Postępy nowych idei

W czasie kiedy w Sopocie światli ludzie (Wałęsa, Bauman, Środa, Michnik, Buzek, Verheugen i wielu innych) dyskutowali o koncepcjach nowego człowieka na Europejskim Forum Nowych Idei, w USA mieliśmy do czynienia z kolejnym etapem wprowadzania tychże idei w życie i to przez ludzi… starych.

Oto agencje doniosły, że George Bush senior z żoną Barbarą w sobotę 21.09 zostali świadkami na lesbijskim „ślubie” starych przyjaciółek rodziny Bushów – pań Helen Thorgalsen i Bonnie Clement!

Może to dziwić, zarówno ze względu na wiek starszych państwa Bush, jak i na fakt, że George Bush junior uchodził swego czasu za przeciwnika jednopłciowych „małżeństw”. Jednak, jak się okazuje, jego żona Laura, córka Barbara i brat Jeb (od inicjałów imion i nazwiska John Ellis Bush) popierają homozwiązki, więc nie jest to w rodzinie Bushów nowość. W przypadku starszych państwa Bushów to na pewno duże zaskoczenie i rozczarowanie in minus, zwłaszcza dla amerykańskich zwolenników Partii Republikańskiej, z których wciąż jeszcze 66% sprzeciwia się legalizacji pseudomałżeństw (badania Gallupa z lipca 2013). Zachowanie państwa Bushów tak skomentował czołowy teolog protestancki (baptysta) dr Richard Albert Mohler z The Southern Baptist Theological Seminary w Louisville w stanie Kentucky, popularny ewangelista i publicysta:

„[Na ślubie] obecny był 41 prezydent USA wraz z byłą Pierwszą Damą. Bonnie Clement powiedziała Washington Post – „któż mógłby lepiej potwierdzić wagę naszego ślubu, jeśli nie nasi przyjaciele i były przywódca wolnego świata? Kiedy zgodzili się to zrobić, poczułyśmy, że to kolejne potwierdzenie autentyczności i normalności [naszego związku]”. Jak się okazało, Prezydent Bush nie tylko był gościem ceremonii. Był oficjalnym świadkiem, podpisał dokumenty oraz świadectwo ślubu obowiązujące w stanie Maine. Nikt nie powinien być zaskoczony pierwszymi słowami relacji Washington Post z tej uroczystości: „Kolejny prominentny republikanin ujawnił swoje poparcie dla jednopłciowych związków – a co najmniej dla tego konkretnego jednopłciowego związku”. Podobnie „New York Magazine” stwierdził, że George i Barbara Bush są ewidentnie po stronie jednopłciowych małżeństw, gdyż „nie tylko uczestniczyli w ślubie lesbijskiej pary, ale byli tam świadkami”. […] Uczestnictwo w zaślubinach to nie jest akt neutralny. Historia i kontekst ceremonii ślubnej wskazują na uczestników jako na tych, którzy potwierdzają prawidłowość [zawieranego] małżeństwa i występują jako świadkowie składanej przysięgi małżeńskiej. […] Rzecznik państwa Bush stwierdził, że wzięli oni udział w prywatnej ceremonii dwóch przyjaciółek, jako prywatni obywatele.

Ta wypowiedź rodzi dwa problemy. Gdyby państwo Bush byli zwykłymi obywatelami nie trafiliby na pierwsze strony gazet. W końcu Bonnie Clement wspomniała o prezydencie nie tylko jako o przyjacielu, ale jako o byłym przywódcy wolnego świata. Po drugie, ślub nie jest w istocie sprawą prywatną. Świadectwo ślubu nie zostało przedłożone przyjaciołom, ale legalnej władzy. I właśnie ten dokument, dostępny publicznie do wglądu jako akt urzędowy, ujawnia George’a Busha jako legalnego świadka zawarcia tego związku. Ale w całej sprawie nie chodzi tylko o Bushów.

Kłopot pozostaje, nawet jeśli nie jesteśmy byłymi przywódcami wolnego świata. Być obecnym na ślubie, to potwierdzać jego ważność, niezależnie od tego, czy jesteś świadkiem czy nie. Nikt nie mówił, że będzie łatwo, a to przecież nie koniec kłopotów i dylematów, które staną się wyzwaniem dla chrześcijan w nadchodzących czasach. O jednej wszakże sprawie chrześcijanie muszą pomyśleć natychmiast. Kolejne zaproszenie na ślub może być już w drodze”.

Cóż, chrześcijańska cywilizacja łacińska cofa się w świecie Zachodu w zastraszającym tempie. Tu i ówdzie jest rugowana, eliminowana siłą, ale większość przypadków jej odchodzenia w niebyt ma swoje źródło w bierności, gnuśności, godzeniu się na kolejne etapy rozkładu tej cywilizacji przez tych, którzy powinni stać na jej straży – przywódców świeckich i duchowych, wreszcie szarą masę zwykłych ludzi wychowanych przecież w większości w atmosferze pojęć łacińskich. To ich (naszej?) bierności „zawdzięczamy” sukcesy bandy rewolucjonistów, która skutecznie niszczy wszystko, co w sposób przyrodzony jest najważniejsze dla każdego człowieka, skutecznie stawia wszystko na głowie, nazywając dobro złem, a zło dobrem. Co nas czeka na końcu tego procesu?

Adam Śmiech

Myśl Polska. Nr 41-42 (13-20.10.2013)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Postępy nowych idei”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *