, nasi przyjaciele z zachodu mają, jak zawsze czas i nie śpieszą się”.

Przy następnej wizycie Müller określił jaśniej bazę możliwego złagodzenia niemiecko-polskiej walki podziemnej. Müller straszył bolszewickim zalewem całej Polski, obiecał, że w zamian za wspólną zbrojną walkę przeciw Moskwie, Hitler osobnym aktem państwowym ogłosi „samodzielność Polski” (Selbstverwaltung Polens) i przeprowadzi korekturę polskich wschodnich, a nawet niektóre zmiany zachodnich granic”.

Wołodymir Stachiw spytał: „- I co pan mu na te propozycje powiedział?

– Pan się jeszcze pyta? Kogo bija w skórę, z tym rozmów nie prowadzi się! (zamiast słowa w „skórę” Rowecki użył bardziej soczystego i bardziej odpowiedniego wyrażenia).

Planowana ucieczka

Gen. Rowecki planował ucieczkę z obozu. Trochę chorował i Müller obiecał mu wyjazd do Berlina, aby tam pokazać go lekarzowi. Wołodymir Stachiw wspomina: „Główna rolę w przygotowaniach odegrał kpt. Jerzy Kuncewicz, który miał kiedyś dobre stosunki z dyplomatycznymi kołami japońskimi w Berlinie, jak również z poselstwem Mandżurii. Kucewicz znał wielu japońskich oficerów i dyplomatów jeszcze z okresu niepodległego państwa polskiego i swojego pobytu na Litwie w 1939-1940. Od lata 1940 roku pracował on w mandżurskim poselstwie w Berlinie i przez niego przechodziła polska poczta kurierska z Londynu przez Sztokholm, a stąd do Warszawy. Ze Sztokholmu wozili ją japońscy kurierzy dyplomatyczni.

Ostateczny plan wyglądał tak:

Rowecki miał podczas tego wyjazdu wykorzystać do ucieczki z auta najlepszą sposobność, która – według nas – mogła nadarzyć się tylko na placu Poczdamskim. Stąd miał uciec albo do poselstwa mandżurskiego, gdzie przyjąłby go jeden z japońskich dyplomatów, który był nie tylko wrogo nastawiony do hitlerowskich Niemiec, ale również sabotował germanofilską politykę premiera generała Togo (Tojo) i ambasadora generał Oshimy albo – i ten plan Kuncewicz uważał za najlepszy – za wszelka cenę dostać się do prywatnego mieszkania tego dyplomaty japońskiego na Johannisbergstr”. Müller dotrzymał słowa  i po kilku dniach gen. Rowecki pojechał na badania do Berlina.

Stachów pisze: „Ani tego dnia, ani następnego nie mogłem spać. Trzeciego dnia o zwykłej umówionej porze gen. Rowecki przyszedł pod moje okno na rozmowę. Przywitaliśmy się. Generał ironicznie oświadczył:

– Jechałem do Berlina aż dwoma autami. Było w nich dwunastu ludzi uzbrojonych od stóp po zęby. Nie przyszło mi nawet do głowy, aby ryzykować komunikat: „zastrzelony podczas ucieczki”, zapewniony jak sto do zera” („Stefan Rowecki w relacjach”, Wołodymir Stachiw, „W Sachsenhausen z gen. Roweckim”, .Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1988).

Śmierć

1 sierpnia 1944 Heinrich Himmler na wieść o wybuchu powstania warszawskiego nakazał niezwłoczne zgładzenie Stefana Roweckiego. Według powojennych ustaleń historyków, został on zamordowany w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, kilka minut po godz. 3:00 w nocy z 1 na 2 sierpnia 1944r.

Po wojnie

W latach stalinizmu w Polsce (1945-1956) oficjalna ocena działalności Roweckiego była skrajnie i jednostronnie negatywna. Ówczesna historiografia, posługując się oskarżeniami nie popartymi faktami, twierdziła iż dowództwo Armii Krajowej współpracowało z Niemcami. Rowecki również był prezentowany w tym kontekście, dominowało jednak przedstawianie go w opozycji do sanacyjnych oficerów z Komendy Głównej Armii Krajowej (w szczególności Tadeusza Komorowskiego Tadeusza Pełczyńskiego), a w konsekwencji jako ich ofiarę – działania te wpisywały się w politykę prześladowania członków Armii Krajowej, która oficjalnie zakończyła się wraz ze śmiercią Bieruta w 1956. Dopiero w następnych latach, kiedy rozpoczął się etap rehabilitacji bezpodstawnie skazanych żołnierzy AK.

Śmierć gen. Władysława Sikorskiego

Mówią, że nieszczęścia chodzą parami. Coś jednak w tym jest. Kilka dni od wydania gen. Roweckiego, 4 lipca 1943 r. zginął w zamachu w Gibraltarze, choć oficjalnie się mówi, że w katastrofie gibraltarskiej, gen. Władysław Sikorski, Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych i premier Rządu na Uchodźstwie podczas II wojny światowej. Czy to przypadek, że w odstępie kilku dni, najpierw zostaje wydany gen. Stefan Rowecki, a potem ginie gen. Władysław Sikorski. Dwóch Wielkich Polaków.

Bardzo duży, zakulisowy, wpływ na rząd Polski w Londynie i na podejmowane przez niego decyzje w sprawie polskiej polityki wywierał Józef Hieronim Retinger, który był Żydem polskim zamieszkującym stale w Londynie. Podczas antykatolickiej, masońskiej rewolucji w Meksyku był doradcą politycznym przy czerwonych rządach. Odegrał również jakąś rolę przy zbuntowanym szejku Arabów północno- afrykańskich. Był masonem i agentem angielskim. Po ewakuacji Rządu Polskiego z Angers, Retinger przyjechał po generała Sikorskiego i zabrał go samolotem do Londynu. Sikorski mianował go charge d’affaires ad interim w Moskwie pomiędzy paktem lipcowym, a przyjazdem tam ambasadora Kota. W podróżach gen. Sikorskiego zawsze brał udział Retinger. Podczas ostatniej podróży gen. Sikorskiego do Kairu, gdzie przebywał w dniach 27 maja do 3 lipca 1943 r., w otoczeniu generała po raz pierwszy brakowało Retingera.

Agenci gestapo

Blanka Kaczorowska

Kiedy zbrodnicze sądy komunistyczne wydawały wyroki śmierci na żołnierzach AK, NSZ, NOW i WiN, czy działaczach narodowych jak Adam Doboszyński, bohaterach jak rotmistrz Witold Pilecki, za rzekomą współpracę z Niemcami, to rzeczywiści agenci Gestapo jak np. Blanka Kaczorowska (1922-2004), czy jej mąż Ludwik Kalkstein mieli się dobrze. W czasie wojny byli kolaborantami nazistowskimi i komunistycznymi, agentami gestapo w Armii Krajowej.

Blanka Kaczorowska wstąpiła do konspiracji Armii Krajowej, pracowała w wywiadzie w Siedlcach, później wyjechała do Warszawy. W początkach 1942 została członkinią grupy operacyjnej „H”, którą dowodził Ludwik Klalkstein (jej mąż od 14 listopada 1942), używała wówczas pseudonimu „Sroka”. Wraz z mężem i Eugeniuszem Świerczewskim nawiązała współpracę z Gestapo jako agentka „V-98”, namówiona przez Kalksteina, który twierdził, że grał rolę Konrada Wallenroda i dzięki współpracy z Gestapo będzie mógł dostać się do kwatery Hitlera, żeby go zabić. Grupa ta zdekonspirowała wiele struktur podziemia i wydała w czerwcu 1943 dowódcę AK generała Stefana Grota Roweckiego w ręce Niemców. 25 marca 1944 zaocznym wyrokiem Wojskowego Sądu Specjalnego skazana na karę śmierci. Kary w czerwcu 1944 r. nie wykonano, gdyż Kaczorowska była w ciąży. Gestapo ukryło ją i do końca wojny przebywała pod opieką Niemców. W 1945 rozwiodła się z mężem.

Po wojnie mieszkała w Częstochowie, studiowała w Łodzi, a następnie powróciła do Warszawy. Komuniści doskonale znali jej przeszłość, w 1948 znalazła się pod osobistą opieką ministra kultury i sztuki Włodzimierza Sokorskiego. Została magistrem historii sztuki i 1 czerwca 1951 rozpoczęła pracę jako asystentka w Państwowym Instytucie Badania Sztuki Ludowej i Folkloru.

W 1952 została aresztowana przez UB oraz osądzona. Sąd warszawski skazał ją w 1953 na dożywocie. Wkrótce jednak wyrok został zmniejszony do 15 lat pozbawienia wolności, a następnie do 10. Wyszła z więzienia po pięciu latach, w 1958. Takiego szczęścia nie mieli żołnierze A czy NSZ.

W końcu czerwca 1959 została współpracownikiem Departamentu II (wywiadu) Służby Bezpieczeństwa jako agentka „Katarzyna”, gdzie pracowała do 1963. Tajnym, świadomym współpracownikiem była ponownie w latach 1967–1972. Pracowała w centrali handlowej „Foto-Kino-Film”. W 1971 wyjechała do Francji. Według relacji jej syna zmarła w 2004 roku (http://pl.wikipedia.org/wiki/Blanka_Kaczorowska).

Ludwik Kalkstein

Jej mąż Ludwik Kalkstein (1920-1994) tylko w okresie 1942–1943 wydał w ręce Gestapo ponad 500 dowódców i współpracowników wywiadu Armii Krajowej (który okresowo został rozbity w Warszawie). W 1943 kontrwywiad AK zdemaskował Ludwika Kalksteina i Eugeniusza Świerczewskiego jako agentów Gestapo. W końcu 1943 Sąd Specjalny AK wydał na nich wyrok śmierci za zdradę. Świerczewski został wkrótce potem zlikwidowany, natomiast Kalkstein schronił się do strzeżonej zamkniętej dzielnicy niemieckiej. W Powstaniu Warszawskim walczył w szeregach SS.

Po 1945 uciekł z Niemcami na Zachód, po czym powrócił do Łodzi z misją dywersyjną (z której prawdopodobnie zrezygnował). Pod koniec lat 40. zmienił nazwisko kolejno na Święcki, Świerk, Świerkiewicz i zamieszkał w Szczecinie. Pracował tam jako dziennikarz „Kuriera Szczecińskiego”, pisząc socrealistyczne teksty o rybakach i marynarzach. Polskie Radio Szczecin emitowało jego słuchowiska. Został również przyjęty przez Jerzego Andrzejewskiego do Związku Literatów Polskich w Szczecinie.

W PRL został rozpoznany i aresztowany przez UB w sierpniu 1953, następnie skazany na dożywocie m.in. pod zarzutem wydania gen. Roweckiego. Wyrok zamieniono wkrótce na 12 lat więzienia. Zwolniony w 1965 na mocy amnestii dotyczącej przestępstw wojennych. W 1973 zamieszkał pod Piasecznem, gdzie prowadził kurzą fermę, a następnie w miejscowości Utrata pod Jarocinem miał wielką fermę świń. W 1981 lub w 1982 wyjechał do Francji, gdzie zamieszkał jego syn (ze związku z Blanką Kaczorowską). Rodzina twierdziła, że zmarł we Francji w latach 80. Faktycznie w połowie lat 80. pojawił się w Monachium, gdzie pod nazwiskiem Edward Ciesielski pracował w bibliotece Polskiej Misji Katolickiej. Zmarł 26 października 1994 roku w Monachium. Przyczyną śmierci był nowotwór. 29 października 1994 roku odbył się jego pogrzeb. Przed śmiercią wystąpił do monachijskiego sądu o przywrócenie nazwiska Kalkstein (http://pl.wikipedia.org/wiki/Ludwik_Kalkstein).

Stanisław Bulza

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *