Przeciwko «rabinizacji» Kościoła

Pozycją eklezjologiczną Carlosa A. Disandro od czasu rozpoznania „owoców” Soboru Watykańskiego II (1962-1965) był sedewakantyzm, co zresztą w żadnym razie nie wyczerpuje znamion oryginalności jego stanowiska. Wiadomo, że spośród głównych postaci tego nurtu szczególnym uznaniem darzył biskupa (konsekrowanego w 1981 roku przez wietnamskiego abpa Ngô Đình Thục) Acapulco w Meksyku, ks. Moisésa Carmonę y Riverę (1912-1991), będącego współpracownikiem i następcą ks. Joaquína Sáenza y Arriagi SJ (1899-1976), który już od 1962 roku głosił (pod pseudonimem „Maurice Pinay”) istnienie judeo-masońsko-komunistycznego „spisku przeciwko Kościołowi”, zaś w 1971 roku ogłosił – już pod własnym nazwiskiem – książkę La Nueva Iglesia Montiniana, w której orzekł, że „Nowy Kościół Montiniański” nie jest prawdziwym Kościołem katolickim, zaś Paweł VI jest żydem (marranem), kontrolowanym z oddali przez to sprzysiężenie, a przeto antypapieżem. Jak każdy sedewakantysta, swoje twierdzenie o „pustostanie” (sede vacante) tronu papieskiego Disandro usprawiedliwiał bullą papieża Pawła IV Cum ex apostolatus officio z 15 lutego 1559 roku, orzekającą, „iż w razie odstępstwa od wiary można się sprzeciwić nawet papieżowi, który pełni władzę BOGA i Pana naszego JEZUSA CHRYSTUSA na ziemi, a nad narodami i królestwami posiada pełnię mocy i wszystko podpada pod jego osąd, on sam zaś na tym świecie przez nikogo nie może być osądzony”. Ma ona, zdaniem Disandra, zastosowanie dzisiaj, ponieważ „fałszywi papieże” okupujący Stolicę Świętą od 1958 roku i inni, mianowani przez nich hierarchowie, owładnięci „antychrystusowym neoarianizmem (neo-arrianismo anticrístico)”, dopuścili się apostazji od prawdziwej Wiary (Fe) katolickiej. Dla Disandra jest to dowód, że weszliśmy w epokę kairotyczną (kairológica), w której wewnątrz (dentro) Kościoła Rzymskiego została ustanowiona rzeczywista i pełna (real y total) władza ANTYCHRYSTA – acz, ściślej mówiąc: Antychryst jeszcze się nie narodził, lecz jego Królestwo już tak – toteż, konfrontując ów czas (kairós) wtargnięcia i zawłaszczenia władzy przez Antychrysta z Misterium Kościoła (Kościoła w ogóle, bezprzymiotnikowego, nie „rzymskiego”, „greckiego”, „antiocheńskiego” etc.), należy uświadomić sobie, że znaleźliśmy się u progu czasów eschatologicznych.

Jak dobrze wiadomo, sedewakantystów znamionuje również niechęć okazywana temu nurtowi tradycjonalizmu katolickiego i tej strategii oporu wobec (samo)destrukcji Kościoła, jego doktryny i liturgii, którą personifikuje założyciel FSSPX abp Marcel Lefebvre (1905-1991). Wszelako ostrość (i ciężar zarzutów) krytyki «lefebryzmu», jaką przeprowadza Disandro wykracza daleko poza „standardy” argumentacji sedewakantystów, koncentrujących się zazwyczaj na wykazywaniu domniemanej niekonsekwencji twórcy Ecône, który faktycznie podważa („jak protestant”) jurysdykcję papieża, jednocześnie uznając go za prawowitego. W oczach argentyńskiego pisarza Arcybiskup to pseudo-papa, konstruujący swój obraz jako obrońcy wiary, oraz roszczący sobie pretensje do ustanowienia jurysdykcji powszechnej, a także tępiący grupy tradycjonalistów „niezależnych”. Disandro podzielał nawet pogląd abpa Ngô Đình Thục o nieważności konsekracji biskupiej samego abpa Lefebvre’a, ponieważ otrzymał on sakrę od „kardynała” Achille’a Liénarta, który „nigdy nie był katolikiem”. Koniec końców, ruch oporu przeciwko (po)soborowemu pustoszeniu Winnicy Pańskiej, stworzony przez abp Lefebvre’a nie jest, według Disandra, autentycznym tradycjonalizmem, lecz „tradycjonalistyczną sektą lefebryzmu (la secta tradicionalista del lefebvrismo)”, a nawet „masońską sektą z Ecône (la secta masónica de Ecône)”. Opozycja «lefebrystów» wobec watykańskiej centrali synarchii jest, zdaniem Disandra, pozorna: faktycznie istnieje łączność między Lefebvre’m a „antropozofem” Karolem Wojtyłą, jednako zrywających z prawdziwą Świętą Tradycją, i swoisty „podział ról” odgrywany wobec nieświadomych rzeczy katolików: „diabelska sekta ma jednego pełnomocnika bezpośredniego w Wojtyle i drugiego, pośredniego w Lefebvrze i jego sekcie z Ecône (La secta satánica tiene un mandatario directo en Wojtyla y otro indirecto en Lefebvre y su secta de Ecône)”.

Z czego wynika aż tak bezwzględne zdezawuowanie tradycjonalizmu w takim znaczeniu, jakie wiąże się powszechnie z działalnością abpa Lefebvre’a? Gdyby chodziło tu tylko o rzekomą oś (eje) synarchiczną pomiędzy Watykanem a Ecône, można by machnąć ręką, dorzucając nieuprzejme uwagi o „spiskowej wizji historii”. Ale sprawa jest znacznie poważniejsza, albowiem dotyczy rzeczy tak zasadniczej, jak rozumienie Tradycji w sensie katolickim, i jeśli uwzględni się tę perspektywę, to Arcybiskup i ci, którzy idą za nim, stają się raczej współsprawcami, albo przynajmniej kontynuatorami, „błędu” o znacznie dawniejszej niż Sobór Watykański II genezie. W ten sposób dochodzimy wreszcie do głównej tezy teologicznej Disandra, którą zreferować można następująco: znaczenie Tradycji w teologii rzymskiej, już od czasów św. Augustyna (354-430) ulegało systematycznemu zubożeniu (se han ido empobreciendo) w stosunku do tego, które było powszechnie wyznawane w Kościele pierwotnym, a jego sens został wyrażony najdoskonalej w formułach soborów: nicejskiego (381), efeskiego (431) i chalcedońskiego (451), w konsekwencji zaś następowało systematyczne zepsucie (deterioro), którego Vaticanum II jest kulminacją i ostatecznością, ale nie przyczyną i początkiem. Istota problemu polega bowiem na historycyzacji znaczenia i dopuszczeniu zmienności Tradycji, co nie jest wynalazkiem współczesnym (modernistycznym), lecz ma swoje źródła w scholastyce średniowiecznej i wczesnonowożytnej (głównie hiszpańskiej), oraz w tezach głoszonych przez teologów jezuickich, którzy wywarli znaczący wpływ na sformułowania i treść uchwał Soboru Trydenckiego (1545-1563). „Czasem osiowym” przejścia od właściwego (transhistorycznego i niezmiennego) do błędnego (historycznego i zmiennego) rozumienia Tradycji jest zatem właśnie Sobór Trydencki, a kryzys zapoczątkowany przezeń z powodu przyjęcia błędnej definicji Tradycji „jest pogłosem post-średniowiecznej i potrydenckiej próżni (hueca) eklezjologicznej”. A ponieważ „znaczenie zmienne” (noción mutacionista) Tradycji jest właściwe zarówno judaizującym protestantom, jak i modernistom, to jeśli dotyczy ono również Kościoła potrydenckiego , wynika z tego, iż Trydent był „rabinizacją” (rabinización) Tradycji, dokonaną przez jezuickich marranów.

W świetle powyższego abp Lefebvre jawi się zatem jako pseudo-tradycjonalistyczny kontynuator dzieła destrukcji Tradycji sensu proprio: „Francuski arcybiskup powtarza (repite) post-średniowieczny redukcjonizm scholastyczny (el reduccionismo escolástico postmedieval), ścisłą przyczynę ruiny Kościoła”. Obrona Tradycji przez abpa Lefebvre’a „nie wyjaśnia (no clarifica) wewnętrznej relacji źródłowej (la relación intrínseca fontal) pomiędzy Niceą, Chalcedonem i Efezem z jednej strony, a Trydentem z drugiej strony”. Jest to niemożliwe, ponieważ zwołano kilka soborów zbójeckich (torcidos), nieszczęsnych (nefastos) i wprost wrogich (hostiles) Wierze (Fe), a to dlatego, że Rzym i Rzymianie są więźniami „przywilejów Rzymu”. Trydent i pozostałe sobory nowożytne są poza Źródłem Tradycji (Fuente de la Tradición), jako uwarunkowane czasem (epocal) ponowne odczytanie (relectura) Źródeł. Ów kontekst czasowy „rabinizuje (rabiniza) ciasne (estrecha) dziedzictwo trydenckie, przestarzałe (obsoleta) jak człowiek barokowy (el hombre barroco), którego reprezentuje”. „Trydencki redukcjonizm” Lefebvre’a, zamiast ratować, „ogranicza (restringe) żywotność Wiary”. Skoro jego odpowiedź na modernistyczny kryzys jest „kontrreformacyjno-trydencka”, to nie ocala ona pełnego wymiaru Tradycji, lecz „jest przeszkodą w pokonaniu smoka (dragón)”.

Dla pełności obrazu należy dodać koniecznie, że Disandro był również stanowczym oponentem tych «tradycjonalistów» (zwanych potocznie «konklawistami»), którzy przyjmując wprawdzie jako punkt wyjścia tezę sedewakantystyczną, próbują – rozpaczliwie i błędnie – wyjść z nieznośnego położenia „pustostanu”, zwołując „Sobór Niedoskonały” (Concilio Imperfecto), i dokonując na „konklawe” wyboru papieża. Kardynalny błąd «konklawizmu» (pomijając groteskowość owych „elekcji” i często działalność samych „elektów”) polega na nierozpoznaniu istoty kryzysu, a stąd zastosowaniu nieadekwatnej metody. «Konklawiści» widzą i rozpatrują problem wyłącznie na planie logiczno-jurydycznym prawa kanonicznego : skoro nie ma „prawdziwego papieża”, to trzeba sięgnąć do nadzwyczajnych rozwiązań, mających wszakże umocowanie w niektórych kanonach Kodeksu Prawa Kanonicznego i w takich precedensach, jak Sobór w Konstancji, zwołany dla rozwiązania kryzysu znanego jako „wielka schizma zachodnia”. Nie rozumieją oni, zdaniem Disandra, że istotą dramatu współczesnego nie jest – jak w XV wieku – problem jurydyczny (który z papieży jest prawowity), lecz teologiczny; to kryzys Wiary a nie jurysdykcji, więc nie może być rozwiązany argumentami z prawa kanonicznego, które nie jest przecież źródłem (fuente) Wiary. Ci, którzy posługują się wyłącznie nimi, są takimi samymi „talmudystami” rabinizującymi Kościół, jak ci, którzy do kryzysu doprowadzili. W konsekwencji zatem, każdy „papież” wybrany na tego rodzaju „konklawe”, musi dołączyć do obozu Antychrysta – tak samo jak współcześni „okupanci” Rzymu i… „sekta z Ecône”. Aby rozpoznać w pełni grozę położenia, trzeba sięgnąć do zasady (arche/principio) misteryjnej, mistycznej, teandrycznej, historycznej, sakramentalnej i teologicznej Kościoła, całkowicie dziś zaprzeczonej, acz – jak już wiemy – już od wielu stuleci coraz gorzej rozumianej. Kościół nie stoi dziś w obliczu problemu jurysdykcyjnego, lecz apostazji jego nominalnych zwierzchników; ostatni prawdziwi wyznawcy Wiary są na pustyni (el desierto), w Tebaidzie straszniejszej niż św. Antoni Pustelnik czy św. Atanazy.

Cóż więc w tej strasznej epoce kairosu Antychrysta mogą i powinni czynić ostatni wyznawcy prawdziwej Wiary? Disandro sformułował ogólnie następujące zasady postępowania w liście do Teresy Benns z 25 kwietnia 1989 roku oraz do bpa Carmony z 10 stycznia 1990 roku. W pierwszym z nich ujął to w czterech punktach: (1) obrona i objaśnianie WIARY (FE); (2) walka za Wiarę przeciwko głowie (cabeza) herezjarchów; (3) walka z Wojtyłą, Lefebvre’m, Ratzingerem etc.; (4) walka z ANTYCHRYSTEM, czego domagał się św. Pius X w swojej pierwszej encyklice z 1903 roku. Implikuje to negację „zjudaizowanego” Kościoła Rzymskiego – dziś apostatycznego, negującego Wiarę i Zmartwychwstanie Chrystusa – nie będącego więc KOŚCIOŁEM ABSOLUTNYM (ECCLESIA ABSOLUTA) podług formuły Nicejskiego Symbolu Wiary. W drugim dokumencie, w którym argentyński pisarz proponuje bpowi Carmonie zorganizowanie dwu Synodów – pierwszego, który by przestudiował dokładnie sytuację i uroczyście ogłosił wakans w Rzymie, drugiego zaś, który by wyjaśnił wiernym konieczność walki z apostazją i Królestwem (el Reino) Antychrysta – podanych zostało sześć punktów kardynalnych: „(1) że żaden z [sedewakantystycznych] biskupów nie pretenduje (ani z osobna, ani kolegialnie) do jurysdykcji powszechnej, ponieważ ta obecnie ustała (cesante); (2) że [ich] misją jest bronić i głosić Wiarę Trynitarną i Teandryczną (Fe Trinitaria y Teándrica), to znaczy Credo Atanazego; (3) że ani Wojtyła i jego biskupi, ani Lefebvre i jego biskupi, pretendujący do «ortodoksji i jurysdykcji», nie są godni zaufania, ponieważ deklarują łączność (colateral) z Rzymem apostatycznym; (4) że Kościół jest jedynym, który zbawia, ponieważ jest jedynym, który jest Święty i uświęca; (5) że Karol Wojtyła jest Antychrystem, jednym z serii zapowiedzianych przez św. Jana; (6) że utraciła ważność (ha caducado) instytucja Konklawe, ustanowiona przez Mikołaja II w XI wieku, i w konsekwencji, wraz ze śmiercią Kardynała Siri z Genui w maju 1989 roku, wygasła prawowitość (legitimidad) kardynalatu, na mocy Bulli Pawła IV. Wniosek z tego, że ostatni wierni Kościoła Absolutnego w tej epoce kairosu Antychrysta mają za zadanie już tylko dotrwać w wierze do Paruzji.

Jacek Bartyzel

Pozostała część tekstu w Pro Fide Rege et Lege, które można nabyć TUTAJ.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Przeciwko «rabinizacji» Kościoła”

  1. Wraz z konkwistadorami, albo tuz po nich, przypływał jezuicki misjonarz, potem zydowski handlarz niewolników, następnie – zydowski lichwiarz. Gloria/Hosanna/Alleluja!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *