Premier Cymański, mieszane uczucia…

Lubię Tadeusza Cymańskiego. Za jego otwartość i życzliwość. Za pogodę ducha. Za poczucie humoru. Mimo to jednak, gdy usłyszałem, że jest kandydatem Solidarnej Polski na premiera, nie ucieszyłem się. Nie ucieszyłem się, bo ta informacja wywołała we mnie tak zwane mieszane uczucia. I mieszane są one tylko dlatego, że moja sympatia dla barwnego europosła jest niegasnąca.

Zgłoszenie kandydatury Tadeusza ma chyba tylko dwa małe plusy. Trafniej byłoby nazwać je pluskami. Pierwszy jest taki, że mimo wszystko jest w tym pewne zdemaskowanie PiS – u. Najpierw uprzedzenie najgroźniejszej politycznej konkurencji w zaprezentowaniu pomysłu, przez to zaś pokazanie rzeczy oczywistej. Że w partii tej po prostu nie ma innego kandydata niż Jarosław Kaczyński. Plusik drugi to to, że w tym całym zamieszaniu Tadeusz Cymański trochę się podlansuje. Z całą pewnością zrobi to znakomicie.

Dalej jednak cała ta inicjatywa generuje już wyłącznie same minusy. Bo ten lans jest jednak niestety lansem na pograniczu kabaretu. I w zasadzie to, że będzie to jednak lans Cymański zawdzięczać będzie wyłącznie swoim znakomitym medialnym umiejętnościom. Naprawdę niczemu więcej. Bo politycznego potencjału nie ma w owym posunięciu naprawdę za grosz.

Kolejny minus tego przedsięwzięcia to poglądy uwielbianego przeze mnie parlamentarzysty. To ma być premier na trudne czasy. Pewnie w zamyśle tych, którzy to wymyślili,  premier mający teoretycznie wypłynąć na zamieszaniu wokół Amber Gold. Wreszcie – premier na kryzys. No właśnie. Na kryzys. Tyle tylko, że ten kryzys jest spowodowany konkretnymi przyczynami. Rozbudowanym europejskim interwencjonizmem, rozbuchanym państwem opiekuńczym, nadmierną biurokracją. Krótko mówiąc – wszystkim tym, z czego od lat znany jest Tadeusz Cymański. Krótko mówiąc – i czysto teoretyzując – miałby być to premier występujący w roli lekarza, próbującego leczyć zatruty  organizm kolejnymi dawkami tej samej trucizny. Ma to być strażak gaszący ogień benzyną. Nawet gdyby puścić wodze fantazji, to gdyby nawet pomysł pod tytułem premier Cymański poskładał się politycznie, to ekonomicznie nie poskłada się żaden sposób.

I wreszcie na koniec. Samo miejsce tego politycznego eventu. Kiedy o nim usłyszałem po raz pierwszy, to zadźwięczała mi w uszach pewna piosenka. Piosenka Andrzeja Rosiewicza. Piosenka zatytułowana „Podróż poślubna do Kutna”.  Rosiewicz śpiewał w niej dokładnie takie słowa: „kiedy już będziemy w Kutnie, może będzie jeszcze smutniej?”. 

Śpiewał zaiste profetycznie. Rzeczywiście. Ten ostatni enent Solidarnej Polski był zwyczajnie smutny. Straszliwie smutny.

Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl

www.facebook.com/flibicki

Jan F. Libicki

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Premier Cymański, mieszane uczucia…”

  1. Premier Cymański… To ma być lepiej czy śmieszniej? Bo z Cymańskim będzie co najwyżej większy cyrk.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.