W poszukiwaniu „historii prawdziwej”

Czwartego września 2012 roku runął w przepaść ze szlaku turystycznego wiodącego na szczyt Świnicy (2301 m n.p.m.) w Tatrach Wysokich jeden z czołowych propagandystów lobby proamerykańskiego w Polsce i działacz „na rzecz integracji Polski z NATO”[1], doktor bez nostryfikacji [2], Józef Szaniawski.

Pracując w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW w Warszawie, „politolog, historyk, sowietolog, (i) dziennikarz” Szaniawski prowadził zajęcia na temat najnowszej historii politycznej Polski, systemów politycznych oraz historii Polski w XX wieku [3]. Ponadto, „W latach 1994–2003 wykładał w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, od 1996 do 2001 był profesorem nadzwyczajnym i prorektorem w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza. Od 2001 wykładał w Wyższej Szkole Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki oraz Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Był również wykładowcą w założonej przez o. Tadeusza Rydzyka toruńskiej Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej oraz publicystą i felietonistą „Naszego Dziennika”, „Naszej Polski”, Radia Maryja, Telewizji Trwam i internetowego SIM Radia.  Autor kilku tysięcy artykułów, esejów politycznych, książek (zwłaszcza o pułkowniku Ryszardzie Kuklińskim i Józefie Piłsudskim), audycji radiowych i scenariuszy filmów dokumentalnych.”[4].

„Główny rusofob kraju”

W środowiskach, z którymi był blisko związany, Józef Szaniawski został okrzyknięty natychmiast po śmierci mianem „wybitnego historyka”, „wielkiego patrioty i społecznika, sercem oddanego Radiu Maryja i Telewizji Trwam”, „wspaniałego, wielkiego, wartościowego człowieka”, któremu „bardzo zależało na Ojczyźnie, prawdzie, młodzieży” (o. T. Rydzyk), i który „demaskował fałsz i obłudę w życiu publicznym” (prof. W. J. Wysocki, UKSW), a przede wszystkim w sposób bezkompromisowy „własną służbą dawał świadectwo służby Ojczyźnie” (prof. A. Nowak, UJ). Zaczęto kreować miłą i lekkostrawną dla Polaków legendę „zawsze wiernego” polskości lwowianina (choć Szaniawski we Lwowie tylko się urodził), który „został po wojnie wraz z rodziną ekspatriowany przez Sowietów. Mimo oddalenia zawsze pamiętał o swoich lwowskich korzeniach, wielką miłością darzył Kresy, ich wspaniałą historię, postacie wielkich Polaków.” i starał się przy tym (już jako działacz antykomunistycznej „opozycji niepodległościowej”) „wskazywać na niezmienne wektory imperialnej polityki Rosji i płynące z niej zagrożenia dla suwerenności państw Europy Środkowo-Wschodniej.”[5].

Antoni Macierewicz nie omieszkał podkreślić w okolicznościowym żałobnym słowie, że „Szaniawski dobrze rozumiał, że prawdziwą misją i rolą Polski jest Antemurallae Christianitatis – przedmurze chrześcijaństwa. (…) Publikacje Józefa Szaniawskiego są Jego największym dokonaniem i testamentem, przypominają o wielkości Polski i jej roli w Europie. Profesor czuł się mocno związany z polityką Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i był przekonany, że Jego śmierć miała zablokować budowę Sojuszu Europy Środkowej. Wielokrotnie cytował zdanie Józefa Piłsudskiego o tym, jak wielkim zagrożeniem dla Polski jest porozumienie niemiecko-rosyjskie, i rozumiał, że śmierć Lecha Kaczyńskiego miała skruszyć tamę stawianą temu porozumieniu.”[podkr. – GG.][6].

Powyższa opinia jednoznacznie kwalifikuje Szaniawskiego jako wyznawcę i realizatora antyrosyjskiej polityki proamerykańskiej, opierającej się na sztucznie stworzonym synkretycznym kulcie nie-katolickiego przywódcy uzurpatorskiego międzywojennego socjalizmu liberalnego – Józefa Piłsudskiego oraz dolepionej doń na siłę, prymitywnie zaktualizowanej koncepcji Polski „łacińskiej” jako wschodniego przedmurza chrześcijaństwa europejskiego, a ściślej: jako zapory mającej bronić „cywilizacji Zachodu” (zlaicyzowanej już przecież, antyłacińskiej i antykatolickiej!) przed barbarzyńską, jakoby, Rosją. Z tego właśnie powodu Józef Szaniawski krytykowany był już od dawna przez środowiska identyfikujące się ze spuścizną polskiego Ruchu Narodowego i usiłujące kontynuować – z różnych zresztą światopoglądowych pozycji – myśl polityczną Romana Dmowskiego oraz innych autentycznie polskich zwolenników przyjaźni i współpracy z Rosją i Rosjanami, w rodzaju np. Jędrzeja Giertycha.

W roku 2009 redaktor „Jednodniówki Narodowej” tak scharakteryzował „rusofobiczną aberrację”, związaną z nieszczęsną polityką „przedmurza”: „Rusofobiczna aberracja dochodzi na naszych oczach do monstrualnych rozmiarów. Obok starych, zatwardziałych środowisk, których cechą było i jest luźne powiązanie z Kościołem, mamy do czynienia ze szczególnie agresywnym zachowaniem tzw. środowisk katolicko-narodowych (tak zwanych, gdyż nie mają one w istocie nic wspólnego z klasycznym polskim Obozem Narodowym; jest to konglomerat typowo ozonowy – rozmaici wyznawcy Piłsudskiego, wielbiciele powstań, nienawidzący do żywego Rosji i Rosjan, podlani powierzchownie niby-katolickim sosem), których głównym reprezentantem jest Radio Maryja i, będący w faktycznej dyspozycji radia, Nasz Dziennik. Obecnie, od kilku tygodni przygotowywany jest „nowy” temat, który ma utrzymać na właściwym, wysokim poziomie stan rusofobii w Polsce. Tym tematem są pomniki poświęcone żołnierzom Armii Czerwonej, które pozostały jeszcze w polskich miastach. Mają one być rzekomo gloryfikacją zbrodniarzy i okupantów i świadectwem uległości obecnej Polski w stosunku do Rosji.  Przy okazji, w sposób szczególnie mocny, atakuje się umowę polsko-rosyjską o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen i represji z 1994 r. (…) Dzięki tej umowie Polacy mogą dzisiaj oddawać hołd pomordowanym oficerom, ofiarom łagrów i katorżniczej pracy na rozległych terenach Rosji (nowe punkty wciąż powstają) i to w warunkach cywilizowanych.

Dla obłąkanych rusofobów przeciwnie, umowa jest dowodem polskiej uległości wobec Rosji! Ręka rosyjska, ręka KGB działa! Polska bez wojsk rosyjskich, Polska w NATO, UE, wreszcie uporządkowanie polskich cmentarzy w Rosji, to wszystko jest efekt tajnych działań KGB! Prym w tego typu irracjonalnej retoryce wiedzie guru Radia Maryja i Naszego Dziennika, wielokrotnie już przez nas opisywany, były działacz TPPR, Józef Szaniawski. Człowiek ten jest nieuleczalnie chory z nienawiści do każdej Rosji. (…) Dziś p. Szaniawski, młode wilczki z Naszego Dziennika i ponoszące za nich moralną odpowiedzialność Radio Maryja, chcą ich [żołnierzy frontowych Armii Czerwonej] wrzucić do jednego worka z mordercami w mundurach NKWD i SS. To nie tylko gwałt na prawdzie historycznej, ale i zachowanie głęboko niemoralne, niegodne idei i wartości, które (rzekomo) stoją u podstaw działania wymienionych instytucji i osób. Dziś zbieramy pierwsze owoce pseudohistorycznej edukacji, jaką odbierają słuchacze toruńskiej szkoły RM od osób pokroju Józefa Szaniawskiego.”[7].

Negatywne oceny tego typu nie należały wcale do rzadkości. W swoim komentarzu na temat antyrosyjskich ekscesów podczas tegorocznych mistrzostw Europy w piłce nożnej, redaktor naczelny „Nowego Przeglądu Wszechpolskiego” nazwał Szaniawskiego „głównym rusofobem kraju”, zauważając jednocześnie, że „całkiem na poważnie przyrównywał (on) przemarsz rosyjskich kibiców do ofensywy Tuchaczewskiego na Warszawę w 1920 r.”. Jaka mogła być tego przyczyna? – redaktor Turek nie pozostawia tu złudzeń: „Zadeklarowana rusofobia jest zatem przede wszystkim domeną przytłaczającej większości światka politycznego i medialnego, i to z niego wylewa się ten nienawistny jad zakażający szerokie kręgi społeczne. Nadreprezentacja rusofobów różnego autoramentu w tymże światku aż bije po oczach.

Wielkim błędem byłoby jednak kwalifikować tych ludzi jako głupców, a ich działalność jako głupotę. Owszem, ich skrajnie wrogi stosunek do Rosji przyjmuje często znamiona prawdziwej obsesji, ale jest to rodzaj obsesji połączony paradoksalnie z wielkim politycznym wyrachowaniem – posiada on ściśle określony podkład polityczno-ideologiczny. Ludzie ci bardzo dobrze wiedzą, czego chcą, mają określone, ściśle sprecyzowane cele, nie mające nic wspólnego z dobrem polskiego narodu, choć czasami nadmiar trawiących ich emocji i nurtującej w nich żółci kładzie się cieniem na skuteczności ich poczynań.

Trzeba by poza tym koniecznie rozszerzyć listę rozsadników tej moskalofobii, bardzo trafnie sformułowaną przez red. Engelgarda[8]. To bardzo różnorodne i różnobarwne towarzystwo. Zalicza się tu np. koślawa resztówka po giertychowskiej Młodzieży Wszechpolskiej, która po upadku patronującej jej pierwotnie formacji szybko zeszła do roli nieformalnej młodzieżowej przybudówki PiS-u. Zalicza się tu po trosze także i bliźniaczy jej pod wieloma względami tzw. ONR. Zaliczają się do tego grona również i ośrodki stricte intelektualne, chociażby postępowi katolicy, a ściślej judeochrześcijanie z „Frondy”, czy też zadeklarowani atlantyści z Fundacji Republikańskiej. Nikt jednak nie przebije oczywiście na tym polu „Solidarnych 2010”, czy dowodzonej przez p. Lisiewicza „Naszości”.

Pełno takich ludzi i wśród szeroko pojętych osobistości życia publicznego, tzw. celebrytów. Nasuwa mi się tu choćby postać p. Wojciecha Cejrowskiego, który nie boi się wędrować boso po różnych egzotycznych krajach, pełnych jadowitych węży, za to na wszelkie sposoby od lat artykułuje swój lęk przed Rosją, tą „złowrogą, antypolską potęgą” [9].

Do tego właśnie polityczno-medialnego światka należał „ważny obrońca Polski” i „wielki Polak”, „świętej pamięci” J. Szaniawski.

W opublikowanym jeszcze za czasów Busha-juniora tekście pt. „Portret Józefa Szaniawskiego”[10] red. Robert Larkowski (Narodowy Obserwator) zacytował najpierw „szokujący list-podanie do szefa Wojskowej Służby Wewnętrznej (WSW – w tym kontrwywiadu wojskowego)”, jaki Szaniawski napisał ponoć w dniu 04.10.1985 r., a następnie stwierdził: „Gdy przyjmiemy, że powyższy list-podanie stanowi autentyk napisany przez Józefa Szaniawskiego, to jego autor zdyskredytował się w oczach uczciwych ludzi bezpowrotnie i bezwzględnie. (…) Teraz Józef Szaniawski w „Naszym Dzienniku”, Radiu Maryja, TV „Trwam”, w prasie tzw. niepodległościowej (neopiłsudczykowskiej) i na prawicowych portalach internetowych głosi wielkość Józefa Piłsudskiego, niepodważalność sojuszu RP-USA i podstępność Rosji Putina, jak niegdyś głosił oddanie Jaruzelskiemu, bezwarunkową przyjaźń PRL-u z ZSRR i fałsz paskudników z RWE, tudzież opozycji. (…) Największym bzikiem Szaniawskiego jest zdecydowanie Ameryka pod przywództwem George’a Busha juniora i antyrosyjskość połączona z nienawiścią do prezydenta Putina.”

„Szaniawski – kolejny pełniący obowiązki patrioty” – skonkludował kilka dni temu katolicki publicysta młodego pokolenia, Jan Bodakowski, przeczytawszy na stronie rebelya.pl powtórkę rewelacji Waldemara Łysiaka sprzed kilku lat[11]. W tegorocznym kwietniowym numerze „Uważam Rze” red. Łysiak „radził ludziom ‘G[azety]P[olskiej]’: „Wejrzyjcie baczniej we własne środowisko, zlustrujcie swoje podwórko, może wówczas przestaniecie „wspólne kolędować” (Wigilia 2011) z takimi typami jak „profesor” Józef Szaniawski, któremu nie raz wytykano pracę dla SB!”[12]. I miał tu,  najprawdopodobniej, na myśli swoją własną książkę z roku 2001 pt. „Piórem i mieczem”[13] i swój własny artykuł pt. „Lustracjada” z pierwszego numeru „Niezależnej Gazety Polskiej” (marzec 2006 r.)[14].

W pierwszym z tych tekstów czytamy (cyt. za daredevil.salon24.pl): „Konsekwentne a osobliwe milczenie, które J. Szaniawski kultywuje, udając, że nie dostrzega czynionych mu zarzutów, potwierdziła rok temu głęboka cisza, z jaką został on usunięty ze składu Gazety Polskiej. Tę dymisję zawdzięcza Łysiakowi, a dokładniej fragmentowi książki ‘Łysiak na łamach 5 – Old-fashion man’, gdzie podczas wywiadu-rzeki jednym zdaniem stwierdziłem, iż „śmieszy mnie, że w zespole redakcyjnym gazety grającej forpocztę antykomunizmu pracuje heros, co za komuny był aktywnym członkiem Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, współautorem biuletynu ‘ZSRR – fakty, liczby, opinie’, pedagogiem pracowników MSW, deklarującym ustnie i pisemnie swą wrogość do ‘Solidarności’ i do antykomunizmu”. (…) od następnego numeru (197) [‘Gazety Polskiej’] zniknęło ono [nazwisko Szaniawskiego] ze stopki bezpowrotnie. Przy całkowitym milczeniu co do przyczyn”.

Natomiast w pierwszym numerze „NGP” Łysiak pisał m.in. (cyt. za lysiak.wxv.pl): „Jednym z wielu metafizycznych cudów lustracji stał się fakt, że dokumenty kompromitujące delikwenta, czy też publikacje ujawniające jego współpracę z bezpieką, wcale nie muszą psuć konfidentowi kariery. Na co jest mnóstwo dowodów, z których kilka ciekawszych wzmiankuję niżej.

Józef Szaniawski był w PRL-u człowiekiem ‘firmy’ generała Kiszczaka, posiadaczem milicyjnej ‘R’-ki zwalniającej od kontroli drogowych, nauczycielem kadr MSW, aktywnym (bardzo aktywnym) członkiem Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, chwalił się głośno przyjaźnią osławionego ‘upiora MSW‘, generała Milewskiego, itp. Gdy wyjechał wakacyjnie na Zachód, próbował dorobić sobie w ‘Wolnej Europie’, dlatego rozwścieczona tą nielojalnością ‘firma’ wpakowała go do pudła. Po upadku komunizmu opublikowano (kilka gazet i książka) list Szaniawskiego do szefa WSW, generała Poradki, zawierający ‘curriculum vitae’ autora. Szaniawski wypunktował tym pismem całą swoją (ochotniczą, co mocno podkreślał!) współpracę z WSW i SB, od czasów studenckich: (…) Zakończył deklaracją woli: ‘Chcę współpracować z organami WSW przeciwko wrogom Polski Ludowej, w tym zwłaszcza przeciwko wywiadowi amerykańskiemu i opozycji wewnętrznej (…) Dam z siebie wszystko’. Dał z siebie wszystko i nie przeszkadza mu to dzisiaj być nauczycielem w szkole dziennikarskiej (edukuje kadry żurnalistów, tak jak kiedyś edukował kadry zamordystów). Ostatnio tworzy ‘muzeum antykomunizmu’, gdzie wycieraczkami mają być flagi sowieckie, a zwiedzających będzie się zachęcać do ich deptania. Co jest oczywistą (i to chamską) prowokacją.”

Tradycje rodzinne

Informacje na temat pochodzenia i tradycji rodzinnych doktora Szaniawskiego znajdujemy w materiale pt. „Józef Szaniawski” na stronie lustracja.net [15], gdzie obok „zawartości teczki IPN Józefa Szaniawskiego” zamieszczono również „Dodatek specjalny: Materiały z IPN dotyczące Ignacego Szaniawskiego, ojca Józefa”. Z treści opublikowanego tu wyroku Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie z dn. 07.01.1986 r. dowiadujemy się, że Józef Antoni Szaniawski, to syn Ignacego i Julii z domu Tarczyło, urodzony 04.10.1944 r. we Lwowie, narodowości polskiej, obywatel polski, żyjący w konkubinacie, ojciec dwojga dzieci, posiadający wykształcenie wyższe bez magisterium, z zawodu nauczyciel historii, nie posiadający majątku nieruchomego, stale zamieszkały w Warszawie, ostatnio zatrudniony w Centrum Kształcenia Ustawicznego w Warszawie, nie odznaczony, pochodzenia inteligenckiego, nie karany sądownie”.

O matce, Julii Szaniawskiej, pisze się tu tylko, że na początku lat 70. XX wieku była nauczycielką w Technikum Elektrycznym, natomiast wybrane informacje o ojcu są tu dosyć szczegółowe. I wprawdzie hasło „Ignacy Szaniawski” zostało usunięte z Wikipedii już na początku września 2007 r. [16], czyli w przeddzień skrócenia V kadencji Sejmu przez PO-PiS i rozpisania nowych wyborów przez Lecha Kaczyńskiego, ale nawet z pobieżnego przeglądu informacji pozostałych jeszcze w Internecie wyłania się następujący obraz.

W budynku przy ul. Zielonej 8 we Lwowie mieściła się w okresie międzywojennym restauracja Berlsztajna i żeńska szkoła zawodowa im. Marii Konopnickiej. Po zakończeniu kampanii wrześniowej Sowieci przystąpili do akcji masowej indoktrynacji na Kresach, do przeprowadzenia której potrzebowali oddanych sprawie komunizmu i polityce Stalina kadr. Z udziałem osób określonej proweniencji narodowościowo-ideowej i w atmosferze agitacji opisanej np. w pracy Jana Marszałka pt. „Lwów 1939-1941. Słownik biograficzny stalinizmu i jego ofiar w Polsce” [17], Sowieci zaczęli te powolne sobie kadry przygotowywać, zakładając – między innymi – w 1940 r. Instytut Pedagogiczny przy Zielonej 8 we Lwowie, w którym wykładowcą był wówczas (co wydaje się istotne) późniejszy dwukrotny (w l. 1944-1950) minister oświaty RP z ramienia PPR, Stanisław Skrzeszewski – mąż Bruche Mendelbaumówny, czyli Bronisławy Skrzeszewskiej (od 1948 r. prezeski Towarzystwa Przyjaciół Kursów Uniwersyteckich, a od maja 1951 r. dyrektorki Departamentu Studiów Przygotowawczych Ministerstwa Szkół Wyższych i Nauki). Po ponownym zajęciu miasta przez Armię Czerwoną w 1944 r., bolszewicy wznowili działalność także i tej placówki. Znalazł w niej zatrudnienie w charakterze nauczyciela Ignacy Edmund Szaniawski vel Szlajer vel Schnajer (1909-1983), który jednocześnie pozostawał w kontakcie z miejscowymi władzami sowieckimi, strukturami Związku Patriotów Polskich  i przedstawicielami Rządu Jedności Narodowej ds. repatriacji lwowskiego uniwersytetu i teatru.

Prawdopodobnie znajomości tego typu (i członkostwo w PPR) pozwoliły mu załatwić w 1945 r. wyjazd do Polski i krótkotrwałą pracę na rzecz Ministerstwa Oświaty (relacja „Oczykowskiej”, lustracja.net), a następnie (od 1945 r.) pracę na stanowisku zastępcy naczelnika Wydziału dla Spraw Żydowskich w Ministerstwie Spraw Zagranicznych[18], gdzie Ignacy Szaniawski (Schnajer) pracował do roku 1950[19], zajmując się m.in. wydawaniem wiz i paszportów emigracyjnych na Zachód Żydom krajowym i Żydom-repatriantom ze Związku Radzieckiego. Będąc jeszcze szefem „Wydziału Żydowskiego” w MSZ, Ignacy Szaniawski zrobił doktorat na Uniwersytecie Jagiellońskim (1948) i napisał wstęp redakcyjny do wydanej w 1949 r. książki komunistycznego filozofa i pedagoga, międzywojennego popularyzatora dzieł Lenina, prof. dr. Stefana Rudniańskiego vel Salomona Rubinrotha, profesora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie od 1939 r. i członka rady miejskiej Lwowa w okresie pierwszej okupacji sowieckiej, który w 1941 r. zdążył nawet złożyć podanie o przyjęcie go do Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików), zanim zabili go wkraczający do Lwowa Niemcy.

Gdy Związek Radziecki utrzymywał blokadę Berlina (tzw. pierwszy kryzys berliński 1948-1949), dr Szaniawski powrócił na pole oświaty i gromił w swym „Wstępie” lata 1938-1939 jako lata „dekadencji sanacyjnej myśli politycznej” i „odrodzenia dmowszczyzny”, wskazywał, że „klika piłsudczykowska” rozpoczęła wówczas „ostatni etap smutnej pamięci rządów sanacyjnych – etap bezwzględnej faszyzacji wszystkich dziedzin życia społeczno-politycznego w kraju” i ubolewał, że „rządząca podówczas endecko-ozonowa arystokracja czuwała nad tym, by podręczniki wychowania dla zakładów kształcenia nauczycieli na poziomie średnim, wyższym i uniwersyteckim nie urabiały światopoglądu młodzieży chociażby tylko w kierunku sprzyjającym materialistycznemu spojrzeniu na zjawiska pedagogiczne w ich rozwoju dziejowym”, by na koniec wyrazić zadowolenie, że książka Rudniańskiego „dziś jeszcze raz przypomni („Tak zwanym ‘idealistom’, przedwojennym i dzisiejszym, pedagogicznym pięknoduchom sprzed roku 1939 i tym, którzy pięknoduchami pozostali po dziś dzień, ‘apolitycznym’ teoretykom wychowania, stojącym ‘poza polityką’ psychologom i socjologom”), że nie można izolować pedagogiki od prądów społecznych i ekonomii politycznej” (cyt. za: Andrzej Sobczak, Mały Słownik Indoktrynacji Szkoły) [20].

A kiedy „zimna wojna” przemieniła się już w gorącą (Korea), Ignacy Szaniawski zmienił ponownie miejsce pracy i powrócił na dobre do swoich pedagogicznych zainteresowań. „W 1951 r. z Wydziału Humanistycznego (Uniwersytetu Warszawskiego) wyodrębniony został Wydział Filozoficzno-Społeczny, w którego skład weszło Studium Pedagogiczne z sześcioma katedrami: dwie katedry Pedagogiki i Organizacji Szkolnictwa, dwie katedry Historii Oświaty i Szkolnictwa oraz Psychologii Ogólnej i Psychologii Wychowawczej.” Kierownikiem Katedry Pedagogiki i Organizacji Szkolnictwa został mianowany dr Szaniawski [21]. Po śmierci Stalina znaczenie nowoczesnej, idącej „z prądami społecznymi” pedagogiki wcale nie zmalało, czego wyrazem było powołanie 05.09.1953 r. przez komunistycznego Ministra Szkolnictwa Wyższego A. Rapackiego (nb. lwowianina) pierwszego na studiach uniwersyteckich w Polsce Wydziału Pedagogicznego na Uniwersytecie Warszawskim. Docentem (od 1955 r.) w jednej już tylko Katedrze Pedagogiki na nowym Wydziale został Ignacy Szaniawski, który ponadto znalazł się w pierwszym składzie powołanego w 1953 r. Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, stanowiącej „jeden z organów scentralizowanej władzy” [22]. Przed rokiem 1965 dołączył on także do grona cywilnych wykładowców Wojskowej Akademii Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego w Warszawie – komunistycznej uczelni Sił Zbrojnych PRL, kształcącej oficerów politycznych Ludowego Wojska Polskiego [23].

[1] – Józef Szaniawski nie żyje. Spadł w przepaść http://www.rp.pl/artykul/368008,930405.html (04.09.2012)

[2] – Pracownicy naukowo-dydaktyczni Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie http://www.teologia.uksw.edu.pl/node/104 (08.09.2012)

[3] – Kadra Instytutu Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie http://www.media.uksw.edu.pl/?mod=my&id=7053 (08.09.2012)

[4] – Wikipedia, hasło: Józef Szaniawski http://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Szaniawski_%28dziennikarz%29 (05.09.2012)

[5] – M. Rutkowska, Profesor Szaniawski nie żyje, „Nasz Dziennik” z dn. 05.09.2012 r. http://naszdziennik.pl/wp/9093,profesor-szaniawski-nie-zyje.html (05.09.2012)

[6] – A. Macierewicz, Zapatrzony w wielkość Polski, „Gazeta Polska Codziennie” z dn. 07.09.2012 r. http://niezalezna.pl/32633-zapatrzony-w-wielkosc-polski (07.09.2012)

[7] – A. Śmiech, Hańba Szaniawskiemu i N[aszemu]D[ziennikowi] http://jednodniowka.pl/news.php?rowstart=187 (27.10.2009)

W komentarzu do powyższego ktoś przytomnie napisał: „To, co wyprawia ów Beniaminek Ojca Rydzyka… przechodzi ludzkie pojęcie. (…) Popisy Szaniawskiego powodują odruch wymiotny, oczywiście u uczciwych ludzi.” Zob.: http://jednodniowka.pl/news.php?readmore=217 (27.10.2009)

[8] – Jan Engelbard pisał w artykule pt. „Im więcej „rosyjskiej agentury”, tym większa rusofobia”: „Kto podburzał tych „patriotów” do napaści na Moskali? Łatwo ich wskazać – to głównie „Gazeta Polska” z panami Sakiewiczem i Lisiewiczem, to Bronisław Wildstein wręcz kipiący jakąś atawistyczną nienawiścią do Rosji, to wreszcie szmatławiec typu „Superexpress” z takimi wielkimi „patriotami” jak Tadeusz Płużański, to także niestety „Nasz Dziennik” mający coraz mniej wspólnego z tym, czego można by oczekiwać od gazety uznającej się za katolicką. Do tego chóru dołączyły media z pozoru skłócone z tymi wymieniony wcześniej – „Newsweek” Tomasza Lisa, czy „Wiadomości” TVP 1.”

Zob.: http://sol.myslpolska.pl/2012/06/im-wiecej-%E2%80%9Erosyjskiej-agentury%E2%80%9D-tym-wieksza-rusofobia/ (18.06.2012) 

[9] – A. Turek, Polityczne wspominki po Euro 2012 http://piastpolski.pl/readarticle.php?article_id=86 (25.06.2012)

[10] – Narodowy Obserwator, Portret Józefa Szaniawskiego http://lustracja.net/index.php/ciekawe-publikacje/153-portret-jozefa-szaniawskiego

[11] – Zob.: Łysiak o Józefie Szaniawskim http://rebelya.pl/forum/watek/53657/?page=1 (07.09.2012). Bodakowski nawiązał tu bez wątpienia do znanego powojennego powiedzenia o komunistycznych sekretarzach tzw. Podstawowych Organizacji Partyjnych (POP PZPR), zwanych przez lud „pełniącymi obowiązki Polaka”.

[12] – W. Łysiak, Dołoj gramotnyje!, „Uważam Rze” z dnia 16.04.2012 r. http://www.uwazamrze.pl/artykul/860209.html (15.04.2012)

[13] – W. Łysiak, Piórem i mieczem – Łysiak na łamach 6 oraz wywiad rzeka, Wyd. Andrzej Frukacz Exlibris – Galeria Polskiej Książki, Chicago-Warszawa 2001. Fragmenty dotyczące Józefa Szaniawskiego zob.: Daredevil, Radio Maryja i Gazeta Wyborcza w obronie agentów SB http://daredevil.salon24.pl/282572,radio-maryja-i-gazeta-wyborcza-w-obronie-agentow-sb (27.02.2011)

[14] – W. Łysiak, Lustracjada, „Niezależna Gazeta Polska” nr 1(1)/2006. Foto i fragmenty dotyczące Józefa Szaniawskiego zob.: Polon, Łysiak – Szaniawski – Prawda ….  http://poloniada.salon24.pl/319989,lysiak-szaniawski-prawda (29.06.2011). Pełny tekst „Lustracjady” znajduje się na stronie: Łysiakomania. Nie Tylko Internetowy Klub Miłośników Twórczości Waldemara Łysiaka http://www.lysiak.wxv.pl/postlink/666.htm (28.11.2008)

[15] – Zob.: Józef Szaniawski http://lustracja.net/index.php/pozostali/154-jozef-szaniawski (08.09.2012)

[16] – Wikipedia, hasło: Ignacy Szaniawski – „Ta strona została usunięta. 4 wrz 2007” http://pl.wikipedia.org/wiki/Ignacy_Szaniawski (08.09.2012)

[17] – Jan Marszałek, Lwów 1939-1941. Słownik biograficzny stalinizmu i jego ofiar w Polsce, Polska Oficyna Wydawnicza, Warszawa 1991.

[18] – Warto zwrócić uwagę, że oświatą i MSZ-tem kierowali po II wojnie:  Min. Oświaty – ministrowie: Stanisław Skrzeszewski, PPR (21.07.1944-28.06.1945 i 06.02.1947-07.07.1950); podsekretarze stanu: Bronisław Biedowicz, bezp. (07.1944-09.1946), Władysław Bieńkowski, PPR (02.1945-09.1946). MSZ – ministrowie: Edward Osóbka-Morawski, PPS (21.07.1944-02.05.1945), Wincenty Rzymowski, SD (02.05.1945-05.02.1947), Zygmunt Modzelewski, PPR/PZPR (06.02.1947-20.03.1951); podsekretarze stanu: Jakub Berman, PPR (07.1944-05.1945), Zygmunt Modzelewski, PPR (06.1945-02.1947), Stanisław Leszczycki, PPS/PZPR (11.1946-07.1950). Osobno należy wymienić kresowiankę Eugenię Krassowską, w l. 1947-1953 członkinię prezydium CK SD („uznawaną za protegowaną PPR i PZPR”), podsekretarza stanu w: Ministerstwie Oświaty (07.1946-06.1950), Ministerstwie Szkół Wyższych i Nauki (06.1950-12.1951) i Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego (12.1951-06.1965). Zob.: T. Mołdawa, Ludzie władzy 1944-1991, Warszawa 1991.

Szczególnie ciekawa jest tu postać Wincentego Rzymowskiego, w l. 1944-1949 przewodniczącego Zarządu Głównego SD i przewodniczącego Centralnego Komitetu SD, szefa MSZ-tu (a wcześniej Ministra Kultury i Sztuki), który wojnę przeżył w Krzemieńcu Wołyńskim, a w okresie międzywojennym był młodszym bratem przewodniczącego Sądu Najwyższego RP z lat 1933-1939, masonem, zwolennikiem i apologetą Piłsudskiego, egzorcystą Dmowskiego (w 1932 r. napisał broszurę: „Roman Dmowski: czciciel djabła”), aktywistą Stronnictwa Demokratycznego, publicystą sanacyjnej gazety „Kurier Poranny” i współorganizatorem (wespół m.in. z Wandą Wasilewską) Kongresu Pracowników Kultury, który obradował w dniach 16-17 maja 1936 r. we Lwowie i którego uczestnicy „w niezbyt zawoalowany sposób wyrażali nadzieję na przyłączenie Lwowa do Związku Sowieckiego.”, a „Na zakończenie kongresu odśpiewali „Międzynarodówkę” i wznieśli okrzyk „Spotkamy się w czerwonej Warszawie”.” – Na temat „komunizmu w polskim międzywojniu”, skupiającego się (poza KPP) w prosanacyjnych, kulturalno-oświatowych organizacjach i strukturach medialnych, pisał interesująco Adam Danek w artykule pt. „Komunizm wewnętrzny” http://www.legitymizm.org/komunizm-wewnetrzny . Opisany przez niego komunizujący element był używany przez Sowietów do organizowania nie tylko międzywojennej dywersji ideologicznej w środowiskach nauczycieli i twórców kultury, czy wojennej i powojennej indokrynacji komunistycznej na zabranych nam Kresach, np. we Lwowie, lecz wykorzystano go również – z Wasilewską i Rzymowskim na przedzie – do budowy nowej, socjalistycznej kultury i oświaty w stalinowskiej Polsce.

[19] – Według pisma dyrektora Departamentu I MBP z dn. 14.11.1947 r., „ob. Szaniawski Ignacy-Edmund (Schnajer) członek P.P.R. pracuje w M.S.Z. od 1945 r. na stanowisku Z-cy Nacz. Wydz. dla Spraw Żydowskich. Według posiadanych przez nas danych ob. Szaniawski po wyzwoleniu Lwowa pracował jako pedagog w Instytucie, handlował walutą i cieszył się opinią człowieka o wątpliwej wartości przekonań politycznych.” (cyt. za lustracja.net). Informacja ta nie wyjaśnia, czy Ignacy Szaniawski pracował w Instytucie Pedagogicznym we Lwowie także podczas pierwszej okupacji sowieckiej, tj. w l. 1940-1941, chociaż w notce biograficznej na stronie Instytutu Technologii Eksploatacji – Państwowego Instytutu Badawczego w Radomiu czytamy, że pracował jako nauczyciel w l. 1928-1945: „SZANIAWSKI Ignacy, (10.04.1909-1983) pedagog pracy. Wykształcenie: doktorat w Uniwersytecie Jagiellońskim – 1948 r., docent – 1955, profesor Uniwersytetu Warszawskiego – 1980. Praca zawodowa: nauczyciel 1928-1945, pracownik w Min. Spraw Zagr. – 1946-1950, kierownik katedry kształcenia politechnicznego i zawodowego – 1965-1969.”

Źródło: Pedagodzy pracy /w:/ eBibliografia – Ustawiczna Edukacja Zawodowa, Wydawnictwo Naukowe Instytutu Technologii Eksploatacji – PIB w Radomiu http://www.pedagogikapracy.pl/pedagodzy.html#S (08.09.2012)

[20] – A. Sobczak, Mały Słownik Indoktrynacji Szkoły. Indoktrynacja ideologiczna – formowanie postaw społecznych przychylnych ustrojowi komunistycznej Polski po II Wojnie Światowej (1944-1956). http://www.utherpendragon.net/grafika/INDOKTR.pdf (08.09.2012)

[21] – J. Kamińska, Dzieje Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego http://www.pedagog.uw.edu.pl/pedagog.php?p=historia (08.09.2012)

[22] – O społecznych powinnościach pedagogiki. Rozmowa z profesorem Tadeuszem Lewowickim przewodniczącym Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk, „Konspekt. Czasopismo Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie” nr 16-17/2003 http://www.up.krakow.pl/konspekt/16/lewowicki.html (08.09.2012)

[23] – Wikipedia, hasło: Wojskowa Akademia Polityczna http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojskowa_Akademia_Polityczna (08.09.2012)

Szaniawski pracował tu w towarzystwie takich wybitnych wykładowców, jak, między innymi, Stefan Michnik (syn straconego w ZSRR komunisty Samuela Rosenbuscha, przyrodni brat Adama), który już w pierwszej połowie lat 50-tych objął stanowisko kierownika gabinetu Katedry Nauk Wojskowo-Prawniczych na WAP i odszedł z tej uczelni dopiero po marcu 1968 roku.

Grzegorz Grabowski

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “W poszukiwaniu „historii prawdziwej””

  1. @Autor: Czyżby znowu jakoś tak po chazarsku cóś … Jeśli faktycznie tak jest , to znowu PiSowski standard, jednym słowem. Serdecznie dziękuję P.T. Autorowi za informacje o śp. Panu Ignacym Edmundzie Szaniawskim vel Szlajerze vel Schnajerze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.