Pedofilia eklezjalna

Trudno ostatnimi czasy włączyć liberalny kanał telewizyjny lub radiowy, wziąć do ręki liberalną gazetę lub wejść na liberalną stronę internetową, aby nie zetknąć się z problematyką pedofilii wśród księży.

Charakterystyczna jest także ta udawana i fałszywa liberalna troska o pedofilów w sutannach, zza której trudno nie dostrzec olbrzymiej radości, że można napiętnować znienawidzony dogmat katolicki i jego pasterzy. Wrogowie Chrystusa uwielbiają przybierać pozy Jego fałszywych przyjaciół.

Nie chcę przez to powiedzieć, że nie istnieje problem pedofilii w Kościele. Owszem, istnieje i nawet istnieć musi. Wbrew temu jednak czego nauczają liberalne media, skandale pedofilskie nie wynikają ani z celibatu, ani z jakiejś specjalnej predylekcji duchowieństwa do obrzydliwego seksu z dziećmi. Zjawisko to jest naturalne i łatwo je wytłumaczyć w sposób jak najbardziej racjonalny.

Jakkolwiek przyjęcie święceń kapłańskich nazywamy mianem „powołania”, to jest to rodzaj bardzo specyficznego zawodu o wysokim zaufaniu publicznym. Wiąże się on z pewnymi zakazami (związanymi min. z celibatem), jak i z pewnymi możliwościami, które można porównać do takich świeckich zawodów jak nauczyciel, trener, przedszkolanka – mam tu na myśli łatwy dostęp do nieletnich, których rodzice bez wahania zostawiają i powierzają tak duchownym, jak i innym przedstawicielom zawodów tzw. zaufania publicznego. To jest powód dla którego pedofile – którzy zawsze byli, są i zapewne zawsze będą – tak chętnie wybierają te zawody, ponieważ pozwalają im one zostać sam na sam z cudzymi dziećmi i wykorzystać je do swoich perwersyjnych celów. Dlatego pedofile zawsze będą nadreprezentowani – w stosunku do swojej ogólnej liczebności – pośród duchownych, nauczycieli, przedszkolanek, trenerów i zawodów pokrewnych.

Teraz ważne jest pytanie o logiczną kolejność zdarzeń, gdyż to tutaj właśnie znajduje się istota manipulacji liberalnych mediów. Sugerują one, że z sobie tylko znanych powodów (w domyśle: celibatu lub wrodzonej katolickiej perwersji) duchowni posuwają do czynów pedofilskich. W rzeczywistości kolejność zdarzeń jest zwykle odwrotna. Oto mamy pedofila, który rozpaczliwie poszukuje sposobu dla zaspokojenia swoich perwersyjnych skłonności. Aby móc bezkarnie zbliżyć się do cudzych dzieci musi najpierw wzbudzić zaufanie ich rodziców.

Dlatego przychodzi po dzieci jako nauczyciel lub jako ksiądz. Czyli przyjmuje święcenia duchowne nie z powołania, lecz po to, aby wzbudzić zaufanie rodziców swoich ofiar i uczynić ewentualne zeznania poszkodowanych mało wiarygodnymi. Pedofil najpierw jest pedofilem, a dopiero potem jest księdzem. Trudno tutaj mówić o „powołaniu” do stanu duchownego. Mówić należy raczej o „przebraniu” się w szaty duchowne, tak aby wystąpić w przysłowiowej roli „wilka w owczej skórze”.

Takiego, logicznie prawidłowego, rozumowania rzecz jasna nie znajdziemy w mediach wrogich Kościołowi, które traktują skandaliczne przypadki pedofilii pośród księży jako pretekst do powszechnego szturmu na katolicyzm. Logika liberalnych mediów jest prosta: należy starannie odnotować i wyeksploatować każdy przypadek księża-pedofila, wydać medialny wyrok i zlinczować każdego pomówionego duchownego. Wszystko po to, aby wywołać powszechne a podświadome skojarzenie „ksiądz=pedofil”. Do niedawna te same liberalne media upowszechniały wizerunek „ksiądz=homoseksualista”. Problem tylko w tym, że skoro media te prowadzą codzienną walkę o przywileje dla homoseksualistów i piętnują wszystkie przypadki rzekomej „nietolerancji” wobec nich, to nie mogą równocześnie piętnować homoseksualnych duchownych. Stąd, niczym królik z kapelusza, wyciągnięty został nowy medialny schemat księdza-pedofila.

Aby nie było nieporozumień zaznaczam na koniec, że jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek taryfy ulgowej dla duchownych-pedofili czy duchownych-homoseksualistów. Obydwie grupy winny być bezwzględnie eliminowane z szeregów duchowieństwa z zastosowaniem szybkach i bezwzględnych metod przewidzianych przez prawo kanoniczne.

Adam Wielomski

Myśl Polska

Nr 41-42 (13-20.10.2013)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Pedofilia eklezjalna”

  1. Zła kolejność – najpierw jest pedałem, potem pedofilem a na końcu księdzem. Na ogół ci księża-pedofile molestują chłopców. Teraz pytanie: który zdrowy heterofacet będzie się dobierał do małych chłopców? Ksiądz to nie jest ktoś odcięty od świata i jeśli chce złamać śluby celibatu to może to zrobić. Choć w jakimś burdeliku. Będzie bardzo występny i niedobry, ale nie pedofilem.

  2. 1/ Zadziwiająco mało, w przypadku rzeczonej “pedofilii eklezjalnej”, jest “pedofilii heteroseksualnej”, w szczególności “zainteresowania” księży małymi (podkreślam MAŁYMI) dziewczynkami, a takie coś to KLASYCZNA pedofilia. 2/ Przeważa “zainteresowanie” chłopcami, i to raczej nie takimi “przed Komunią”. 3/ Z czym więc mamy do czynienia: ze zwykłym HOMOSEKSUALIZMEM, skierowanym w stronę SZCZEGÓLNIE ŁATWYCH ZDOBYCZY. 4/ Wg danych amerykańskiej policji, sprawcami około 45-50% wykrytych przypadków pedofilii są HOMOSEKSUALIŚCI. 5/ Przy szacunkowej liczbie ok. 3% homoseksualistów w populacji, korelacja homoseksualizmu z pedofilią jest zatrważająca. 6/ Bardzo prawdopodobne, moim zdaniem jest, że homoseksualiści, dopuszczający się pedofilii, czynią to, gdy im się “znudzi” albo z jakiegoś powodu nie mogą zaspokoić swoich chuci w dotychczasowy sposób, sięgają po dzieci. Byłoby to zgodne z ogólnym “trendem” do częstych zmian “partnerów” i krótkotrwałości tzw. “związków” homoseksualnych. Wszystko to ma, być może, wspólna przyczynę: rozpustę, rozpasanie, brak/osłabienie hamulców, obecnie wzmacniane jeszcze przez poczucie wsparcia ze strony państwa i prawa. 7/ Najbardziej jednak odrażające jest to, że są prawodawcy chroniący “dobrego imienia” homoseksualistów, prokuratorzy oskarżający “homofobów”, sędziowie skazujący tychże “homofobów” , policjanci tychże “homofobów” aresztujący, no i oczywiście pismacy i autorytety stwarzający “trendy” oraz atmosferę moralnego szantażu.

  3. A, tak na marginesie, czy temat tzw. “pedofilii eklezjalnej” nie pojawił się aby w polskojęzycznych mediach w związku z referendum w Warszawie?

  4. @PK – Cała akcja musiała być raczej zaplanowana na długo przed tym, zanim pojawił się pomysł referendum w stolicy. Wnioskuję to po tym, że akcja pod tytułem “księża to pedofile”, która od niedawna przetacza się przez merdia, jest skorelowana z filmem Małgorzaty Szumowskiej “W imię”, który właśnie w tym samym czasie wszedł do kin (nie sadzę, aby to był przypadek), a którego produkcja musiała się rozpocząć co najmniej rok wcześniej. Myślę, że istnieje jakieś centralne planowanie takich kampanii na każdy rok i jest to gdzieś ustalane na zebraniach lóż, być może nawet poza granicami Polski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *