Pożytki z dziennikarstwa kelnerskiego

Dziennikarstwo kelnerskie nie jest złe. Dochodzę do takiego wniosku, jak widzę w mediach, że politycy tak szczelnie trzymają gardę przed redaktorami prowadzącym, iż w gruncie rzeczy trudno zorientować się, co i czy w ogóle myślą. Kelnerski wywiad może być irytujący, ale pytany rozochocony pozytywnym stosunkiem rozmówcy powie coś z prawdy, którą w nieprzychylnej redakcji troskliwie by krył.

Tak sobie pomyślałem po przeczytaniu długiego wywiadu z J. Kaczyńskim zamieszczonym w najnowszych Arcanach. A. Nowak stawał na głowie, żeby zrobić przyjemność Prezesowi i z pewnego punktu widzenia z całego wywiadu wystarczyłoby przeczytać pierwsze pytanie: „Kiedy przeprowadzałem przedostatnią rozmowę z Panem Prezesem dla 'Arcanów’, było to 22 grudnia 2005 roku, pozwoliłem sobie zapytać na końcu, czy wobec naruszania tylu potężnych interesów obawia się Pan ewentualnego zamachu. Przyszło mi do głowy to samo pytanie 10 kwietnia 2010 roku. Prezydent zdawał sobie przecież sprawę z tego, że narusza interesy bez porównania potężniejsze niż ten wewnątrzkrajowe, o których mówił pan w rozmowach pana z Prezydentem? Czy, na przykład, rozmawiali panowie o ewentualności zamachu po ostrzelaniu kolumny pojazdów prezydenckich przy granicy z posterunkami w Gruzji w sierpniu 2008 roku?”. Dalej obaj panowie poruszają się w tym nurcie.

Sceptycy mówią, że trudno wymienić jakieś poważniejsze osiągnięcia rządu J. Kaczyńskiego, nawet we flagowym obszarze wymiaru sprawiedliwości, którego reforma była mitem założycielskim PiS. Ale przecież siły, które miałyby tego zamachu dokonać, to pewnie właśnie te WSI, których rozwiązanie miałoby być według niektórych wersji /sam Prezes przedstawiał potem inne/ największym osiągnięciem okresu 2005-07. J. Kaczyński kieruje myśl jednak w inną stronę, mówiąc o konflikcie w Gruzji w 2009 roku: „Rosja tego konfliktu w sensie strategicznym nie wygrała”. Wobec tego wiadomo, Rosjanie pokonani przez L. Kaczyńskiego, 10 kwietnia w Smoleńsku po prostu się zemścili. Współpracując w Polsce zapewne z WSI właśnie /pod kierownictwem B. Komorowskiego/, tylko że w takim wypadku wychodzi na to, iż likwidacja dokonana przez PiS nie należała do szczególnie skutecznych.

Zaleta kelnerskiego wywiadu. W każdym innym przypadku J. Kaczyński zostałby natychmiast ściągnięty na ziemię jakimś cynicznym pytaniem uzmysławiającym mu, że lewituje. A. Nowak jednak frunął nawet wyżej, natomiast J. Kaczyński w poczuciu pełnego bezpieczeństwa posunął się do dramatycznej szczerości, mówiąc o szansach na reelekcję swojego brata: „Zakładaliśmy, że jest szansa wzmożenia patriotycznych nastroju, związanego z całą serią historycznych rocznic i wydarzeń, które Leszek chciał jak najgodniej obchodzić. Od beatyfikacji księdza Jerzego Popiełuszki, poprzez rocznice Grunwaldu, Bitwy Warszawskiej, Sierpnia 1980 i 'Solidarności’ /…/ Tusk zdecydowanie nie nadaje się do tego nastroju patriotycznego, jaki w czasie kampanii mógł zostać rozbudzony. /…/ Traktowaliśmy szanse na zwycięstwo w tej konfrontacji jako nie mniejsze, a w każdym razie niewiele mniejsze niż w roku 2005”.

Każdy, kto widział wydany z okazji beatyfikacji x. Jerzego album pt. „Prawy i sprawiedliwy” doskonale wie, na czym „wzmaganie patriotycznego nastroju” polega. Łatwo też sobie wyobrazić co J. Kaczyński myśli dziś, gdy dokonuje ideologizacji wiary retoryką smoleńską, ustanawiając np. krzyż substytutem pomnika swojego brata.

Jednego, czego obu panom rozmówcom nie można odmówić, to dobrego samopoczucia. Mając się za najbardziej prawdziwych patriotów, Polaków i w ogóle, rozmawiają sobie np. o knajactwie innych. „W knajactwie ich nie pobijemy” – mówi J. Kaczyński – „konieczna jest próba konsolidacji tego wszystkiego, co jest i co może być spoiwem cywilizowanego współżycia w polskim społeczeństwie. Odwoływać się do sfery podstawowych wartości, także do sfery patriotycznej”.

Człowiek będący liderem ruchu, który zaowocował wypadkami na Krakowskim Przedmieściu, gdzie poziom życia politycznego zszedł do zupełnego rynsztoka, ma wiele do powiedzenia o „cywilizowanym współżyciu”. Zapewne ze mną i innymi osobami o podobnych poglądach chętnie by cywilizowanie po współżył za pomocą walenia krzyżem w łeb, a jeszcze lepiej zapuszkowania przez CBA lub jakieś inne służby.

Prezes pochylił się także nad przyczynami knajactwa mojego i mi podobnych. „Ta nienawiść wydaje mi się wynikiem owego mechanizmu racjonalizacji własnych postaw, które mają często źródło w bieżących interesach. Na przykład – muszę pracować w jakiejś gazecie czy radiu, żeby spłacić zaciągnięte kredyty, a właściciele wymagają kreowania takiego a nie innego obrazu rzeczywistości. U innych taki mechanizm pobudziła obawa przed lustracją”. Nie wiem, na czym polega moja racjonalizacja kredytowa. Ja to zjawisko obserwuję raczej u szeregu tych, co dobrze się mieli za czasów PiS w TVP i są w stanie zrobić wszystko, żeby na te etaty wrócić. Oświadczenie lustracyjne składałem kilkakrotnie w czasach rządów PiS i nikt go nigdy nie kwestionował. Wręcz miałem kilkakrotnie propozycję wstąpienia do PiS, ale wiedząc, czym było PC w latach 90-tych, tudzież, jakie to środowisko ma poglądy odnośnie do kwestii moralnych, nigdy nawet ich nie rozważałem. Obserwacja dziesięciu lat praktyki PiS /a punkt obserwacyjny mam świetny/ jestem przekonany jak nigdy, że jest ona największym zagrożeniem dla Kościoła i Polski.

Być może najciekawsze poglądy J. Kaczyński wyjawia przy omawianiu własnej kampanii prezydenckiej: „zdawałem sobie sprawę – bo takie były wyniki badań, także robionych na nasze zamówienie – że szanse są nieduże. /…/ Dzisiaj, gdybym mógł cofnąć czas z tej kampanii, to oczywiście tę sprawę [Smoleńska] postawiłbym inaczej. Choć prawdopodobnie wtedy wynik byłby wyraźnie gorszy. Przecież niektórzy ludzie z tej grupy, która prowadziła kampanię, zastanawiali się potem czy nie pójść do Palikota. Z tego jednak nie zdawałem sobie sprawy”.

Mamy tu wszystko na temat J. Kaczyńskiego. Wychodzi na to, że „wzmaganie nastrojów patriotycznych” w istocie zmniejsza wynik, a ten przebiegły mąż stanu po raz drugi dopuścił do swego najbliższego otoczenia ludzi z obozu najgorszego wroga. Dokładnie jak wtedy gdy okazało się, iż układ, którego poszukiwał, opanował jego własny rząd.

Należy domniemywać, że J. Kaczyński jest świadom wyborczych skutków także obecnego „wzmagania nastrojów patriotycznych” jak również tego, iż jego najbliżsi współpracownicy za chwilę mogą zostać nakryci na knowaniach z najgorszym wrogiem. Jedno i drugie powinno dawać do myślenia przede wszystkim tym, którzy chcą budować swoją karierę polityczną w projekcie pt. PiS. Wszyscy oni powinni Arcanom i zwłaszcza A. Nowakowi serdecznie podziękować za materiał do interesujących przemyśleń. Moim zdaniem logiczne wnioskowanie powinno ich doprowadzić do poglądu, iż czym prędzej należy uciekać od swego ugrupowania jak najdalej. Tylko kto ich miałby przyjąć?

Ludwik Skurzak

[aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.