Powstańczy rachunek sumienia

Z powstaniem styczniowym jest dokładnie ten sam problem, co z warszawskim. Z jednej strony heroizm, poświęcenie, cierpienie, symbole – troisty herb Orła – Pogoni – Św. Michała Archanioła, pieczątka Rządu Narodowego, męczeńska postać Traugutta, wszystko to, co na zawsze będzie tworzyć naszą tożsamość, i o czym żaden Polak nie może myśleć bez wzruszenia dzięki legendzie utrwalonej w rysunkach Grottgera, wierszach Wolskiej (Tamten świat), w Gloria victis Orzeszkowej czy w Wiernej rzece Żeromskiego.

Z drugiej strony – potworny bezsens polityczny, zaprzepaszczenie szansy na powrót przynajmniej do stanu z 1815 roku, zejście na poziom walki już tylko o przetrwanie etnosu, a nie odzyskanie państwa, definitywna przegrana polskości na ziemiach zabużańskich, pozytywistyczne „zniżenie ideałów”. W gruncie rzeczy największa wina spada za to na Białych: za nierealistyczne „brać, ale nie kwitować” i program natychmiastowego wskrzeszenia Polski w granicach z 1772 roku Pana Andrzeja (Zamoyskiego); za przystąpienie Białych wiosną 1863 do powstania i uznanie go za „narodowe”; za agitację konserwatywnego „Czasu”; za przedłużanie agonii przez Hotel Lambert, złudzony i łudzący innych durez! Napoleona III.

Bez tego wszystkiego powstanie byłoby krótkotrwałą ruchawką wznieconą przez „Czerwieńców” i odstręczyłoby wszystkich prawych ludzi ich demagogią socjalną. Nie miałbym nic przeciwko temu, aby wspominać to powstanie, także uchwałą sejmową, ale pod warunkiem, że będzie to medytacyjny rachunek sumienia, choćby wzmocniony przypomnieniem księdza Kajsiewicza Listu do braci księży grzesznie spiskujących i do braci szlachty niemądrze umiarkowanych, a nie kolejna okazja do wznoszenia bezmyślnego i nieliczącego się ze skutkami hajże na Moskala!

I dodam jeszcze, że demagogiczny jest argument, iż w II Rzeczypospolitej czczono weteranów tego powstania: tak, weteranów, bohaterów trzeba po rękach całować, ale cześć dla nich nie zwalnia z obowiązku myślenia politycznego. Bo właśnie taka refleksja pozwoli dać odpowiedź, dlaczego pokolenie synów przegranych musiało myśleć o sobie: mój ojciec był bohater, a my jesteśmy nic.

Jacek Bartyzel

za: myslkonserwatywna.pl

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *